Kategorie

Kalendarz

October 2013
M T W T F S S
« Aug   Nov »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Uśmiech królowej

Skandalik był na pół Anglii. Skandalik, powiadam, nie skandal. No, z tą połową Anglii też przesada. Niektóre media jednak sytuację odnotowały (te nieco poważniejsze bez prób interpretacji wyrazu twarzy), zaś portale plotkarskie nie miały skrupułów: oto Królowa Elżbieta II co i rusz uśmiechała się od ucha do ucha na pogrzebie Margaret Thatcher.

Kilkanaście lat wcześniej coś jakby mściwy uśmiech satysfakcji  gościło na twarzy Jacquesa Chiraca podczas pogrzebu Lady Diany. Początkowo francuski prezydent miał zresztą być nieobecny, anonsując wysłanie do Londynu swojej żony. Całkiem poważna brytyjska prasa uważa zresztą, że Chirac nie jest w porządku w sprawie śmierci księżnej.

Czy to cierpienie na twarzy Nancy Reagan na mszy pogrzebowej męża? Dlaczego Gorby, czekając na złożenie kondolencji, uśmiecha się tak szeroko? Co tak cieszy Gerharda Schrödera? Z czegóż to taki zadowolony jest Tony Blair? Czym Ronald Reagan zasłużył sobie na te fajerwerki radości obcych dostojników po swojej śmierci?

Dość obrazków z ceremonii pogrzebowych. Ciąg dalszy to pole dla braci Karnowskich. Kim trzeba być, by na podstawie wyrazu twarzy na zdjęciu ośmielić się diagnozować nastrój człowieka? Kim trzeba być, by ośmielić się twierdzić, że zna się przyczynę tego nastroju? Kim trzeba być, by na takiej podstawie formułować najcięższe zarzuty wobec człowieka?

W każdym wypadku trzeba być*.*. W sumie zatem — po trzykroć *.*. Dotyczy to i obu bliźniaków, i ich setek naśladowców, którzy od 24 godzin rozwlekają te teorie po polskim necie, już bez żadnych ogródek oskarżając Donalda Tuska o współpracę z Rosją w celu eliminacji Lecha Kaczyńskiego.

PS. Chwilowo mogę zlinkować tekst Jacka Karnowskiego “Dogadani?”, ale gdy ukaże się kolejny numer tygodnika, treść linku będzie już inna. Sprytne: przynajmniej w necie będzie można w razie czego udawać, że nic nie było. Chyba, że działać będzie ten link, którego jednak na stronie głównej “Wsieci” nie ma. Jestem więc zmuszony na wszelki zamieścić tu screena, by po latach wciąż było jasne, o czym mowa.

54 comments to Uśmiech królowej

  • Horatio

    A ja czekam na jakiś cięty felietonik Tomasza Lisa, pełny świętego oburzenia, podczas gdy jego NaTemat z ekstazą tapla się w tym gównie, notując wyśnione tysiąc komentarzy na fejsie.

  • miab

    Typowe dla W potylicę i W śmieci. Mam nadzieje że wszyscy ci oszczercy i pluje zapłacą za to żywą gruba gotówką.
    A propos Blair’a. Widział pan dyskusje onego z Hitchensem(jak jeszcze żył ma się rozumieć). Naprawdę warto.
    http://www.youtube.com/watch?v=ySSq43LaFHY
    http://www.youtube.com/user/QuantumLeapEngineer?feature=watch
    W 6 częściach. Można sobie polskie tłumaczenie włączyć.

  • Henryk Nowak

    Oj, czepia się Pan, Panie Krzysztofie, każdy orze jak może to morze możliwości. Na dodatek nie docenia Pan rozkoszy pluralizmu opinii i wolności głoszenia dowolnego słowa. Kiedyś bracia Karnowscy mogliby tylko jedno, by spełnić swój potencjał: oddać swoje pióra na rzecz “Trybuny Ludu”. W grę wchodziłby ewentualnie “Żołnierz Wolności” albo “Rzeczywistość”, nic mniej, jak sądzę. A dzisiaj proszę: mogli sobie własną trybunę zbudować, wdrapali się na nią i wolne słowo z niej głoszą. A wszystko jak w wierszu Bursy – o własnych siłach. I nie jest to ich słowo ostatnie!

    • Krzysztof Leski

      Czy aby na pewno wie Pan, jacy oni SĄ? Co MOGLIBY kiedyś? Ja z Jackiem pracowałem w BBC. Łokieć w łokieć, przez siedem lat. Mam jak najlepsze wspomnienia: świetny facet, serdeczny kumpel, znakomity reporter, niezły analityk. Owszem, z poglądami, ale w pracy chował je do kieszeni (w BBC inaczej wszak nie można).

      W głowie mi się nie mieści, jak zachowuje się dzisiaj.

      • Henryk Nowak

        Wie Pan, z Poprostu też w różne strony różnych ludzi ich potencjał wiódł… Sam Pan napisał: w BBC. Czy to przypadkiem czegoś nie wyjaśnia? Pewnie jestem niesprawiedliwy i przerysowuję, ale czy ktoś naprawdę głęboko zajrzał w Urbana kieszenie z poglądami? A paczpan, jaka ścieżka: od Poprostu, przez Jerzego Kibica do rzecznika Wojciecha Zbawiciela. Wiem, Karnowscy to inny przypadek, ich cynizm to raczej cynizm ministranta, który zrozumiał, że Kościół nie jest tak nieskazitelną instytucją, jak głosił ksiądz wikary na lekcjach religii, ale i tak jego pieczy powierzone zostało zbawienie świata, więc nie tylko nie można czepiać się szczegółów, ale i trzeba je usprawiedliwiać. Albo przypadek wierzącego komunisty, który w swoim idealizmie zawsze umiał zrozumieć, że linia Partii i mądrość etapu wymagają, by to, co było ścinalną skrzydłem brzozą wczoraj, dziś jest brzozą wiatrem rozdartą pięć dni wcześniej.
        A w ogóle, to ja nie piszę, co kto mógłby lub nie mógłby, bo to się zwykle okazuje w praniu (po owocach i tyle o sobie, ile etcetera). Ja sobie patrzę, co ludzie robią i przykładam to do znanych modelowych przykładów z przeszłości. I tyle. Bo przecież wszystko ludzkie i międzyludzkie to nie jest prosta chemia i fizyka, gdzie wynik doświadczenia w tych samych warunkach był, jest i będzie zawsze taki sam.

        • Krzysztof Leski

          Co ma “wyjaśniać” BBC?

          • Henryk Nowak

            Że wtedy zachowywali się zgodnie z obowiązującym tam standardem. Ale czy to był ICH standard? Na podstawie tego, co dziś – można mniemać, że niekoniecznie. Ale ja z nimi nie pracowałem, nie znam gości, mniemam po owocach, które takie więcej robaczywe są. Takie, jak Pan pokazał w notce.

      • miab

        Też kiedyś byłem prawakiem(nie do końca na serio ale byłem). I jedno co mogę powiedzieć to: Prawactfo niszczy umysł, i charakter poważnie. To wciąga i destruuje poza tym jest łatwe i prostackie.

        • Krzysztof Leski

          To samo można powiedzieć o każdym fanatyzmie. Nie tylko politycznym.

          • embercadero

            To już nie jest fanatyzm, na paranoję i wiarę w teorie spiskowe są określone jednostki chorobowe.

            • Jerzy Maciejowski

              Szanowne Embercadero!

              Jakież to jednostki chorobowe są na fanatyzm i wiarę w teorie spiskowe? Bo na ślepotę lekarstwa nie ma, choć wiadomo, że może ją powodować blokada percepcyjna, mechanizm wyparcia lub racjonaizacji. :) Powoływanie się na psychologię czy psychiatrię w walce politycznej nie jest najlepszym pomysłem. Szczególnie, gdy ma się skromną wiedzę „w temacie” jak mawiali mistrzowie…

              Łączę wyrazy należnego szacunku

              Jerzy Maciejowski

      • Ajgor

        Co mogliby kiedyś, nie wiadomo. Jacy są, to widać. Gdyby to był pierwszy przypadek, rzeczywiście należałoby być ostrożnym w ostrych ocenach, ale po kilku razach, ja nie mam wątpliwości.

  • embercadero

    Proste. Świrów smoleńskich jest ograniczona ilość, ilość kasy którą będą chcieli wydać na gazetę tym bardziej. Więc nie ma takiego sqrwysyństwa którego ci panowie (w tym samym stopniu Karnowscy co Sakiewicz) nie są w stanie popełnić by wydoić świrów z jak największej ilości tej kaski. To się bodajże nazywa kapitalizm.

  • Sprawa jest raczej prosta – bywają sytuacje gdy człowiek dokonując jakiegoś wyboru nie może się już cofnąć. Musi konsekwentnie “brnąć” bez względu na to jak zachowywał się w przeszłości…. Nie chcę usprawiedliwiać braci Karnowskich bo tego się nie da usprawiedliwić, ale gdyby jutro powiedzieli “przepraszamy” , trochę nas poniosło lub chociażby z rezerwą podchodzili do wysypu najnowszych rewelacji autorstwa p.Macierewicza to czyż nie musiałoby to od nich wymagać odwagi czy wręcz bohaterstwa ? Wszak zostaliby zmieleni , przeżuci i wypluci, po czym mogliby co najwyżej gdzieś egzystować na obrzeżach dziennikarstwa. “Zdrady” w naszej wojnie się nie wybacza, a i “jeńcy” też nie są mile widziani… no może na początku by pokazać , że ktoś z wrażego obozu się nawrócił… Oni muszą tak pisać – taka jest logika tego naszego sporu…

    I uwaga ogólna – nigdy nie wierzyłem w coś co nazywa się “samooczyszczenie środowiska”. Obojętnie czy to dotyczy sędziów, prokuratorów czy cechu kominiarzy(już jeden nawalony chciał mi sprzedać kalendarz). Tylko o ile Państwo może sięgnąć po jakieś instrumenty by tym środowiskom pomóc czy wręcz wymusić pożądane zmiany, o tyle w przypadku środowiska dziennikarskiego tego nie widzę z przyczyn oczywistych – wolność słowa ponad wszystko , nawet jeśli w naszym wydaniu jest najprostszym sposobem dewaluacji tegoż słowa …

    • Henryk Nowak

      Przed każdym otwarta droga. Nawet ostatniej sekundzie żywota jest dość miejsca na żal doskonały, który nie tylko do zbawienia, ale i do świętości drogę otworzyć może. Taki Don Juan na przykład, jak mu dłoń Komandora palce miażdżyła i w otchłań strącała, mógł tylko pożałować tych wszystkich serduszek złamanych i bluźnierstw, a byłyby się z owego uścisku wyzwolił. Św. Maksymilian Kolbe zaś – to przykład z polskiego i zarazem prasowego podwórka – świętym nie został za “Rycerza Niepokalanej” tylko zupełnie za coś innego…

      • Oczywiście. Ale w ostatniej sekundzie żywota łatwiej… no i motywacja większa – rzekłbym ostateczna…

        • Henryk Nowak

          Noo… i dlatego do zatwardziałości Don Juana mam oczywisty szacunek, a tego świętoszkowatego Komandora coś kurna nie lubię. Taki Lucyper, popaczpan, jakby się w ostatniej sekundzie pokajał, to pewnie nie zostałby strącony, najwyżej by go zesłano do ostatniego rzędu najbardziej podrzędnego chóru aniołków, gdzieś między jakieś barokowe putta. Skąd pewnie, notabene, byłby się po eonach wydobył dzięki wrodzonym zdolnościom, by znów z tych samych przyczyn stanąć na krawędzi. Bo wistością rzeczy jest tragedia, o czym wiedzieli już Grecy i nikt swemu przeznaczeniu nie umknie… Tak naprawdę to trudno orzec jak to jest z tą otwartą drogą dla każdego i wolną wolą, najtęższe łby rozstrzygały i nie rozstrzygnęły. Czym wobec tej wieczności jest motyla egzystencja i wiatrem historii sterowane wybory braci Karnowskich? Czy kogokolwiek.

          • No tak… ale w tym momencie pojawi się spór o to, czy generalnie pozytywna w swojej wymowie wierność swoim wyborom nie traci na swojej wartości gdy wziąć pod uwagę to czemu jest się wiernym… Ktoś pewnie zapyta jakież to mogą być obiektywne kryteria oceny tychże wyborów … no cóż – nie wymyślę prochu i nie odkryję Ameryki jeśli napiszę , że ich “owoce”… Kryterium niedoskonałe bo możliwe jedynie do zastosowania post factum ale dobre i to …

            • Henryk Nowak

              A ja myślę, że oprócz owoców liczy się też styl, taki już esteta jestem. A styl Karnowskich (kiego? bo chyba o jednym w tej chwili mówimy, ja ich zresztą w ogóle nie rozróżniam)- jest po prostu marny. Parciana ta ich retoryka. Może dlatego byli (był?) w porządku za czasów BBC? Bo posługiwali (wał?) się stylem narzuconym. Bo może nie tylko styl to człowiek, ale i styl czyni człowieka?

