Kategorie

Kalendarz

August 2019
M T W T F S S
« Mar    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Błąd nawigacji

Od pół roku z małym hakiem wbrew własnej woli mieszkam na Woli. Nie lubię tego miejsca — ale przynajmniej moi (rzadcy) goście trafiają do mnie bez problemu, co nie było tak oczywiste na Kabatach. Adres w klasycznej formie Ulica-NrDomu-NrMieszkania, w pobliżu nie ma innych budynków mogących udawać mój, numeracja pięter i mieszkań po kolei, jak po sznurku.

Na Kabatach wszakże miałem całodobowe tesco o rzut beretem, teraz zaś do jakiegokolwiek większego sklepu beretów tuzin. Raz, dwa razy w miesiącu ratuję się dostawą do domu i taką zamówiłem też w sobotę. Miała się u mnie zmaterializować dziś między 13 i 15.00.

Punkt 14.00, telefon. “Czy pana domofon działa? Dostawca jest pod domem, ale pan nie odbiera domofonu. Proszę mu otworzyć”. Odpowiadam, że jestem w domu, domofon działał ostatnio, jest nowy, więc pewnie działa nadal, a dostawca zapewne źle wklepał cyferki. Proponuję jednak, by zamiast wywoływać domofon wklepał kod wprost otwierający drzwi do wieżowca. Pan z centrali dziękuje i się rozłącza.

Mija 10 minut, znów telefon. “Dostawca jest pod drzwiami pana mieszkania, ale pan nie otwiera, dlaczego?“. Jako żywo nikt nie dzwonił ani nie pukał, co też przekazuję rozmówcy, który odpowiada “chwileczkę” i wrzuca mnie na hold. Na wszelki wypadek wyglądam za drzwi. Pusto. Szukanie dostawcy nie ma sensu, są trzy windy, moglibyśmy się minąć.

Po paru minutach pan z centrali odzywa się ponownie, nie kryjąc już irytacji. “Albo pana nie ma w domu, albo pan złośliwie nie otwiera” (!!!). Odpowiadam, że mogę tylko zacytować bajeczkę “Nie jestem wielbłądem” i też już zdenerwowany żądam natychmiastowego wyjaśnienia sytuacji.

O 14.33 wreszcie dzwonek domofonu, po kolejnych trzech minutach — do moich drzwi. Dostawca z obojętną miną wręcza mi fakturę z komentarzem: “Są zmiany i braki”. Istotnie, brak bodaj sześciu artykułów (trzecia częśćź dostawy), a kolejnych siedem to “zamienniki”. Pięć ma inną wagę lub objętość i oczywiście cenę: są od 50% do  150% (tak,  150!) droższe. Jeden tylko kształtem przypomina to, co zamówiłem (zamiast syropu cytrynowego sok z mango i jabłek, którego nie znoszę). Wreszcie zamiast dużej zapalarki do kuchni gazowej — zapalniczka do papierosów…

Miałbym tedy  zapłacić niemal 100% pierwotnej ceny zamówienia, dostając circa 60%  zamówionej objętości przy 40% zgodności z oryginałem. Mówię dostawcy, że odrzucam wszystkie zamienniki, proszę o wypakowanie reszty i pytam, pod jakim też adresem szukał mnie pierwotnie.

Był błąd w nawigacji“, odpowiada wymijająco, wyraźnie zirytowany. “I to wszystko”?, pytam, powtarzam pytanie, dwukrotnie pada odpowiedź twierdząca. “Żadnego magicznego słowa?”, podpowiadam. “Nie ma magicznego słowa, był błąd i tyle“, słyszę.

Tego trochę za wiele. Facet nie umie poradzić sobie w łatwym terenie, nie chce mu się przeczytać dwucyfrowego numeru budynku na tablicy o rozmiarach 2  na 2 metr , uznaje, że mu “złośliwie nie otwieram”, centrala to absurdalne oskarżenie podchwytuje, a gdy okazuje się jasno, po czyjej stronie jest wina, nie słyszę nawet “przeppraszam”. “Popisaliście się dzisiaj, pełna indolencja i chamstwo”, mówię, przyznaję, podniesionym głosem. Reakcja pracownika tesco wbija mnie w ziemię.

Chamem i prostakiem to jest pan! Nie będzie dostawy” — i odwraca się ku wyjściu. Jestem naprawdę rozjuszony. “No to won”, krzyczę i szarpię jego wózek, zrzucając na ziemię jedną ze skrzynek. “Wzywam policję“, słyszę zza zamkniętych już drzwi. Ok, czekam. Ochłonąłem nieco i zastanawiam się, czy tesco zechce jednak przeprosić. Ale wątpię, zwijają połowę sklepów w Polsce i mają inne rzeczy na głowie.

Mam kłopot i ja. Z moim zdrowiem marnie, z trudem zbieram się, by wyjść z domu, przejście 300 metrów to wyczyn. Dostawa cięższych i większych rzeczy do domu to nie kaprys, lecz konieczność. Siedzę teraz z kompletnie pustą lodówką, bo tesco miało “Błąd nawigacji“.

PS. 15.25: Sprawdziłem bank i widzę, że tesco przed chwilą ściągnęło z mojej karty trzy stówy za niezrealizowaną dostawę. To jest rozbój w biały dzień.

PS II. Napisałem do tesco przez stronę “Kontakt – Napisz do nas” zaznaczając kwadracik “Prześlij kopię na mój adres email”. Przez kolejną godzinę  skrzynka była pusta, nabrałem więc podejrzeń, że strona nie działa. Gdy udało mi się dodzwonić na infollinię tesco, kobiecy głos oznajmił, że przecież ten kontakt dotyczy sklepów z cegły, a nie dostaw zamawianych w necie. To nic, że nie ma tam żadnej takiej informacji, a jak system odgadł, że piszę nie na temat i nie przesłał mi kopii, pozostanie tajemnicą tesco.

PS III. Finał. Jest 16.30.

Przez 15 minut rozmawiałem w infolinii z panią odpowiedzialną w infolinii (“kierownik”) za e-zakupy tesco. Gdy już zdołała zidentyfikować zamówienie, oświadczyła, że jest ono anulowane, a pieniędzy nie pobrali. Odrzekłem, że potrafię odróżnić blokadę środków od pobrania z karty. Po raz kolejny dzisiaj tesco wmawia mi, że jestem wielbłądem.

Oświadczyłem, że ja zamówienia nie anulowałem i czekam na jego realizację. Usłyszałem, że anulacja jest ostateczna i to koniec sprawy, a pieniądze nie zostały pobrane. Poprosiłem grzecznie, abyśmy pominęli sporny wątek pobrania z karty i zapytałem, czy pani jest zainteresowana, co się wydarzyło. Padła odpowiedź, że pani zna sprawę z notatki dostawcy, a pieniądze nie zostały pobrane.

Kolejne minuty zeszły na grze w pomidora: “Czy mogę wyjaśnić, co się zdarzyło? — Pieniądze nie zostały pobrane“. Ponieważ stopniowo podnosiłem głos, trochę z rozbawienia, a trochę z irytacji, pani zagroziła rozłączeniem. W końcu wszakże zgodziła się mnie wysłuchać. I co? I nic. “Dostawca ma inną wersję. Dostawa jest anulowana decyzją kierownika placówki i na pewno nie będzie zrealizowana” – tę frazę pani powtórzyła jeszcze dwa razy, gdy pytałem, czy naprawdę nie poczuwają się do jakiejkolwiek winy lub zobowiązań wobec mnie.

Pozostało mi tylko pożegnać się życząc pani miłego dnia, co też uczyniłem i zostałem zapewniony o wzajemności. Ciśnienie buzuje, a na dodatek po prostu nie mam co jeść. Do picia mam już tylko kranówkę (nie jest zła, i tak ją pijam). Do sklepu na pewno dziś nie pójdę, bo z trudem wstaję z krzesła przed kompem. Wciąż nie chce mi się wierzyć, że indolencja i chamstwo dostawcy i operatora zostały oficjalnie potwierdzone  przez panią Wybieralską w imieniu tesco jako instytucji, w której zakupy z kartą stałego klienta robiłem regularnie przez 22 lata (słownie: dwadzieścia dwa). Niemal ćwierć wieku.

Przez owe lata i w sklepach, i później w e-zakupach czułem się dobrze i coraz lepiej. Były drobne problemy, zawsze słyszałem “przepraszam” i tym chętniej wracałem do tesco. Oto jednak nagle bezpodstawnie, ale wielokrotnie oskarżają mnie o celowe wprowadzanie ich w błąd, zrzucają na mnie winę za własną indolencję, odmawiają wydania dostawy, blokują mi kasę. Zwrocą ją, jasne, pewnie już jutro limit karty wróci tam, gdzie był. Ciśnienie — niekoniecznie.

Proszę, nie pozwólcie, by to się na tym skończyło.

3 comments to Błąd nawigacji

Leave a Reply