Kategorie

Kalendarz

May 2015
M T W T F S S
« Apr   Jun »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Polskie zoo

W świecie memów, w zalewie śmiecia, trafiają się rodzynki. Poniższy obrazek parę dni temu powalił mnie na kolana. Dziś wymaga korekty. Do zwierzątek szczekających “jow, jow” dorysować trzeba pilnie Bronisława Komorowskiego (który już w 2011 deklarował zresztą, że JOWy to dla niego “jeden z priorytetów”, po czym jakoś o tym zapomniał), w nieco mniejszym stopniu Andrzeja Dudę, a w zasadzie całe polskie polityczne zoo. 20% Pawła Kukiza sprawiło, że dziś za JOWami są lub gwałtownie się nimi interesują niemal wszyscy gracze sceny.

Dzieje się to zaledwie parę dni po wyborach brytyjskich, które w Zjednoczonym Królestwie i na świecie wywowały nową falę krytyki brutalnej ordynacji większościowej. W mniejszym stopniu z powodu skutków na szczycie tabeli (Torysi vs. Partia Pracy), głównie za sprawą dysproporcji pomiędzy następną trójką. Niepodległościowcy Nigela Farage zdobyli przyzwoite 12.5% głosów i 1 (JEDEN) mandat w Izbie Gmin. Liberałowie Nicka Clegga, skądinąd od dnia swego powstania zdeklarowani wrogowie ordynacji większościowej, wzięli niecałe 8% głosów, ale dało im to 8 mandatów. Wreszcie nacjonaliści szkoccy: głosów niespełna 5%, mandatów – 56. Pełne wyniki to naprawdę ciekawa lektura.

Inaczej: na 1 mandat UKIP “wydała” 3.88 mln głosów; LD – 300 tys.; SNP – 29 tys. Proporcje: 130 : 10 : 1. Sto trzydzieści do jednego. Tak działają JOWy, ordynacja większościowa, w której dla średniej i małej partii najważniejsza nie jest wcale liczba głosów, lecz to, czy są skupione w wybranych okręgach (sukces), czy równomiernie rozłożone w kraju (klęska). Oczywiście dotyczy to jednak także największych, choć w nieco mniejszym stopniu.

Czasem ta cecha kusi rządzących: wykorzystując obecną większość zmieniają granice okręgów, by zapewnić sobie kolejne zwycięstwo. Tak było w moim ulubionym przykładzie na Sri Lance w 1970: lewica leciutko zmanipulowała podział na okręgi i choć w wyborach zdobyła nieco mniej głosów niż nacjonaliści, w podziale mandatów wygrała 91 do 17. Manipulować okręgami można i w ordynacji proporcjonalnej, ale przy 10-krotnie większym nakładzie pracy i bezczelności efekt jest 100-krotnie mniejszy.

Powtórzę, com pisał już wielokroć: nie jestem przeciwnikiem JOWów. Ordynacja ta, jak każda, ma zalety i wady. Jej wielki plus to skuteczne wyłanianie większości: stabilne rządy, rzadkość koalicji, a więc sporów koalicyjnych czy kryzysów gabinetowych. Nieco bardziej sporną zaletą jest bliskość lokalnych polityków i wyborców. Wśród wad, obok oczywiście braku proporcjonalności, wspomina się o niemal dziedzicznych okręgach i mandatach.

W Polsce od kilku lat dramatycznie rośnie nieufność wobec rzetelności wyników wyborów, a każde odchylenie od proporcji budzi gorące dyskusje. Sądzę, że wady JOWów przeważyłyby dzś nad zaletami. Proszę, obejrzyjcie sobie mapki wojewódzkich wyników wczorajszych wyborów, pracowicie zamieszczane przez nasze portale. Ma to wyłącznie pbulicystyczne znaczenie. A gdybyśmy mieli ordynację amerykańską, większościową – elektorską?

Wczoraj, wg exit poll, był remis 8:8, a ponieważ Duda wygrywał w największych regionach, ewidentnie miałby więcej elektorówm i byłby prezydentem. Parę godzin później late poll skorygował wyniki o ułamki procent. Starczyło, by to Komorowski minimalnie przeważył na Sląsku i choć wciąż ma mniej głosów od Dudy, dziś to on świętowałby triumf. Nie prestiżowy, lecz całkiem ostateczny, dający prawo dalszego zasiadania pod żyrandolem.

W Królestwie JOWy istnieją pół tysiąclecia, w USA system elektorski liczy ponad 200 lat. Tradycja nie do pogardzenia — to ona głównie sprawia, że mimo krytyki systemy te trwają. W Polsce, jeśli pominąć drugą izbę parlamentu w tym i minionym stuleciu, od lat 250 nie było ordynacji większościowej. Od najmarniej dziesięciu pokoleń. Debata nad JOWami jest godna poparcia: dziś wielu ich zwolenników, a także przeciwników, nie bardzo wie, co to takiego. Niech się dokształcą, z Kukizem i Komorowskim włącznie. Ale decydować trzeba ostrożnie, jak przy rozmnażaniu jeży. 20% głosów na kandydata “jow, jow” to jeszcze nie powód.

PS. Jakoś poczułem, że brytyjski przykład jest niepełny bez “kosztu” w głosach jednego mandatu dwóch gigantów. Otóż Torysi – 34 tys., pracusie – 40 tys.

11 comments to Polskie zoo

  • Ja trochę poszukam dziury w całym…
    No bo tak czy w wyborach chodzi o możliwe wierne odwzorowanie preferencji wyborczych czy do wyłonienia koniec końców, przez wybrany parlament oczywiście, sprawnie funkcjonującej władzy wykonawczej ? Niestety nie ma narzędzi by zbadać korelację między stopniem skuteczności władzy wykonawczej a typem ordynacji wyborczej. Wierne, proporcjonalne odwzorowanie preferencji wyborczych też nie gwarantuje przecież sprawnych rządów… Więc może w tej tradycji tkwi sedno sprawy? I to nie tylko tradycji takiej a nie innej ordynacji ale też tradycji szanowania pewnych reguł (pisanych i niepisanych) nawet jeśli są tylko lekko fasadowymi zasadami “wyborczej etykiety” ?
    Postulat JOW-ów to w gruncie rzeczy próba znalezienia szybko działającego panaceum na coraz szerzej nieakceptowalną “negatywną selekcję” w strukturach partyjnych, która przekłada się na “mierną jakość” naszych wybrańców… A przecież jest tu jeszcze trochę innych mocniejszych narzędzi – ot choćby sposób finansowania partii, sposoby wydatkowania partyjnych funduszy, sposoby prowadzenia kampanii etc.
    Tym bardziej śmieszą “wyścigi” kandydatów do deklaracji który z nich jest bardziej szczerym wyznawcą JOW-ów… Wynika to z tego, że obie główne partie (jeśli nie będzie jakiegoś trzęsienia ziemi – to z czym mamy do czynienia to trzęsienie Platformy) JOW-ów się nie boją… No przynajmniej nie boją się tego tak, jak upowszechnienia referendów – to by dopiero była jazda bez trzymanki…

    • PS
      Własnie przeczytałem, że pewien pan profesor socjologii modli się o to by żadna ordynacja nie była potrzebna… To znaczy się by z Polski wyemigrowali ci, którzy mogą “głupio” zagłosować … Po co wówczas toczyć spory o model ordynacji…
      Kurna.. Co to się porobiło w głowach ludzi w naszym pięknym kraju ? W powietrzu coś jest ?

  • TRad

    Nie jest uprawnione przenoszenie wniosków z obecnego rozkładu głosów na JOWy. JOWy wymusiłyby dwie rzeczy:
    - koalicje PRZED wyborami
    - zmianę zasad prowadzenia kampanii wyborczej.

    W tej chwili aparat PO/PiS nie ma powodu, aby brać na listy ludzi z zewnątrz. Są to rywale do koryta, a zysk w postaci przurostu głosów jest pomijalny. Nie ma też powodu zawierać kompromisów programowych – ważne jest poparcie we własnym elektoracie. Nie jest istotne, czy się weźmie 2% mniej, czy więcej – istotne jest, żeby załapać się na “miejsca biorące”. JOW by to zmienił.

    Co do drugiego punktu – gdyby, jak proponujesz, wprowadzić kolegium elektorów, wyniki wyborów w poszczególnych województwach na pewno uległyby zmianie. Np. nikt nie prowadziłby kampanii wyborczej na Podkarpaciu. Duda nie, bo i tak wygra. Komorowski nie, bo i tak przegra. Wysiłek propagandowy skupiłby się na rejonach “wahadłowych”.

    • Innymi słowy na zewnątrz parlament jest monotlitem, cała demokracja dzieje się na plenach :) .

      Chyba jeszcze jeden czynnik na plus by doszedł – pozycja posła wobec szefa by była ciut mocniejsza.

      Czy ktoś wie i może leniwemu powiedzieć, jak wygląda w JOWowych krajach kwestia dyscypliny partyjnej w porównaniu z naszymi zwyczajami? Bo może ta pozycja posła to też mit?

      offtopicznie – wolta Korwina jest ciekawa, ale również ciekawa jest jednoczesna wolta jego blogowych zwolenników, którzy nagle jak jeden mąż rzucili się żeby zauważyć że ich też te JOWy to tak zastanawiają i tak naprawdę to to nie jest fajna ordynacja :) .

      • TRad

        Po kolei: nie wiem, jak w Wielkiej Brytanii czy w Indiach, ale w USA poslowie i senatorowie to zwierzęta bardzo niezależne. Trudno nam w to uwierzyć, ale tam nie ma wodzów pokroju Tuska czy JarKacza. Układ sił w partiach jest wielobiegunowy.

        Ciekawy był przykład ruchu Tea Party. Oddolny ruch, który stanął dęba i na przekór republikańskiemu establishmentowi wybrał w kilku stanach własnych kandydatów w prawyborach. Część z nich wygrała z Demokratami, część przegrała. Taki Rand Paul startuje teraz w prawyborach prezydenckich (z małymi co prawda szansami na sukces).

        Offtopicznie: Mikke nie wykonał żadnej wolty. JOWy popiera od co najmniej ćwierćwiecza: http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/73B41055
        I rownież od wielu lat twierdzi, że nie są one panaceum. Lepsze JOWy od ordynacji proporcjonalnej, ale same JOWy to zdecydowanie za mało.

        Główny problem z Kukizem jest taki, że jak ktoś ładnie zakpił uważa on, iż “Polki w Wielkiej Brytanii rodzą dzieci, bo są tam JOWy”.

        • Po kolei: nie wiem, jak w Wielkiej Brytanii czy w Indiach, ale w USA poslowie i senatorowie to zwierzęta bardzo niezależne. Trudno nam w to uwierzyć, ale tam nie ma wodzów pokroju Tuska czy JarKacza. Układ sił w partiach jest wielobiegunowy.

          Czyli, czy słusznie pokładam nadzieję w JOWach że chociaż ławy poselskie będą zawierać bardziej Dornów, Ziobrów i Schetynów niż Hoffmanów, Suskich i Karskich?

          Offtopicznie: Mikke nie wykonał żadnej wolty. JOWy popiera od co najmniej ćwierćwiecza: http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/73B41055
          I rownież od wielu lat twierdzi, że nie są one panaceum. Lepsze JOWy od ordynacji proporcjonalnej, ale same JOWy to zdecydowanie za mało.

          Poglądy JKM są jak dobry horoskop. Co by do nich nie dopasować, okaże się że od ćwierćwiecza jest za a nawet przeciw :) . Oczywiście w pewnych granicach, pochwały komunizmu tam się nie wyinterpretuje… :)

          Ok, przyjmuję za dobrą monetę że był zawsze “za a nawet przeciw”. Tyle że dotąd głównie akcentował “za”. Tak samo wszyscy jego blogowi sympatycy i nieprzeciwnicy. I tak jakoś się złożyło że jak wódz położył inaczej akcent, to od razu poszedł rezonans po ich blogach.

          Przypomina mi to dwie rzeczy: a) jak Wałęsa coś palnął, to wałęsofile rzucali się od razu interpretować i wyjaśniać słowa mędrca, b)sytuacje kiedy słowo Kaczyńskiego (jednego i swojego czasu drugiego) było powtarzane jak objawienie przez wszystkie doły pisowskie, ktoś (nie pamiętam kto) ukuł bardzo trafny termin ‘pudła rezonansowe prezesa’.

  • Zgroza

    Ja bym głosy elektorskie widział rozmieszczone po powiatach, wtedy to by była gooorąca noc wyborcza.

  • oh, pomyliłem znaczniki ‘quote’ z ‘cite’ i mi wyszło niefajnie. Ponownie, z właściwymi znacznikami (wordpress mógłby ostrzegać że używam niedozwolonych znaczników)


    Po kolei: nie wiem, jak w Wielkiej Brytanii czy w Indiach, ale w USA poslowie i senatorowie to zwierzęta bardzo niezależne. Trudno nam w to uwierzyć, ale tam nie ma wodzów pokroju Tuska czy JarKacza. Układ sił w partiach jest wielobiegunowy.

    Czyli, czy słusznie pokładam nadzieję w JOWach że chociaż ławy poselskie będą zawierać bardziej Dornów, Ziobrów i Schetynów niż Hoffmanów, Suskich i Karskich?

    Offtopicznie: Mikke nie wykonał żadnej wolty. JOWy popiera od co najmniej ćwierćwiecza: http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/73B41055
    I rownież od wielu lat twierdzi, że nie są one panaceum. Lepsze JOWy od ordynacji proporcjonalnej, ale same JOWy to zdecydowanie za mało.

    Poglądy JKM są jak dobry horoskop. Co by do nich nie dopasować, okaże się że od ćwierćwiecza jest za a nawet przeciw :) . Oczywiście w pewnych granicach, pochwały komunizmu tam się nie wyinterpretuje… :)

    Ok, przyjmuję za dobrą monetę że był zawsze “za a nawet przeciw”. Tyle że dotąd głównie akcentował “za”. Tak samo wszyscy jego blogowi sympatycy i nieprzeciwnicy. I tak jakoś się złożyło że jak wódz położył inaczej akcent, to od razu poszedł rezonans po ich blogach.

    Przypomina mi to dwie rzeczy: a) jak Wałęsa coś palnął, to wałęsofile rzucali się od razu interpretować i wyjaśniać słowa mędrca, b)sytuacje kiedy słowo Kaczyńskiego (jednego i swojego czasu drugiego) było powtarzane jak objawienie przez wszystkie doły pisowskie, ktoś (nie pamiętam kto) ukuł bardzo trafny termin ‘pudła rezonansowe prezesa’.

    • TRad

      Bardziej – tak, ale nie do końca. Bo w “bezpiecznych” okręgach można wystawić “żółtego psa”, a i tak się wygra. Czyli problemem będa tylko prawybory, zakładając przyjęcie modelu amerykańskiego. W Polsce raczej będziemy mieć nominację przez władze partyjne i zostanie start w roli kandydata niezależnego. Da się tak wygrać (np. kilka lat temu senatorem z Alaski została Republikanka, która przegrała prawybory. Tam było trudniej, bo nie było jej na karcie wyborczej – zwróciła się do swoich zwolenników, żeby ją dopisywali ręcznie. Tzw. kandydaci “write in” mogą w USA wygrywać, jest to legalne), ale będzie to bardzo trudne. W Polsce ludzie głosują na barwy partyjne, to bzdury z tym poszukiwaniem indywidualności.

      Co do Mikkego: akurat śledzę jego wypowiedzi. Od wielu lat powtarza na temat JOW jedno i to samo: “Jestem za, ale to wiele nie zmieni”. JOWy były w projekcie konstytucyjnym popieranym przez UPR 20 lat temu, są i w obecnym projekcie konstytujci JKMa.

      To trochę jak z sokiem pomarańczowym: lubię, ale jeżeli ktoś twierdzi, że chroni przed rakiem, daje +10 do IQ i zapewnia wygrane w Lotto, to IMO nieco przesadza.

  • Jerzy Maciejowski

    Panowie!

    JOWy są niemal identyczną kupą jak ordynacja proporcjonalna. Nazywanie JOWów ordynacją większościową jest błędem merytorycznym. Jeśli zmniejszymy przy obecnej ordynacji okręgi tak, że w każdym będzie tylko jeden mandat, to mamy JOWy w ordynacji proporcjonalnej. (Zatem wprowadzenie JOWów nie wymaga zmiany konstytucji.)

    Jedynym sensownym rozwiązaniem jest zmiana ordynacji na większościową przy zachowaniu okręgów wielomandatowych. Taką jaka obowiązywała do izby poselskiej Sejmu w 1989. roku. Zalety takie go rozwiązania przedstawiłem na swoim blogu na tekstowisku w 2008. roku. Można sobie znaleźć w sieci. :)

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply