Kategorie

Kalendarz

May 2015
M T W T F S S
« Apr   Jun »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Superbowl po polsku

Political fiction: rozwinąłem jeden z wątków porzedniego posta. Wysłałem na Greenpoint, wklejam i tu. Wszak zamiast lekkośredniej dawki emocji – tę wczorajszą porównałbym z finałem Pucharu Polski w piłce nożnej – mogliśmy mieć coś nieomalże na miarę Florydy ‘2000.

Wyobraźmy oto sobie, że prezydenta Rzeczypospolitej wybieramy wedle ordynacji, jaką od zarania swych dziejów stosują Stany Zjednoczone. Zatem nie głosy wyborców sumowane w skali kraju, lecz głosy elektorów decydują o wyborze. Elektorów wyłanianych w myśl swoistej odmiany ordynacji większościowej: zwycięzca w danym stanie bierze w nim wszystko. Nie musisz wygrać wszędzie, ani nawet w połowie stanu. Ważne, byś wziął stany największe, z największą liczbą elektorów.

Co wiemy teraz? Pomijając cząstkowe, więc niereprezentatywne jeszcze dane PKW, mamy exit poll i late poll. Ten pierwszy to prognoza oparta na zeznaniach, które wyborcy dobrowolnie złożyli na ręce ankieterów pod z założenia losową i reprezentatywną próbą lokali wyborczych w kraju. Błąd tej prognozy przy standardowych założeniach wynosi zwykle ok. 3 punkty procentowe, a składa się na to błąd doboru próby, odmowa odpowiedzi niektórych wyborców (kolejne zniekształcenie próby) i ich czasem fałszywe zeznania.

Late poll to suma danych, które ci sami ankieterzy z tych samych komisji przesłali już po zamknięciu urn i obliczeniu wyników w obwodach. Zanim PKW, która musi fizycznie dostać papierowe protokoły, będzie mogła to zsumować, minie 20-30 godzin. Autorzy sondażu mają zaś już prognozę w teorii dużo dokładniejszą od pierwszej, z błędem, który w zasadzie nie powinien przekroczyć jednego punktu.

Niedziela, godzina 21.00, exit poll: Duda ma ok. 2.5 punktu przewagi (34.8-32.2). W systemie elektorskim ważniejsze jest, że w województwach jest remis 8:8, ale to Duda, bierze największe, zwłaszcza Mazowsze i Śląsk. W tych dwóch województwach mieszka 1/4 Polaków. Media nieoficjalnie ale bez większych wahań ogłaszają, że Duda wygrał wybory prezydenckie. Komorowski ostrożnie składa warunkowe gratulacje swemu następcy, po czym jedni idą spać, inni zaś czekają na więcej.

Krótko po północy late poll wywraca wszystko do góry nogami. Przewaga Dudy stopniała do niespełna półtora punktu (34.5-33.1), najważniejsze jednak, że wbrew pierwszej prognozie Komorowski miałby minimalnie wygrać na Śląsku. Teraz to on świętuje reelekcję, w sztabie Dudy żałoba, a do szpitali trafiają pierwsze ofiary zawałów.

Poniedziałkowy poranek przynosi stale aktualizowaną mapkę cząstkowych wyników rzeczywistych i wydaje się, że procentowa przewaga Dudy nad dotychczasowym prezydentem może być sporo wyższa niż to wynikało z prognoz. W sztabach i redakcjach trwają gorączkowe rachunki, co może się zmienić. Wciąż nie ma jednak liczb ze Śląska, a jest już jasne, że kto wziął Śląsk, ten wziął i żyrandol. Emocje sięgają zenitu. To już nie Puchar Polski w piłce kopanej, to Superbowl, to prawdziwe tornado, a szpitalne oddziały kardiologii zapełniają ofiary skoków nastrojów i ciśnienia.

Jedni wolą pewnie Superbowl, inni nieco spokoju i proporcjonalności wyborów. Zamieszczam tę fikcyjną wizję jako głos w sporze o ordynację większościową, który to spór ma szanse (choć osobiście w to wątpię) zdominować kampanię przed II turą.

16 comments to Superbowl po polsku

  • TRad

    Wystarczy przypomnieć noc wyborczą w 2000. Najpierw Florydę wygrał Gore, potem bylo “too close to call”, potem wygrał Bush, a potem była ponadmiesięczna przepychanka.

    Powtórzę jednak: gdybyśmy mieli kolegium elektorskie kampanie wyborcza (i wyniki) wyglądałaby zupełnie inaczej.

  • “Jedni wolą pewnie Superbowl, inni nieco spokoju i proporcjonalności wyborów”

    Wszystko OK, ale z tym spokojem, jaki nam rzekomo nasz system polityczny daje, to bym nie przesadzał. My mamy swój piłkarski poker.

    Zapomnieliśmy już prawie o niestabilnych rządach mniejszościowych, o 9 rządach i koalicjach w 10 lat (w latach 90). PO-PiS zdają się już trwałe (choć przecież PJN i SP…). Przypomnę jednak, że jedyna formacja polityczna, która przetrwała całe ćwierć wieku wolnej Polski, to PSL. Reszta przepoczwarza się nieustannie, pływając z jednej ławicy do drugiej. Nadto scenę detonują co kilka raz różni trybuni ludowi, którzy zebrawszy 15 procent oburzonych mogą hulać po parlamencie (a od dekady dodatkowo biorą za to grubą kasę z podatków). W systemie większościowym Palikot potrzebowałby zupełnie innej kasy i innych niż zbieranina antyklerykałów i sierot po Lepperze, aby wbić się do polityki. A takie śliskie typki z któregoś-tam miejsca na liście wiedzą, że wygrali swój los na “proporcjonalnej” loterii, że nikt z wyborców ich nie rozpoznaje i ich przyszłość bynajmniej nie zależy od pracy parlamentarnej.

    Zimną wojnę między Dużym i Małym Pałacem chyba jeszcze pamiętamy? To ona legła u podwalin tej absurdalnej smoleńskiej traumy, determinującej na lata całą naszą politykę.

    W znanych mi państwach z systemem większościowym, spory o samolot i krzesło na międzynarodowych spotkaniach nie mogłyby się wydarzyć. Nie przez jakąś kulturę polityczną, tylko z tej prostej przyczyny, że po prostu wiadomo kto rządzi i jakie ma uprawnienia i obowiązki. U nas nie bardzo wiadomo. Słaby prezydent z silnym mandatem, silny parlament złożony z niewielu rozpoznawalnych wybrańców i magmy “namaszczonych” na biorące miejsca na liście przez szefa partii, którzy dostali po tysiąc głosów. I nakładające się kompetencje. Jasne, kohabitacja to inna bajka niż mechanizm wyborczy. Ale jest częścią tego samego systemu, w którym wyżej postawiono równoważenie wpływów politycznych, niż klarowność kompetencji i odpowiedzialności politycznej.

    JOW w znanych mi przypadkach jest wpisany w system z silną pozycją przywódców i jednoznaczną odpowiedzialnością polityczną, egzekwowaną nie przez jakiś Trybunał Stanu, lecz wyborców.
    I o to zwolennikom tego systemu chyba chodzi.

    • eumenes

      JOWy nie są żadnym rozwiązaniem dla Polski bo nie niwelują podstawowego problemu czyli powiązania władzy wykonawczej z ustawodawczą.

      Jedynym sensownym rozwiązaniem dla Polski jest system Prezydencki – silny mandat dla premiera który tworzy rząd, ordynacja proporcjonalna do ciała ustawodawczego żeby każdy miał swoją reprezentację. Jeśli ktoś lubi małe partie to oczywistym rozwiązaniem jest PGP – sprawdzona, antypartyjna, przy odpowiedniej konstrukcji okręgów rzeczywiście dająca szanse mniejszym. Idealna do sejmu.

      • Eumenesie,
        Ja się zgadzam i pamiętam Twój tekst o PGP. Nie jestem entuzjastą ordynacji większościowej.
        Tylko weź się przebij z tym komunikatem, dłuższym i nudniejszym niż “JOW, JOW”.

        • eumenes

          System prezydencki jest łatwiejszy do zrozumienia niż JOW. ;-)
          A to przecież “klu” problemu – żeby rządy były sprawne ale nie decydowały o “wszystkim”.

    • TRad

      JOWy do dwuwładzy wykonawczej mają się nijak. Czysty system prezydencki bądź czysty system kanclerski jest możliwy zarówno w JOWach jak i w systemie proporcjonalnym. Porównaj system amerykański i brytyjski – oba klasyczne JOWy, w każdym problem egzekutywy rozwiązany jest inaczej, w żadnym nie ma dwuwładzy.

      Z tym, że mnie dwuwładza się podoba. Doprowadziłbym jedynie do synchronizacji: wybory prezydenckie w środku kadencji parlamentarnej. Żeby zapewnić jakiś “check and balance”. Nie chcę rządu i prezydenta z tego sameog obozu.

      • eumenes

        Ale przecież wybory prezydenckie to automatyczny “JOW”. Natomiast władza ustawodawcza musi brać pod uwagę wszystkich a nie jedynie większość stąd wskazanie na ordynację proporcjonalną. W PGP groźba “zmarnowanego głosu” jest najmniejsza, w JOW największa. Podobnie z partyjniactwem. Z tym że oczywiście każdy system można zepsuć. Ale nawet zwykła ordynacja proporcjonalna bez progów ogólnopolskich sprawdzi się całkiem nieźle.

        • TRad

          Nie widzę, dlaczego władza ustawodawcza ma brać pod uwage wszystkich i dlaczego koniecznie musi byc proporcjonalna. Jeżeli 55% uważa, że aborcja powinna być zakazana, a 45%, że dopuszczalna, jak sobie wyobrażasz “wzięcie pod uwagę wszystkich”? Może wstawienie do gabientów ginekologicznych maszyn losujących?

          Demokracja to władza większości. Dla jasności: jestem antydemokratą. Argumentów antydemokratycznych Platona nikt jak do tej pory nie obalił.

          Zadaniem wyborów nie jest walka z “marnowaniem głosów”. Zadaniem wyborów jest stworzenie stabilnej większości, mogącej rządzić. Najlepiej przyczynia się do tego ordynacja stricte większościowa.

          • eumenes

            “Jeżeli 55% uważa, że aborcja powinna być zakazana, a 45%, że dopuszczalna, jak sobie wyobrażasz “wzięcie pod uwagę wszystkich”? ”

            Taki że siedzą sobie ci przedstawiciele i dyskutują. Jeżeli w sejmie będą przedstawiciele tylko jednej opcji to żadnej dyskusji nie będzie.

            “Demokracja to władza większości.”

            Po pierwsze chodzi o władzę wykonawczą. Po drugie “dyktatura większości” to dość stara definicja – teraz raczej mówi się o władzy większości z poszanowaniem mniejszości.

            “Zadaniem wyborów jest stworzenie stabilnej większości, mogącej rządzić.”

            Stabilnie rządzić ma władza wykonawcza i od tego jest system prezydencki. Władza ustawodawcza jest od czego innego i choćby po to jest ordynacja proporcjonalna żeby zaradzić części problemów wskazanych przez krytyków demokracji.

            • TRad

              Siedzą i dyskutują. Super. Ale potem trzeba podjąć decyzję. od tego jest władza: od RZĄDZENIA. A nie od dyskutowania.

              Nie obchodzi mnie, co się teraz mówi. Obchodzi mnie, jak jest. A demokracja to dyktatura.

              Jeżeli odejdziemy od rządów parlamentarnych, jeżeli wyłanianie egzekutywy byłoby oddzielone od wyborów ezgekutywy – to owszem, być może system proporcjonalny się sprawdzi. Ale szczególnie dużego znaczenia mieć to nie będzie. Istota problemu jest ograniczenie władzy i drastyczne ograniczenie czynnego prawa wyborczego.

              • eumenes

                “A demokracja to dyktatura.”

                Może demokracja ludowa bo ta tradycyjna jest dość daleka od dyktatury. No chyba że sobie przedefiniujesz terminy ale wtedy nie ma sensu o tym rozmawiać.

                “Siedzą i dyskutują. Super. Ale potem trzeba podjąć decyzję. ”

                No i w czym problem? Wypracowują jakiś konsensus i podejmują. Oni są od tworzenia prawa a nie od rządzenia. Prawo ma być stabilne, spójne i uwzględniać interesy możliwie dużej liczby obywateli. Ma być systemem a nie jak teraz zbiorem jednorazowych strzałów pod publiczkę – od tego jest rząd.

                “Ale szczególnie dużego znaczenia mieć to nie będzie.”

                Oczywiście że będzie. Prawo powinno być tworzone spokojnie w cyklu długoterminowym. Ta sraczka którą dostajemy teraz wynika właśnie z pomieszania władzy ustawodawczej z wykonawczą – rząd musi codzielnie walnąć jakąś ustawę żeby udowodnić obywatelom że żyje i coś robi – a ponieważ większość sejmowa sama wybiera sobie rząd więc de facto nikt tego nie kotroluje. Nie ma żadnej równowagi i system się sypie.

                “Istota problemu jest ograniczenie władzy i drastyczne ograniczenie czynnego prawa wyborczego.”

                To jakaś dyktatura korporacji, z demokracją wiele wspólnego nie ma.

  • TRad

    Owszem, dyktatura. Demokracja jest bardziej totalitarna, niż jakakolwiek monarchia. Pięknie o tym pisal Jasienica w ‘Rozważaniach o wojnie domowej’.

    Consensus? A w imię czego 55% większość ma zawierac konsens? Dostrzegasz np. jakiś konsens w decyzji PO przyjęcia konwencji “przemocowej”? Albo w podniesieniu wieku emerytalnego? Abstrahuję od sluszności bądź nie tych decyzyj – ale z konsensem miały one tyle wspólnego, co ja z socjalizmem.

    Dyktaturę korporacji to masz teraz, gdy władza ingeruje we wszystkie możliwe i niemożliwe sfery życia. Korporacje NA MNIE wplywu nie mają. Władza i owszem. Korporacje mogą więc uzyskiwać wplywy poprzez pakty z władzuchną – i tak robią.

    A tak w ogóle obsadzanie korporacyj w roli “czarnego luda” to czysty marxizm.

    • eumenes

      W rozważaniach o wojnie domowej Jasienica pisał o rewolucji i tyranii a nie o demokracji.

      “Consensus? A w imię czego 55% większość ma zawierac konsens?”

      W imię spokoju i ewentualnej późniejszego bycia w mniejszości.

      “Dyktaturę korporacji to masz teraz, gdy władza ingeruje we wszystkie możliwe i niemożliwe sfery życia.”

      Dyktaturę korporacji mam teraz bo państwo jest słabe i nic nie może. Zmiany w prawie które Cię bolą zawdzięczasz właśnie korporacjom i ich ciągłej presji na osłabienie państwa a nie “silnej władzy”. Władza na zachodzie chyba nigdy w czasach nowożytnych nie była tak słaba jak teraz.

      “A tak w ogóle obsadzanie korporacyj w roli “czarnego luda” to czysty marxizm.”

      Machasz waść etykietkami jak cepem a nic tak na prawdę z tego nie wynika. Tu “tyrania” tam “marksizm” – a tak rzeczowo to co Ci się nie podoba?

      Zakładam z naszej zdawkowej wymiany zdań że chciałbyś czegoś w rodzaju powrotu systemu feudalnego – władzę dzierży nowa szlachta, reszta jest niedokształcona, biedna i generalnie robi na folwarkach. Mogę Cię pocieszyć że w tym kierunku właśnie zmierzamy, jeśli nic się nie zmieni to tak właśnie będzie za dwa, trzy pokolenia. Nie mogę Ci jednak zagwarantować miejsca pośród szlachty – sądzę raczej że żaden z nas się nie załapie.

      Dla porównania polecam szczegółowe prześledzenie zmian społecznych w Polsce od Jagiełły do wczesnego Jagielończyka. Wtedy właśnie społeczeństwo względnie demokratyczne zostało podzielone na klasy – ten sam proces który się obecnie dzieje u nas.

  • TRad

    W rozważaniach o wojnie domowej Jasienica pisał o rewolucji i tyranii a nie o demokracji.
    =============
    W ogólności i owszem. Co nie przeszkodziło mu na stronie 26 zamieścić następującego zdania:

    “Już dość dawno temu powiedziano, że najbardziej liberalna republika dzisiejsza wydałaby się ludziom ówczesnym strasznym domem niewoli, że stary porządek był po prostu naszpikowany niepojętymi dla nas wolnościami”.

    A ustrój republikański jest mniej totalitarny od demokracji.

    W imię spokoju i ewentualnej późniejszego bycia w mniejszości.
    ==================================

    Empiria przeczy twoim mniemaniom. Vide chociażby Obamacare czy zmiany przepisów dotyczących “filibustierki” w senacie USA (żeby nie sięgać do wojny PO/PiS) .

    Dyktaturę korporacji mam teraz bo państwo jest słabe i nic nie może.
    ===================================

    Nie mamy dyktatury korporacji. Mamy dyktaturę demokracji. A państwo może więcej, niż kiedykolwiek w dziejach ludzkości.

    Machasz waść etykietkami jak cepem
    ==============================

    Na klawiaturze kogoś, kto wprowadził do dyskursu termin “dyktatura korporacji” zarzut ten brzmi … zabawnie :)

  • eumenes

    “Empiria przeczy twoim mniemaniom.”

    Tzn. jakim mniemaniom? Że ludzie są w stanie się dogadać? Jakoś jest parę krajów w których się dogadują. Akurat “Obamacare” powstało z inicjatywy egzekutywy jako pałka na przeciwników politycznych i NIGDY nie miało służyć do dogadywania. Samo w sobie nic nie wnosi ale daje iluzję że dwie partie o coś walczą. Typowy przykład “dziel i rządź”. Tak samo jak u nas się wyciąga aborcję, in-vitro albo świątynię opatrzności…

    “Nie mamy dyktatury korporacji.”

    Mamy. :-)

    “Mamy dyktaturę demokracji.”

    Nie mamy w ogóle demokracji. Mamy skrzyżowanie partiokracji z systemem oligarchicznym. Bogaci – globalnie – opłacają lobbystów i polityków żeby tworzyć prawo, które daje im większą kontrolę nad pracownikami i konsumentami, to samo rozpowszechnia się jako modę i styl życia.
    Ponadto mamy systemowe rozłożenie oficjalnych związków społecznych, różnych tabu, zwyczaju oraz możliwych środków kontroli i zakazów co w zasadzie blokuje państwom możliwość wpływania na własną gospodarkę, przepływ kapitału, osób, obronność, itp., itd. Edward I zakazał lichwy a potem wypędził ze swojego królestwa wszystkich Żydów. Życzę powodzenia z realizacją podobnego scenariusza u nas. Albo w dzisiejszej “dyktatorskiej” Anglii.

  • TRad

    Przeczy Twojemu mniemaniu, jakoby większość była zainteresowana konsensem. Nie jest. Jest zainteresowana przeforsowaniem własnych postulatów, niczym innym.

    Twoja fobia dotycząca korporacyj wymyka się racjonalnej analizie. Marx walczył z kapitalistami, Hitler z żydowskimi bankierami, Ty z korporacjami. Oh, well.

Leave a Reply