Kategorie

Kalendarz

September 2015
M T W T F S S
« Aug   Oct »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Zupa “wszystko” live

Krzyś Bosak porzucił “jedynkę” na listach Kukiza. Nie kandyduje. Zasygnalizował na tt, wyjaśnił na Fejsie. Nie linkuję, bo nie o tym ten post. Chwilę później serwis “300polityka” newsa powtórzył w swoim serwisie “live”, za co doczekał się na tt pochwał, że taka dobra dziennikarska robota.

Skomentowałem, że cała formuła “live” to kapitulacja dziennikarstwa. Nie myślę tylko, ani przede wszystkim, o “300polityka”. Choć dość rzadko tam zaglądam, uwag krytycznych też mam sporo mniej niż do czołowych “portali informacyjnych”. Niemniej także ten serwis stosuje metodę, która już całkiem jawnie zamienia dziennikarza w klepacza mającego zaznaczyć, co trzeba, zrobić ctrl-c, w drugim okienku ctrl-v, czasem dopisać dwa słowa i gotowe.

Pojawiła się dawno, niemal równo z narodzinami serwisów internetowych. Stosowana była w szczególnych przypadkach, jak 9/11 — i jako dodatek, a nie jedyne źródło informacji. Każdy portal, wzorem czołowych agencji prasowych, od czasu do czasu (co godzinę czy dwie) robił syntezę całości. Tak, by czytelnik mógł w jednym strawnej objętości tekście znaleźć to, co ważne i we właściwej kolejności.

Z czasem portale jęły coraz mniej istotne sprawy obejmować formułą “live”, zarazem coraz rzadziej i mniej starannie uzupełniając ją o syntezy. Dziś to syntezy pojawiają się od święta, formuła “live” króluje niepodzielnie na wszystkich portalach. W ogóle nie potrzebuje już żadnego wydarzenia: wystarczy, że trwa nowy dzień. Czy to polityka, lokalne wieści miejskie czy mecz piłki kopanej — “LIVE”. I zazwyczaj nic lub niewiele więcej.

Pracownik serwisu nie musi już myśleć. Ma tylko śledzić źródła (twitter, fejs, inne portale, telewizja, rzadziej agencje) i gdy widzi coś, co zdaje mu się ciekawe, wykonuje serię prostych czynności z klawiszem ctrl. Nie obchodzi go, czy wcześniej było coś na ten temat, nieważna hierarchia spraw i informacji, nieważna nawet chronologia, bo decyduje nie czas rzeczywisty, lecz chwila, w której coś się pojawiło lub co gorsza moment, gdy serwisant to zauważył. Formuła “live” zwalnia nawet z myślenia, dlaczego nowy news jest sprzeczny z poprzednim (nie mówiąc o choćby próbie wyjaśnienia sprzeczności), z analizy wiarygodności źródeł, z czegokolwiek.

Relacje “live” są zwykle mocno promowane na stronach głównych. Tytuły się zmieniają w miarę napływu nowych wieści. Nie ma dnia, bym nie ujrzał na głównej “gazeta.pl” zajawki warszawskiego newsa, który chcę przeczytać. Klikam “wypadek tramwaju” i trafiam do relacji “live”, na szczycie której jest kot na drzewie, niżej korek na Puławskiej… przewijam jeden, dwa, 10 ekranów i nie znalazłszy wypadku tramwaju rezygnuję. Nawiasem mówiąc hateemelowy tag id=”nazwa” (dawniej a name=”nazwa”) jest twórcom serwisów kompletnie obcy.

Wiele godzin po meczu jedynym źródłem informacji pozostają relacje “live”. Jak łatwo zgadnąć, po kliknięciu na ich szczycie widzę newsa, iż sędzia mecz zakończył. Pół biedy, jeśli wynik jest w tytule. Całej reszty trzeba szukać w pocie czoła albo olać ciepłym moczem. Jeśli miałbym wskazać dziedzinę, w której “live” jest szczególnie drastycznie nadużywane, to są to serwisy sportowe.

Oto katastrofa samolotu. Zaglądam i czytam, że jednak nie udało się uratować jamnika. Jakiego jamnika? Na szczęście zaledwie dwanaście “newsów” niżej znajduję informację, że takowego odnaleziono blisko wraku, był ranny, nie wiadomo, czy był na pokładzie. Jaki to był samolot? Och, tę informację autor ostatnio zamieścił siedemnaście pełnych ekranów temu. Czy są jakieś ofiary wśród ludzi? Z tytułu wynika, że są, ale kolejne archiwalia relacji “live” ładują się tak wolno, że rezygnuję z szukania…

Relacja “live” to nie dziennikarstwo. To zupa “wszystko”, do której marny kucharz losowo wrzuca to, co trafi mu pod rękę. Rolą mediów jest podawać informację pełną, czytelną, wewnętrznie niesprzeczną, zgodnie z hierarchią wagi spraw. Cóż, mediów już nie ma. Są wyłącznie portale plotkarskie grające na emocjach. Nieźle im wychodzi.

11 comments to Zupa “wszystko” live

  • harc

    Forma została dostosowana do możliwości twórców. Jeżeli jedyną kompetencją, przy zatrudnianiu do pisania w “internecie” jest umiejętność obsługi aplikacji w telefonie i pełna dyspozycyjność na śmieciówce za 1K PLN, to oczekiwanie po takim “dziennikarzu” czegokolwiek więcej, niż “live”, jest okrucieństwem. Jakakolwiek próba stworzenia prze niego/nią formy ambitniejszej – komentarz, analiza – kończy się zwykle lawiną komentarzy pod tekstem, w którym czytelnicy tłumaczą autorowi jakie błędy merytoryczne i formalne popełnił.

  • Trochę “pofilozofuję” – a czy niestety nie jest tak, że każda próba agregowania treści, ukazywania tła, próba naświetlenia ewentualnych konsekwencji będzie traktowana w powszechnym odbiorze jako próba “cenzury” lub w najlepszym razie jako narzucanie interpretacji? Przecież w dobie internetów pokutuje pogląd, że każdy wszystko sam może znaleźć, zrozumieć, wyciągnąć wnioski…

    • Krzysztof Leski

      Czemu zatem miliony fanów maja memy? To wszak najdrastyczniejsza i najprymitywniejsza zarazem forma “agregowania treści”.

      • Czy rzeczywiście mem to próba syntezy czegokolwiek czy chociażby weryfikacji informacji? Nie. To najprostszy i najprymitywniejszy okrzyk bojowy mający skupić członków stada – jeśli oczywiście mówimy o memach “zaangażowanych”…

        • Krzysztof Leski

          Jam wszak ostatni chętny do obrony memów. Ale jeśli zgodzimy się, że nie ma syntezy idealnie obiektywnej, uwzględniającej i to z “właściwą” wagą wszystkie elementy i argumenty – to mem też jest syntezą…

Leave a Reply