Kategorie

Kalendarz

December 2014
M T W T F S S
« Nov   Jan »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Świadectwo

Jak mówią, walczyć trzeba do końca. W życiu, w miłości, w sporcie. Szanujący się komentator nie dopisze Realowi 3 pkt po 60 minutach meczu, choćby Real grał z  Elche i prowadził 6:0. Ja jednak nie jestem szanującym się recenzentem literatury, więc napiszę o książce, którą przeczytałem już prawie w 2/3. Po prostu nareszcie wpadła w me ręce spisana przez Piotrka Skwiecińskiego “Romaszewscy. Autobiografia”.

Wspominałem już, że są tu oceny moim zdaniem niesprawiedliwe, krzywdzące, nawet dla mnie bolesne. Wiem, że im bliżej końca książki, tym będzie ich więcej. Może wkrótce zdecyduję się nawet na kolejną polemikę. Także dlatego tę recenzję piszę już teraz, a lekturę dokończę w nocy. Bowiem cokolwiek tam znajdę, muszę i chcę ogłosić, bez cienia wątpliwści: to książka bardzo ważna i czyta się fantastycznie. A to rzadkie połączenie. Nie umiem ocenić, ile tu zasługi Zosi, Zbyszka i Agnieszki, ile zaś – Skwieta.  Całej czwórce wielkie dzięki. Skwietowi chwała też za to, że jego pytania są krótkie i zwykle bez tez: nie próbował tu zaistnieć, po prostu zrobił swoją robotę. Świetnie zrobił.

Może tylko szkoda, że brak indeksu osób i że nie rozmawiali w pięcioro, z Jarkiem Guzym, mężem Agnieszki i pierwszym szefem NZS. Ale może to on nie chciał robić wrażenia, że “podpina się” pod legendarną rodzinę. Nieistotne, nie moja sprawa, a Jarek jeszcze komuś o sobie opowie. Mam nadzieję. Prywatnie dziwię się też, że Romaszewscy nie znają kulis odwołania strajku generalnego po prowokacji bydgoskiej — pisałem o tym już lata temu kilkakrotnie, m.in. na blogu w s24. Ale to są szczegóły, a książka jest znakomita i basta.

To książka o dziejach Romaszewskich, o życiu w PRL i o bardzo wielu rzeczach. O tym, że warto w coś wierzyć. Chcieć widzieć w lustrze uczciwego człowieka. O tym, że nie ma środowiska, które się nie kłóci, ale to nie znaczy, że musi za tym stać czyjaś agentura. Ale także o tym, że w konspiracji lekceważyć groźby infiltracji nie należy. O tym, że bezpieka bywała boleśnie skuteczna i perfidna, ale popełniała też piramidalne głupstwa i czasem przejawiała ludzkie uczucia. O tym, że KOR nie mówił o niepodległości, bo “używanie ostrych słów tamowało przypływ ludzi” (Zosia). O tym, że w demokratycznej opozycji było “pełne continuum” opcji politycznych; że niektóre dzisiejsze podziały są z ówczesnego punktu widzenia szokujące i vice versa; że za pierwszej “Solidarności” Romaszewscy, Andrzej Gwiazda, Jacek Kuroń, Adam Michnik, bracia Kaczyńscy  byli “korowcami” zwalczanymi nie tylko przez bezpiekę, ale także przez “frakcję prawdziwych Polaków” uważającą się za związkową bazę Lecha Wałęsy, przy niejasnej i niekonsekwentnej postawie tego ostatniego…

Mógłbym tak jeszcze bardzo długo, ale na tym poprzestanę, bo już od paru akapitów zalatuje patosem, którego nie lubię. I którego nie lubią także Romaszewscy. Nic jednak nie poradzę: tak czuję. Już tylko ostatnia patetyczna uwaga. Zbyszek nie dożył publikacji książki, Skwiet nie zdążył zadać Mu serii pytań o zdarzenia z lat ostatnich. Niemniej m.in. dzięki Skwietowi i wydawnictwu “Trzecia Strona” powstało bezcenne świadectwo. Skwiecie i inni — spieszcie się. Takich świadectw spisać trzeba jeszcze wiele. Dopóki jest z kim rozmawiać…

Jest wiele fragmentów dramatycznych. Mają to do siebie, że jednozdaniowy cytat niczego nie powie. By zrównoważyć bilans, po patetycznej części zacytuję niektóre fragmenty anegdotyczne — to, co najważniejsze oczywiście nie jest, ale co lubię najbardziej. Jak czekoladę. Mam nadzieję, że żadnych copyrightów nie naruszę :)

Zosia o tym, jak jej mama rozpoznała chłopaka z AL: Była niedziela, a partyzant był niechlujny, nieogolony —  akowiec ani eneszetowiec w niedzielę tak by nie wyglądał

Zbyszek o tym, że nie znał poglądów politycznych ojca: Sądzę, że były endeckie. Tak myślę na podstawie tego, że jego matka, a moja babcia odnosiła się wrogo do Marszałka. zamiast “Piłsudski mówiła o nim pogardliwie “pół suczki”

Zbyszek o 1 Maja w latach 50.: Dla nas przede wszystkim oznaczało to podrywanie dziewczyn z czasie zabawy na Mariensztacie. Ale ja raczej asystowałem kolegom

Zosia o I połowie lat 70: Po chwiloowym skoku napięcia, związanym z Marcem, Czechosłowacją i Grudniem znowu zaczęliśmy się nudzić.

Zbyszek o powstaniu KORu: Gdyby nie Czerwiec, opozycji by nie było (…) Po prostu ludzie by przychodzili na jakieś zebrania i długo, bez sensu ględzili

Zosia o Mirku Chojeckim (pierwsze spotkkanie przy organizacji pomocy dla Radomia): Był w kapeluszu z szerokim rondem, czarnym płaszczu i białym szaliku aż do ziemi. Pomyślałam: “Co za palant!” (…) Był doskonałym szefem

Zosia o strachu: W ogóle się bałam. O siebie i Zbyszka, a złaszcza o Agnieszkę (…) [Ale] uważałam, że inaczej nie można. Że trzeba mieć wobec siebie pewne wymagania, trzeba być obywatelem.

Zbyszek o akcji ulotkowej z 1978: Po wszystkim podchodzę do Kaczyńskiego i mówię: “Dziękuję, Jarku”. A on: “Ja nie jestem Jarek, jestem Leszek”. Tak poznałem Lecha Kaczyńskiego.

Agnieszka o rodzicach: Nie byli też “prawicowi”. Bo cechą ówczesnej bogoojczyźnianej prawicy, tak jak ja ją odbierałam, był całkowity brak poczucia humoru

O tym, jak i dlaczego Borsuka popędzili w Radomiu siekierą; dlaczego Jacek Kleyff pojechał tam raz i więcej nie chciał; do czego mógł się przydać esbecki podsłuch;, gdzie Szpot nigdy się nie upił,; komu wiceprokurator generalny PRL chwalił się zapalniczką Ronson; jak Macierewicz spóźnił się na redakcję oświadczenia na Święto Niepodległości; jak MFRakowski wpłacał na KOR; jak SB aresztowała psa i jak kolportowała książki NOWej; jak Zbyszek zdał u Andrieja Sacharowa egzamin z fizyki i jak Wałęsa z Michnikiem upili się na stypie po pogrzebie rosyjskiego dysydenta; o uwodzicielskim talencie Adama M. i pieniackich skłonnościach Antoniego M.; o różnych dużych i małych sprawach, o których, ręczę, nie mieliście pojęcia, ale o których wiedzieć chcecie— o tym wszystkim poczytać musicie sami. Bo musicie przeczytać tę książkę.

Romaszewscy. Autobiografia. Ze Zbigniewem, Zofią i Agnieszką Romaszewskimi rozmawia Piotr Skwieciński“. Wyd. trzecia strona, 2014. Link może przestać działać, bo prowadzi do “Zapowiedzi wydawniczych”, a książka jest już na rynku. Jeśli coś się zmieni, a ja  nie zapomnę — zaktualizuję,

10 comments to Świadectwo

  • testigo

    @ Krzysztof Leski / przeczytałeś, poleciłeś…
    … teraz PISZ!

    rama, plan, struktura, drabinka watków
    - póki nie uciekną
    potem – konsekwentnie

    Też się bedzie dobrze czytało
    :)

  • @testigo był pierwszy… Zatem się dokładam… proszę pisać…

    • Krzysztof Leski

      Gdybym ja miał taką pamięć jak oni… BTW, kapitalny fragment Agnieszki o nocy 12/13 XII. Rodzice nie wiadomo gdzie, Jarek z zapaleniem płuc aresztowany wraz z nią. W zamkniętym na klucz mieszkaniu został pies. Zdechnie. Agnieszka nie kryje, że z powodu psa rozważała (i odrzuciła) podpisanie “lojalki”. Czy dzisiejsi radykałowie, liderzy walki z komuną AD 2014, pojmą coś takiego?

      • Czy w książce jest informacja o dalszych losach psa? Lub czy są znane z innych źródeł?

        Czy pies zdechł czy też sąsiedzi się włamali by go uratować?

        • Krzysztof Leski

          Skończyło się dobrze, ale przecież nie opowiem wszystkiego ani nie wkleję całej książki :)

          No dobra. Godzinę później do mieszkania przyszła Zosia. Zorientowała się, że coś jest nie tak. Pies uniknął śmierci głodowej, Zosia – internowania.

  • Krzysztof Leski

    Wklejam konkluzję z Twittera: Skończyłem czytać. Jeszcze ~25x krzywiłem się niechętnie. ~50x kiwałem z uznaniem głową. Ocena bez zmian. Znakomite dzieło. Będę jeszcze do niego wracał. Także polemicznie. Ale polecam z najczystszym sumieniem każdemu, kto chce wiedzieć więcej i o PRL, i ówczesnej opozycji, stanie wojennym, i także latach III RP.

  • Woziwoda

    Link funguje, zamówienie złożone.

Leave a Reply