Kategorie

Kalendarz

January 2015
M T W T F S S
« Dec   Feb »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

100 metrów, 100 lat

Stenogramy znów są hitem. Dziś nie chodzi o podsłuchy, lecz zapis rozmów pilotów z wieżą kontrolną. 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku. Zdaniem prokuratury nie było zgody na zejście żadnego z dwóch polskich samolotów poniżej 100 m. Pilot Jaka stanowczo zaprzecza. “Niezalezna.pl” tej kwestii poświęca pięć z siedmiu najwyżej promowanych newsów na swej stronie głównej. Emocje komentujących robią wrażenie, jakby wszystko to zdarzyło się wczoraj, a nie prawie pięć lat temu.

Minęło 1747 dni. Zdarza się, że badania przyczyn niektórych wyjątkowych katastrof trwają tyle i nawet dłużej. Nie umiem jednak odepchnąć od siebie myśli, że w dzisiejszej Polsce sens tych badań jest niewielki. Jedynym efektem kolejnych przecieków jest nowa fala wzajemnych oskarżeń. Wiedza o przebiegu wypadków rośnie nieznacznie lub wcale, a w zmianę opinii Polaków głęboko wątpię. Kto wierzył w zamach, ten już tej wiary raczej nie porzuci. Kto był po drugiej stronie, też tam pozostanie. I trudno się dziwić. Nie byłem i nie jestem zwolennikiem teorii o zamachu, ale trudno zaprzeczyć, że dziś, po tylu latach, wiarygodność wszelkich dowodów (zwłaszcza niektórych odzyskanych dopiero teraz z rąk Rosjan) może być i jest kwestionowana.

Trzeba oczywiście zamknąć sprawę ewentualnej odpowiedzialności polskich polityków i/lub urzędników w sferze przygotowania i organizacji lotu. A także rozwiązać na dobre, a nie doraźnie, problem samolotów dla VIPów. Czy coś więcej? Nie wiem i lekko wątpię. Żadne nowe werdykty urzeðnicze, prokuratorskie czy sądowe nie zmienią stanu świadomości Polaków, a zwłaszcza polityków; nie przetną sporów, nie wyciszą dyskusji. Smoleńsk długo jeszcze pozostanie gorącym tematem. Najmarniej dekadę. Może dwie. Jeśli wszakże śledztwa toczyć się będą dalej w obecnym tempie, tragedia z kwietnia 2010 może odżywać z okazji wyborów nawet do końca stulecia. Głównym stronom dzisiejszej sceny jest to na rękę. Czy także za lat pięćdziesiąt?

55 comments to 100 metrów, 100 lat

  • miab

    Jak PiSiory (a ścislej PiSoLew) wygrają wybory temat się skończy wobec cienia braku faktycznych dowodów na zamach. W dodatku grono sprawców czyli głównodowodzący, generał od lotnictwa wojskowego i piloci nie żyją. No może za wyjątkiem podszczuwacza 1000-lecia, ale on chyba nie jesz za bardzo zainteresowany analizowaniem czego dotyczyło tych bodajże 5 rozmów z bratem w ostatnich 12 godzinach przed katastrofą.

  • testigo

    @ miab/ “grono sprawców czyli głównodowodzący, generał od lotnictwa wojskowego i piloci”
    A pewność tego werdyktu to na czym jest osadzona?

    Na ruskiej analizie obecności alkoholu w ciele denata?

    Hucpa to marny materiał procesowy…

    • miab

      Nie, przede wszystkim na żenujący(aż bolą zęby jak się na to patrzy) zachowaniu i mataczeniu od samego początku wszystkich aktorów rekrutujących się i powiązanych z polskim wojskiem próbującego przykryć burdel jaki w nim panował i panuje. Alkohol jest dla mnie bez istotnego znaczenia. Nie takie dawki Flaszka z Goleniem obalali lecąc do Rosji.

  • Sorbifer

    Pięć lat. P I Ę Ć. Masakra. Ten termin otrząsa mnie najbardziej.

    PS: Pan miab ma słabszy dzień, jak widzę/czytam.

    PPS: Używa Pan do pisania Linuxa? ;) Klasyczny patent z prawym Altem, który poszedł u Pana do D, a nie do E w słowie urzeðnicze. ;)

  • Ajgor

    ” ale trudno zaprzeczyć, że dziś, po tylu latach, wiarygodność wszelkich dowodów (zwłaszcza niektórych odzyskanych dopiero teraz z rąk Rosjan) może być i jest kwestionowana.”

    Dowody materialne, które są w Rosji, rzeczywiście mogą być podważane, ale są również takie nie podważenia:

    1. Złamanie przez załogę obowiązujących procedur.
    2. Przekazanie załodze nieprawdziwej prognozy pogody w Smoleńsku.

    Urzędnicy, za nieprawidłowości związane z łamaniem przepisów, przy przygotowaniu wizyty, powinni ponieść karę, ale nie miały one wpływu na katastrofę.

    • “Urzędnicy, za nieprawidłowości związane z łamaniem przepisów, przy przygotowaniu wizyty, powinni ponieść karę, ale nie miały one wpływu na katastrofę.”

      W tej sprawie chyba też za mało wiemy (także ze względu na cały ten zaciemniający obraz chaos), by przesądzić, że nie miały wpływu. Choćby na liczbę ofiar i liczbę VIPów wśród nich. Ktoś wsadził ich wszystkich do jednego samolotu.

      • Ajgor

        Miałem na myśli to, że bez względu na to czy więcej samolotów odmówiono czy nie, oraz ile osób leciało w Tu-154, to nie miało to wpływu na sam fakt zaistnienia katastrofy. Gdyby połowa generałów poleciała Jakiem, a połowa dziennikarzy Tu-154, to tylko proporcje ofiar pomiędzy tymi dwiema grupami byłyby inne.

        • Szeroko pojęte przygotowanie wizyty mogło wpłynąć również na sam fakt katastrofy.
          - Przygotowanie załogi;
          - Działalność polskich służb na miejscu przed i w chwili przylotu samolotu (sprawdzenie, przygotowanie lotniska, komunikacja – choćby przez załogę Jaka z załogą Tu).

          Poza błędami załogi i błędami kontroli lotów, pozostają wciąż wątpliwości, czy wszyscy inni zrobili wszystko co powinni i wszystko co mogli dla bezpieczeństwa kilkudziesięciu najważniejszych osób w państwie.

          Ja już niegdyś próbowałem zarzucić temat do sprawdzenia: jak wyglądały inne loty rządowe? Jak były przygotowane, czy naruszano procedury? Choćby pod kątem listy pasażerów, czy i jak wielu różnych VIPów latało wspólnie?

          To ma duże znaczenie: czy błędy i nadużycia były jednorazowe.
          Była wszak teza o wyjątkowym lekceważeniu czy wręcz sabotażu tej wizyty, rzucana na prawicy. Wykluczenie jej byłoby bezcenne dla uśmierzenia zimnej wojny domowej.
          Poznawszy błędy systemowe, moglibyśmy wyciągnąć wnioski.
          Kara dla winnych przypominałaby funkcjonariuszom o ich odpowiedzialności.
          Ktoś to sprawdzał? Nie bardzo.

          Po pięciu latach te wątpliwości wciąż nie zostały rozwiane.
          A na to żadna rosyjska obstrukcja nie miała wpływu.

          • A choćby i gotowy plan zapasowy i zapas czasu na wypadek niemożliwości wylądowania. Pradopodobnie napięty harmonogram zwiękaszał desperację, żeby usiąść tu-i-teraz.

          • Ajgor

            “Szeroko pojęte przygotowanie wizyty mogło wpłynąć również na sam fakt katastrofy.
            - Przygotowanie załogi;
            - Działalność polskich służb na miejscu przed i w chwili przylotu samolotu (sprawdzenie, przygotowanie lotniska, komunikacja – choćby przez załogę Jaka z załogą Tu).”

            Żaden polityk nie jest odpowiedzialny za przygotowanie załogi, po prostu nie znają się na tym.
            Najlepsze przygotowanie służb na miejscu nie pomoże, jeśli samolot się rozbije, oni przejmują odpowiedzialność za Prezydenta, po bezpiecznym wylądowaniu.

            Inne loty wyglądały często podobnie, co jest tajemnicą poliszynela. Moim zdaniem, największą odpowiedzialność (poza załogą) ponoszą dowódcy 36 SpecPułku, Sił Powietrznych. Najlepsze jest to, że kilku wysokich stopniem wojskowych z Sił Powietrznych, a więc w jakimś stopniu odpowiedzialnych za to co się tam dzieje, było członkami komisji Klicha.

        • gnom

          “Gdyby połowa generałów poleciała Jakiem”

          A jak rozstrzygnąć, których generałów lubimy mniej? W jaki sposób podjąć decyzję, który z nich poleci mniej wygodnym i gorzej utrzymanym samolotem? Czy tragedia byłaby mniejsza, gdyby w miejsce części mnniej ważych generałów zginęła grupa w ogóle nieważnych dziennikarzy? Przecież to jest stawianie świata na głowie.

          Samolot został rozbity przez pilota. Lekcja z Mirosławca została puszczona mimo uszu. Program naprawczy okazał się kompletną fikcją. Rozdział miejscówek nie ma tu nic do rzeczy.

  • Atticus

    Nie umiem jednak odepchnąć od siebie myśli, że w dzisiejszej Polsce sens tych badań jest niewielki….

    Wydaje mi sie to nieporozumieniem. Sens tych badan, tak ich podejmowania, jak i niepodejmowania byl jeden – utrzymac wladze. Po 1747 dniach ciagle sie udaje. Ktos powie, ze katastrofa to zly czy niegodny powod do tego, zeby kogos wladzy pozbawiac? Prosze zatem zwrocic uwage na instyknt jaki odezwal sie w obozie PO zaraz po katastrofie, sekundy wlasciwie po – na to, zeby to uniemozliwic.

    • “Sens tych badan, tak ich podejmowania, jak i niepodejmowania byl jeden”

      No, nie tylko. Jak by nie definiować celów doraźnych – szukanie prawdy to, czy toczenie gry o władzę, powstaje dokumentacja, która – nawet jeśli dziś nikogo nie przekona – będzie stanowić źródła dla przyszłych badaczy i kompilatorów. Historia wyda wyrok na podstawie zachowanych źródeł…

  • gnom

    “Jeśli wszakże śledztwa toczyć się będą dalej w obecnym tempie, tragedia z kwietnia 2010 może odżywać z okazji wyborów nawet do końca stulecia”

    No i będą, na tym polega demokracja. Gdyby śledztwo zakończono w pół roku i skazano na kary długiego więzienia 50 osób, nie byłoby inaczej. W USA wciąż są bardzo popularne teorie spiskowe na temat WTC i jeszcze długo będą. Nasza polityka nie jest z tego powodu bardziej okopana na wrogich pozycjach, niż niewydolny amerykański senat, trzeba z tym jakoś żyć.

    Dla mnie jest ważne co innego. Co się przez tych pięć lat zmieniło w polskim lotnictwie wojskowym? Bo przynajmniej od dekady ostrzegało się, że do poważnej katastrofy dojść musi. Miller się rozbił na próżno, po Mirosławcu myśleliśmy, że teraz, to już na pewno działania naprawcze muszą być podjęte, a potem był Smoleńsk. I co? Jakie mamy gwarancje, że tym razem to już naprawdę cywilne procedury bezpieczeństwa zaczęły obowiązywać w lotach wykonywanych przez wojskowe maszyny w przestrzeni nieobjętej operacją wojskową? Bo tym razem nawet się nie wysilono, by wysłać odpowiedzialnego za szkolenie generała, który by nas o tym fałszywie zapewnił.

    • miab

      Przypuszczam ze nic się nie zmieniło. Pozostali przy życiu mataczą, a PiSiory broniom chały polskiego łorenża podsuwając absurdalne pseudonaukowe teorie odsuwające od onego winę, zaciemniające i maskujące prawdę(obiektywnie w interesie Rosji czy dowolnego zewnętrznego agresora).

  • Atticus

    Zapewne.I w jakiejs, moze nawet w duzej czesci.
    Chce tylko tylko tyle powiedziec, ze tego co sie wydarzylo w Polsce po 10.4 nie mozna zrozumiec, nie biorac pod uwage – kluczowego upieram sie komponentu – ze PO chciala przy wladzy pozostac, i byla do tego bardzo mocno zmobilozowana poza naturalnie i tak wysoka mobilizacja do pozostawania przy wladzy.

    • No – PO chciała przy władzy pozostać, a PiS chciał ją przejąć.
      Tak, to kluczowy komponent w zrozumieniu wszystkiego po 10.04.

      • Atticus

        Owszem, moze to nie wybrzmialo w moim wpisie, ale postaram sie to opisac mniej wiecej tak i wymaga to pewnego myslowego cwiczenia, uwarzam przyblizajacego to, o co mi chodzi.

        Gdyby 10.4 wladze sprawowal samodzielnie SLD. I teraz PIS szedl do wladzy pod haslami, pod ktorymi wystepowal od 10.4 (obwiniajac PO), a PO szlo do wladzy pod haslami pod jakimi wystepuje od 10.4 – sytuacja bylaby bardziej klarowna. Roznica w tym, ze 10.4 PO miala wladze i uruchomiala jej wszelkie zasoby, na podtrzymanie stanu faktycznego.

        Bo ja wiem, prosze sobie wyobrazic, ze dzisiaj laduja Marsjanie na Litwie, pan i ja zastanawiamy sie co to oznacza dla nas? dla swiata?, itd.
        Oboz wladzy zastanawia sie tylko nad jednym, jak zrobic tak, zeby ladowanie Marsjan na Litwie nie zmienilo tego, ze jest obozem wladzy.

        • OK, ale ja sądzę, że PiS w tej sytuacji również jedynie grał o przejęcie władzy. Nie o wyjaśnienie katastrofy; nie o znalezienie błędów i wad w funkcjonowaniu instytucji państwowych, objawionych tak spektakularnie; nawet nie o wykrycie spisku i ukaranie zdrajców (choć co niektórzy na tym wątku się zafiksowali). Lecz o przejęcie władzy właśnie.

          Więc wg mnie owszem, obóz władzy cały kombinował, aby lądowanie Marsjan nie odsunęło go od władzy. A główna partia opozycyjna kombinowała właśnie i tylko nad tym, jak lądowanie Marsjan wykorzystać do przejęcia władzy.

          To tak jak z górnikami. Nikt tam na górze nie robi nic konkretnego, aby wyprostować sytuację. Żadnej strategii długofalowej. Żadnej eliminacji nadużyć. Tylko gra o elektorat.

          A sprawy poważne toczą się tym czasem same, kopane tylko raz w jedną raz w drugą, przy okazji gry o władzę.

          • Atticus

            Gleboko sie nie zgadzam z takim podejsciem jak panskie. uwazam je za kolejna, ktora to juz odslone panswinizmu, bedacego w istocie najlepszym z dostepnych konserwujacych wladze narzedzi. uwazam, ze jako ludzie rozumni jestesmy zmuszeni dokonac oceny – albo jedna, albo druga strona zachowywala sie uczciwiej, bardziej w interesie czystosci zycia publicznego w Polsce oraz kraju, tak jak go kazdy z nas pojmuje. Nie oznacza to totalizmu, ze w kazdej sprawie od 2005 powiedzmy roku Pis mial racje w sporze z PO (w moim przypadku) – bo nie mial. Ale w tej mial, i ma.

            • Proszę Pana.
              Ja jestem zgorzkniałą sierotą po popisie.
              Dawno temu, kiedy obie partie były w opozycji, a ja naiwnie rozważałem, czy nie udzielić poparcia ugrupowaniu Kaczyńskich, zdarzyło mi się napisać do nich list. Wybrałem adres Jurka, bo tego darzyłem jakimś zaufaniem i szacunkiem (do dziś mi zostało).

              Zadałem pytanie proste (cytuję z głowy, czyli z niczego): Pamiętając o klęsce AWS, który szedł do władzy z zamiarami gruntownej przebudowy państwa, a skończył przeżarty aferami na śmierć – jaka jest wasza recepta, aby uniknąć powtórki z historii? O dziwo, dostałem odpowiedź. Pewnie: to mógł być byle asystent społeczny dyżurujący przy poczcie, ale odpowiedź była znacząca. Otóż dowiedziałem się z niej, że klęska AWS była winą koalicjanta. PiS ma zamiar swojemu przyszłemu (wówczas zdawało się na stówę, że to PO) koalicjantowi bardzo patrzeć na lepkie ręce, a swoich ludzi dobierać starannie, by byli uczciwi. Tyle. Przywołuję z pamięci, więc nieściśle, ale sens był ten.

              Moim zdaniem tamta odpowiedź ilustruje w znacznej mierze problem polskiej tzw. prawicy. Ona nie ma żadnego programu. Nie ma pomysłu na państwo, na instytucje, mechanizmy. Na prawo. Cała myśl sprowadza się do tego, że inni to ladacznice i złodzieje, a my i nasi koledzy prawi i sprawiedliwi. Reforma państwa polegać ma na wymianie tych złych na dobrych. Czyli naszych. Znajdziemy wśród naszych, profesjonalistów i jakoś to będzie. Taki program ujął w skrócie niegdyś w sławetnym esemesie Adam Halber (info dla młodych i sklerotyków – gość z zupełnie innej bajki): “Chwała nam i naszym kolegom. Ch. precz!”

              Lech Kaczyński umiał uruchomić takich np. Kowala i Ołdakowskiego – chwała mu za to. Ale Marcinkiewicz to premier Kaczyńskich, ministrami byli Sikorski, Lipiec i Kaczmarek. Netzel to z ich nadania objął PZU. Nie jestem wyznawcą panświnizmu, ale cosik dużo parzystokopytnych się nazbierało w tej ekipie czystych jak kryształ prawych szeryfów, jak na dwa lata władzy.

              Otóż ja, proszę Pana, nie wierzę w partię świętych i uczciwych. Podobnie jak nie wierzę w partię ludzi rozsądnych. Ludzie są ludźmi. A władza deprawuje i daje szanse różnym dyzmom.

              Od polityków chciałbym oczekiwać propozycji jak budować system odporny na świństwa. Takie małe, malutkie, jak i te wielkie, globalne. A w zapewnienia, że są od konkurencji uczciwsi albo mądrzejsi, pozwolę sobie wątpić.

              W sprawie smoleńskiej władza jest winna odrażających kłamstw (Ewa Kopacz!), haniebnych zaniedbań i zamiatania pod dywan (jeśli nie matactwa), obrzydliwego szczucia na konkurentów (Niesiołowski i wielu innych ze wsparciem przyjaznych mediów), instrumentalizacji dla doraźnych celów kwestii najważniejszych. Ale PiSowi można zarzucić równie wiele, jeśli nie więcej – po uwzględnieniu faktu, że nie mając władzy, miał mniejsze możliwości.

              Racja w tej całej sytuacji, a jest to racja stanu, leży daleko, zapomniana przez wszystkie znaczące siły polityczne i nie chciana przez nikogo.

              No, upuściłem sobie nieco żółci, za co przepraszam.

              • Atticus

                Po czesci pana rozumiem, ale wywodze z tego inne wnioski.
                Moj pierwszy zarzut do pan jest taki, ze uruchamia pan sekwencje skojarzen w glowie, i nabiera ona takiego tempa, ze fakty zostaja gdzies daleko w tumanie kurzu. I w takim mechanizmie dochodzi pan do wniosku – polska prawica nie ma zadnego programu. Jesli uznac to zdania za prawdziwe, programu w Polsce nia ma nikt. Ale ono prawdziwe nie jest.
                Po pierwsze wymiana ludzi to jedno z najciezszych zadan wszedzie – i jest wlasnie niczym innym jak reforma (jedna z postaci reform). Bolesna. Zamiast tego roi pan juz od 20 lat o reformach, tyle ze fikcyjnych, bo ciagle, juz juz, mialy byc, ale odsunieto, itd.

                Teraz zarzut bardzej konkretny – material ludzki. Jest tu pewna uczciwosc, ale nie wiem czy w wymairze wystarczajacym. Otoz, po pierwsze Lech i Jaroslaw Kaczynscy wystepowali jako blizniacy, i to ewenement. Ludzie im niechetni, moca prawa nie kijem to pala stawiali zarzut jednemu z tego, co rzekomo bylo zaleta drugiego. Takie wiec Lech byl towarzyski, mial znajomosci, uruchamial ludzi samograjow, itd. Jaroslaw to gbur, bez konta, z kotem. Albo albo. Jak ktos ma znajomosci – znajda sie tam tez parszywcy. Jak ktos nie ma – nie zlowi talentow.
                Po drugie i wazniejsze, jeszcze zadna wojna, konflikt walka, czy spor (pominawszy moze Gedeona) nie zostal wygrany rekami wzorowych uczniow. Jak sie masz bic z chu…. sam potrzebujesz takowych. Ze to obrzydliwe? Jak najbardziej. Ze chu… bywa niesterowalny i kasa reke, ktora go wykarmila? Jasne, ale tu Kaczynski jest prawdziwym brylantem demokracji, za kazda taka decyzje media wybily mu tylek jak dywan przed swietami. Czego chciec wiecej niz takiego skurupulatnego nadzoru nad politykiem?

                Rozni ludzi, w roznych okresach odpowiednio wzieci w karby moga zrobic rozne rzeczy. Pan Kmicic, ze wspomnimy.
                Przy calej mojej niecheci do Sikorskiego, nie jestem w stanie zdobyc sie na twierdzenie, ze czlowiek ten nie ma wlasciwosci, ktore mozna by skutecznie wykorzystac dla dobra wspolnego. Podobnie z Marcinkiewiczem.

                Wskazniki chocby wymiaru korupcji byly za Pisu takie jakich ktos o panskim programie moglby sobie zyczyc….Takie małe, malutkie, jak i te wielkie, globalne.

                Ale Pisowi mozna zarzucic rownie wiele, jesli nie wiecej ======== to jest wlasnie panswinizm, z pozoru niekwantyfikowalny ilosciowo, ale doprawiony poza, ze oto JA wydaje osad glebszy niz na pierwszy rzut oka, prowadzi wlasnie do takich, przepraszam bledow w moim pojeciu.

                • Panie Atticusie,
                  Moim zdaniem faktycznie – partie polityczne w Polsce programu w większości obecnie nie mają, z jednym wyjątkiem: stosunkiem do Kościoła katolickiego i jego doktryny moralnej. I choć jest to dla mnie sprawa fundamentalna, to od polityki oczekuję znacznie więcej. A pozostałe z ważnych różnic sprowadzają się do symboliki i języka. Nawet stosunek do przeszłości jest dziś w coraz mniejszym stopniu źródłem podziałów, choć partie wciąż dopieszczają oczekiwania swojego elektoratu w tej mierze.

                  Sądzi Pan inaczej? Proszę wykazać owe różnice programowe.
                  Tylko konkretnie, w odwołaniu do czynów, a nie słów i mitów.

                  Odłóżmy tematy wielkiej polityki, jako trudne do weryfikacji bez gdybologii (jak niby działałaby dziś Anna Fotyga na czele MSZ?). Przykładowo ostatnio przywołana przez Krzysztofa Leskiego sprawa polityki w sprawie indywidualnych kredytów we frankach pokazuje, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (a i oś czasu też wpływa).

                  Sprawa jest łatwa do sprawdzenia na żywo, w boju: Dziś są gminy władane przez PiS, są te w rękach PSL, a innymi kieruje sama PO. Nie wiem, czy coś się ostało SLD, ale w koalicji gdzieś pewnie się liczą. Ogromna część władzy spoczywa dziś na gminach. Tej konkretnej, o którą potykamy się co dzień. Czy są różnice widoczne gołym okiem? Inaczej działa służba zdrowia? Inny jest poziom podatków? Jedni uchwalają plany miejscowe intensywne, a drudzy ekstensywne? Jedni promują komunikację indywidualną, drudzy publiczną? Jedni chronią środowisko, a drudzy nie? Jedni ściągają wielki kapitał z zewnątrz, a drudzy wspierają drobnych lokalnych przedsiębiorców? W gminach PO np. mamy liberalizm a w pisowskich – etatyzm? Skala korupcji jest szokująco różna?

                  Nie. Za to w jednych gminach stawia się pomniki Żołnierzom Wyklętym, a w innych nie. W jednych dyrektor szpitala i szkoły jest wierzący, a w innych – nie bardzo lub wcale. To nie jest bez znaczenia, ale to daleko nie wszystko.

                  Śmiem twierdzić, że więcej programowych działań politycznych realizuje u nas Bruksela (fundusze celowe!) i różne NGOsy, niż partie polityczne. Wszyscy politycy lecą na działaniach doraźnych. Stąd np. powszechna obstrukcja planowania przestrzennego na dole i zamiłowanie do specustaw na górze.

                  Owszem, polityka personalna ma znaczenie. Przykładowo: ja i moja rodzina zawdzięczamy wiele prof. Chazanowi, który jest jaskrawym przykładem polityki personalnej ekipy Lecha Kaczyńskiego w Warszawie. Zaś jego odwołanie (zwróćmy uwagę – nie w ramach jakiejś “czystki” po zmianie władzy, ale po latach, w efekcie medialnej afery) stało się symbolem polityki HGW. Ale nie mniej istotny była dla nas sama modernizacja i rozbudowa jego szpitala (kasa samorządów i UE), oraz np. wprowadzony przez HGW program finansowania przez miasto badań dla ciężarnych warszawianek. A to właśnie są działania programowe.

                  Pan uważa, że w swoim rozczarowaniu i zwątpieniu w polską politykę – błądzę. Wytyka mi, że patrzę z góry i wpadam w pułapkę pychy “głębszego osądu”. Może.

                  Jednak Pańska wiara, że wymiana kadr na prawicowe przyniesie zmianę jakościową, więc wystarczy za program, jest nie mniej arbitralna. Proszę też zwrócić uwagę, że dowieść słuszności Pańskich przekonań można tylko eksperymentalnie. Do programu można przekonywać argumentami racjonalnymi. W samą wymianę ludzi można tylko zaufać. Nie widzę powodów, aby takiego kredytu zaufania udzielić.

                  • Atticus

                    Z opoznieniem, ale jednak:

                    1. Nie zgadzam sie z twierdzeniem, ze polskie partie polityczne roznia sie tylko stosunkiem do kosciola i symbolika. O ile zgodze sie, ze ich sprawstwo jest mniejsze nie wyobrazanie oddajacych na nie glosy ludzi, to uwazam, ze roznia sie, czasem bardzo, czesto konkretnie. Owszem w ramach tych roznic, zdarza sie powodowane taktyka, bywa wykonuja wolty, ale regula pozostaje.

                    Pyta pan o czyny? Podnoszenie podatkow, za rzadow PO, obnizanie za PIS. Podniesienie wieku emerytalnego za rzadow PO, nie wiemy co zrobiloby PIS. Roznice w prowadzeniu polityki zagranicznej, inne standardy w walce z korupcja, tak w swoich, jak i nie-swoich szeregach. Plus cala litania grzechow – owszem – wspolnych.

                    Przywolana przez KL sprawa podejscia do kredytow we frankach, pokazuje moim zdaniem (poza hipokryzja politykow, tu PIS), przede wzystkim jak bardzo duzo zmienilo sie od tamtego czasu. Jakie bylo wowczas panskie stanowisko? jakie bylo moje? jakie bylo KL? Jakie bylo GW? Hipokryzja – prosze wybaczyc jesli sie myle, bo nie sledze sytuacji w Polsce z taka dokladnoscia bardziej bierze sie z nadgorliwosci propisowskich mediowa (tak jak antypisowskich). Przegiecie paly przez wpolityce idzie na konto PIS, choc moim zdaniem nie graja kwestia franka po oporach.

                    Gminy? Nie mam mozliwosci dotarcia do tego co sie dzieje w gminach. Nie twierdze z gory, ze kazdorazowy garnitur ludzi PO, czy nawet PSL w gminie X jest gorszy od dowolnego garnituru ludzi PIS.
                    Pomniki Zolnierzom Wykletym naleza sie w kazdej, a scislej w dowlnej gminie. W moim odbiorze ich stawianie jest bardziej naturalne niz ich niestawianie, a jesli ktos widzi tu przesyt, niech rozlozy sobie te pomniki na caly okres III RP.

                    Smiem twierdzic, ze Bruksela realizuje cos zupelnie innego, co moze a nie musi byc w zgodzie z interesem Polski, co moze a nie musi ulatwic zycie ludziom. Ale doprawdy, o ile jest we mnie wiele zawodu odnosnie polskiej klasy politycznej, uprawianie naiwnej wiary, ze w Brukseli jest lepiej, czy ze ktos chce dla Polski lepiej jest goloslowne, i zalosnie naiwne.

                    Hmm, to moze – co pan pisze o HGW akurat nie budzi az tak mojego sprzeciwy. HGW zwalczam na poziomie krajowym, czy aferalnym, nie zas na poziomie lokalnym Warszawy – nie mieszkam tam, niech glosuja ci- co mieszkaja.
                    Nie podnosilbym normy – modernizacji szpitala przez instytucje, ktora ma podatnicze pieniadze + dodatkowe fundusze do ranki Bog wie jakiej cnoty, ale moze wymagania sa tak niewielkie, ze owszem.

                    Moja sp. Babcia jadac na siedzeniu pasazera mowila do mojego Taty (ziecia): Oooo zmienilo sie!. Co sie zmienilo? – pytal moj ojciec. Zbudowali szose – mowila babcia. A od kiedy, to sie zmienilo – pytal znowu ojciec. Od przed wojny – konczyla babcia. (A byly to lata 90, pozne zapewne).

                    Nie, nie uwazam tak (ze pan bladzi) – bo wtedy sam popadalbym w protekcjonalny ton wzgledem pana. Uwazam tylko, ze wielu ludzi gmatwa rzeczy z natury proste. Osad po to, zeby mogl byc poprawny nie musi byc wcale gleboki – moze byc intuicyjny.
                    Po drugie wazniejsze, znam calkiem pokazna liczbe osob, odmieniajacych przez wyszstkie przypadki na rownej stopie przestepstwa PO i PIS, co buduje w ich wyobrazni poczucie rownowagi z jednej, oraz dumy z bystrosci wlasnego sadu z drugiej strony. Wiec ci ludzie, jak juz po kazdorazowo odklepanej litani, ze ci to, a ci tamto, zapytani – to dlaczego raz nie zaglosujesz na PIS, skoro tacy sami, i wszystko ci jedno, jakos nagle zaczynaja sie skrecac, mnozyc trudnosci i zawsze okazuje sie to niewykonalne. I to odpowiada na panskie twierdzenie o kredycie zaufania.

                    Nie powiedzialem nigdy, ze wymiana kadr wystarczy za program. Mowie tylko, ze wymiana kadr to juz jakosciowo wyrazna zmiana.I nie widze potrzeby – a scislej dostaje szalu – na stawianie mi falszywych alternatyw: albo program albo kadry, bo to jest wlasnie dokonujaca sie nad nami manipulacja.

                    Kadry to jendo, program to drugie. W przypadku PO, i to – jak sie pad dopomina, na gruncie racjonalnosci, absolutnie a priori, mowiac Kantem – analitycznie – PO nie gwarantuje zadnych zmnian ani w zakresie kadr, ani programu.

                    • Ajgor

                      ” Podnoszenie podatkow, za rzadow PO, obnizanie za PIS”

                      Kwestią jest, na ile wynikało to z poglądów, a na ile z konieczności ( to samo dotyczy podniesienie wieku emerytalnego). Na obniżeniu podatków najwięcej skorzystali bogatsi, a PiS deklarował w kampanii coś innego (słynny spot z lodówką).

                      “inne standardy w walce z korupcja, tak w swoich, jak i nie-swoich szeregach.”

                      To, moim zdaniem, urban legend. Nie twierdzę, że Lipca nie chcieli zamknąć, ale wykorzystali urzędników państwowych (pani prokurator, Mariusz Kamiński), do ukrycia tej sprawy przed wyborami, nagłaśniając jednocześnie sprawę Sawickiej.
                      Gdyby Arłukowicza przyłapano na spotkaniach z lobbystami firm farmaceutycznych, których leki znajdują się później na liście refundowanej, media (szczególnie “niezależne”), pisałyby o łapówkach, podejrzeniach, lodziarzach itp. Pan Piecha ma się dobrze, jest europosłem.
                      Drzewieckiego i Chlebowskiego w PO nie ma, i choć chętnie widziałbym ich w jednej celi z Lipcem, to jednak CBA (Kaminiski) prowadziło śledztwo, i zamiast czekać i ich zamknąć, spalili sprawę, z jakichś powodów to im pasowało.

                • eumenes

                  Ależ właśnie tak jest! Partie w Polsce NIE MAJĄ PROGRAMÓW i nie propagują PROGRAMÓW. Mają tylko głowy i reklamują głowy.

                  A dzieje się tak dlatego, że główne partie są rządzone przez cyników a system wyborczy został ustawiony w taki sposób, żeby poseł w możliwie najmniejszym stopniu był zależny od wyborcy a w jak największym – od szefa swojej partii.

                  Dopóki nie nastąpi jakieś potworne tąpnięcie (śmierć Kaczyńskiego, kryzys typu greckiego w Polsce, bankructwo systemu opieki zdrowotnej, itp.) nic się nie zmieni.

                  Nawet jeśli jakimś cudem PiS przejmie władzę ZUPEŁNIE NIC SIĘ NIE ZMIENI, może poza paroma medialnymi głowami. Nic zupełnie.

  • drunk_inquisitor

    Emocje komentujących to w sumie jakieś takie odgrzewane się wydają (kuchenka mikrofalowa m.in. u niezależnych od wszystkiego musi pracować 24/7).

    Ciekawe, czy któremukolwiek z co bitniejszych komentatorów wpadło do głowy, aby po prostu wkleić komentarze sprzed np. 3 lat…

  • Wg mnie problem jest następujący :
    Dla jednych to nie może być zwykła katastrofa bo takie katastrofy się nie zdarzają,drudzy mają świadomość iż banalność jej przyczyn podważa tezę o “działaniu” Państwa.
    Dla pierwszych przyjęcie do wiadomości przyczyn katastrofy innych niż zamach byłoby porzuceniem jednego z ważnych wytłumaczeń późniejszych politycznych klęsk ale i podważeniem przekonania (mitu?) iż polityka śp. Prezydenta była na tyle groźna na wielkich tego świata iż zdecydowano się na zorganizowanie zamachu, rękoma wiadomo kogo…
    Dla drugich pokazanie bylejakości funkcjonowania Państwa na poziomie najwyższym z możliwych ( wszak chodziło tu o bezpieczeństwo głowy państwa) byłoby podważeniem tezy o szkodliwości, kiedyś nośnego postulatu “szarpnięcia cuglami”. Zbyt wiele osób uchodzących za Ojców III RP musiałoby sie przyznać , że niekoniecznie mogą być dumnym ze swego dzieła.
    Całe minione pięć lat jest obroną takich dwóch postaw. I dopóki będą się one replikować i będą czymś na kształt wyróżników, “barw plemiennych” w kolejnych sporach to i 100 lat będzie mało by ten spór będący na rękę wszystkim, za przeproszeniem, wygasić…

    • Atticus

      Wg mnie problem nie jest tak nastepujacy, jak pan to opisal. Wedlug mnie nastepujacy problem ( w tym z panem ;) ) jest taki oto:

      Ze sa jedni, i ze sa drudzy ma pan racje. Ze duza czesc i jednych, i drugich mysli tak, jak to pan przedstawia, to tez pewnie bliskie prawdy.
      Tyle, ze ten fakt pana nie wiaze. Co wazniejsze, ze to nie natezenie, czy glosnosc ktorejs z tych stron wyznacza prawdziwosc jednych albo drugich racji, ale wyznacza ja swiat za oknem.
      Diagnoza L. Kaczynskiego mowiac najogolniej, i to gorzkie raczej – sie sprawdzila. Diagnoza PO, okazala sie bledna. Nie w michalkach, ale w sprawach najwyzszej wagi.

      Z ta duma z dziela, tez cos nie bardzo. Zadna z domniemanych figur nie mialaby zadnych skrupulow w napier…. w piersi, swoje i cudzie za antysemityzm III RP, za jej bogojoczyznianonosc, za ksenofobie, za “to takie polskie”, itd. itd. Latwo mi sobie idzie wyobrazic kajajacego sie Michnika, Kwasniewskiego, czu Tuska mowiacych, cholera nie wyszlo tak jak chialem, stosunek do mniejszosci seksulanych w III RP to ciagle jest poziom jaskini. Pan mialby z tym problem? Porsze popatrzec co mowia pieszczochy III RP, nie tylko III czesto dodajmy, a czasem tez nie tylko i RP.

      Do tego, znajdzmy lepiej prostsze miary i mocy i znaczenia. Po to, zeby zrobic w Polsce to, co sie udalo osiagnac po 10.4 nie trzeba bylo mocnych tego swiata, wystarczylo mocnych, ot po prostu, bez falseciarskiego zaspiewu inflacyjnego. Mocnych na tyle, zeby to zrobic. Ot co.
      Po drugie miara jakosc polityki L. Kaczynskiego, nie bylo to co wielcy lub mali chcieliby mu rozbic, czy nie zrobic, czy co o nim mysla. Mam wrazenie, ze gdyby sie cofnac do Mieszka I, miara jecho wielkosci nie byloby to co myslalby o nim rownolegle gdzies Sapa Inka, ktorys tam adekwatny, tylko to jak, to co robil Mieszko wplywalo na potege/brak potegi jego panstwa.
      Na argument o tym, ze L. Kaczynski nie sprostal politycznie grozie sytuacji, nawet jesli wyprzedzil o cale dlugosci Tuska, jestem otwarty.

      • eumenes

        Po pierwsze – diagnoza Kaczyńskiego póki co się nie sprawdziła (a przynajmniej nie widzę tego za oknem). Po drugie – nawet jeśli to jedno trafienie nie czyni jeszcze męża stanu. Po trzecie – jest to wszystko bez znaczenia bo polski “dyskurs” polityczny jest całkowicie oparty na emocjach i zdominowany przez “głowy”. Dopóki to się nie zmieni całe to gadanie nie ma sensu bo to jak tłumaczenie Eskimosowi że trawa taka piękna jest…

        • Atticus

          Po pierwsze wyjasnijmy sobie, o jakiej diagnozie mowimy, i co by sie musialo stac, zeby uznal pan, ze sie sprawdzila? Po drugie, to pan nadaje tutul meza stanu? Jesli nie pan to kto? I od ilu trafien?

          Po trzecie: jest to wszystko bez znaczenia bo polski “dyskurs” polityczny jest całkowicie oparty na emocjach i zdominowany przez “głowy”.

          Jak bardzo calkowicie? Jak bardzo np. zolnierze rosyjscy atakujacy Ukraine sa zwiazani panskim spostrzezeniem?
          W takim razie co nalezy panskim zdaniem robic?

          • eumenes

            Zakładam że mówimy o “Ukraina, kraje bałtyckie, Polska”. Póki co sprawdziła się 1/3 tej diagnozy, czyż nie?
            Nie ja nadaję tytuł “męża stanu” – ale gdyby miała go determinować jedna sprawdzona przepowiednia to w Polsce mielibyśmy samych mężów stanu bo każdemu się wcześniej czy później coś trafi.

            Rosyjscy żołnierze nie są związani moimi spostrzeżeniami bo nie są częścią dyskursu politycznego. Ale już sam konflikt na Ukrainie funkcjonujący u nas jako starcie pomiędzy “kacapami” a “banderowcami” jest tego świetnym przykładem. Żadnej myśli, planu, reguł… czysta emocja. Co się z tego da ugrać? Kompletnie nic. Ani wewnętrznie ani zewnętrznie.

            ps. co z przepowiednią Kaczyńskiego jeśli następna będzie Białoruś? Albo Azerbejdżan?

            • Atticus

              Ujecie sprawy w formule “Ukraina, kraje bałtyckie, Polska” ja banalizuje, a nie jest to rzecz do tego sie nadajaca. Prosze mnie dobrze zrozumiec, wielkosc Lecha Kaczynskiego nie polegala na posiadaniu zdolnosci profetycznych – przewidzenie takiego scenariusza bylo proste i dostepne wielu ludziom, klopot polegal na tym, ze tych ktorym bylo dostepne, latwo wyciszono robiac z nich durniow, a z kolei ci ktorzy glosili rzeczy wprost przeciwne byli okadzani i nagradzani. I przypuszcam, ze wielu z nich doskonale zdawalo sobie sprawe z tego, jak bardzo lgaja w zywe oczy. Umiejetnosc przeciwstawienia sie tak poteznym silom konfromizmu politycznego i polskiego, i europejskiego decydowala o wielkosci Lecha Kaczynskiego. Zreszta, co bywalo udzialem jednego lub drugiego Kaczynskiego dosc regularnie.

              Konflikt funkcjonuje jako starcie kacapow z banderowcami, tylko w jakims segmencie. Linie ida w wielu roznych plaszczyznach, wyraznie widac roznice na prawicy, kto tego widziec nie chce, ten po prostu nie chce. Kwantyfikator zadnej… jest znow zbyt silny i ….emocjonalny wlasnie.
              Poza tym moj zarzut do Ewy Kopacz juz teraz jest taki, ze mialkosc planow i regul bierze sie z bezmyslnosci, nieprzygotowania do pelnionej roli i ogolnej prowincjonalnosci umyslu, a co do emocji, to owszem, uzywanie najciezszego zarzutu, ze opozycja dazy do wojny. To jest dno.

              Powiedzialem, Kaczynski nie byl wrozka. Ale co z jego przepowiednia? Nic. Tym byc moze gorzej, dla tych ktorzy ja lekcewazyli.

              Jesli jeden lekarz panu mowi, czlowieku przestan palic i chlac bo ci zgnije watroba i odpadnie siusiak, a drugi mowi, pij pan na zdrowie, jeszcze i ja sie napije. I potem okazuje sie, ze owszem watroba gnije, i siusiak dynda, ale w miedzyczasie gangrena zjadla noge i ucho, to co? Powie pan wtedy, konowal klamal? Trzeba bylo wiecej pic? czy powie pan z mina frasobliwych swiatkow spod znaku “dwoch stad”, no coz, obaj nie mieli racji, emocje, emocje, a gdzie diagnoza?

              • eumenes

                Proszę Pana, w naszym pięknym kraju w ciągu kilku lat w serii wypadków lotniczych brał udział premier, prezydent, marszałek sejmu, niemal cała generalicja. Większość z nich nie żyje a u nas nic się nie zmieniło, winnych nie ma, samolotów nie naprawiono, procedur nie wprowadzono. Tak samo w każdej w zasadzie dziedzinie.

                I to się nie zmieni bo główne siły polityczne w ogóle nie pojmują czym się zajmują. Krajem w międzyczasie rządzą urzędnicy średniego szczebla wg zasady – skoro jeszcze nie runęło można wyjąć kolejną cegłę z fundamentów zanieść na targ i sprzedać. Praktycznie nikt nie jest zawodowo przygotowany do roli jaką pełni (rząd, posłowie, urzędnicy, sędziowie, dziennikarze), nie obowiązują żadne procedury które miałyby szanse tę niekompetencję złagodzić. A Pan mi mówi, że jeden z autorów tego chlewu miał w sobie jakąś “wielkość”. Chyba tylko taką że “pięknie zginął” na swoim odcinku chlewu.

                Problem w tym, że Pan mi stawia za przykład tego pierwszego “konowała” tylko dlatego że on z Pańskiej “rodziny” a nie dlatego że leczyć umie. Jak mam wybierać między dwoma niedojdami to już chyba wolę tego drugiego z pana przykładu bo wesoły. Jak i tak mam zdychać to po co się jeszcze mam do tego smucić? Żaden z obecnie dostępnych nic nie zaradzi bo oni nawet w prawdziwym szpitalu w życiu nie byli, to co tu mówić o ich umiejętnościach…

                Ech idę ciastka dzieciom upiec póki jest mąka w sklepach.

            • Jerzy Maciejowski

              Panie Eumensie!

              Jest Pan podobny do Rafała A. Ziemkiewicza w swojej wierze w procedury. Świadczy to tylko o tym, że nigdy nie doświadczył Pan uroków systemu opartego na procedurach zamiast myślenia. A wystarczy przejżeć demotywatory, by znaleźć historię ratownika z Florydy, który uratował człowieka i dlatego stracił pracę! Takie są skutki prymatu procedur nad myśleniem.

              Odnośnie przedmiotu sporu, to Lech Kaczyński mężem stanu nie był, niemniej tak kompromitujący nasz kraj jak gajowy, też nie był. Teraz Pan wybierze gajowego na drugą kadencję, a ja będę mógł marzyć o kimś nie gorszym od kaczki.

              Łączę wyrazy należnego szacunku

              Jerzy Maciejowski

              • Sorbifer

                Co kto woli, dla mnie był mężem stanu i basta. I tym większy dla mnie kontrast z obecnym strażnikiem żyrandoli. Ale co kto woli…

                OT: Procedury są dobre, i mają sens, tylko paradoksalnie system musi pozwalać na procedur łamanie, bo tylko na tej podstawie procedury można zmieniać i dostosowywać w czasie.

            • Jerzy Maciejowski

              Panie Sorbiferze!

              Pan woli socjalizm pobożny od socjalizmu brukselskiego. Pańska wola! Problem polega na tym, że od krzyczenia „Lech Kaczyński wielkim był!” nie stanie się on większy. Nie twierdzę, że Lech Kaczyński był gorszy od gajowego. Od gajowego trudno być gorszym. Niestety, bycie powyżej dna, nie jest jeszcze przepustką do wielkości. :(

              Problem z ludźmi jest taki, że nie wiedzą kogo wybierają, a zatem nie wiedzą jakie cechy powinien mieć prezydent. A to jest osoba, która powinna reprezentować obywateli Polski i hamować biegunkę legislacyjną sejmu. Tylko tyle i aż tyle. Proszę się rozejrzeć po kandydatach i pomyśleć, który ma szanse na odegranie takiej roli zakładając, że najbliższe wybory może wygrać PiS lub PO (niekoniecznie uczciwie). Kto zapewni zastopowanie potoku kiepskiego prawa niezależnie od tego, kto będzie miał większość w izbie poselskiej sejmu.

              Pozdrawiam

              Jerzy Maciejowski

              PS. Nieobecność gospodarza jest smutna.

              JM

  • Zna Pan taki stary dowcip o Michniku (suchar jak diabli) , który miał charakteryzować pewien mechanizm skojarzeń w którym cokolwiek włożyło się na “wejściu” na “wyjściu” otrzymywało się zawsze to samo ? Dowcip był o obsesji na temat dyktatorskich zapędów Wałęsy (tylko błagam – nie dyskutujmy potem o LW):
    Dlaczego redaktorowi kajak kojarzy się z Wałęsą ? Bo kajak to dykta , od dykty do dyktatury bardzo blisko, a jak dyktatura to Wałęsa”.

    Taki sam sposób rozumowania dominuje w tzw., przepraszam za wyrażenie, debacie publicznej… O czym kolwiej zacznie sie rozmawiać na “wyjściu” zakodowane są skojarzenia, zadane wnioski, których zakwestionowanie nawet w imię zdrowego rozsądku czy zwykłej przyzwoitości karane jest wykluczeniem ze stada i stosowną etykietą. Takie coś wyklucza całkowicie dyskusję. Powiem więcej – potencjalny partner do dyskusji jest “delegitymizowany” cz wręcz odczłowieczany na różnych płaszczyznach i w każdy, nawet haniebny, sposób.

    Oczywiście można się bawić (bo to tylko bezproduktywne zajęcie) w oceny kto ma większe racjonalne przesłanki do takich zachowań a jeśli nawet tej racjonalności brakuje to kto jest bardziej “zraniony” więc i usprawiedliwiony. Ale ja się w to bawić nie będę – wystarczy, że zamieszczając na S24 zdjęcie kaczki krzyżówki dostaje zjebkę, że nie zamieściłem zdjęcia krowy coby “dyskutant” mógł mieć skojarzenie owej krowy z PEK a zamieszczając zdjęcia Krakowa we mgle dowiaduje się o stanach emocjonalnych Antoniego M. Sorry – to nie PO jest winna, że krowy nie pasą się na bulwarach wiślanych a pieprzony smog nad Krakowem nie jest w żaden sposób związany z Antonim… Podobnież jak ten kajak trudno było onegdaj skojarzyć z LW…

    • Atticus

      Czy znane jest panu okreslenie cottage industry? W Polsce mowi sie manufaktura. Wiec np. w akademii mowi sie, ze jest cottage indystry po jakims tam znaczacym doktoracie. Pojawi sie geniusz i cos wymysli. 10 madrych, ale mniej lotnych skomentuje to w swoih doktoratach. 100 pracowitych, skomentuje ich przypisy. 1000 odpisywaczy przemieli jakies komentarze, a rzesza polglowkow, cos przeinaczywszy, o czyms zapomniawszy, a cos dorzuciwszy bedzie pompowac, od czasu do czasu nawet cytujac pierwszego geniusza.

      Czesto mi sie niestety przdarza sie spostrzec, ze jakas ozywcza mysl wpada w te spirale, a ja odnajduje sie gdzies na jej dnie. Teza o tym, ze sa dwa stada, itd, itd to przyklad takiej mysli.
      Ale owszem zgadzam sie, ze takie kody obowiazuja, i sa podtrzymywane, widzialem dzis na portalu zdjecie Romana Giertycha jako ilustracje tego, ze prokuratura bedzie badac kilometrowki poslow w kadencji 05-07, a jakze obok Giertych siedzial J. Kaczynski, i duzyego wysilku umyslu wymagaloby domyslenie sie, ze bohaterem zdjecia jest Giertych a nie obaj, albo nawet sam Kaczysnki.

      Zastanawiam sie jak sie nazywa menda w redakcji portalu, ktora wertuje i wertuje stosy zdjec (przyznam, ze chyab na okolicznosc Kaczynskeigo maja same parszywe, wiec jej jej latwiej) zeby znalezc takie wlasnie. I czy ta menda wie, ze manipuluje, czy jest tak zmanipulowan, ze robi to bezwiednie?
      Czy menda wie, ze za dotknieciem jednego guzika uruchamia sie w glowie medny taki oto indukcyjny mechanizm, ktory kaze jej skonczyc Kaczynskim, i czy chcac czy nie chcac, ja tez na tego Kaczynskiego jestem skazany, i tez o nim mowie, i mowie to panu, a pan mi o dwu stadach, i tak sobie mowimy?

      OOOOOOO, to jest rozmiar zbrodni dokonany ostatnimi laty drogi panie, ale winy nierowno sa tu rozlozone, bo jesli pan nie nalezy do stada tego, co ja, albo i nawet do stada, ktore zbiera sie pod sztandarem “ze oto sa dwa w Polsce stada” – mimo tego, ani pan, ani ja – nie jestesmy ta mala pracowita menda.
      I to pocieszajace.

