Kategorie

Kalendarz

December 2013
M T W T F S S
« Nov   Jan »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Bajki z fiju, bździu

Znów zamilkłem na bite cztery tygodnie. Tym razem nikt już nie dopytywał, co się dzieje. Nie było maili z pytaniem, czy żyję. Zgodnie z dyplomatyczną zasadą odpowiedniości: skoro mnie praktycznie przestał interesować świat zewnętrzny, tenże przestał się interesować mną.

Nic mnie już nie rusza. Nawet rekordy durnoty europosła Wojciechowskiego, który swoje urojenia na temat “Pendolino” przekuł już nie w propagandę, lecz formalny wniosek o zbadanie “afery” przez NIK. Ani to, że w stylu komentarzy z onetu mówi o tych pociągach były szef PKP, ani to, że głupoty rodem z kolejki do magla publikuje “Gazeta Wyborcza”.

Od dawna nie rusza mnie lustracja, na którą dziś mocno za późno. Mierzi mnie jej wybiórcze stosowanie, ktokolwiek się tego dopuszcza. Choć przyznam, że mniejszy nieco niesmak czuję, gdy lustracyjnie obrywają ci, którzy samą zasadę lustracji uważają za świętość, a sam fakt istnienia jakichkolwiek wzmianek na temat X-a w archiwach SB — za dowód zdrady X-a. Dlatego jakoś mniej mi żal dr. Cieszewskiego, pomówionego dziś w TVP o agenturalność. Mniej. Ale też żal.

Rusza mnie jednak, gdy ktoś fałszuje historię, a takim fałszerstwem jest odpowiedź pana doktora. Nie dlatego, że kreuje się on na znaczącego działacza podziemia — być może nim był — lecz z powodu dramatycznego rozdźwięku jego wspomnień z ówczesną rzeczywistością.

W Solidarności byłem kolporterem pisma „Głos”, zajmowałem się tym od 1979 — pisze dr Cieszewski. Cóż, “S” powstała w 1980, “Głos” nigdy nie był jej częścią, co więcej, przez cały czas istnienia “Solidarności” środowisko tego pisma było głęboko zdystansowane wobec Związku.

A teraz stan wojenny i biuletyn “Wola”:

Opracowywałem i stosowałem ultra-przenośne techniki drukarskie oparte m.in. na matrycach z folii perforowanej. Chodziło o to, by nie używać rozpoznawalnego sprzętu do drukowania jak „offset”, „białko” i druk sitowy dla gazet, ponieważ taki sprzęt ciężko było zdobyć i ciężko ukryć.

W owych czasach miałem sporo do czynienia z drukiem. Nie, nie z okien samolotu. Zajmowałem się tym osobiście. Tłukłem na offsetach, białkach, na sicie, nawet na hektografie. Pierwsze słyszę o innych “technikach folii perforowanej”, chętnie usłyszę, co na to ludzie z “Woli”. Co więcej, sito było właśnie ideałem pod względem łatwości przenoszenia i ukrycia. Gdy zaś słyszę o rzekomej “rozpoznawalności” sita czy nawet białka, ogarnia mnie pusty śmiech.

Wreszcie marzec 1983: aresztowanie, zwolnienie z aresztu i w tym samym tygodniu emigracja:

Wtedy wiedziałem już, że przed poniedziałkiem muszę opuścić Polskę. W piątek udało mi się wsiąść  do samolotu i wylecieć do Kanady.

Nie, panie doktorze. Możliwość trzymania ważnego paszportu w domu pojawiła się dopiero w 1985. Wcześniej trzeba było złożyć wniosek i czekać na odpowiedź najmarniej 3, a częściej 4-6 tygodni. Co więcej, polska kontrola nie wpuściłaby do samolotu nikogo bez ważnej wizy kraju docelowego (kolejne tygodnie). Bajeczki o “ucieczce przed SB” proszę opowiadać swoim dzieciom, ale nie publicznie.

32 comments to Bajki z fiju, bździu

  • partyzant

    Ej, ale nie wpisanie się pod postem, czy na priv, nie oznacza, że “zapomniał” :-)

  • jak założyć licznik sumujący moje wejścia na “Tylko po co” ? :)

  • Krzysztof Leski

    Pan doktor objawił nową bajkę… – teoretycznie niemal możliwe, ale jakoś nie umiem uwierzyć. W to, że bezpieka nie sprawdziła w aktach paszportowych kogoś, kogo właśnie chciała uczynić TW (standard), w to, że Kanadyjczycy wydali wizę “od ręki”…

    • Za młody jestem żeby znać realia które wtedy były – więc być może pytanie jest głupie, ale przecież z tego co jest napisane w niezalezna.pl wynika że sekwencja wydarzeń była taka: wydanie paszportu, zainteresowanie SB, wyjazd.

      Więc bezpieka sprawdziła w aktach i owszem, chciała zabrać paszport ale oddała.

      Gdzie popełniam(?) błąd uznając że to ma ręce i nogi?

      • Krzysztof Leski

        Nigdzie. Nie mam dowodu, że to niemożliwe, lub że tak nie było. Trudno, bardzo trudno mi w to uwierzyć, ale to nie oznacza, że ktoś inny wierzyć nie może. Kto wie, może nawet było z tym paszportem tak, jak pan doktor napisał. Cuda się działy i dzieją.

  • talibanek

    ZTCP to folia perforowana istniała jako technika druku. Zamiast matrycy białkowej w maszynę można było próbować wkręcić drobny papier ścierny i folię aluminiową lub plastikową. Papier teoretycznie perforował folię w kształt literek. Tak stworzona matryce obsługiwana miała być potem raklą lub wałkiem. O tej technice w przypisie wspomniano w tym tekście: http://www.sw.org.pl/techniki.html

  • talibanek

    Ćwiczenia, które obserwowałem były na A4 i – oidp – ericę.

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    To, że świat nie zakłuca Panu dumania w samotności, to nie znaczy, że się Panem nie interesuje. Ponadto, na lustrację nie jest za późno. Problem jak to zrobić i jaki okres objąć nią, bo ja bym zlustrował cały ten PRL-bis, zwany III czy IV Rzeczpospolitą.

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

  • Atticus

    Nie poznalem nigdy tuzina mitow, jakie glosze, ale pierwszy akapit poniekad mnie poruszyl. To tez nie cala prawda, bo zwyczajnie lubie to miejsce – nawet jesli sie z nim rozjechalem.

    1. Podczepilem sie pod pana na tw, z nadzieja, ze sie dowiem, czy pan zyje. No wiec zyje.
    2. Pozwole sobie skrytykowac – “nie rusza mnie”.Eeee. Trudno jest polemizowac z pogladami, opatrzonymi zastrzezeniem, ze w zasadzie to mnie nic to nie obchodzi, ale uwazam, ze jest tak i tak – to cos w rodzaju: “Pada deszcz, ale ja w to nie wierze”.
    3. Z przykroscia poniekad przyznaje, ze ludzie, ktorych lubie czytywac, czasami nie maja pojecia o czym pisza – dotyczy to np. Pendolino.
    Z uporem maniaka moglbym oczekiwac od np.wSieci (wiec nie oczekuje) komentarza nt pociagu od kogos kto sie tym zajmuje, a nie od skadninad zdolnego bardzo felietonisty.
    4. Lustracja jest fascynujaca. Katolicy wierza w objawienia, czyli ze cos czego istnienia podejrzewaja, pragna i wyznaja – objawia sie w krasie czy nie – ale zywe. Ja jestem fascynatem wladzy, podejrzewam, ze wladza polega w ostatecznej instancji na mozliwosci: zgnojenia i zaje… kogos punktowo. Przepraszam za slowa, ale wlasnie tak. Sprawa smolenska jest pelna objawien w materii, ktora mnie fascynuje. Jest pewien oficjalizm wladzy – twierdze do chu… niepodobny i sluzacy tylko jej trwaniu oraz sa proby – udatne, lub nie, komiczne i tragiczne – tego oficjalizmu skruszenia. To jakby uderzac w kamien: raz mlotkiem, raz azbestem, raz sznurkiem. I od czasu do czasu zaiskrzy. I wtedy wlasnie pojawiaja sie objawienie. Napisze Gmyz – ze trotyl – juz masz w 7 minut, w studiu TV eksperta, ze to z afganskich misji. Jest zdjecie Tuksa, pojawia sie podpisany z naziwska koles – ze to gest “szytletu” i walki.
    Prawem podobnych objawien – fanatyczny lustrator Sekielski, w sfanatzowanej idea lustracji TVP cudownie odnajduje wlasciwe dokumenty i stawia przenikliwe pytania.Niebywale. I ze wszech miar pouczajace:
    - pouczajace, ze dr Ciszewski odpowiedzial na zarzuty opowiadajac rzeczy, ktore trudno brac bez skrzywienia na uszy
    - pouczajace, ze oboz wladzy przez ludzi, ktorzy w ocenie Smolenska tkwia pomiedzy “przekopane na metr” a wystepem Rondy uwazany za niezborny i niefrasobliwy, w obawie przyjecia tezy, ze zalgany i dzialajacy w zlym interesie – wiec ten oboz jednak potrafi sie zakrecic. Tego nie umie, tamtego nie potrafi, to spier…, tamto sie nie da – ale takiego Ciszewskiego umieja rozjechac koncertowo. Prawda, ze ciekawe? Ciekawe juz na pierwszy rzut oka, a jesli kto wnikliwy, ilez to drzwi na raz uchylilo sie w tym, co uwazamy za dzialajacej rzekomo bez planu kuchni wladzy.
    Czy umiemy wyjasnis Smolensk? A po chu… Czy kogos rozliczymy? Eeeeee. Czy w ogole sie doczekokolwiek poczuwamy? Nie zartujmy. Natomiast, i tu nie ma juz zabawy w subtelnosci, takich, ktorzy beda zbyt nachalnie powiekszac nasz dyskomfort w zwiazku z naszym ogolnym podejsciem – ciagle mamy i sile, i ochote i czas zeby utopic w lyzce wody.

    Powiadam fascynujace.

    4. Greps o tym, ze nie z samolotu taki sobie.

    5. Nie znam realiow lat 80 w tym wymiarze, ale to co powiedzial Ciszewski wydaje mis sie mega naciagiem.

    • Krzysztof Leski

      Mój post nie jest o lustracyjnej stronie zagadnienia, ale tu o tym wspomnę. Po pierwsze protestuję przeciwko tezie, którą Pan stawia leciutko, ale gdzie indziej formułowana jest notorycznie i bardzo twardo, że Seki wykonał czyjeś zamówienie. Ktoś, kto sam się postawił w centrum uwagi (dr C.), musi się liczyć z tym, że będzie prześwietlany ze wszelkich możliwych stron.

      To rzekłszy powiem po drugie, że oczywiście niewiele wskazuje na to, by dr C. istotnie skalał się współpracą. Może nie zrobił nic. Może (choć nie wiemy i pewnie się nie dowiemy) powiedział coś zaraz po aresztowaniu. Tak, kwit rejestracji jako TW to tylko ślad woli samej SB. Nic lub bardzo niewiele mówi o rzekomym donosicielu.

      I po trzecie, cokolwiek wówczas zaszło między dr. C. a bezpieką, widzę zero związku z wiarygodnością twierdzeń dr. C. nt. Smoleńska. Pamiętając o tym, co po pierwsze, nie potępiam Sekiego, ale nie kryję, że takich poczynań dziennikarskich nie popieram.

      • Atticus

        Hmmm. Po zastanowieniu właściwie nie wiem jak bym postawił te tezę. Nie powiem, ze wykonał – bo nie wiem. Wydaje mi się, ze ma duże skłonności do tego, żeby zainteresować się akurat Ciszewskim, a np. nie zainteresowałby się powiedzmy p. Dereszem. P. Sekielski nie jest durniem, wiec myślę, ze i jego od czasu do czasu nachodzą wątpliwości, ze jego stacja obecna, czy była trzepie opozycje jak dywan, a władzy nie tyka. I wie troche o geografii, aby wskazać na mapie państwa, gdzie jest podobnie. Obrażałbym go chyba- choć nie znam człowieka – gdybym zakładał, ze nie dostrzega także związku pomiędzy dochodami w branży dziennikarskiej, a tym, w która stron człowiek młóci.
        Co rzekłszy – tak zgoda, Ciszewski byłby niepoważny, gdyby tego nie zakładał. I, istotnie, ludzie maja prawo wiedziec, a ze jestem zwolennikiem lustracji, wiec jak najbardziej.

        Nie wskazuje, a mimo tego uważam, ze tłumaczy się niefortunnie i po naciagarsku. Sprawia to na mnie wrazenie: a) naddawania swojej dawnej roli b) niedbalosci o rzeczy i nonszalancji w tłumaczeniu, rzeczy nie przecież szczegolarskich, ale w istocie swej ważnych c) wreszcie i zapewne brak wprawy w poruszaniu się po realiach polskiej dyskusji o lustracji – która toczyla się na tyle długo, ze stala się miejscami konwencjonalna.

        Po pańskie trzecie, uważając, ze lustracja ma wymiar praktyczny a nie tylko moralny, zakłam, ze rozmaite sytuacje i uwikłania z lat przed 89 r. mogą stanowić o pewnych regułach w postepowaniu.

