Kategorie

Kalendarz

December 2014
M T W T F S S
« Nov   Jan »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Trzy narzeczone

Absurdalne aspekty stanu wojennego bywają lepsze niż te z ery Gierka. “Alternatywy 4″ chowają się przy historii ślubu Agnieszki Romaszewskiej z Jarkiem Guzym. W “Autobiografii” przeczytałem, że został on znacznie przyspieszony z powodu swoistego przymusu. Zupełnie jednak innego niż ten, o którym pomyśleliście. Zwolniona z “interny” Agnieszka chciała wiosną 1982 r. odwiedzić siedzącego w Białołęce Jarka.

I tu klops. Jak się przedstawiłam jako jego narzeczona, to klawisz w okienku popatrzył na m nie kpiąco i powiedział: “Narzeczona? Tu do każdego po trzy przychodzą”. Tak więc postanowiłam zdobyć poważniejszy tytuł do  odwiedzin…

Klawisz skłamał. W Białołęce odwiedziła mnie tylko jedna narzeczona. Na dodatek nieprawdziwa. Moje życie za karnawału “Solidarności” było tak wariackie, że nie miałem czasu na balowanie ani podryw. W stan wojenny wkroczyłem jako człowiek całkowicie wolny. Zdarzyło się jednak, że Matka przyszła na widzenie z moją kumpelą, w której się leciutko podkochiwałem w ogólniaku, zresztą bez śladu wzajemności. W 1981 wraz z innym kumplem z ogólniaka, już jako studenci Wydziału Elektrycznego PW (ja byłem na MELu) pomagali mi tworzyć Biuletyn Informacyjny NZS PW – tygodnik oficjalnie wydawany przez władze uczelni, lecz absolutnie wolny od cenzury.

Chciała mi sprawić przyjemność, przyjść na widzenie w Białołęce, choć zarazem wprawiła w przerażenie swych rodziców przekonanych, że nie ma co się wychylać. Musiała też w tym celu, jeśli dobrze pamiętam, podpisać papierek, że pozostajemy w “konkubinacie trwałym”. Dodam, że była wtedy z kimś związana i choć było to raczej mało prawdopodobne, nie dało się wykluczyć, że SB skorzysta z okazji do złośliwej intrygi i pokaże ów papierek jej ukochanemu.

Szczerze mówiąc jej odwiedziny sprawiły mi większą mi przyjemność niż nieco późniejsza wizyta w Białołęce mego Ojca. Nie mówił prawie nic, słuchał i rozglądał się po sali widzeń wzrokiem, który jasno wyrażał jedną myśl: “W porównaniu ze stalinowskim więzieniem to jest luksus”. Miał oczywiście 100% racji, ja jednak chyba podświadomie oczekiwałem — a uświadomiłem to sobie teraz, pisząc te słowa — że wtedy, choć jeden jedyny raz, mój rodzony, choć słabo mi znany Ojciec wydusi z siebie jedno zdanie, ba, jedno słowo aprobaty dla tego, co robię i kim jestem.

Nie doczekałem się. Ani wtedy, ani nigdy później. Za to wizytę mojej “konkubiny trwałej”, której nigdy nawet nie próbowałem pocałować, będę zawsze ciepło wspominał. Czerwony potrafił nam wszystkim urozmaicić życie. Nie tylko mojemu Ojcu. Mnie także, choć dobrotliwie zmienił proporcje znacznie zmniejszając dawkę dramatu, zwiększając zaś ogromnie zawartość farsy.

8 comments to Trzy narzeczone

  • jeśli mogę o farsie z tamtych czasów :
    Sposobem na wymiganie się od wojska było symulowanie choroby psychicznej… Mój znajomy bezskutecznie próbował tego sposobu przed poborem. Mimo różnych “dziwnych zachowań” wzięli go w kamasze… Na miejscu w jednostce jako “kot” też próbował różnych zachowań, które w oczach wojskowych lekarzy mogłyby uchodzić za odbiegające od normy. Zachowaniem, które przesądziło o zwolnieniu z wojska z powodów “psychicznych” było pobicie się z drugim “kotem” o miotłę… W LWP można się było różnie zachowywać ale “walczyć” o miotłę mógł tylko osobnik niespełna rozumu…

  • testigo

    @ Krzysztof Leski/ widzenie w Białołęce

    … i Ty mi się tutaj chcesz zasłaniać “brakiem świetnej pamięci” – ?!!!
    Człowieku, po prostu notuj choćby na fiszkach, a potem zrób z tego odpowiednią “przekładkę”, jak to mówią filmowi dokumentaliści.
    Data (przybliżona) na górze każdej fiszki.

    Ale-to-będzie-materiał!

  • dzzn

    Jak to było? “Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”? Może by to na książki przenieść?

    Jeśli nic Pan nigdy nie napisze, będzie to znaczyło, że:

    a) jest Pan zbyt leniwy
    b) nie daje Pan rady w formach dłuższych niż felieton, komentarz, analiza
    c) ma Pan problem z poczuciem wartości (niedostateczny wydaje się Panu talent lub to, o czym miałby Pan pisać)
    d) nie ma Pan czasu :)

    Pozdr.

    • brainac

      Może jakiś kickstarter by gospodarza zmotywował. Ciężko by było się wykręcać.

      Nie komentuję zwykle, bo mam wrażenie, że to bardziej dyskusja wśród znajomych, ale czytam chętnie. I książkę na pewno bym kupił :)

  • eumenes

    Krzysiu, dzięuję za te Twoje okruchy pamięci. Nie komentuję, czytam, pamiętam.

  • mud doctor

    “Może jakiś kickstarter by gospodarza zmotywował. Ciężko by było się wykręcać.

    Nie komentuję zwykle, bo mam wrażenie, że to bardziej dyskusja wśród znajomych, ale czytam chętnie. I książkę na pewno bym kupił :)

    No Ba!
    Tylko jakiegos porzadnego dziennikarza trzeba by na red. Leskiego naslac, wtedy kto wie, kto wie…
    Ale kto by to byl??? ha!

    Pzdr!

  • Lestat

    Pare lat temu Leski i ja w Gdansku wsiedlismy na roko ze takie wspomnienia to sie gdzies publikuje bo znikna i nie bedzie . A ja tu urocze okresleniem konkubina trwala .

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Proszę wziąć się za pisanie, to może rozwiąże się również problem finansowy!

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply