Kategorie

Kalendarz

December 2014
M T W T F S S
« Nov   Jan »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Komentarze

Dawać go do PKW

S24 dorobił się speca od ordynacji. Speca z gatunku Hi-Hi oczywiście. Na szczytach strony głównej króluje kolejny już duży tekst niejakiego Gargangruela. Człowiek dość sprawnie formułuje ostre tezy, używa przystępnego języka z “fachowymi” wstawkami i potrafi robić wrażenie, że wie, o czym pisze.

Dziś sformułował sześć postulatów. Każdy opatrzył histerycznym komentarzem, że bez tego “nie ma demokracji”. Przy każdym dowodzi, że nie ma pojęcia ani o polskim kodeksie wyborczym, ani o zasadach obowiązujących gdzie indziej. Ani nawet o arytmetyce.

1. Frekwencja niższa niż “50%+1″ – nikt nie zostaje wybrany, potrzebna dogrywka. Na świecie to ogromna rzadkość, bo w praktyce oznacza przedłużanie procedur i zwielokrotnienie kosztów wyborów bez większego wpływu na ich rezultat. Ale, uwaga, autor chce też, by wybrani w dogrywce mieli “okrojone kompetencje“!!! “To chyba oczywiste”, dodaje. Tej oczywistości nie uznaje, o ile mi wiadomo, żadna ordynacja na świecie. Jeśli wójta pozbawimy części uprawnień, kto miałby je przejąć?  Czy radny wybrany w dogrywce miałby prawo udziału tylko w części dyskusji i głosowań? Jak liczyć quorum? Zaprawdę od lat nie widziałem bardziej chorego pomysłu. A Jankes promuje to na szczycie swojego portalu.

2. Prawo oddania ważnego głosu sprzeciwu. Pisałem niedawno, że zdecydowanie popieram ten postulat. Wskazywałem zarazem, że na świecie jest to zasada szalenie rzadka. Teza, że brak takiej możliwości to złamanie demokracji, jest zatem ewidentną histerią, o czym jednak autor najwyraźniej nie ma pojęcia. Co nie zaskakuje.

3. Do wyboru w I turze potrzeba “50%+1″ głosów. Nasz bohater widocznie nie wie, że tak jest i dziś. Dokładniej, do wyboru potrzebna jest “więcej niż połowa” głosów. Tak, to formalnie kryterium różne od “50%+1″ (tego autor chyba też nie rozumie), ale przy liczbach głosujących rzędu tysięcy – a tak jest zwykle w wyborach samorządowych – różnica jest niemal zupełnie bez znaczenia (czego już zaprawdę nie będę próbował mu wyjaśnić, szkoda czasu).

4. Kandydatowi zalicza się tylko głosy oddane na niego, nie zaś na listę. Uwaga: chodzi o wybory proporcjonalne w okręgach wielomandatowych!!! W praktyce oznaczałoby to zwichnięcie w kierunku ordynacji większościowej, ale w opakowaniu głosowania na listy. Rezultaty byłyby trudne do przewidzenia: świat nie przewidział, że taki chory pomysł może się urodzić w czyjejś głowie, nie stworzył więc mechanizmu ustalania wyników w takich wyborach. Ja też nie mam pomysłu. Uzasadniając swe urojenia autor pisze: “kilkanaście osób na jedno miejsce na liście, to żywa kpina z demokracji”. Informuję więc salonowego speca od wyborów, że we wszystkich polskich wyborach można wystawić maksymalnie dwóch kandydatów na jeden mandat. Sam miałby to wiedzieć? A po co?

5. Likwidacja progów wyborczych. Znów mowa oczywiście o wyborach do rad wielkich miast i powiatów oraz do sejmików. Autor twierdzi, że wpłynie to na “zwiększenie reprezentatywności”. Nie wie biedak, że rolę gilotyny w takich wyborach (niewielkie ciało, kilkumandatowe okręgi) spełnia nie próg, lecz metoda przeliczania głosów na mandaty, zwłaszcza stosowany w Polsce radykalny d’Hondt. Często zdarza się, że jakaś lista przekracza 5%, a jednak nie zdobywa mandatu. Przypadek odwrotny jest bardzo mało prawdopodobny. Dodajmy, że świat progi stosuje powszechnie i jakoś nie uchodzi to za “antydemokratyczne”.

6. Zniesienie “krzyżyków”. Zamiast tego na karcie wyborczej należałoby wpisać odpowiedni kod wybranego kandydata. Bardzo chciałbym pojąć, co to ma wspólnego z demokracją lub jej brakiem. Czy chodzi o to, że byłoby mniej głosów nieważnych? Ktoś, kto nie zrozumiał, że ma do dyspozycji jeden krzyżyk, poradzi sobie z wyszukaniem kodu swojego kandydata? Pozostawię to bez dalszych komentarzy.

Autor wnioskuje też o ustawowe narzucenie zasad liczenia głosów w obwodach: zakaz rachunków indywidualnych lub w parach (widocznie troje to gwarancja uczciwości), przezroczyste urny (grożące naruszeniem tajności głosowania), wreszcie prawo każdego kandydata do zgłoszenia męża zaufania. Ten ostatni postulat oznacza, że w niektórych komisjach mogłoby być grubo ponad 200 takich mężów, a w skali kraju byłaby to liczba siedmiocyfrowa. Czego też litościwie nie skomentuję. Salonowcom życzę udanej dyskusji.

5 comments to Dawać go do PKW

  • chciałem zauważyć że pisanie o tym że Gargangruel opatrzył każdy ze swoich postulatów histerycznym komentarzem, jest właśnie … histeryczne i wpisuje się w tak przez Ciebie zwalczaną inflację znaczenia słów.

  • Skoncentrowałbym się na pkt 2 wyliczanki: zgadzam się, że taka możliwość aż ryczy, żeby ją wprowadzić. Jak zwykle sprzeciwię się, że fakt, iż nie jest to stosowane, dowodzi czegokolwiek – przypomnę przysłowie o muchach. Fakt, że w większości ordynacji na świecie nie ma możliwości oddania ważnego głosu sprzeciwu, może dowodzić tylko jednego: że w większości krajów mieniących się demokratycznymi, tzw. “klasa polityczna” nie jest zainteresowana ogólnym egzaminem poparcia. Co zresztą jest zrozumiałe z historycznego pktu widzenia.

    Mam wrażenie, że ostatnio ludziom wmawia się, że może istnieć jakaś taka idealna odmiana demokracji. Otóż czegoś takiego nie ma i nigdy nie było. Ale ów ważny głos sprzeciwu byłby dobrym krokiem ku ulepszeniu tego systemu oraz zwiększeniu świadomości sprawczej obywateli. Na początek taki głos byłby tylko liczony i podany do wiadomości. Może z czasem zacząłby mieć też znaczenie w ordynacji. Nie ważę się na razie projektować, choć mam kilka pomysłów.

    Generalnie demokracja jest rodzajem gry “w głosowanie”, której reguły ustaliła bardziej tradycja niż zdrowy rozsądek: dlaczegóżby np. nie ustalić, że głosy oddane na partie, które nie przekroczyły progu wyborczego, automagicznie przyznawane są zwycięskiemu ugrupowaniu? Zmieniłoby to kompletnie strategie wyborcze i polityczne, zarówno partii, jak i wyborców. Jeśli się nie mylę, na świecie jest parę takich dziwnych pomysłów i one działają nie gorzej niż nasza ordynacja – najwyraźniej nie o reguły tu chodzi tylko realną siłę polityczną – i pieniądze, które tajemniczy ktoś gotów jest wydać, aby wypromować swoich przedstawicieli.

    Wniosek z tego taki, że jaka by ordynacja nie była, w tzw. demokracji i tak wygrywa ten, co powinien. Z historycznego pktu widzenia jest to wniosek poprawny.

  • miab

    Z ciekawszych. Szambo wybiło nawet nie tylko na prawackich(bolszewickich) portalikach i fucktowych ale i u Lisa:
    http://natemat.pl/126561,ile-pali-samochod-poslanki-radziszewskiej-dostala-3-tys-zl-za-paliwo-na-trasie-o-dlugosci-2-6-tys-kilometro
    http://polska.newsweek.pl/sikorski-afera-wyjazdy-wlasnym-samochodem-koszt-sejmu-newsweek-pl,artykuly,353201,1.html
    Bolszewia w natarciu.
    Raz sierpem raz młotem czerwoną prawacko-PiSowską hołotę.

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Rozum jest najsprawiedliwiej podzielonym dobrem na świecie. Każdy uważa, że ma go dość, a to, że statystycznie 50% z nas jest poniżej średniej to nikomu nie przeszkadza. :)

    Proszę sobie przeprowadzić prosty eksperyment. W dowolnej grupie poprosić wszystkich obecnych, by na kartce zaznaczyli linię oznaczającą średnią inteligencję grupy i kropkę, oznaczającą ich inteligencję. Proszę ucieszyć się absurdalnością wyników.

    Pastwienie się nad głupkami uważam za moralnie wątpiwe, ale to już inna sprawa.

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply