Kategorie

Kalendarz

July 2017
M T W T F S S
« May    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Manifest lipcowy

Zaczynam skrobać ten tekst kwadrans po przyjęciu przez Senat bez poprawek ustawy o Sądzie Najwyższym. Pośpiech kazał pisowcom zkleceważyć nawet to, że z Sejmu ustawa wyszła z ewidentnym błędem: art. 18 zezwala Zgromadzeniu Ogólnemu na wybór trzech kandydatów na prezesa, art. 12 zaś nakazuje przedstawienie prezydentowi pięciu kandydatów. Tym samym wybór prezesa nie będzie możliwy. Zaiste symboliczny koniec i trójpodziału władzy, i legislacji w Rzeczypospolitej.

Jeszcze pół roku temu zdawało mi się, że da się przeżyć te rządy PiS. Dziś boleśnie przekonuję się o swej pomyłce, choć wciąż próbuję wierzyć, że wolnych wyborów nie ruszą; wszakże pewności już brak. Nieco łatwiej byłoby mi bronić tezy, że nie doczekamy się znowu więźniów politycznych w Polsce, ale liczne sugestie prominentnych przedstawicieli włądzy i “niepokornych mediów” sprawiają, że i tu zaczynam się wahać.

Najbardziej boli propaganda w TV i w necie, chwilami wręcz przebijająca wzorce z czasów Bieruta, Gomułki czy Urbana. Boli też obserwowanie, jak staczają się ludzie, których jeszcze nie tak dawno ceniłem i lubiłem. Te dwie rzeczy sprawiają, że czuję się trochę jak w 1982 r., choć nie oznacza to porównania całokształtu sytuacji.

Wtedy, 35 lat temu, z niedowierzaniem obserwowałem nagłą voltę pewnej dziewczyny, studentki UW, z którą miałem przyjemność pracować w redakcji ogólnowarszawskiej Gazety Strajkowej NZS w listopadzie 1981. Dziewczyna z wielką żarliwością relacjnowała losy strajkujących w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej. Po 13 grudnia zrazu włączyła się w kolportaż bibuły. Gdy jednak jej narzeczony trafił za to za kratki, przestraszyła się i zniknęła z naszego horyzontu.

Odnalazła się parę miesięcy później w telewizji Jaruzelskiego. Bodajże debiutanckim jej występem przed kamerami był wywiad z koniem. Tak, mowa o zwierzęciu. Wkrótce została czołową prezenterką i celebrytką, którą zresztą z powodzeniem jest do dziś.

Takich osób w moim ówczesnym otoczeniu było jeszcze kilka. Może trzy, może pięć, nie pomnę. Na pewno nie więcej. Cóż, wtedy otwarcie popierających reżim było niewielu. Dziś, w epoce fejkniusów zastępujących rzeczywistość, po “tamtej” stronie jest dużo bardziej tłoczno i statystyczną siłą rzeczy obserwować muszę ze zgrozą staczanie się sporej liczby byłych przyjaciół i znajomych, zwłaszcza oczywiście polityków i dziennikarzy.

Szkoda oczywiście słów na takich, jak Michał Karnowski, który w najświeższym propagandowym sonecie antypuczowym podzielił polską scenę na “obóz zmian” i “złych ludzi”, tak po prostu – “złych ludzi”, by parę zdań dalej ogłosić, że polska opozycja jest… “totalitarna” (to chyba taka, która sprzeciwia się rządowi w całości więzionemu za przekonania). Z większym zainteresowaniem obserwuję intelektualne rozkroki tych, którzy chcą jeszcze zachować pozory niezależności, oddając jednak cesarzowi, co cesarskie.

Niezwykłym przejawem tego ostatniego zjawiska jest manifest lipcowy ogłoszony wczoraj przez Igora Janke. Wybrał 21 lipca – pomiędzy datą podpisania i datowania manifestu z 1944. Zadęcie w obu dokumentach podobne: Janke wzywa do opamiętania, bo “dochodzimy do ściany”. Kto dochodzi? Ano, głównie opozycja, bo to ją Janke wyłącznie atakuje w dwóch pierwszych akapitach, używając wszystkich dyżurnych sformułowań z pisowskiej propagandy, choć nigdy nie krytykował np. PiSu, gdy partia ta będąc w opozycji skarżyła się na rząd RP w tuzinach spraw gdzie tylko mogła, od Waszyngtonu przez Brukselę i Strasburg po Berlin. Dalej znajdziemy też dwa długie akapity “analizy” dokonań rządu PiS, przypadkiem jednobrzmiące z propagandą rządu pani Szydło.

Oddawszy cesarzowi co cesarskie Janke ostrożnie krytykuje sejmowy wybuch Kaczyńskiego, choć dodaje, że “rozumie emocje”. Opozycji wszakże prawa do jakichlkolwiek emocji odmawia. Przechodząc do “reformy” sądownictwa deklaruje, że dzisiejszy stan Temidy ocenia tak jak PiS. Po czym ostrożnie krytykuje kilka elementów “reformy”, nacisk kładąc nie na treść, lecz ekspresowy tryb legislacji. Daje do zrozumienia, że PiSowi by zaufał, ale “kiedyś przyjdzie inna władza i wszystko wywróci” na podstawie tych właśnie ustaw. Odważnie przy tym deklaruje, że wśród potestujących dziś przeciw rządowi są także “normalni ludzie, a nawet jego znajomi.

Po tej analizie sytuacji, złożonej z całkowitego potępienia opozycji oraz ostrożnej, z jawnie przyjaznych pozycji, krytyki władzy, Janke konstatuje, iż “napięcie po obu stronach rośnie w sposób szalony” i apeluje o “oddech”. Licząc, jak rozumiem, na posłuch w szeregach opozycji, którą parę akapitów wyżej oskarżył wprost o zdradę i wzywanie do obcej interwencji w Polsce. Oraz prezesa PiS, który wprawdzie nie potrafi opanować emocji, ale Janke go przecież rozumie.

I tu dochodzimy do sedna hipokryzji autora. Otóż głosi on, iż opozycja Kaczyńskiego “prowokuje, by za wszelką cenę wyprowadzić go z równowagi” (tłumacząc na polski: opozycja krytykuje lidera partii rządzącej), “używając do tego najbliższej mu zmarłej osoby”. “Wyobraźcie sobie, że ktoś tak atakuje was” — Janke wznieca w czytelniku emocje, na których nadmiar zarazem narzeka.

Otóż, Igorku, niewielu z nas ma wśród najbliższej rodziny byłego Prezydenta RP. Niewielu z nas jest też szefem partii samodzielnie rządzącej w Polsce. Niewielu z nas używa zmarłych, by dyktować całemu swemu otoczeniu, jak żyć. To nie opozycja, lecz Jarosław Kaczyński uczynił polityczne narzędzia i ze śmierci swego brata, i z Jego spuścizny. Powołuje się na nią nieustannie nie podczas mszy żałobnych, lecz w mowach w parlamencie, na konferencjach prasowych, na wiecach wyborczych. Traktuje zaś ją wybiórczo, tworząc epizody, o których Lech Kaczyński nie miał pojęcia (“faktyczne kierowanie Solidarnością”), przemilczając to, co akurat niewygodne (jak choćby stosunek do Okrągłego Stołu) lub przeinaczając to, co nie całkiem pasuje (chciał Lech Kaczyński zmieniać sądownictwo, ale bronił trójpodziału władzy).

Jest pełnym prawem opozycji, by Kaczyńskiemu tę hipokryzję wytykać. Ty, Igorku, twierdzisz jednak, że opozycja tym samym “wyklucza się z kultury chrześcijańskiej”. Rozumiem, że nie wykluczasz z niej Kaczyńskiego, który wrzeszczy, że cała opozycja to “zdradzieckie mordy i kanalie”i dodaje, że “wszyscy będą siedzieć”. Ten wybuch, przypomnę, był reakcją nie na obelgi, lecz na zwykły cytat z Lecha Kaczyńskiego. Leciutko krytykujesz, ale “rozumiesz emocje”. To też wytrych umożliwiający pisowskiej władzy i jej poplecznikom uchylenie się od jasnego potępienia każdego hejtu, gdy jego adresatem jest opozycja. Której, przypomnę, prawo do emocji nie przysługuje.

Ostatni akapit manifestu lipcowego Jankego podnosi dramatyzm na wyżyny. Jest groźba rychłego rozbioru Polski przez jakieś siły zewnętrzne (tekst powstał parę godzin po komunikacie Departamentu Stanu o zaniepokojeniu USA, że polski rząd chce “osłabić sądownictwo i podważyć rządy prawa” — czyżby o tym mowa?). Apel brzmi: “Zatrzymajmy się”. Czyli co? Skok na TVP jest ok, skok na TK jest OK, skok na spółki SP jest ok, skok na KRS jest ok, skok na sądy można trochę złagodzić, a opozycja morda w kubeł. By dotowany przez rząd Instytut Wolności Jankego mógł nadal i bez wyrzutów sumienia publikować peany na cześć Kaczyńskiego, Trumpa i Erdogana.

