Kategorie

Kalendarz

September 2015
M T W T F S S
« Aug   Oct »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Nicpost

Wczoraj rano znów się zdziwiłem. Sukcesu referendum nie wróżyłem i sam się na nie nie wybierałem i nie wybrałem. Spodziewałem się jednak, bez konkretnych podstaw, ot, intuicyjnie, przynajmniej 20% frekwencji. Niecałe 8% sprawiło, że choć chciałem owo wydarzenie jakoś odnotować na blogu, nie znalazłem we łbie niczego sensownego.

Parę miesięcy temu na Pawła Kukiza głosowało ponad 3 mln Polaków. Na referendum z pytaniem o sztandarowe hasło Kukiza poszło niemnal milion mniej. Dlaczego? Nie wiem. Przy tak niskiej próbie nie ma oczywiście sensu wyciąganie jakichkolwiek wniosków z liczby głosów “tak” i “nie” na poszczególne pytania. Trzeba by najpierw zrozumieć klucz do frekwencji, wiedzieć, kto i czym się kierując poszedł głosować.

Dałem sobie dobę, by sprawy przemyśleć, ufny, że coś mądrego mi w końcu do łba przyjdzie. Nie przyszło, prócz tego tylko, co chyba jest powszechnie jasne — że raczej nieprędko doczekamy się kolejnego referendum, bo ryzyko zbyt wielkie. Skrobnąłem jednak tych parę zdań, bo wszak pani Matka czekają na mój znak życia. I to by było na tyle.

21 comments to Nicpost

  • Ajgor

    Widział Pan jakąś kampanię przed referendum? Ostatnie dwa tygodnie przed głosowaniem byłem na urlopie, więc prawie nie śledziłem mediów, za wyjątkiem krótkich informacji przed pogodą, ale przed urlopem również nie widziałem żadnej aktywności polityków, ani za, ani przeciw. Gdyby Kukiz poświęcił na referendum tyle czasu ile na wybory prezydenckie, frekwencja byłaby chyba większa.

  • Zagłosowałem w pierwszej turze na Kukiza. I nie dla JOW-ów ani dla jego przymiotów osobistych ale w ramach “demonstracji”.
    Na referendum zaś poszedłem bo mimo tego, iż jego niewiążący charakter można było przewidzieć ze 100% pewnością.
    Pomijając bowiem wszelkie wątpliwości natury konstytucyjnej, motywy jego zarządzenia, nieprecyzyjności pytań czy wręcz nieaktualność jednego z nich, był to najmniej ode mnie wymagający sposób by pokazać co sadzę o sposobie finansowania partii politycznych i ordynacji wyborczej. No i niestety – niczego “niewymagające sposoby” nie są skuteczne :(
    Nie sądzę też, że jest tak jak uważają ci których pytania referendalne “obrażały” – obojętność ludu nie wynikła z jego “dojrzałości” ale z braku wiary iż odpowiedź na pytania referendalne może cokolwiek zmienić. Po prostu – można było udzielić mądrych odpowiedzi nawet na pytania, które wydawały się głupie…

  • r306

    A tam… zeby bylo ciekawiej – to nasze kochane “spoleczenstwo”, tak chetnie i bez mrugniecia okiem “rozstrzeliwujace z kalacha” cala zbieranine na Wiejskiej,za fakt, iż nie poszlo do urn referendum, zeby ten swoj protest song jakos potwierdzic (pierdziu sensownosc i trafnosc pytan – kazdy kontestator obecnej polityki bezblednie powinien odpowiedziec na wszystkie trzy) – obwinia za to, ze nie poszlo – też politykow…..
    Nie żebym sie jakos na szanowne “spoleczenstwo” obrazal. Ale może jednak tak z otwartą przyłbica przyznać, ze jednak ta klasa polityczna jest emanacja spoleczenstwa? I pierdziu, ze 60% nie chodzi na wybory – a iluż jest biernych posłów? I mówie to ja – który na wybory nie chadza. Wiec tak – te ludki w lawach poselskich, ktore tam tylko siedza i biernie podnosza lapki wg. wskazania, to tez ja – w wymiarze mojego spolecznego zaangazowania.
    A nie chce mi sie pisac… Zaden polityk mnie nigdy tak nie przerazil jak zachowania moich rodakow…

    • jes

      To prawda – klasa polityczna jest emanacją społeczeństwa. Ale nie tylko ona. Emanacją społeczeństwa był też n.p. ruch obrony sześciolatków przed szkołą, czy jak się to nazywało. Typowy, a rzadki we współczesnej Polsce obywatelski ruch, który był próbą uruchomienia aktywności społecznej w związku z jednym z najbardziej newralgicznych zagadnień. Spuszczenie wysiłku tego ruchu po brzytwie warto opisać adekwatnymi przymiotnikami, niezależnie od oceny samego pomysłu przyspieszenia ścieżki edukacyjnej.
      Jedna emanacja wypięła się na drugą. Bez konsekwencji? Nie demonizując sprawy, trzeba przyznać, że konsekwencje jakieś są. Jedną z nich jest dalszy spadek wiary w sens aktywności publicznej.
      Bywa tak, że owe “emanacje” się emancypują i przestają odpowiadać rzeczywistości społecznej, z której się wywodzą. Zaryzykowałbym nawet hipotezę, że to jest mechanizm typowy. Dziś w Polsce, po ćwierćwieczu eksperymentów ze spóźnioną demokracją, mechanizm ten doprowadza “klasę polityczną” do krytycznego poziomu alienacji. Świadectwem tego jest frekwencja.

      Na marginesie. Nie zgodzę się z Zaplutym, że “można było udzielić mądrych odpowiedzi nawet na pytania, które wydawały się głupie…” One nie wydawały się głupie, tylko głupie były. Odpowiedź negatywna na pytanie “Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?” (o trzecim pytaniu to nawet nie warto wspominać) dawałaby całkowitą dowolność w kształtowaniu sposobu finansowania partii. To skądinąd nie jest temat referendalny, tylko wyborczy. No tak. Tylko, zdaje się ktoś stosunkowo niedawno z programem zmian w sposobie finansowania partii wygrał wybory. Gest Kozakiewicza.

      • Jako, że zostałem wywołany :) : Wiążąca odpowiedź “NIE” na drugie pytanie dawała szansę na jakąkolwiek dyskusje o sposobie finansowania partii inny niż dotychczas, a który to sposób jest traktowany jako “dogmat”. Sformułowanie “inny niż dotychczas” zawiera również sytuację gdy partie są finansowane z budżetu ale np. z narzuconą strukturą możliwych wydatków. Nie sądzę by jakakolwiek partia już zasiadająca w parlamencie miała wystarczającą determinację by doprowadzić do takiej zmiany nie mówiąc już o zniesieniu finansowania partii z budżetu.

        • jes

          Wydaje mi się, że poprawnie zinterpretowałeś omawiany przez nas tekst. Referendalne pytanie, “czy należy rozpocząć dyskusję na temat finansowania partii politycznych” brzmi jak kpina. A przeciez nic wiecej tam nie ma, tylko zaproszenie do dyskusji. Według mnie sesnsowne referendum to nie początek dyskusji tylko koniec.

          • Z kryterium sensowności referendum, które podałeś oczywiście się zgadzam.
            Tylko jest jedno “ale”… Wg mnie, obowiązujący system finansowania partii, ich sposób funkcjonowania w połączeniu z ordynacją wyborczą powoduje iż debata nad zmianami w nich samych jest niemożliwa. Tylko jakieś “ekstraordynaryjny” impuls może zmusić główne partie do podjęcia , zapewne na początku pozorowanej, próby rozmowy o zmianach w finansowaniu i ordynacji. W swojej naiwności uważam, że takim impulsem mógłby być wiążący charakter referendum i to mimo iz nie jestem zwolennikiem tego narzędzia demokracji. Biorąc to wszystko pod uwagę, wiedząc też czym powinno być referendum, wziąłem w nim udział, łudząc się że może to być początek zmian.
            Jeśli widzisz jakiś inny sposób by zmusić beneficjentów dotychczasowej ordynacji i finansowania do debaty jak zmienić ich zasady chętnie przeczytam. Z ewentualnej listy takich sposobów wykreśl obywatelska akcję zbierania podpisów pod czymkolwiek… To niestety nie działa na polityków…

            • jes

              Debata jest możliwa, ale jej inicjatorami nie staną się na pewno politycy będący beneficjentami obecnego systemu. To zresztą oni układali i popierali te debilne pytania. Wiemy oczywiście, że jedną z głównych ról “czwartej władzy” jest inicjowanie i pilnowanie tego rodzaju dyskusji. Teoretycznie :) . Solidarna alienacja wszystkich czterech filarów współczesnej demokracji prowadzić musi do katastrofy. Czasem czuję się jak ten drużnik z baaardzo starego dowcipu – “patrz smarkaczu, takiej kraksy więcej w życiu nie zobaczysz”. No, chyba, że wreszcie ktoś naprawdę mądry wyciągnie wnioski z sukcesu Kikiza. Ponoć przyroda nie znosi próżni, nie musi więc to być wcale ktoś mądry.
              Dzięki i pozdrawiam :) .

            • No nie, bez jaj. Choćby przyszło 90% uprawnionych do głosowania i powiedzieli na to pytanie, że nie, nie są za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii, połączone siły Sejmu i Senatu mogłyby zmienić dowolny detal i ogłosić, że wypełniły wolę ludu, zamykając debatę. Nijak nie możemy “zmusić” polityków do podjęcia poważnej debaty. Jedyną drogą, aby ich zmusić są nabrzmiałe emocje społeczeństwa – to zaś nie sprzyja powadze, tylko okrzykom “hańba”, “zdrada”, “na pohybel”, “za mną”, “wodzu prowadź na Kowno” i innych takich.

              • ” nabrzmiałe emocje społeczeństwa” mogą się wyrazić zarówno w 90% frekwencji referendalnej bądź wyborczej albo “na ulicy” – są też oczywiście media ale na pozytywna role mediów w naszym przypadku nie liczę. I o ile głosy na Kukiza mogą świadczyć o jakimś poziomie “emocji” i próbie odrzucenia mechanizmów rządzących naszą polityką, o tyle frekwencja w referendum świadczy iż powszechnie nie dostrzega się związku pomiędzy ordynacją i finansowaniem a tym co wywołuje “emocje” i co jakoby chce się odrzucić.

  • Ajgor

    Dokładnie tak, klasa polityczna jest emanacją społeczeństwa, a że proporcje w społeczeństwie są na niekorzyść tych myślących, więc wśród polityków nie może być inaczej. Ordynacja jeszcze promuje tych gorszych.

  • Mówi się, że ten wygrywa plebiscyt, kto układa pytania. No to mamy żywy dowód, że niekoniecznie.
    Byłem w komisji referendalnej. Doświadczenie bezsensu pracy jak mało kiedy. Choć u nas głos dało rekordowe 12%.

    Swoją drogą, gdyby frekwencja dopisała, byśmy posiedzieli dość długo, a co do rzetelności policzonych głosów miałbym pewne obawy: Trzy pytania (na każde możliwe warianty tak/nie/nieważny) na jednym arkuszu…

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Biorąc pod uwagę, że wbrew propagandzie jowy nie są sprzeczne z konstytucją ani lepsze od ordynacji proporcjonalnej wielomandatowej, można założyć, że ludzie mądrzy odpuścili to referendum (innymi pytaniami nie warto się zajmować). Zatem pisząc o referendum i „niskiej” frekwencji można zastanawiać się skąd się wzięło tylu zwolenników zamienienia jednej słabej ordynacji na drugą równie słabą.
    Fenomen propagandy za jowami, absolutnie odpornej na racjonalną dyskusję, wskazuje raczej na manipulację ciemnym ludem niż na sensowny, „oddolny” ruch. Walka o jowy to igrzyska dla ludu. Zatem proszę wymyślić sensowne pytania do zadania w referendum. Ja nie widzę sensu organizowania referendum, bo jak napisał pan „Odys” „ten wygrywa plebiscyt, kto układa pytania”. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdy autorami pytań są tfurcy „sukcesów” gajowego. :)

    Proszę pomyśleć w jakich sytuacjach plebiscyt ma w ogóle sens. Wtedy sensowny tekst o referendum sam się Panu napisze.

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply