Kategorie

Kalendarz

May 2014
M T W T F S S
« Apr   Jul »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Sparzyli się

25 lat “Gazety”.  Niewiele dziś to dla mnie znaczy. Szkoda. Jednak z pewną dozą przyjemności czytałem okolicznościowy zestaw wspomnień na portalu Agory. Do chwili, gdy natknąłem się na słowa, których nie mogę nazwać inaczej niż tylko fałszerstwem.

Moje wątpliwości budzi też parę innych wątków, ale nie są istotne, zresztą nie dam głowy, że to ja lepiej pamiętam. Ale jednej tezie Edka Krzemienia zaprzeczam z absolutną pewnością, że to ja mówię prawdę. Albowiem była to wówczas dla mnie sprawa zawodowego życia lub śmierci. W każdym razie tak to wtedy postrzegałem. Czy przeżyłem? O to można się spierać, ale z “Gazetą” musiałem się pożegnać.

I w 1990 r., kiedy Mazowiecki przegrał wybory już w pierwszej turze, i w roku następnym „Wyborcza” sparzyła się trochę na tym zaangażowaniu w bieżącą politykę. Wtedy została sformułowana zasada, że staramy się, by w polityce „Wyborcza” nie była stroną, może nią być w publicystyce, w komentarzach.

“Wtedy”? Czyli po porażce Mazowieckiego? A może jesienią 1991? Nie, Edziu. Ta zasada obowiązywała zawsze. Także w “Tygodniku Mazowsze”, w którym wszak pracowałeś niemal równie długo, jak ja. Może nie pamiętasz, ale w szpaltkach informacyjnych w zasadzie miało nawet nie być przymiotników. “Gazeta” od początku istnienia oficjalnie przejęła tę zasadę. To dlatego wiele tekstów w owych czasach składało się z dwóch graficznie różniących się części: informacyjnej, czcionką prosta, i komentarza, kursywą.

Wyleciałem z “Gazety”, bo nie godziłem się na fałszowanie informacji w kampanii prezydenckiej 1990. Na wykpiwanie Wałęsy w moich relacjach z wieców wyborczych. Nie dlatego, bym go popierał: byłem za Mazowieckim. Ale byłem reporterem. W tej roli miałem obowiązek cytować to, co istotne, co nowe, a nie tylko to, co budziło śmiech lub strach.

W niekończących się kłótniach o tym nigdy nie słyszałem, że domagam się wprowadzenia jakiejś nowej zasady. Ależ tak, informacja ma być bezstronna, relacje z wieców uczciwe. Tylko jakoby dobór cytatów był “nie ten”. Bo istotnie w podświadomości kierownictwa Wałęsę należało pokonać nie Mazowieckim, lecz “Gazetą”, nie tylko kursywą, ale także prostą czcionką. Tyle, że tego nikt głośno nie powiedział.

Powtórzę: nie wyleciałem za łamanie zasad. Nie wyleciałem za domaganie się ich zmiany. Wyleciałem, bo żądałem poszanowania zasad oficjalnie obowiązujących. Cieszę się, że dziś sama “Gazeta” widzi, że wtedy przegięła. Skoro tak, i skoro byłem jedynym, który protestował i za to wyleciał… Jakieś drobne “sorry”?

17 comments to Sparzyli się

  • partyzant

    Fajnie znów czytać :-) Zbyt długo trwał ten przestój.

  • Atticus

    Zarzuccie mi klamstwo, ale pamietam te czasy – zaczynajac czytelnictwo, gdy komentarz i graficznie i geograficznie wyroznial sie od informacji.
    Patrzac na pozniejsze losy Gazety i jej ambicje – wymyslenie zasad, ktore samemu chcialo sie zlamac mnie przynjamniej nie dziwi.Bo to jest esencja wladzy i polityki wlasnie.
    Smiem twierdzic, ze panski znajomy p. Krzemien po porstu chce pamietac, ze ten jeden raz Gazeta robila politye, zamiast ja opisywac.
    Na usprawieliwienie Gazety mozna zauwazyc, ze majac taki sklad, takie srodki, poparcie i moc glupi albo swiety by sie cofnal przed robieniem polityki. Na minus z kolei to, ze jak sie juz robi(lo) to trzeba bylo wygrac. Boje sie myslec co by sie stalo po calosci, ale kto wie?

    Jesli mozna, jak pan ocenia zjawisko Gazeta przez te 25lat?

    • Krzysztof Leski

      25 lat? Nie umiem, bo od paru lat nie czytam już niczego, także GW. Dopóki czytałem, byłem niezmiennie zdania (które głosiłem publicznie), że jest najlepsza wśród słabych i coraz słabszych.

      Dziś, cóż, portal gazeta.pl jest, jaki jest, ale to tam najpierw szukam informacji. Lepszego w Polsce nie ma.