PS. Zadałem sobie trud sprawdzenia, co dotąd pisał Igor o kolejnych “reformach” trybunałów i sądownictwa. Otóż zaczął jesienią 2015 r. od bardzo ostrej krytyki skoku Platformersów na dwa stołki sędziowskie w TK. Od grudnia zaciekle i wielokrotnie potępiał i wykpiwał wszystkich krajowych i zagranicznych krytyków skoku PiS na cały TK. Podkreślał, że PiS “wygrało wybory i ma prawo urządzać państwo po swojemu”. Jedynym odstępstwem był retwit Kazimierza Ujazdowskiego o potrzebie kompromisu. U schyłku poprzedniego roku temat mu się znudził i odtąd brak w jego twitach jakichkolwiek wzmianek o sądach, w tym o skoku PiS na KRS. Nie było też słowa o SN — do wczoraj. Amen.

7 comments to Manifest lipcowy

  • jes

    A mnie się wydaje, że tekst “byłego dziennikarza” Igora Janke jest rozpaczliwym manifestem porażki umiarkowanego zwolennika PiS, które to pojęcie, również w świetle jego manifestu, okazuje się oksymoronem.
    Cóż, umiarkowanie to cnota, jakże trudna do praktykowania. I jakże przy tym szlachetna. Proszę wybaczyć użycie tak niemodnego słowa, ale, podobnie jak Pan, też jestem cokolwiek niegdysiejszy, więc i klucz do niebezpiecznego naszego polskiego klinczu widzę w tym, co w naszej kulturze ważne było jeszcze onegdaj.
    Kłaniam się nisko :) .

  • wik

    Czekałem na ten tekst, ale współczuję Ci najazdu jedynej słusznej opcji.

  • anser

    Już od paru miesięcy można zauważyć regułę u części dziennikarzy niepokornych, tych którzy uważają się za konserwatystów , np. Warzecha, Ziemkiewicz czy Mazurek, że kiedy coś im się nie podoba w tym co robi PIS, to najpierw w długim wstępie krytykują poprzednią władzę, zaznaczają swoją ideową postawę tak żeby broń Boże nikt nie pomyślał że przeszli na drugą stronę, aby ostatecznie powiedzieć co ich naprawdę boli. Lojalność wobec dobrej zmiany mimo że wyraźnie krępuje i frustruje, ponad wszystko. Jak się ich czyta lub słucha np. w PR24 to ta reguła jest tak przewidywalna, że nawet zabawna.
    Być może to wynika ze strachu przed powrotem „tego co było”, a może bardziej merkantylnie strachu przed utratą „tego co ma się teraz”.

  • Jest coś niepokojącego w tym, że zarówno u ludzi o znanych nazwiskach, mający niezaprzeczalną piękną kartę z czasów peerelu jak i u młodych wychowanych w Wolnej i Niepodległej następuje renesans cech i zachowań, które tak doskonale pamiętam z czasów komuny. Nie jestem w stanie racjonalnie sobie wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje. To przecież nie może tylko chodzić o “byt, który kształtuje świadomość”. Mam świadomość “rachunku krzywd” różnych środowisk z lat 90-tych ale przecież ich wyrównywanie następuje przy mentalnej a często i instytucjonalnej recydywie “komuszych” zachowań i konformizmu. A najgorsze w tym wszystkim jest kompromitacja wartości z jakimi jakoś tam się identyfikuje czyli konserwatyzmem i katolicyzmem. Ci, którzy przyjdą po PiS-ie zaorzą je i uklepią ziemię. A i “powerpointowe” postrzeganie gospodarki spowoduje, że będziemy musieli odrabiać straty…

    • Sorbifer

      Rachunek krzywd? LOL. Ja bym napisał o braku elementarnej sprawiedliwości – pies z kulawą nogą nie odpowiedział za 45 lat komuny. Jakby wszystko było OK. To i pies niech trąca 3RP. I jej “dorobek” :)

      • masz rację. Piotrowicz powinien odpowiedzieć. A że nie odpowiedział to trzeba wyciąć Puszczę, wystrzelać dziki i łosie, zaorać Janów Podlaski, spóźnić się na przetarg autobusów i trzepnąć w mordę Timmermansa…
        Wyciągając nauczkę z tego zaniechania (taką mam nadzieję) drugi raz równie karygodnego zaniechania w wymierzaniu sprawiedliwości nie będzie. Konfiskata rozszerzona będzie jak znalazł…

Leave a Reply