Kategorie

Kalendarz

August 2015
M T W T F S S
« Jul   Sep »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Rozmiar ma znaczenie

Słynna anegdota przypisuje byłemu premierowi RP pogląd odmienny. Na obchodach święta strażaków dziennikarze zapytali Waldemara Pawlaka, co jest ważniejsze — długość czy grubość węża. Sikawkowego oczywiście. — Ani grubość, ani długość, tylko technika — flegmatycznie odpowiedzieć miał szef PSL. Może tak było, a może niezupełnie. Gdy jednak rozglądam się wokół, widzę  świat niemal zbudowany na różnicach wynikających ze skali zjawisk.

Małe i średnie firmy (MŚP, do 250 zatrudnionych) działają wedle zupełnie innych reguł niż duże. Przysługują im preferencyjne kredyty i odroczenia podatkowe. Inne są zasady opodatkowania, mniejsze wymogi księgowe, nieporównanie mniejsze zobowiązania socjalne wobec pracowników. Tak jest w Polsce, niemal całej Europie i znacznej części  świata od wielu lat.

Małe sklepy działają zwykle wedle zupełnie innych zasad prawnych niż hipermarkety. W wielu krajach mogą być otwarte w święta, gdy wielkie galerie muszą być zamknięte. Także od kilkunastu lat w Polsce. A przecież sprzedają tym samym ludziom tę samą pietruszkę.

Nad naszymi miastami od czasu do czasu przechodzą burze. Woda w miarę sprawnie spływa do kanalizacji burzowej. Nad miastami Hiszpanii od czasu do czasu przechodzą burze. Woda płynie wtedy ulicami, bo kanalizacji burzowej nie ma. Może dlatego, że owo “od czasu do czasu” jest dość mało precyzyjne i całkiem inne u nas, inne zaś w Hiszpanii.

Sternikiemem jachtowym zostać odrobinę łatwiej niż kapitanem żeglugi wielkiej. Obaj pływają po tych samych morzach i oceanach, obaj mogą wozić ludzi, obu grozi sąd, gdyby przyczynili się do zatonięcia swojej jednostki.

Wymogi bezpieczeństwa, tryb monitorowania parametrów jazdy — są inne dla pociągu o prędkości dopuszczalnej 250 km/h, inne dla takiego o Vmax 160 km/h. Niby drobna zmiana prędkości warszawskiego metra — 80 km/h zamiast 60 — pociąga za sobą szereg zmian, w większości wymuszonych przepisami. A wszystko to jeździ po takich samych torach i wozi takich samych ludzi.

Całkiem inne uprawnienia są wymagane, by być maszynistą w różnych rodzajach trakcji. Tramwajarzem zostać dość łatwo, choć i on wozi ludzi w stalowym, kilkudziesięciotonowym pudle i to czasem nieco szybciej niż lokalne pociągi. Jeżdżąc po drogach publicznych TIRem muszę mieć prawo jazdy nieporównanie trudniejsze i droższe niż to uprawniające do jeżdżenia motorynką. Także różnice w stawkach ubezpieczeń są horrendalne.

A może porównamy sposób zabezpieczenia energetycznych linii przesyłowych lub wymogi formalne przy ich budowie? Dla 750 kV, 15 kV i 230 V? To trzy różne światy. A przecież zabić może każde z tych napięć, bo też to nie napięcie jest dobrym miernikiem zagrożenia.

Mogę wydrukować i kolportować moje złote myśli w kilkudziesięciu egzemplarzach bez żadnych rygorów formalnych. Gdybym chciał te same treści ogłaszać wielotysięcznym nakładem, potrzebowałbym numeru ISBN lub ISSN, co kosztuje nieco kasy i wysiłku, musiałbym uiścić podatki i kto wie, co jeszcze.

Mogę zapełnić pół bagażnika piwem i legalnie przemieszczać się pomiędzy krajami Unii Europejskiej. Gdybym jednak wziął ze sobą dwa bagażniki tego samego piwa, popełniłbym przestępstwo. Jak niedawna smutna historia dowodzi, obie te ilości wystarczą aż nadto, by pozbawić życia niejednego borsuka.