  • Hmm.. kiedyś jak na S24 pisywał p.B.Węglarczyk (to juz prawie prehistoria)próbowałem wytłumaczyć mu dlaczego Gazeta przestała być “moją” gazetą… W odpowiedzi dowiedziałem się się jedynie, że mam brzydki nick… Mam nadzieję, że w odpowiedzi nie dowie się Pan co ma Pan brzydkiego…

    • Krzysztof Leski

      Od Bartka raczej nie. Jeden z baaaardzo nielicznych ludzi GW, którzy nie mieli oporów, by po przyjacielsku ze mną gadać jeszcze kilka lat temu (zanim schowałem się w domu).

      Z Edkiem inaczej. Nie kryję, że nigdy za sobą nie przepadaliśmy.

  • jes

    Przecież to jest tekst z kluczem! Ale możemy śmiało rżnąć głupa, bo autor cytowanego tekstu i tak do żadnego klucza się nie przyzna.
    …staramy się, by w polityce „Wyborcza” nie była stroną…
    Po pierwsze – “staramy się”, nie oznacza że tak robimy.
    Po drugie – nie będąc stroną, można być arbitrem :) – nie bycie stroną wcale nie wyklucza zaangażowania.

    W rzeczywistości wyartykułowany wyżej postulat sprowadził się do sformułowania bardziej subtelnych zasad w realizacji misji gazety. Misją tego czasopisma od samego początku było wpływanie na bieg wydarzeń politycznych, a nie bezstronne informowanie. Oceniłbym to w ten sposób, że pańska działalność i pańskie poglądy w pewnym okresie nie były w planie taktycznym rozbieżne z misją czasopisma. To był czas, gdy do przekształcenia rzeczywistości zgodnie z intencjami redakcji, wystarczyło głosić pozbawioną komentarza prawdę. Dość szybko jednak sytuacja się skomplikowała, a czytelnik stał się obiektem ideologicznych pouczeń. I tak pewnie pozostało aż do dziś. W tym sensie rok 1990 niósł ze sobą pewien przełom – środowisko zrozumiało, że z zaangażowaniem w bieżącą politykę należy się jednak w miarę możliwości ukrywać.

    A swoją drogą, gdy zdarza mi się czasem przeglądać materiały z przedwojennych czy jeszcze starszych polskich czasopism, widzę wyraźnie, że ich zaangażowanie ideologiczne czy polityczne było nie mniejsze niż jakiejkolwiek gazety nam współczesnej. Zresztą widać w tym jednoznaczny związek z modelami finansowania ówczesnej prasy. Powstaje więc pytanie o realność (a może raczej stabilność) modelu prasy, w którym informacja i reportaż z założenia opierają się na bezstronności. Temat zdał mi się ciekawy z naszej polskiej perspektywy w porównaniu z (bardziej swobodną) ewolucją mediów w Europie i USA, o czym niestety wiedzę mam nadzwyczaj mizerną.

    • Krzysztof Leski

      Ja jestem dzieckiem modelu anglosaskiego. Tam informacja jest informacją, a sympatie mediów znacznie bardziej stonowane. Do dziś z przyjemnością zaglądam na portale australijskie, nowozeladzkie, te z RPA, niektóre brytyjskie. W USA niestety gorzej.

      Polska? Cóż, wzięła przykład z Niemiec (gdzie zawsze było kiepsko) oraz Francji i Włoch (źródło światowego antydziennikarstwa).

      • jes

        Przykład z Niemiec – raczej trudno się dziwić, choć mi to wcześniej do głowy nie przyszło.
        Natomiast zaskakujące jest to RPA. I to, że tylko niektóre brytyjskie. Ciekawe, czy dałoby się z tego wykoncypować jakieś ogólniejsze refleksje; pewnie trzeba by się zdecydowanie mocniej w to zagłębić.
        Dzięki.

        • Krzysztof Leski

          Może dlatego, że kolonie często są pod wieloma względami bardziej konserwatywne niż metropolia. Obyczajowo, językowo (ach, Québécois…), więc i medialnie. Ok, USA to zdecydowanie wyjątek od zasady. A RPA? Medialnie, w latach 90., gdy dużo czytałem, ich gazety do złudzenia przypominały brytyjską prasę lat 70.

  • Pola Styx

    Problem polega na tym, ze byleś jednym, który protestował, co zapewne psuło i psuje do dzisiaj nastrój, tym którzy na wszystko się godzili..

    Pozdr. z Kolonii.

  • Pola Styx

    W Kolonii niestety nic nowego – zdjęcia pociągów i nie tylko znajdziesz tutaj:

    http://polastyx.blogspot.de/

    Pozdr.

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Nie za wiele Pan oczekuje od swoich towarzyszy z Gazety?

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply