Prof. Jerzy Holzer

Dopiero dziś zauważyłem nekrolog. Profesor zmarł w tym tygodniu, w domu. Był promotorem mojej pracy dyplomowej na Wydziale Historycznym UW. Pracy, której nie obroniłem.

Nie chcę przeceniać znaczenia mej skromnej osoby i owego faktu. Myślę jednak, że Go rozczarowałem. Pracę stanowiła połowa książki (trzy ostatnie rozdziały), którą wspólnie i w sporym pośpiechu pisaliśmy wiosną 1989 r. Ukazała się zgodnie z planem jako praca popularno-naukowa, wczesną jesienią, jeśli pomnę, ale już w Polsce z rządem Tadeusza Mazowieckiego, chociaż przed serią mniej lub bardziej pokojowych rewolucji w innych krajach bloku sowieckiego.

Aby przystąpić do obrony, musiałbym dorobić aparat czyli przypisy. W szalonym roku 1989 nie było na to czasu, nie to było priorytetem. Kolejny dyplom nie był dla mnie istotny, studiowałem historię dla czystej przyjemności studiowania, dla atmosfery Wydziału, od lat hołdującego historii prawdziwej, bez ukłonów wobec komunistycznej ideologii i historycznych fałszerstw.

Spędziłem tam pięć lat także po to, by zgłębić tajniki warsztatu historyka, jakże bliskie warsztatowi dziennikarza. Krytyka  źródła, ocena wiarygodności — to łączy oba zawody. Choć może powinienem użyć czasu przeszłego, dzisiejsze bowiem dziennikarstwo z badaniem źródeł ma mało wspólnego. Historia lepiej zniosła zmiany, które dokonały się w społecznej świadomości.

Niemniej może szkoda, że porzuciłem tę przygodę będąc tak blisko mety. Prof. Jerzy Holzer był jednym z tych, którzy ukształtowali mnie jako człowieka. Dziękuję.

Leave a Reply