Każdy kot wie, że 50-gramowy plasterek wędliny smakuje znacznie lepiej niż 5-gramowy strzępek tej samej kiełbasy. Każdy kot wie, że inaczej wdrapuje się na małe drzewko, inaczej zaś na kilkupiętrowego kasztana. Każdy kot rozglądając się wokół siebie widzi, że świat roi się od różnic wynikających ze skali zjawiska.

I nagle — gdy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że niekonstytucyjne jest stosowanie tych samych przepisów o nadzorze KNF wobec małych i dużych SKOKów — jedna ze stron politycznego sporu, opowiadająca się za niejednym zróżnicowaniem ze wzgl ędu na rozmiar, orzekła, iż Trybunał pogięło, a wyrok jest jawnie sprzeczny z Konstytucją, która przecież głosi równość itp. itd.

14 comments to Rozmiar ma znaczenie

  • Powtórzę to co napisałem dwie notki wcześniej :

    Ze swej istoty , spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe to oferta raczej dla osób relatywnie niezamożnych. (dla zamożnych banki mają ciekawsze oferty). Dla tej kategorii klientów strata nawet relatywnie niewielkich kwot może okazać się katastrofą. Więc jeśli w regulacjach chcemy widzieć ochronę i bezpieczeństwo to własnie ta grupa do takiej ochrony jest szczególnie predestynowana.

    I dodam :
    Rozumiem , że idea skok-ów to idea społecznej, lokalnej aktywności gdzie jedną z gwarancji bezpieczeństwa jest więź, czy wręcz znajomość, pomiędzy członkami kasy. Czy zatem takie kryterium ma decydować o “wielkości” kasy ?

    Bo wie Pan, Panie Krzysztofie, gdyby koty umiały mówić i miały bardziej swobodny dostęp do lodówki to kryterium wagowe oceny atrakcyjności kawałka wędliny pewnie byłoby ważne ale czy najważniejsze ? ;)

    • No dobrze, ale krytykując decyzję TK nie rozważamy, czy różnicowanie nadzór nad SKOKami zależnie od wielkości jest słuszne, tylko czy konstytucyjne. Bo też sam TK nie jest firmą rozsądzającą czy dane prawo jest dobre czy złe, tylko czy zgadza się z ustawą zasadniczą.

  • miab

    Problemem w przypadku SKOK jest co to co to są małe. Dla PiSiorów wszystkie będa małe. W końcu są to małe fundusze hejningowe z których PiS mógł i może czerpać garściami na szczucie, plucie czy inne Zespoły Antoniego, a straty pokrywają podatnicy(a dokładniej klienci pozostałych banków). Można powiedzieć że Piłkarzyk(obecnie na eurosynekurze) i POwiacy sfinansowali swoja klęskę rencyma(a dokładniej kieszeniami) swoich wyborców.

  • a propos rozmiaru :

    Pewna instytucja publiczna w moim miescie ogłosiła przetarg. Jednym z kryterium dopuszczenia do niego było wykazanie się dwoma realizacjami o określonej, wysokiej kwocie. Jak rozumiem miało to zagwarantować wiarygodność firm przystępujących do przetargu.

    Przy takim podejściu “mały” nigdy nie zostanie “dużym” a i jest to świadectwo pokracznego rozumienia wiarygodności.

    Z ostrożności procesowej nic więcej nie napiszę.

    • no ale jak sobie wyobrażasz inne podejście? Zakładam że celem przetargu nie jest nauka obsługi dużych zamówień przez małego przedsiębiorcę.

      • sposobów zabezpieczenia prawidłowego zrealizowania zamówienia jest kilka. Jednym z nich jest np. wadium. Gwarantuje Ci, ze żaden przedsiębiorca nie zaryzykuje jego straty tylko dlatego by się sprawdzic. Wadium może być również w postaci gwarancji bankowych – tu dochodzi weryfikacja wiarygodności przedsiębiorcy przez bank. Są jeszcze referencje np. z wcześniej zrealizowanych zamówień publicznych tego typu.

        Taki wymóg ma za zadanie w sposób sztuczny ograniczyć liczbę podmiotów (nie dopuszczono sumowania wartości wcześniej realizowanych kontraktów ani przez pojedynczy podmiot ani przez konsorcjum , które może być “większe” niż pojedynczy podmiot spełniający wymogi przetargu). A potem to się już bardzo łatwo robi – dużo łatwiej i “czyściej” niż np. z samochodami gdzie tak się dziwnie składa, że schowek na parasol ma tylko jedna marka… Nie chce mi się już o tym gadać…

        Tak na marginesie – kiedyś gdy mi się jeszcze chciało porównałem sobie parę wyników przetargów w tej branży (siedzę w niej od 25 lat) z tym co można kupić i w jakiej cenie ot tak, u sprawdzonych dystrybutorów, którzy takich warunków przetargu nie spełniają (choć suma ich transakcji w ciągu roku, a nawet czasami miesiąca, wielokrotnie przewyższa próg w specyfikacji przetargu). Dołożyłeś Ty, ja dołożyłem, Pan dołożył i Pani dołożyła. Ale jak mówię – nie chce mi się o tym gadać…

        • Może zamówienia publiczne powinny się rządzić innymi prawami, ale prywatnie zupełnie, to jeżeli chcę komuś zlecić wykonanie jakiejś aplikacji, to szukam takich którzy już takie lub zbliżone aplikacje robili.

          To że oni stracą depozyt nie daje mi żadnej satysfakcji, wręcz przeciwnie – bo potem jest walka o to że oni udowadniają że owszem, to co zrobili jest jak najbardziej tym co miało być zrobiona a ja że w żadnym wypadku.

          Z doniesień medialnych o różnych tam nieudanych realizacjach (choćby ci Chińczycy na Aileśtam) oraz z obserwacji różnych przedsiębiorców wnoszę że postawa “szlachta na koń siędzie, ja z synowcem na czele i jakoś tam będzie” jest dość częsta. A im większe zamówienie, tym większa szansa że “jakoś tam będzie” i wadium nie przepadnie.

          • dostarczasz mi argumentów ;) Historia przetargów na autostrady pokazuje , ze rozmiar firmy nie jest gwarantem realizacji zamówienia – nawet rozmiar globalny w przypadku chińskiego COVEC-u. Paradoksalnie właśnie wielkość zamówienia i wielkość firm je realizujących może wywoływać wrażenie u wykonawców, ze “jakoś to będzie” , ze “czynnik polityczny” bojący się kompromitacji ugnie się pod żądaniami wykonawcy. Ale to już wina kolejnego wymogu przetargów, który może prowadzić do aberracji czyli kryterium najniższej ceny. To temat na inną rozmowę jak dobre intencje mogą wybrukować piekło. Tu niestety więcej za uszami mają przedsiębiorcy bezlitośnie wykorzystujący bezmyślność urzędników.

  • Atticus

    ok, to mam kazus dla Was:
    Facet, po malym piwie, jadacy duzym fiatem 125p zderzyl sie z facetem jadacym malym fiatem 126p,ktory wychylil byl duze piwo.
    Kto winien?
    Duzo by opowiadac, bo malo co nie doszlo do rekoczynow.

  • Przepraszam panie Krzysztofie ale “muszę bo się uduszę” :

    Przygotowuje ofertę na przetarg , której kwota oferty nie przekroczy 700 zł a mam do wypełnienia 7 załączników plus arkusz oferty. Mam wpłacić 20 zł (słownie: dwadzieścia złotych).

    Ktoś powie, że to śmieszne… Nie, to smutne. I kosztowne… Ale ponoć mam się bardziej przerazić powrotu średniowiecza … To jest dopiero śmieszne…

Leave a Reply