Zapłacili jak za prawdę

Wzmożenie w necie wielkie, bo do ciszy 32 godziny. Strony ścigają się w głupocie argumentacji. Pan Adam Szejnfeld raczył napisać na Twitterze, że zostając w domu głosuję “na Dudę, PiS i Kaczyńskiego”. Cholerka, muszę poczytać kodeks wyborczy, bo widocznie coś zmienili…

Olewam to wszystko — z jednym wyjątkiem. Jako ten pies Pawłowa wytresowany jestem wszakże, by kliknąć i czytać od deski do końca strony, gdy ujrzę hasło “pociąg”. Pod kilku newsami kolejowymi na głównych portalach wzrok mój przykuły niemal jednobrzmiące komentarze: nie dość, iż kupiliśmy Pendolino bez wychylnego pudła, to na dodatek “płacąc jak za wychylne”.

Naaaaprawdę? Wspominałem już, że z jeżdżących po świecie ponad 200 składów ETR610 wychylne pudło mają tylko te robione dla kolei włoskich i szwajcarskich na alpejską trasę Zürich-Mediolan. W sumie 33 pociągi, licząc też zamówione, ale jeszcze nie dostarczone. Poza zdolnością do przechyłu na zakrętach są właściwie identyczne jak nasze, choć przy tych samych rozmiarach udało się upchnąć 430 siedzeń (u nas 402). Ach, te dla Włochów są dwunapięciowe (3 kV DC – 25 kV AC), dla Szwajcarów i dla nas pod trzy napięcia (dodatkowo niemieckie 15 kV AC). To jednak czyni raczej groszowe różnice w cenie. Wychylne pudło to już więcej niż grosze.

No to sprawdźmy, kto, kiedy i ile płacił za te pociągi. Podaję ceny za jeden skład, w tysiącach euro, bez serwisu (każdy z kontrahentów podpisał też z Alstomem osobny kontrakt serwisowy — Włosi i Szwajcarzy później, Polacy wraz z głównym kontraktem). Transakcje włoska i polska były wycenione w euro, we wszystkich natomiast przypadkach szwajcarskich strony podawały cenę we frankach, co przeliczam na euro po kursach z dnia podpisania każdego kontraktu.

Godzi się jeszcze dodać, że Szwajcarzy zapłacili, ile zapłacić mieli. Włosi prawdopodobnie dostali zniżkę, bo zamawiali pociąg będący dopiero w planach. Francuzom projektowanie troszkę nie szło i zanotowali potężną obsuwę: zamiast dostarczyć pociągi w 2007 r. zrobili to w 2010. Żadne szczegóły finansowe w tej mierze nie były jednak publikowane. My zaś, hm, zapłaciliśmy de facto 16 300 tys. euro za jeden pociąg, bo na dołożenie reszty psim swędem naciągnęliśmy Unię Europejską. Nie muszę chyba dodawać, że ani Włosi, ani Szwajcarzy na swoje pociągi grosza od Unii nie dostali. Polska wyegzekwowała też kary umowne za kilkutygodniową obsuwę dostaw, ale to na cenę miało wpływ znikomy, bo i opóźnienie było nieznaczne.

No to tyle. Ach, może jeszcze jedno: włoskie i szwajcarskie składy od grudnia 2010 kursują z Mediolanu do Zürichu. Plan zakłada, że kiedyś wyrobią się w dwie godziny— gdy w Szwajcarii powstanie nowa, w dużej mierze schowana w tunelu trasa, której mgliste plany są wciąż przekładane, bo koszty bajońskie – rzędu stu miliardów euro. Obecna linia liczy 304 km. W najlepszych czasach, trzy lata temu, podróż osiągającymi 250 km/h pociągami trwała 3:51 h, co dawało prędkość podróżną 79 km/h. W tegorocznym rozkładzie jest 4:03 h, czyli średnio 75 km/h. Polskie Pendolino jest więc już w pierwszych miesiącach eksploatacji o ponad połowę szybsze.

Ale co ja… Internety i tak wiedzą lepiej. Tyle tych komentarzy, tak do siebie podobne, że ktoś to chyba musiał zlecić. Siemens? Bombardier? PESA? A może raczej jakiś sztabik? Ktokolwiek to był, zapłacił pewnie jak za prawdę.

2 Replies to “Zapłacili jak za prawdę”

  1. Panie Krzysztofie!

    Jak ma Pan głosować na Andrzeja Dudę zostając w domu, to może niech Pan zbierze się w sobie i przejdzie się do lokalu wyborczego by zagłosować na niego rzeczywiście. Wtedy nie będzie Pan musiał się zastanawiać, czy Adam Szejnfeld ma rację czy nie. 🙂

    Zagłosowanie przeciwko gajowemu, to przecież obywatelski obowiązek. 🙂

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply