Kategorie

Kalendarz

May 2015
M T W T F S S
« Apr   Jun »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Przejażdżka do Marsylii II

Jak już kiedyś wspominałem, kolej Paryż-Marsylia powstała dopiero za Napoleona i to Niepierwszego. Jej dzieje byłyby dla hejterów Pendolino niezłą lekcją, gdyby hejterzy chcieli i umieli czytać. Trzeci Bonaparte osobiście otwierał kolejne odcinki, ale dopiero za III Republiki, w latach 70. XIX wieku, nie bez presji rządu, doszło do fuzji spółek kolejowych i pojawił się bezpośredni pociąg ze stolicy na Lazurowe Wybrzeże. 862 km pokonywał w 16.5 godziny. Dla porównania, w owych czasach podobnej długości Koleją Warszawsko-Wiedeńską podróżowało się 40 godzin z trzema przesiadkami i noclegiem w Częstochowie (12 godzin).

Wizja kolei marsylskiej autorstwa niejakiego van Gogha. Rok 1888.

Kolej marsylska szybko stała się komunikacyjną osią Francji. I przyspieszała, aż furczało. Gdy w 1914 strzały w Sarajewie dały sygnał do I wojny światowej, z Paryża do Marsylii jechało się 10.5 godziny, co daje zaiste przyzwoitą nawet jak na dzisiejsze wschodnioeuropejskie standardy prędkość podróżną 80 km/h.

Pociąg stawał na sześciu stacjach pośrednich, a trwające w sumie 35 minut postoje były technicznie niezbędne. Trzeba było albo zmienić parowóz, albo uzupełnić zapas węgla i przede wszystkim wody. Oczywiście tender mógłby być większy i dużo pojemniejszy, ale wzrost masy pociągu sprawiłby, że czas podróży najpewniej wzrósłby zamiast zmaleć. Węgiel i woda nie chciały być lżejsze.

Gdyby wszakże umiano wtedy pokonać te techniczne przeszkody, express non-stop z Paryża osiągnąłby Marsylię w niecałe 10 godzin zbliżając się do przeciętnej 90 km/h! Proszę zaś zauważyć, że nie mówimy o chwilowej prędkości osiągniętej w ramach testu (w tych już wtedy parowozy zbliżały się do 200 km/h), lecz o średniej w codziennym rozkładzie jazdy na solidnej długości trasie. Sto lat temu…

Już w następnej dekadzie, w pięknych latach 20., we Francji ruszyła na dość sporą skalę elektryfikacja kolei. Długo omijała jednak trasę marsylską. Tu śrubowano wciąż osiągi trakcji parowej. W latach 30. na sporej części trasy jechało się 140 km/h, a czas podróży spadł do 9 godzin. Granica 100 km/h prędkości średniej na całej trasie była na wyciągnięcie ręki. I padłaby lada chwila, gdyby dzieje Europy potoczyły się inaczej.

W tymże czasie wg niektórych źródeł kursowały tam także pojedyncze i podwójne wagony spalinowe produkcji Bugattiego (!), podobne do naszych Luxtorped, ale bardziej technicznie zaawansowane, choć niemal równie niskie i niewygodne dla pasażerów: w wagonie trudno było stanąć. Na testach zbliżały się do 200 km/h. Nie znalazłem jednak żadnych informacji o czasach rozkładowych, ani nawet potwierdzenia, że docierały do Marsylii. Na części trasy, z Paryża do Lyonu (wówczas 512 km), osiągały średnią 106 km/h (czas podróży 4 godz. 50 minut).

Skoro już wszedłęm w dygresję o Bugattim, wspomnę jeszcze, że w 1933 roku wagonem takim na przejażdżkę z Paryża do Cherbourga nad Zatoką Biskajską wybrał się osobiście Prezydent Republiki. Bugatti dowiózł Alberta Lebrun w 3 godz. 15 minut, co na liczącej 372 km trasie daje przeciętną 115 km/h. Znów brak jednak śladów, czy znalazło to jakieś odbicie w regularnych rozkładach jazdy, lub też mój francuski jest zbyt słaby, by ślady takie znaleźć.

Lata 40. w Europie nie były dobre, by rzec eufemistycznie. Także dla kolei. Linia marsylska specjalnie nie ucierpiała, ale postępu naturalnie też nie odnotowała. Trzeba było jeszcze dekady po wojnie, by kolejna Republika wzięła się mocniej za bary z koleją. Już pod koniec lat 40. rozpoczęła się — i trwała 14 lat — elektryfikacja trasy, co miało się przełożyć całkiem znacząco na interesujące nas (a w każdym razie mnie ;) ) parametry. Ale współczesność coraz bliżej, więc o tym dopiero w następnym, ostatnim odcinku :)

9 comments to Przejażdżka do Marsylii II

  • Z czego wynikała konieczność przesiadek na linii Warszawsko-Wiedeńskiej?
    Dlaczego nocleg (właśnie) w Częstochowie?

  • Krzysztof Leski

    Szczerze? Nie wiem. Chyba konieczność dostosowania się do rozkładów austrowęgierskich i pruskich (bo przez Śląsk jeździło się też z Warszawy do Wrocławia i nawet Berlina). Sypialnych nie było, panicze nie bardzo skłonni jeździć w nocy. Z Warszawy pociąg ruszał o 13.00, wieczorem docierał do Częstochowy, skąd o 8 rano dalej, wczesnym popołudniem na granicy na Sląsku przesiadki dalej na południe oraz na północny zachód.

    • Trochę pan przesadził z tym czasem jazdy po wiedence w latach 70-tych XIX w.
      Rozkład jazdy z zimy 1873 r. przewidywał (pociąg kurierski) odjazd z Warszawy o 22.oo i przyjazd do Granicy (obecnie Sosnowiec Maczki) o 4.43 czyli 6h i 43 min.
      Długość linii to mniej więcej 327 km czyli prędkość handlowa 48 km/h z haczykiem.
      “bezpośredni pociąg ze stolicy na Lazurowe Wybrzeże. 862 km pokonywał w 16.5 godziny.” czyli prędkość handlowa 52 km/h z haczykiem.
      Różnica mniej więcej 10%.

      Nocowanie w Częstochowie pochodzi z rozkładu jazdy z zimy 1850 r.
      http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/af/Warsaw–Vienna_Railway_–_timetable_1850.gif
      Czas jazdy o ile dobrze policzyłem 21h i 25min.
      Nocleg w Częstochowie wynikał z faktu, że ówcześnie do połowy lat 50-tych XIX w. pociągi nie jeździły w nocy.
      Jak mogę domniemywać ze względów bezpieczeństwa.

      Pozdrawiam.

      Potato

      • Krzysztof Leski

        Przyznaję, że wziąłem istotnie rozkład kolei wiedeńskiej z lat 50. Takie uproszczenie pozornie usprawiedliwione perspektywą patrzenia: z punktu widzenia roku 2015, lata 50. i 70. XIX wieku to mniej więcej “w owych czasach”. Moje nadużycie, ale tak ładnie pasowało ;)

        Co do jeżdżenia w nocy – było rzadkością, ale zdarzało się, do Wiednia pasażerowie z Warszawy docierali nocnym pociągiem o 8. rano.

        • “Co do jeżdżenia w nocy – było rzadkością, ale zdarzało się, do Wiednia pasażerowie z Warszawy docierali nocnym pociągiem o 8. rano.”
          Wiedeń patrząc z ówczesnej Warszawy to było inne państwo, inny zarząd kolejowy, nawet mechanik siedział w parowozie po innej stronie.
          Popatrzę jeszcze w literaturę jak to z tą jazdą w nocy było.
          Popatrzyłem sobie w inne rozkłady jazdy na wiedence.
          Gdy Gawriło Princip liczył naboje w browningu to pociągi kurierskie z Warszawy do Granicy jeździły w czasie poniżej 6h (5h i 55min).
          Później przyszła Wielka Wojna.
          Czas jazdy w lecie 1922 r. czyli kiedy ówczesna Polska przybrała kształt znany z podręczników do historii wydłużył się do 8h 7min czyli pociągi pasażerskie jeździły tak jak 60 lat wcześniej.
          W Francji Wielka Wojna, jak mogę domniemywać nie spowodowała takich spustoszeń w infrastukturze kolejowej.

          Pozdrawiam.

          Potato.

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Wrocław jest stolicą Śląska, więc nie można do niego dojechać inaczej niż przez Śląsk. Jak być profesjonalistą, to w każdym calu.

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Woziwodo!

    Pan się douczy z geografii, to Pan będzie wiedział gdzie się Śląsk zaczyna i gdzie kończy. Granice Śląska w ostatnim 1000 leciu były zadziwiająco stabilne. Proszę postudiować, a potem wypowiadać się. Bo na razie ma Pan „jasny pogląd niezmącony najdrobniejszą znajomością rzeczy”.

    Tak zwany „Śląsk” utożsamiany z województwem katowicki, to wschodnie peryferie Śląska. A tak jak Kraków jest stołecznym miastem Małopolski, Poznań Wielkopolski, tak Wrocław Śląska. Dlaczego? To wymaga pouczenia się. :)

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

    • Panie Jerzy! Poucza Pan tu nas jak belfer ostatniego ignoranta w sprawach dla wszystkich oczywistych, a może sam Pan winien się douczyć?

      Cóż z tego, że historyczny Śląsk sięga od Świebodzina po Cieszyn? Zróżnicowanie Górnego i Dolnego Śląska jest oczywistością. Sięga średniowiecza i niezwykle pogłębiło się w epoce nowoczesnej, choćby ze względów gospodarczych i religijnych. Przemysłowy, w znacznej mierze spolonizowany i górniczo-przemysłowy Oberschlesien różnił się od Mittel- i Niederschlesien pod każdym chyba względem. Stolicą Regierungsbezirk Oppeln było Opole, a Breslau był, owszem stolicą całej prowincji, ale także, jeśli nie przede wszystkim, oddzielnej Regierungsbezirk. Polakom kwestia śląska utrwaliła się w międzywojniu bardzo mocno i w kontekście, rzecz jasna, wyłącznie Górnego Śląska. Tam sięgały nasze pretensje terytorialne, tam odbył się plebiscyt, Powstania Śląskie, wreszcie fragment tylko Górnego Śląska został włączony w granice Rzeczpospolitej, stając się Województwem Śląskim, cieszącym się niespotykaną autonomią polityczną. Po wojnie Dolny Śląsk z Wrocławiem podzielił los Ziem Pozyskanych, co oznacza m. in. całkowitą wymianę ludności, zerwanie ciągłości historycznej. Górny Śląsk pozostał znacznie bardziej niezmieniony: pozostała znacząca część ludności, mieszkająca w domach swych dziadów, nie zmieniła się gospodarka, te same zakłady przemysłowe działały dalej (tylko upaństwowione), zatrudniając kolejne pokolenia tych samych rodzin. To tam występuje ślůnsko godka, tam tylko działa RAŚ, który wszak nie zwie się “Ruchem Autonomii Górnego Śląska”, co może być wskazówką, że i sami Ślązacy nie mają wątpliwości, że ich region nie podlega pod Wrocław w żadnym sensie.

      Potocznie mówiąc “Śląsk” mamy na myśli właśnie ten region górniczy, przemysłowy, wokół Katowic i Zgorzelca. Wrocław i jego otoczenie nazywamy Dolnym Śląskiem, nie pomijając przymiotnika w nazwie. Może Pan zawsze starannie akcentuje GÓRNY Śląsk, może Pan słysząc o protestach śląskich górników zastanawia się, czy nie chodzi o kopalnie miedzi w Lubinie i Polkowicach, ale dla normalnych ludzi jest jasne, o jaki region chodzi. Dla ułatwienia nawigacji podpowiem Panu, że województwa leżące na terenie historycznego Śląska nazywają się Śląskie, Opolskie i Dolnośląskie. Jakoś wszyscy się orientują, jaki region obejmuje Województwo Śląskie i że niekoniecznie trzeba przezeń przejechać w drodze z Warszawy do Wrocławia.

      Piszę to wszystko, co dla każdego średnio wykształconego Polaka jest oczywiste, bo zostawia Pan tylko dwie możliwości odczytywania swoich impertynenckich komentarzy:
      1. Zatrzymał się Pan z poznaniem świata na etapie atlasu historycznego do szkoły podstawowej i to na tych wcześniejszych stronach.
      2. Pan to wie i wie Pan, że Leski i inni czytelnicy tego bloga to z grubsza wiedzą i zwyczajnie się Pan chamsko p… przyczepia.

      Łączę stosowne wyrazy.

Leave a Reply