Kategorie

Kalendarz

January 2015
M T W T F S S
« Dec   Feb »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Pampersgate

Nastał Nowy 11111011111, ale różnicy nie widać. Ubiegłoroczny (z niedzieli) tekst Agnieszki Kublik jest hitem prawicowych portali w 2015. W s24 to najsamsiejsza czołówka strony głównej, wPolityce zamieściło już bodaj pięć ostrych polemik (i jedną ostrożną obronę). Charakterystyczne też, że nikt nie linkuje tekstu, z którym polemizuje, nie przytacza tytułu (z podtytułem “To nie jest felieton przeciwko matkom”).

Publicystka “Wyborczej”, skądinąd nie należąca do mych medialnych faworytów, skrytykowała matkę, która przewinęła dzieko w restauracji na oczach zajadających gości. W oczach prawicy ów felieton urósł do rangi części “rządowej strategii wyniszczenia Polaków” przez dławienie ich sił i chęci rozrodczych.

Jako doświadczona samotna matka donoszę, że wielokrotnie byłem zmuszony przewijać dzieci w miejscach publicznych. Zawsze jednak robiłem to możliwie dyskretnie. Nie przyszłoby mi nawet do łba, by urządzić taki spektakl w sali restauracyjnej. Zawsze gdzieś można się schować, nawet jeśli toaleta nie jest zachęcająca.

W Hiszpanii, którą z oczywistych przyczyn uwielbiałem, gdy młode były berbeciami, spędziłem z nimi w knajpach wiele czasu. To bowiem taka kultura, w której do knajpy idzie się z dziećmi, choćby o północy. Tolerancja na wyczyny młodocianych jest ogromna. Ale przewijania na sali nie obejmuje. Nigdy niczego takiego tam nie widziałem, choć widziałem wiele.

Prawactwo wywinęło już pierwszy numer w Nowym Roku. Strona rządowa pewnie mocniej popiła, bo dziś jest o niej cicho. Jutro ktoś palnie coś absurdalnego i będzie można ze spokojem orzec, że nic się nie zmieniło.

40 comments to Pampersgate

  • Artykuł Kublik jest za paywallem, więc nie znam jego treści, tylko lead. Nie wiem więc do końca o czym jest. Ale to nie przeszkodzi mi, żeby się wypowiedzieć :) .

    Czy sytuacja opisywana przez A.K nie jest/może być taka że matka nie uzyskała od obsługi restauracji wsparcia (w sensie udostępnienia jakiejś w miarę płaskiej i bezpiecznej powierzchni)? Bo mi się kilka razy zdarzyło że muszę dziecko przewinąć a obsługa robi wielkie oczy wyrażające “nie mamy takiej możliwości i co nam Pan zrobi?”. Poradziłem sobie wtedy bez przewijania dziecka na stole, ale byłem blisko ….

  • testigo

    @ Krzysztof Leski / Strona rządowa pewnie mocniej popiła

    Umknął Ci “młot na Zielonogórzan” – czyli Bartosz “Uzdrowiciel” Arłukowicz.

    ten robi wokół siebie od wczoraj cały festiwal
    teflonem chroniony przed argumentami

    Jeszcze pewnie nam zgagą wróci kilkakroć, więc może rzeczywiście metodą Giza “odspawać się” od TV ;)

    - co do kupowego tematu to myślimy zgodnie
    Osobiście nie spotkałem się z trudnością w znalezieniu “modus operandi” w jakimkolwiek miejscu,
    włącznie z możliwością skorzystania z zakrystii kościoła podczas Mszy

    Res sacra miser, a co dopiero gdy taki maleńki…

    • miab

      A masz wolnych tych pare(dziesiąt) dużych baniek do dorzucenia lekarzom i ochronie zdrowia, to podjedź i sypnij.
      Bo on akurat odpowada za zapewnienie dostępu do onych bez dnia przerwy i za stosowna informowanie o tym.

  • Atticus

    W google jest haslo: Anna Mucha przewija dziecko na stole w restauracji, donosi o tym Fakt z z pazdziernika 2012.

    Nie bede tego czytal, a wiem o tym, bo mi to wbito w glowe, choc tego nie szukalem.
    To ciekawe, ze Anna Mucha nie stala sie bohaterka tych, dla ktorych wrogiem dzis jest A. Kublik Nawet moze nie ciekawe, bo za co inne (slusznie) Mucha bohaterka nie jest, i za (wcale pewnie podobne) nie jest nia Kublik. Ale ma sie to nijak do przewijania dzieci w restauracjach.
    Jeszcze jakby obie panie sie do siebie ustosunkowaly, ale nie spodziewam sie.

  • I tak kwestia dobrego wychowania, taktu, gustu, wyobraźni czyli w skrócie “nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe” stała się areną walki “o pryncypia”… Nie bym zaprzeczył , że to kwestie ważne ale żeby jako broni na tej arenie używać zawartości pampersa…

  • Tadeusz Zawadzki

    Ongiś Jerzy Kibic w jednym ze swoich znakomitych feleitonów sądowych opisywał sprawę ciężkiego uszkodzenia ciała przy pomocy widelca. Otóż narzeczony córki sprawcy (czy też już może zięć) został potraktowany widelcem w pośladek. Doszło do tego w trakcie uprawiania aktu miłosnego z ową damą na stole. Sprawca spożywajcy na tymże stole obiad, zapytany przez sąd, czy mu to nie przeszkadzało, odpowiedział, że nie. Zdenerwował się dopiero, gdy mu się zupa zaczęła wylewac z talerza.

    No, ale Kibic to pseudonim Jerzego Urbana, już wtedy (z 50 lat temu) szkalującego patriotyczną prawicę.

  • miab

    Krzysiek mógł byś wzmocnić blogową wyszukiwarkę.
    Bo np. nie mogę znaleźć swoich poprzednich komentarzy.
    A chciałem, bo chciałem dorzucić do wątku, w którym pisałem że czerwona pisowska hołota to fakt a nie epitet.
    Podobnego zdania o prawackich, wolskich rewolucjuszach proletariackich jest np. Modzelewski, tu:
    Prof. Karol Modzelewski: Ludzie głosują na PiS bo “pogoni sukinsynów, którzy coś mają”. To partia rewanżu socjalnego
    http://natemat.pl/128979,prof-karol-modzelewski-ludzie-glosuja-na-pis-bo-pogoni-sukinsynow-ktorzy-cos-maja-to-partia-rewanzu-socjalnego

    • Panie Miab,
      Doprawdy musi Pan psuć przyjemność zaglądania na ten blog?

      • miab

        Że zaintonuję(dla Pana przyjemności(w końcu lubi Pan ten motyw)).
        Raz sierpem raz młotem czerwoną(pisowską) hołotę.

        • Hmmm… w kwestii “pogonienia sukinsynów, którzy coś mają” to z przyjemnością raz sierpem, raz młotem pogoniłbym tego skurwysyna(czy raczej całe ich stado), który od poddanych (powtarzam: poddanych) sobie urzędników będzie wymagał 80% skuteczności kontroli skarbowych. Jako, że mamy tu do czynienia ewidentnie z, cytuje Kolegę, “czerwoną hołotą”, oraz jak uczy doświadczenie, zachodzi prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, iż w razie braku owych 80% nieszczęśników “dobierze się z niewinnych”. Choć przyznaję, że wolałbym aby te “komusze złogi” (sądzi Kolega , że to V kolumna PiS-u?) zostały osądzone w sposób cywilizowany za sabotaż. Ale nie wiem dlaczego mam przeczucie, że one (te złogi) dostaną jeszcze przy jakiejś okazji medal…
          PS
          Ufff.. przepraszam… wyczerpałem w pierwszy dzień Nowego Roku cały limit bluzgów na ten rok …

          • miab

            http://m.wyborcza.biz/biznes/1,106501,17118134,Co_trzecia_kontrola_fiskusa_jest_skuteczna__Ale_ma.html
            70% w perspektywie 4 lat(czyli na tzw. święty nigdy) inaczej na zbity pysk. Czyli nie będą nękać drobnicy bo a nuż nic nie znajdzie i wtedy zbity pysk.
            Na marginesie “przedsiębiorcy” oszukujący na podatkach dymią w szczególności przedsiębiorców którzy płacą bo przez niższe koszty mogą tych uczciwych eliminować z rynku czyli Arłukowicz nie ma pieniędzy na lecznictwo i od geszefciarzy i od wyeliminowanych uczciwych.

            • nie musisz mi tłumaczyć jakie sa skutki szarej strefy… Ale też nie przekonasz mnie iż takie postawienie sprawy jest ewidentnym poza prawnym naciskiem. Dla poddanych (powtarzam: poddanych) urzędników jest to jasna sugestia z czego będą rozliczani i czym będzie grozić nie wypełnienie limitu. Nikt dla idei tam nie pracuje i uczciwością Państwa względem podatnika nikt nie będzie się kierował… Zrób prasówkę z ubiegłego roku znajdziesz potwierdzenia tej tezy… Samobójstwo oszukanego podatnika przeszło praktycznie bez echa… Gdyby tak chociaż 10% tego czasu , który ministrowie i media poświęcili na ten przykład prof. Chazanowi przeznaczyć na opowiedzenie tej historii… Ale gdzie tam … “Ktoś pogonił sukinsynkę, która miała” a że się to tak skończyło to pech… Czerwona zaraza…

              Ale żeby nie było iżem pisowski prawak bez szans na nawrócenie – jeszcze gdyby ze strony komuszych złogów z Min.Fin. wyszły jakieś pomysły na to jak pomóc podatnikom “wytwarzać” większą podstawę opodatkowania to gonił bym ją samym młotem, sierp bym odłożył… Ale tego komusze złogi niestety nie potrafią. Brak wiedzy i komusza mentalność.

              I tak już na koniec, bo jak pisałem limit bluzgów na ten rok wyczerpałem, od tego z jakim skutkiem PBK powalczy swoim projektem ordynacji podatkowej z tymi sabotażystami (mordercami?) zależy jakie będą moje polityczne wybory w 2015 roku…

              PS
              I nie mieszajmy w to Arłukowicza bo nawet 101% skuteczności kontroli skarbowych nie pomoże jeśli się nie ma odwagi i pomysłu na zmiany.

              • miab

                I co myślisz że rewolucja proletariacka i areszty wydobywcze coś pomogą?
                Wręcz przeciwnie.
                Jedno z najważniejszych szkód jakie Pierwszy i Największy Pisior(na razie Hoffman z największym pisiorem jest na aucie) od dziesięcioleci robi to blokuje, konserwuje i kisi tzw. prawą(a faktycznie zdegenerowana do prawackiej) stronę sceny politycznej i hoduje paranoiczny motłoch.
                Może to jest i przyjemne dla wadzy bo żoncenie przy braku skutecznej opozycji rozleniwia i degeneruje, ale na pewno jest szkodliwe dla Polski

                • A gdzie ja pisałem o “rewolucji proletariackiej”? Sądzę , że w MinFin siedzą dzieci proletariatu… Dobrze skrojone garnitury i garsonki tego nie zmienią…

                  Z jednym się zgadzam w całej rozciągłości – rządzenie przy braku skutecznej opozycji degeneruje. Ale odnoszę wrażenie, że niektórym ta “degeneracja” odpowiada … Tak dla świętego spokoju, dla prostych (prostackich?)życiowych wyborów, dla obrony status quo…

              • miab

                Co do pomysłu na zmiany to może model hamerykański za którym prawacy(w głupocie swojej) i korwiniści tak tęsknią.
                Policzmy orientacyjnie:
                38,53 miliona x 7000$/rok(na amerykańską twarz) x 3,5zł/$= ok. 950 miliardów złotych na rok.
                Budżet postkomunistycznego reżymu komorusko-kopaczo-tuskowego opiewa na 350 miliardów zł.
                Na ochronę zdrowia wydajemy 100 mld zł (w większości z podatku zwanego składką)
                Wystarczy dorzuć te brakujace powiedzmy 850 mld zł rocznie i pośmiejemy się z ministra zdrowia jak sobie z tymi 950 miliardami zamiast 100 obecnych miliardów nie poradzi.
                A może po korwinowsku(ale antypisowsku) prywatyzacja niech każdy(nie wyłączając noworodków) ma te hameryke za te średnio 24 tysiaki rocznie(ale trzeba uważac bo czasem nawet poród potrafi trochu kosztować np. 3 bańki):
                http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/nieoczekiwany-porod-zrodlem-problemow-kosztowny-pobyt-w-usa,502709.html
                No to może po prezesowsku(ale antykorwinowsku) jak za gierka upaństwowić wszystko i pożyczać, tylko od kogo? może od Putina?(w końcu za wieloletnie impotentne szkodnictwo należy się Prezesu jak psu dykta).

        • Panie Miab,
          Proszę uprzejmie o powstrzymanie się od zgadywania moich upodobań. Nota bene – nie trafił Pan.

          • miab

            To nie Pan był tym patriotom polskim ubranym w kominiarkę i owiniętym szalikiem który rzucał kostką brukowa i petardami w okrutnych siepaczy Tuska i skandował “raz sierpem raz młotem … “?
            A to przepraszam.

      • miab

        To teraz na deserek trochu o bolszewizmie jako o fakcie a nie epitecie.
        Oddajmy głos Johnowi Kowalskiemu:

        02.01.2015 03:25
        “@……..

        Nie istnieją fałszerstwa i bolszewicy?”

        Oczywiście że istnieją. Przykładem na fałszerstwa niech będą “ekspertyzy” i “symulacje” w wykonaniu członków i współpracowników zespołu Maciereiwcza, a przykładem na bolszewizm niech będzie program polityczny Pierwszego Sekretarza Zjednoczonej Partii PiS.

        Ażeby mówić o fałszerstwach w Smoleńsku, to gołosłowie i bujna wyobraźnia nie wystarczy – należy mieć dowody – jeśli chce się być traktowanym jak dojrzały człowiek. Zespół Parlamentarny (ZP) Macierewicza przez całe bite cztery lata nie przedstawił żadnych dowodów… Przy tym nikt z tego ZP nie pofatygował się nigdy po ewentualne dowody na miejsce wypadku. To niedwuznacznie świadczy o “powadze prac” ZP… Wyjątkiem jest jeden z propagatorów ZP, prof. Czachor z Politechniki Gdańskiej. On jedyny udał się do Smoleńska aby potwierdzić słynną “ekspertyzę” czołowego eksperta ZP, Chrisa Cieszewskiego, na temat lokalizacji feralnej brzozy. Pomiary wykonane na miejscu w Smoleńsku przez prof. Czachora udowodniły fałszerstwo Cieszewskiego. Powtarzam – fałszerstwo – bo o to pytałeś.

        Pociągi do Smoleńska odchodzą codziennie z Warszawy. Nie trzeba rabować banku na bilet. Zamiast zaśmiecać profesjonalny blog na którym piszą ludzie z branży lotniczej, jedź, zbierz dowody na fałszerstwa i wtedy pisz.”
        W tym watku:
        http://flyga.salon24.pl/623348,air-asia-qz-8501

  • oczywiście poleciałem Prezesem :) Ma być :
    Ale też nie przekonasz mnie iż takie postawienie sprawy nie jest ewidentnym poza prawnym naciskiem

  • Krzysztof Leski

    Może zatem wkleję zlinkowany artykuł… Skoro niektórym się nie otwiera w całości, a ja widzę zieloną kłódkę z “onmouseover” głoszącym “Artykuł otwarty”…

    Pampers z niespodzianką. To nie jest felieton przeciwko matkom
    Agnieszka Kublik 2014-12-28

    Siedzimy ze znajomymi w restauracji. Nagle kobieta z naprzeciwka ściąga córce majtasy i zmienia pampersa z niespodzianką. Patrzę na te czynności higieniczne, chociaż wcale nie chcę. Siedzę w końcu nad talerzem z kolacją – pisze Agnieszka Kublik.

    Artykuł otwarty
    Warszawa, centrum, nieduża włoska restauracja. Jest sobotnie popołudnie, coś jakby trzeci dzień świąt. Tłoku nie ma, jest jeszcze parę wolnych stolików. Jestem ze znajomymi, mieszkają w Stanach od ponad 20 lat. W Warszawie tylko przelotem. Rozmawiamy, mamy dużo do obgadania.

    Obok nas ojciec z dwójką dzieci. Tak na oko w wieku gimnazjalnym. Całym ciałem demonstrują ojcu (a przy okazji i otoczeniu), że są tu, że zamówili, że jedzą, bo robią łaskę. Wielką łaskę, jeśli chcecie wiedzieć (ojciec wolałby nie).

    Naprzeciw nas dwa małżeństwa (albo partnerzy, kto to dziś wie). Siedzą w rogu, na sporej kanapie (to ważne; dlaczego – o tym za chwilę). Są z dziećmi. To dwie dziewczynki, starsza tak około trzech-czterech lat, młodsza koło roku. Świergoczą, śmieją się. Urocze. Dziś nie jesteśmy już szczególnie wyczuleni na małe dzieci np. w restauracjach. Już się przyzwyczailiśmy, że rodzice ciągną je ze sobą wszędzie.

    Niespodzianka przyprawia mnie o mdłości

    Ich rozbrykanie nam nie wadzi. Do czasu. Aż zaczną zwyczajnie marudzić. No wiecie, jakie męczące potrafią być dzieciaki, gdy się znudzą jedzeniem i towarzystwem rodziców. Piski, wiski, można nie usłyszeć własnych myśli, dosłownie. Rodzicom to nie przeszkadza.

    Nasi amerykańscy znajomi są zszokowani, dla nich to po prostu brak kultury.

    Siedzę przodem do tych maluchów i nagle widzę, że ta młodsza ląduje na kanapie. Matka zaczyna ją rozbierać, ściąga majtasy i zmienia małej pampersa. Reszta ich towarzystwa nie reaguje. Widać wymiana pampersa z niespodzianką to dla nich normalka, nawet w restauracji, na oczach obcych.

    Patrzę na te czynności higieniczne, choć wcale nie chcę. Siedzę w końcu nad talerzem z kolacją. Oglądanie pampersa z niespodzianką przyprawia mnie o mdłości.

    Mogła czy nie mogła?

    Ale patrzę bezwiednie, bo mam tę całą scenę dosłownie pod nosem. Wszystko trwa chwilę, mała jest już ubrana, matka bierze zwinięty pampers i niesie go do toalety. I wierzcie mi, nie chcę, ale nie umiem nie myśleć o tym, co jest w środku, co jest – jak by to napisać – transportowane obok mnie. Co za chwilę wyląduje w koszu w toalecie i będzie tam leżeć i ciągle o sobie przypominać. Zapachem, rozumiecie, co mam na myśli, prawda?

    Moi znajomi tego wszystkiego nie doświadczają. Siedzą tyłem do tych, a jakże, całkiem zaradnych rodziców. Relacjonuję im, na co musiałam – zupełnie nie chcąc – patrzeć. Gorąco dyskutujemy. Mogła czy nie mogła? W toalecie nie ma przewijaka, więc gdzie miała tego pampersa zmienić? Może przy pomocy ojca dałaby radę w toalecie? Nie przyszło jej to do głowy, zrobiła to tam, gdzie właśnie była, bez żadnego zażenowania. A co z dzieckiem? Zostało publicznie obnażone! Może powinna od razu wyjść i jechać do domu i tam pozbyć się pampersa z niespodzianką? A może, planując obiad w restauracji, powinna przewinąć małą tuż przed wyjściem z domu? Ostatecznie dochodzimy do wniosku, że zrobiła rzecz niedopuszczalną. I że – co gorsza – najpewniej w ogóle nie ma o tym pojęcia!

    Co sądzisz o tej sytuacji? Kto ma rację – Agnieszka Kublik czy mama dziecka? Napisz: listy@wyborcza.pl

    A co, to już nie można wysikać się na trawnik?!

    Przy okazji przypomina mi się, jak niedawno na podwórku zobaczyłam matkę, która zdejmowała spodenki swemu kilkuletniemu synkowi. Obok piaskownica, a dzieciak leje na trawnik. Na ten sam, po którym maluchy turlają się od wiosny do jesieni, po którym łażą na czworakach, gdzie budują domki dla swoich lalek i garaże na plastikowe samochodziki.

    Pytam tę matkę, czy naprawdę jej dziecko musi tu sikać. Zresztą nie podeszli nawet pod drzewo, nie skryli się za krzaczkiem. Mały załatwia swoją potrzebę fizjologiczną tuż przy ścieżce, na oczach wszystkich.

    Chciał siku! – odpowiada oburzona. Wściekła, że w ogóle pytam o coś tak oczywistego jak potrzeba fizjologiczna.

    A nie mógł się wysikać tam, gdzie zwykle? – nie ustępuję. – Mam na myśli własną łazienkę – dorzucam – bo widzę, że matka nic a nic nie rozumie. Jej jedno spojrzenie mówi mi wszystko: a co, to już nie można wysikać się na trawnik?! I po chwili rzuca parę słów najzupełniej nieparlamentarnych. Maluch podciąga spodnie, wulgaryzmy mamy nie robią na nim wrażenia.

    To nie jest felieton przeciwko matkom. To jest felieton przeciwko tym, które uważają, że mogą więcej tylko dlatego, że mają dziecko.

    To ich durne puszenie się świeżym macierzyństwem

    Prof. Zbigniew Mikołejko, filozof i religioznawca, ponad dwa lata temu rozpętał burzę swoim felietonem o tzw. wózkowych.

    Pisał wtedy: “Dzieci to dla nich zwykle alibi. Pretekst, by nic nie robić. Aby nie pracować i nie rozwijać się. Ich winy są najzupełniej oczywiste. Te nigdy niedomknięte furtki. Dzieciaki puszczone samopas, gdziekolwiek, a najlepiej na mój trawnik. To ich durne puszenie się świeżym macierzyństwem, które uczyniło z nich – przynajmniej we własnym mniemaniu – królowe balu. Patrzę więc, jak to idą i gdaczą, jak stroją fochy, uważając się za Bóg wie co. Jak pytlują nieprzytomnie, gdy tymczasem ich potomstwo obrzuca się piachem albo wyrywa sobie nawzajem włosy. Dzieci najwyraźniej potrzebne im do tego, aby coś znaczyć. Być Kimś. Domagać się urojonych praw i zawieszenia społecznych reguł. Nie chodzi o młode matki. Te są najzupełniej w porządku. Chodzi o wózkowe – wojowniczy, dziki i ekspansywny segment polskiego macierzyństwa. Macierzyństwa w natarciu, zawsze stadnego i rozwielmożnionego nad miarę. Pieszczącego w sobie poczucie wybraństwa i bezczelnie niegodzącego się na żadne ograniczenia”.

    Nie jestem aż tak rozzłoszczona na te matki jak profesor, ale gdy siedziałam w restauracji i zostałam zmuszona (tak, tak właśnie się poczułam) do oglądania pampersa z niespodzianką, przypomniał mi się jego felieton. Miał rację, gdy pisał, że “jeśli powie się cokolwiek krytycznego o kobietach i macierzyństwie, to nagle zaciskają się pięści, a jedwabne usteczka wypuszczają takie słowa, że niejeden facet spod budki z piwem by uciekł”.

    • Ok, wszystko zależy od tego czy to była duża czy mała potrzeba. Sądząc z opisu, była mała (bo duże raczej się mniej sprawnie zmienia). A więc redaktor Kublik po prostu się nie ma się czego czepić to się czepia tego co popadnie.

      A już dopisek o “A nie mógł się wysikać tam, gdzie zwykle? – nie ustępuję. – Mam na myśli własną łazienkę ” – powoduje opadnięcie rąk i świadczy o tym że p. Kublik po prostu nie ma pojęcia o czym pisze. (chociaż zależy jeszcze ile lat ma ten kilkulatek. Ale sądząc po tym że matka zdejmowała mu spodnie – to bardziej 3 niż 9).

      • Oh, jakże mi mógł umknąć taki cytacik: “A może, planując obiad w restauracji, powinna przewinąć małą tuż przed wyjściem z domu?”? No to już jestem 100% pewien że p. redaktor w d. była, g. widziała.

        • Nie mogę się powtrzymać przed zacytowaniem Kłapouchego: “Oni zamiast Mózgów mają tylko szary puch, który przez pomyłkę został wdmuchnięty w ich głowy. Oni po prostu nie myślą.(…)bez śladu mózgu są niektórzy z nich”.

          • Krzysztof Leski

            Jaki zatem cytat zastosować wobec pana redaktora z portalu NaTemat, o czym wspominam w następnym poście”?

            • Nie widzę w tekście w NaTemat ewidentnej bzdury. Może zamiast gigantyczne należałoby napisać “poważne” bądź “duże”. Owszem, możnaby wspomnieć że opóźnienia miały także inne pociągi. Lekka manipulacja.

              Zaś pomysł że możnaby uniknąć przewinięcia dziecka przewijając je przed wyjściem z domu, albo że 2-4 latka który “mamo siku!” można zaprowadzić do domu żeby się w toalecie wysikał, jest po prostu wyrazem braku czegokolwiek w głowie.

    • Nie jestem Ci ja co prawda samotną matką w sensie takim jak świnka morska, ale w sensie mercedesów na Placu Maneżowym coś ze sprawą wspólnego mam, gdyż jestem niesamotnym ojcem.

      I myślę sobie, że w dzisiejszych czasach, dopóki działa ZUS, który grabi ogół z pieniędzy na poprzednie pokolenie, bezdzietni w sprawie manier dzietnych tracą prawo głosu. Albowiem w dzisiejszych czasach kto dziecko wychowuje (choćby tylko jedno) jest głupim frajerem, który liczyć nie umi. A na jego (oficjalnie gwarantowaną przez budżet RP – nie dyskutuję, czy to zadziała) emeryturę pracować kiedyś będą te przewijane w restauracji dzieci. To samo się tyczy zresztą bezdzietnych emerytów pobierających emeryturę dziś: nie wypracowali niewolników, którzy dokładają się do wora, więc niech trzymają jadaczki szatap.

      Jednakowoż jako niesamotny ojciec zgadzam się, że przewijanie dziecięcia na forum to już jednak pewna przesada, rodzaj ekshibicjonizmu, czyli trochę to chore.

      Co do sikania dziecka w dowolnym miejscu obiekcji nie mam żadnych, gdyż każda nieprzesadna niesterylność sprzyja rozwoju młodych układów odpornościowych. Pani Kublik ma coś przeciw sikaniu dzieci, ale nic przeciwko sraniu ptasząt, muszym kupom, roztoczanym trupom, bo o potrzebach psów nie wspominam.
      A Chińczycy (przed wynalezieniem pasty do zębów) pozyskiwali mocz niemowląt, gdyż ci bogatsi dezynfekowali nim sobie co rano jamę ustną… Znakiem tego nie wszyscy widzą to bardzo obrzydliwie.

  • Krzysztof Leski

    Jeszcze dowód, co widzę:

  • Krzysztof Leski

    Hm, spece na Twitterze twierdzą, że teksty z lokalnego dodatku “Wyborczej” są schowane za paywallem dla używających IP z danego regionu. Ja obecnie korzystam z dynamicznego IP po HPSA+ w Orange, może dlatego widzę…

  • testigo

    @ Krzysztof Leski/ widzę
    Oto jak zostałeś “widzącym z Orange`a” ;)

    Nie potrafię pozbyć się wrażenia – wywołanego zapewne przez zajadłość cytowanego artykułu oraz przywoływanie akurat p.Mikołejko za pendant – że pani redaktor Kublik rekompensuje sobie jakiś kompleks.

    Swoją drogą: nowa medialna zaraza? “Co sądzisz o tej sytuacji? Kto ma rację – Agnieszka Kublik czy mama dziecka? Napisz:”

    • Nie nowa [ta zaraza]. A w radio to już chyba z brodą…

      Co do artykułu pani Kublik – toż to jakiś odgrzewany kotlet. Wyborczej widać potrzebny był akurat jakiś społecznie nośny temacik, więc wrzucili to. Za trzy miesiące będzie pewnie znów o karmieniu piersią na przystanku, albo o jedzeniu w metrze. Aż dziw że się wszyscy po raz kolejny na to łapią.

  • eumenes

    Otóż ja zmieniałem dziecku “pampersa z niespodzianką” w restauracji na stole (nie swoim). Z związku z tym że restauracja nie miała żadnego miejsca do przewijania a smród z pampersa i tak szedł na całą salę.

    Jak restauracja nie ma odpowiedniej toalety to jakoś trzeba sobie radzić. A na przyszłość omijać.

    • Otóż właśnie to miałem na myśli (tylko ubrałem w trochę przydługi zestaw zdań).

      Dziecko to takie coś które musi wiele rzeczy tu i teraz. I jeżeli się nie da tego załatwić w sposób kulturalny, to trudno – kultura musi zejść na drugi plan.

  • eumenes

    ps. na sali na szczęście nie było redaktór K. ani nikogo podobnego. Wszystkiego najlepszego w nowym, oby nie był gorszy niż poprzedni!

Leave a Reply