        • testigo

          @ Atticus/ “rozmaite sytuacje i uwikłania z lat przed 89 r. mogą stanowić o pewnych regułach w postepowaniu.”
          Pan to powie panu (eks)ministrowi Boniemu, OK?
          Bo jak na razie to on żył z publicznych pieniędzy, a nie “amerykański” Cieszewski.

          Nota bene: warto dbać o poprawną pisownię nazwiska.

          Przy okazji – w 1982 byłem w ogólniaku, ale pamiętam, jak straciliśmy kolegę szkolnego: jego ojciec poszedł siedzieć, okazało się, że nie na długo, ale po wypuszczeni Taty, chłopak przyszedł się pożegnać, bo ojcu “zaproponowano” wyjazd z Polski, biliet-w-jedną-stronę. Pojechali do Kanady.

          Nie mam śmiałości twierdzić, że Tata kolegi kablował. My wtedy odebraliśmy to jako aksamitną eliminację.

          • Atticus

            @testigo/blad, dr Cieszewski
            Jak najbardziej. Ciezki blad z nazwiskiem Cieszewskiego.

            Troche o cos innego mi chodzi. Mam nadzieje, – i sa po temu przeslanki – ze Cieszewski okaze sie bez zarzutu. To kolejny moglby byc przyczynek do dyskusji, ale poczekajmy.
            Tymczasem, na ten moment dr Cieszewski zachowal sie niefrasobliwie, i dlatego napisalem, ze naciaga. Obym sie mylil.
            Sprawa Smolenska jets dla mnie raz kluczowa i w wielu obszarach ewidentna. Nie pojme – prosze mnie kroic – skad wzial sie przy niej np. Rogalski?

            Mysle, ze koleje wyjazdow byly rozmaite. Mysle, ze cokolwiek uwazali znajomi wowczas decyzja o dlugoletnim wyjezdzie, zawsze powodowala odmiennosc ocen po stronie tych co zostali i emigrantow.

            Poczekajmy.

            Pozdrawiam

        • Ajgor

          “Wydaje mi się, ze ma duże skłonności do tego, żeby zainteresować się akurat Ciszewskim, a np. nie zainteresowałby się powiedzmy p. Dereszem”

          Dereszem interesują się Karnowscy, Sakiewicz, to po co jeszcze kolejny? Może to dobrze, że rozkłada sie to w miarę symetrycznie?

          • Atticus

            Moze dobrze. O Karnowskich daloby sie powiedziec, ze pewnie nie zainteresowaliby sie dr Cieszewskim. Kolejny, po kazdej ze stron – mysle by nie zaszkodzil. W tygodniku Karnowskich jest publicysta, ktory sie kompetentnie lustracja zajmuje – mam na mysli R. Graczyka.

            Moj poglad bierze sie z:
            1) poczucia nierownowagi
            2) poczucia tego, ze istnieje jakis obiektywny interes Rzeczpospolitej

  • Ajgor

    Jest pan pewien, że mozliwość trzymania paszportu pojawiła się tak wcześnie? Ja paszport mogłem sobie zostawic dopiero w maju 1989, tuż przed wyborami.

  • jes

    Szkoda, że tak mało pana rusza. Świetna notka – nic do dodania.

    Choć zaskakujące wspomnienia bohatera pańskiej notki pewnie wymagałyby jakiejś interpretacji – najlepiej ze strony ich autora. Może to syndrom Zagłoby, a może zwyczajne projekcje wsteczne.

    Przy okazji dotknął pan ciekawego problemu. Narzucił mi się film dokumentalny Krzysztofa Regulskiego “W poszukiwaniu <>”. Kluczową postacią tego obrazu jest działacz studencki z końca lat sześdziesiątych, który w okresie stanu wojwnnego “znalazł” się w Paryżu jako solidarnościowy uchodźca polityczny. Oczywiście w sprawach podejrzanych, a dla reżysera istotnych, pamięć studenckiego działacza odmawia posłuszeństwa. Wierzyć chcę, za pańską intuicją, że historia emigracji bohatera pańskiej notki ma się nijak do filmu. Tym bardziej oczywiście zgadzam się z panem, że nie jest żadnym argumentem w dziedzinie teledetekcji, jak zdaje się sądzić znaczna część lustratorów i z lewa i prawa (cokolwiek to miałoby oznaczać).
    Tak czy inaczej, warto zdawać sobie sprawę, że emigracja polityczna z czasów komuny nie jest sama w sobie probierzem przyzwoitości, ani też świadectwem kombatanctwa.
    :)

  • eumenes

    Poza tym non sequitur: to że nie wysyła smsów nie znaczy, że nie sprawdza bloga, nie myśli i się nie interesuje.

Leave a Reply