      • miab

        Zaraz zaraz, a to nie Kaczyński wyniósł tego niegdyś wszepolaka na salony i obdarzył go ministrowaniem edukacyjnym?
        Na tym właśnie dowcip polega. PiSiory pamięć majom dobro ale krótko i nikt ich nie przekona że czarne jest czarne a białe jest białe nawet kiedy jest to czarne jednodniowe jak ukochane komuszki czy inne mendy chwilowo menżusie stanu Zbafcy.
        Tak że warto jest przypominać historie tysięcy zaprzaństw onego bo to jest jego metoda.

        • Atticus

          Stawia mnie pan w klopocie. Namietnosc z jaka pan pisuje kaze mi domniemywac, ze Jaroslaw Kaczynski wyrzadzil panu kiedys jakas osobista, fizyczna krzywde. Nie wiem – uderzyl czyms ciezkim w glowe, czy przycial pracie drzwiami w trolejbusie, ale to musialo byc cos takiego. Jesli tak, zupelnie niegodne byloby zebym go tu wybielal.

          Mimo wszystko postaram sie moze zwrocic uwage, ze napisalem kilka postow wyzej, ze Kaczynski ze swoich personalnych pomylek, a za taka Giertycha bym nie uznal jest rozliczany, w odroznieniu od reszty. “Przyjazn” Kaczynskiego z Giertychem trwala kilkakroc krocej niz jego zazylosc z obozem PO. Mojego wpisu o zdjeciu nie zrozumial pan w ogole, poza impulsem aktywowanym nazwiskiem Kaczynski.

          Tysiace zaprzanstw? Sprawia pan na mnie wrazenie czlowieka dokladnego i metodycznego, dysponujacego – i w tym jestesmy do siebie podobni – niejaka porcja czasu na wlasne namietnosci. Bardzo prosze te zaprzanstwa wymieniac, z indeksem. 1,2,3,4,5 …dla porzadku.
          Plone z ciekawosci.

          • miab

            Dyskusja z wierzącymi czy to w PiSiorzyzm czy to w każdą inna odmianę Wiary jest wg. mnie jałowa. (Dowód: Jak mówiłem Wiara czyni czuba, a czub nie posługuje się logiką której mnie uczono w szkołach i na uczelniach, a która to potrzebna jest do dyskusji, czyli dyskusja z nim jest jałowa. C.B.D.U.)
            Ale tak na odczepnego odpowiem Panu w paru zdawkowych zdaniach.
            Do Zbafcy Tysiaclecia mam stosunek osobisty gdyż uważam że osobiście mi szkodzi materialnie(podobnie jak milionom Polaków) hodując przez dziesięciolecia hordy destrukcyjnych głupków (z Macierewiczami z Zespołem onego, Kuźmiukami, Czarneckimi, Wojciechowskimi, Brudzińskimi itp. itd. na czele) co nie pozostaje bez katastrofalnego ujemnego wpływu na dochód narodowy Polski(co poniżej ‘zapluty z salonu’ nazywa eufemistycznie bezproduktywnym dreptaniem w miejscu).
            Zażyłość Giertycha z PO jest zerowa(to że ów wielki wszepolak stara się wśliznąć do d jakimś osobom należącym PO świadczy tylko o tym ze ów wielki wszepolak stara się wśliznąć do d jakimś osobom z PO i o niczym więcej) zaś z pierwszym PiSiorem kapitalna, był po prostu ministrem w jego żoncie .
            Co do zaprzaństw Największego(odkąd Hofman jest na banicji) PiSiora, to praktycznie każde jego zdanie a już na pewno każde jego wystąpienie zawiera ich co najmniej kilka. Tak że wystarczy uporządkować chronologicznie przeszło 20-to letnia tfurcość onego i za indeksować by mieć pełen wykaż zaprzaństw.
            Pomocna w tym celu może być np. strona http://blogi.newsweek.pl/Autor/muzeumivrp (dawniej http://spieprzajdziadu.com/muzeum).

      • Zacznę od końca. Winy nie są równo rozłożone – ale dyskusja o tym dziś jest bezproduktywna. I to z wielu przyczyn – dwie najważniejsze to
        !. niemożność obiektywnego wyważenia “kto zaczął” a więc zarazem wskazania czyja wina jest większa. Ja swoją opinie mam, ale jak mówię, dziś jest już zupełnie nieistotna – dla mnie nawet nie zaważy na przyszłych wyborczych decyzjach.
        2. nawet gdyby takie obiektywne kryterium istniało i wskazalibyśmy czyja wina jest większa to nie ma to najmniejszego wpływu na potencjalne sposoby zmiany sytuacji i w najmniejszym stopniu nie gwarantuje , że “pokrzywdzeni” zechcą zmienić logikę dotychczasowych zachowań.

        Dopóki nie znajdziemy sposobu jak ideę walczących stad zastąpić ideą konkurujących kiedy trzeba, i kiedy trzeba współpracujących wspólnot to będziemy skazani na coraz bardziej bezproduktywne dreptanie w miejscu.

        I tyle …

  • miab

    Znalazłem dość nowe i to krajowe opracowanie na temat ulubionej przeze mnie paranoi politycznej:
    http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia_2012_4_%2008_Korzeniowski.pdf
    Sporo ciekawych wyników.

  • miab

    Aproposik psychiatrycznych.
    Zatkao kakao pisofsko-prawacko-sowiecko-ławrowskim szczekaczkom.
    http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/481472,ukraincy-wyzwalali-auschwitz-dane-rosjyjskiego-ministerstwa.html
    Grzechu okazuje się na miarę Radka.
    Jeszcze coś tam Wolaczki, putinowskie sługusy z cicha popiaredują w kąciku.

    • miab

      Na marginesie.
      Armia Czerwona nie wyzwalała tylko zdobywała(odbijała) kolejne obszary Europy(z rak swojego byłego sojusznika z którym się popsztykała).

  • Atticus

    @ AJGOR Fri 30.01.2015 at 14:56

    Kwestią jest, na ile wynikało to z poglądów, a na ile z konieczności…. Nie przypuszczam, zeby istniala koniecznosc obnizania podatkow (!), wlasciwie chyba nigdy i nigdzie. Nie wiem, jaka dokladnie byla bezposrednia dystrybucja zyskow z obnizki podatkow. Nie wydaje mi sie, zeby fakt, ze bogatsi skorzystali bardziej niz biedniejsi byl zarzutem o charakterze absolutnym. Przypuszczam natomiast, ze calosc gospodarki dzieki temu miala mniejsze klopoty z kryzysem finansowym, jaki wkrotce potem wybuchl.

    Moim zdaniem – to nie urban legend, ale musielibysmy miec jakas niezalezna opinie, byc moze wskazniki Transparency International.

    Drzewieckiego i Chlebowskiego w PO nie ma, a wie pan gdzie sa? To sporo mowi.

    Na wiele rzeczy przymkne oko, ale uznawanie ze rzady PIS i PO byly w rownym stopniu skorumpowane uwazam za twierdzenie rozpaczliwe, ratujace wlasne samopoczucie. To nie Marsjan okradali drogi panie, bo jesliby Marsjan, a tak, wtedy jest to raczej obojetne, wtedy sie zgoze, ze niehc bedzie ze rowno.

Leave a Reply