              • Henryk Nowak

                Ze wstydem przyznam się, apropo estetyki, że pogląd na sprawę smoleńską – kto praw, kto niepraw – wyrobiłem sobie oglądając rysunki satyryczne w Gapolu, które ktoś jakby przerysował z lat 50, z czasów, gdy tępiło się Churchilla-Trumana i innych podżegaczy wojennych

              • no niby tak… zawsze to złamanie kręgów szyjnych w aksamitnych rękawiczkach jest bardziej estetyczne niż walnięcie pałą przez łeb… Czy styl może przykryć prawdziwe intencje ? Wg mnie może… A pała w ręku to często wyraz bezsilności ale i czasami jedyny sposób obrony… Więc chyba raczej owoce …

    • partyzant

      Wolność słowa powinna iść w parze z odpowiedzialnością za słowo.

      Bracia Karnowscy po raz kolejny udowadniają, że tej odpowiedzialności za to co głoszą, nie mają zamiaru ponosić.

      Co mają sugerować, te zawieszone w próżni pytania? Te delikatne niedopowiedzenia, w sytuacji, gdy tabun “niepokornych”, trąbi przynajmniej od roku o zdradzie, zamachu, a w najłagodniejszych zarzutach o matactwach?

      Czy robią to z ostrożności procesowej, czy aby wzmacniać podprogowo swój upiorny przekaz?

      Trudno oprzeć się wrażeniu, iż “polityka okładkowa” “w Sieci”, ma jeden podstawowy cel. Przez te koślawe, plugawe konstrukcje, ma wywoływać ferment w środowisku, w innych mediach, które ją…agregują w swoich serwisach, portalach.

      Jeśli Krzysztof Leski ma dobre doświadczenie z jednym z braci, to teraz widocznie coś im się we łbach poprzewracało. I to mocno.

      • Zgoda. Jest tylko kłopot jak wyegzekwować tę odpowiedzialność. Jej się nie zadekretuje. Droga sądowa też wbrew pozorom nie jest idealna.

      • Henryk Nowak

        Karnowscy to jest moim zdaniem modelowy przykład tego, co przez cały XX wiek przydarzało się różnym polskim inteligentom, nie tylko zresztą polskim, to jest chyba prawidłowość pewna w relacjach między silnymi ludźmi z talentem do władzy a słabymi ludźmi z talentem do gadania, patrz: “Mefisto”. Karnowscy to taki drugi w paczce chłopaków, chuderlawy okularnik, którego jednak nikt nie ruszy, bo choć to nie on ma najlepsze pomysły na drakę, to on umie słowem nadać sens wyższy i słowo tego pierwszego właściwie zinterpretować i puścić w obieg. Wielki Doktryner z “Siódmego wtajemniczenia”. Górnicki i Urban mieli Jaruzelskiego, który był im, żadnej świętości się nie kłaniającym ( to zwłaszcza ten drugi) – sanctum sanctorum. Karnowscy, bracia mniejsi, mają braci większych. Tylko że tu chyba (nie wiem, nie śledzę, zarobiony jestem) toczy chyba się wojna podjazdowa o stanowisko consigliere i chyba Sakowicz je raczej obecnie okupuje. Ta potrzeba inteligenta, by z silnym człowiekiem się w jedno ciało cielesno-intelektualne zjednoczyć, widoczna jest też np. u Rymkiewicza, który Stalina uwielbił żarliwie, długo się nie mógł od niego odpępić, potem miał 40 lat na pustyni, w latach 80ch pokochał Adasia, wreszcie Jarosława. Sam Adaś zaś, który słabo się mieści w skórze “silnego”, bo dla kobiety, jaką jest tłum, próbuje być i Don Juanem, i Casanovą, obie role z opisanego tandemu próbuje grać – iluż miał stałych i przelotnych inteligenckich wielbicieli? O Wałęsie nie mówię, bo z niego taki niedorobiony Ubu król i żaden inteligent z żarliwością mu się nie odda, zanadto groteskowy. Ten zasługuje co najwyżej na Głowackiego…

  • partyzant

    Nie trzeba nawet byłoby wychodzić z polskiego podwórka, aby znaleźć stosowne foty, pod z góry założoną tezę.
    I to różni szmatławiec od normalnej gazety, że takich historii nie wiąże się z czymkolwiek. Kard, ułamek sekundy, zerowa wiedza na temat kontekstu, brak świadomości obserwowanych przez obiektywy.

    Styczeń tego roku, pogrzeb matki Jarosława Kaczyńskiego.

  • Rozumiem Krzysztofie, że Twoje ostatnie komentarze względem prawactwa związane są z Twoimi emocjonalnymi afiliacjami? Gdyż brak komentarzy względem lewactwa każe sądzić, że ich po prostu już dawno pozostawiłeś pod kreską i nie oczekujesz z ich strony niczego porządnego? A zatem nie widzisz powodu, by komentować zachowanie tamtejszych mediów, bo to już jest poniżej poziomu, który uważasz za zero?
    W tym kontekście solidaryzuję się z Tobą w uczuciu przykrości, że obie strony tego dziwnego konfliktu stają się do siebie coraz bardziej podobne (jakościowo, choć wciąż nie ilościowo). To rzeczywiście zły styl i zły smak, równać w dół.

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Mam wrażenie, że słyny Pański obiektywizm i myślenie w kategoriach propaństwowych, poszło na spacer i nie mogą odnaleźć drogi do domu.

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

    • Krzysztof Leski

      Gdyby jeszcze zechciał Pan wyjaśnić, gdzie w tym poście widzi Pan braki dotyczące owych zasad, Pański komentarz można byłoby uznać za wartościowy.

  • jes

    Dobrze jest znów czytać pańskie teksty :) . Nawet, jeśli, jak w tym wypadku, nie bardzo się z nimi zgadzam.
    Nie to, żebym chciał bronić emocjonalnego komentarza red. Karnowskiego – ten komentarz rzeczywiście jest skrajnie niemądry przez prostacką nadinterpretację, o której Pan pisze. A co najważniejsze – zupełnie niepotrzebny; w tym wypadku znakomicie sprawdza się klasyczny slogan – jeden obraz to więcej niż tysiące słów. Prawdę mówiąc, patrząc na tę fotkę nie chcę wierzyć, że to nie fotomontaż. Nie chcę. Dziękuję więc za zwrócenie nań uwagi – sam bym pewnie na tę stronę “W Sieci” nie zajrzał.
    Mój dyskomfort budzą jednak zlinkowane przez Pana przykłady “podobnych” “skandali”. Ano, jeśli są one podobne, to najwyżej bardzo powierzchownie. Skomentuję tylko uroczystości związane z Prezydentem Reaganem. Nie zawsze jest tak, że śmierć sędziwego człowieka o wielkich zasługach jest wydarzeniem przygnębiającym. Jasne, że wypada zachować powagę, ale maska boleści przypięta na sztywno do twarzy mogłaby w swej sztuczności wyglądać co najmniej fałszywie, zwłaszcza w czasie nieformalnych, osobistych powitań pomiędzy uczestnikami uroczystości.
    Sytuacja spotkania premierów w Smoleńsku to kompletnie inna rzeczywistość; dobrze byłoby, gdyby jednak Pan to jakoś zaznaczył. Bo pozostaje (niezgodne z prawdą zapewne) wrażenie, jakby Pan tego nie rozumiał. Pańskie przykłady są zupełnie nieodpowiednie. Skądinąd, kretynizm krytykowanego przez Pana komentarza – oczywisty.

    • Henryk Nowak

      Powiedzenie, że komentarz Karnowskiego jest skrajnie niemądry to, że tak powiem, niedointerpretacja. Komentarz jest bowiem całkiem niegłupi i sprytny, jeśli wziąć pod uwagę cel i adresata. Rzekłbym: instruktywny, jeśli chodzi o sztukę budowania insynuacji bez narażania się na odpowiedzialność sądową. Co do zdjęcia – być może pokazuje że Tusk jest osobnikiem arcyniesympatycznym (wątpię przynajmniej w arcy, choć wiem, że to nie bukiecik fiołków), ale od tej konstatacji jednak kawałek jeszcze do zamachowej sztamy, którą, skądinąd, z powodu nieprawdopodobieństwa logistycznego wypadałoby potraktować brzytwą pewnego Szkota z XIV wieku.
      Zdjęcia i komentarze przytoczone przez Krzysztofa Leskiego są może mniej wyraziste z powodu innej kultury medialnej, ale strukturalnie mieszczą się w tym samym nurcie. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę, że reakcja cześci brytyjskiej prasy i opinii publicznej na śmierć Diany przypomina reakcję polską na śmierć Lecha Kaczyńskiego: tworzona post factum legenda o przemyśle nienawiści, zemście elit, oburzenie na oficjalną reakcję Winsorów, pomniki “niewinnych ofiar” etc. O teoriach zamachowych nawet nie warto wspominać. Chciał nie chciał, Lech Kaczyński stał się polską Lady Di, ze wszystkimi konsekwencjami.

      • jes

        Dzięki za uwagę.
        Że sprytny – to się pewnie można zgodzić, choć raczej mi się w to nie chce wnikać. Że “niegłupi”? Być może w sensie “łebski”, ale już niekoniecznie – “rozumny”. No cóż, prawdopodobnie mi się zwyczajnie eufemizm nie udał.

        Co do meritum – muszę odesłać, do tego, co napisałem w odpowiedzi panu Krzysztofowi niżej; no może da się odrobinę dobitniej. Obrazek (żeby dla, lepszego ukazania sprawy przywołać tylko najbardziej skrajny przykład) i okładka “wsieci” pokazują dwie zupełnie inne sytuacje i kompletnie różne konteksty. Tu nie chodzi o wyrazistość, tylko o czas, miejsce i sytuację. Jeśli ktoś tego nie widzi, to mogę wyrazić tylko zdziwienie i przyjąć to do wiadomości.
        Odnosząc się do pańskiego porównania z księżną Dianą – w tym akurat przypadku moglibyśmy sobie bardzo teoretycznie wyobrazić analogiczą fotografię. Oczywiście – nic takiego nie ujrzało światła dziennego, bo najprawdopodobniej (tu pański Szkot pewnie by się zgodził) takiej fotografii nie ma. Ale eksperyment myślowy może pan sobie prywatnie przeprowadzić.

        Pozdrawiam

        • Krzysztof Leski

          Owe “zupełnie różne konteksty” to mit. To odwrócenie kolejności, albowiem kontekst jest różny tylko dla kogoś, kto z góry zakłada, że Tusk i Putin coś knuli. Bez tego założenia zdjęcie wsieci pokazuje to samo, co zdjęcia przywołane przeze mnie: słaby uśmiech, jak widać nie będący nie na miejscu w sytuacjach żałobnych. Cała reszta to już tylko interpretacja (a IMHO drastyczna nadinterpretacja) motywowana politycznie.

          • jes

            Proszę przeanalizować ten komentarz pod kątem ukrytych w nim kwantyfikatorów.
            Piszę o sobie, a nie o “kimś” kto coś tam zakłada. Nie interesują mnie takie założenia. Ani na tak, ani na nie. Widzę obraz. Kontekstem jest miejsce, czas i osoby.
            Nie chcę prowadzić psychoanalitycznych rozważań nad fotografią, podobnie jak nie chcę jej badać wahadełkiem. Ale to co widzę, to widzę. Może to tik nerwowy, może zwykły brak wychowania, a może taki typ reakcji na stres. Może jeszcze co innego. Teoretycznie nie da się nawet wykluczyć infekcji filipińskiej. Nie wiem. Ale to co widzę mi się nie podoba. I to bardzo. Polityk na najwyższym szczeblu powinien umieć opanować mimikę i gestykulację, przynajmniej w ramach podstawowych standardów zachowań właściwych dla kultury kraju, który reprezentuje. Jeśli do kamer wystawia zasmuconą minę, a przed szemranym partnerem, za plecami tłumu, rechocze, to osobiście oceniam to jak najgorzej. I nijak się to nie ma do żadnej z teorii o zamachu, czy do jakichkolwiek rojeń. Może gdzieś ktoś odwraca kolejność, ale mnie to nie dotyczy. Jeśli Pan w to wierzy, to nic co napisałbym na ten temat nie będzie dla Pana miało większego sensu.

            Wracając do kontekstu, tak, jak ja go widzę – poszczególne “sytuacje żałobne” mogą mieć zupełnie różny ładunek emocji, dramatyzmu, tragizmu, mogą nieść też całkiem różną miarę osobistego ludzkiego nieszczęścia. Mogą być bardziej lub mniej dynamiczne, mogą być nadzwyczajne, lub wpisane w normalne ramy ludzkiej egzystencji, albo porządku danej kultury (na przykład ceremonia pogrzebowa należy do “zwykłego porządku kultury”, oględziny miejsca drastycznej katastrofy – już nie). Dlatego też i dopuszczalne zachowanie w trakcie różnych “sytuacji żałobnych” nie zawsze jest jednakowe. Dla mnie to elementarz.
            Uroczystości pogrzebowe Prezydenta Reagana i dramatyczne spotkanie polityków na niewystygłym jeszcze miejscu katastrofy są w takim ujęciu biegunowo różnymi “sytuacjami żałobnymi”. Wolno się Panu z tym nie zgodzić, nie wypada jednak insynuować, że myślę tak w wyniku przyjęcia jakichś tam założeń, o których Pan wie więcej niż ja.

            • Krzysztof Leski

              “Widzę to, co widzę”… otóż to. Nie mamy szans na dogadanie się. Zero. Ja bowiem twierdzę, że nie można i nie wolno na podstawie jednego zdjęcia, z definicji statycznego, na dodatek zrobionego z tyłu, wnioskować o zachowaniu ani nastroju (że nie wspomnę o snuciu teorii politycznych).

              Pan jednak “widzi rechot”. Nota bene słowo używane przez zwolenników PiS masowo wobec wszystkich przeciwników: Tusk i Komorowski rechoczą, Kaczyński może się tylko uśmiechać. Cóż, widocznie jestem mało spostrzegawczy, skoro nie widzę owego rechotu Tuska na zdjęciu.

              Pan zna jakiś elementarz, w którym napisano, że pogrzeb i wizyta na miejscu katastrofy to dwa drastycznie, “biegunowo” różne wydarzenia. Ja niestety tego elementarza nie czytałem. Widocznie jestem kiepsko wykształcony, skoro ten elementarz mi umknął.

              Mimo tych braków w wykształceniu pozostaję przy swoim. Także przy tym, że trzeba złej woli, by twierdzić, że Tony Blair może się uśmiechać jakby był w Comedie Francaise, a Tusk nie ma prawa do grymasu wyglądającego jak słaby uśmiech. Może Pan to uważać za insynuację, dla mnie to tylko wnioskowanie.

              • jes

                Złośliwie mógłbym pogratulować; wytropił Pan ukrywającego się na Pańskim blogu prawaka, który zdemaskował się przez nieostrożne i nieadekwatne użycie jednego z nielicznych słów kluczowych, właściwych dla tego środowiska. Potwierdzając tym samym aprioryczną tezę, że tylko uprzedzony może krytykować osoby publiczne za wyraz twarzy widoczny na (statycznych z zasady) zdjęciach. Hawk.

                A poważnie. Już od pewnego czasu widzę, że w sprawie uznania jakichkolwiek zróżnicowań “sytuacji żałobnych” (skądinąd cóż to za potworek językowy!) będzie Pan nieugięty. Przyjąłem to (powtarzam się) ze zdumieniem i bezradnością, ale też bez interpretowania. Jasne – nie każdy uczył się z tego samego elementarza, ale ja tego nie wartościuję i nie ironizuję, proszę tylko o zrozumienie (niekoniecznie akceptację) dla mojej wrażliwości i unikanie uprzedzeń budowanych wokół niej. Przyznaję się do irytacji wobec Pańskich słów o micie i odwracaniu kolejności – są one akurat czymś przeciwnym do tego, co zwykle Pan głosi na temat szkodliwości dialogu z kreowanymi na doraźne potrzeby portretami psychologicznymi interlokutorów. Odczuwam, że stałem się właśnie obiektem takiego portretowego zabiegu.

                Użycie słowa “rechot” to moja omyłka – nieudana i trochę niesmaczna próba pokazania różnic przez przerysowanie. Nie udało się. Kiks. Przepraszam. A Pan mnie złapał za niemądre słówko. I bardzo dobrze. Na omawianej fotce żadnego “rechotu” nie widzę.

                Dostatecznie długo bawię się fotografią, aby nie mieć do niej bałwochwalczego stosunku. Manipulacja nie musi w tej branży polegać na prostackim fotomontażu, czasem wystarcza tylko gra światła. Jednak widząc reporterskie zdjęcie (uwaga uprzedzająca – paparazzi raczej w moim pojęciu nie jest fotoreporterem), z założenia przyjmuję, że jego autor wybiera ujęcia tak, by najlepiej odpowiadały obserwowanej przez niego rzeczywistości. Takie założenie może się nie sprawdzić. Wówczas mamy do czynienia z manipulacją. I w tym wypadku (powtarzam po raz kolejny) wolałbym wierzyć, że się moje (ktoś powie – naiwne) założenie nie sprawdziło. Skądinąd o fotografii i jej pozornej statyczności można długo się rozwodzić, z pewnymi analogiami do “statycznego” malarstwa włącznie. Ale to nie miejsce – a ponadto podejrzewam, że też nieźle zna Pan ten temat.

                Po przeczytaniu pańskich komentarzy adresowanych do mnie zastanawiam się nad jednym. Wciąż nie jest do dla mnie do końca jasne. Czy uważa Pan że zdjęcia przez Pana podlinkowane są manipulacją w takim sensie, jak wyżej to napisałem, czy też uwidocznione na nich (może lepiej – sugerowane przez nie) zachowanie VIP-ów uznaje Pan za normalne? A może sądzi Pan, że żadna z tych fotek nie niesie przekazu o nastrojach uwiecznionych na nich gości, a ich przekaz jest zupełnie przypadkowy? Sam w tych fotkach (generalnie) nie dostrzegam manipulacji – może najbardziej ujmująca jest na nich mina premiera Mulroneya, przy powitaniu ze starą znajomą z Anglii – elegancki, stonowany – ledwo rozpoznawalny uśmiech. Ale, czy taki komentarz z mojej strony jest dopuszczalny, czy to też nadinterpretacja “statycznego” obrazu? A czy dywagacje o tym, że nie widać przyczyny, dla której Gorbi miałby przeżyć poważniejszy wstrząs w związku z odejściem Reagana byłyby dopuszczalną forma komentarza?

                I jeszcze jedno, czy sama publikacja “wsieci” tej fotografii jest według Pana świadectwem bycia *.*, czy tylko (tu byłbym zgodny) krytykuje Pan treść komentarza i zrobienie z całej sprawy sensacji? Odpowiedź na te pytania przyjmę bez komentarza. Może dowiem się czegoś więcej o Pańskim “elementarzu”, no bo rozumiem, że mój to Pana zupełnie nie interesuje.
                Z góry dziękuję.
                I z dołu oczywiście też :) . W końcu dla mnie to nic nadzwyczajnego, że ludzie inaczej oceniają poszczególne wydarzenia czy zachowania.

                P.S. Korzystając z okazji bardzo dziękuję za serię o Pendolino.

                • Krzysztof Leski

                  Na domiar złego zna się Pan na fotografii, więc naprawdę powinien Pan wiedzieć lepiej niż większość, iż w serii klatek zrobionych w ciągu sekundy można znaleźć wyrazy twarzy tej samej osoby zupełnie różne. Zatem pozorne, bo raczej nie zmieniamy nastrojów z taką częstotliwością. Dlatego Pana upieranie się, że to zdjęcie może czegokolwiek dowodzić w sferze nastrojów uwiecznionych, wydaje mi się nie do przyjęcia. Nic nie poradzę.

                  Co do publikacji – tekst jest jasny. Cały czas mówię o wnioskach, interpretacjach. Są niedopuszczalne. Sama publikacja zdjęcia oczywiście nie.

        • Henryk Nowak

          To że jakieś zdjęcie jest czy go nie ma, może być
          a) kwestią przypadku (nie nastąpiło zgranie się naciśnięcia migawki i akcydentalnego grymasu);
          b) brakiem odpowiedniej sytuacji do sfotografowania.
          W przypadku zaistnienia b) – czegóż to, na miły Bóg miałoby dowodzić? Że brak podstaw do porównywania ludzkich zachowań w obu przypadkach? To znaczy: może sobie używać Łuczewski girardowskiego konceptu kozła ofiarnego do analizy tego, co się wokół LK działo i dzieje, ale jak przyłożyć ten sam szablon do Lady Di i skonstatować, że podobnie pasuje, to już be, bo tutaj Mąż Stanu i Prezydent Tysiąclecia, a tam popkulturowa podfruwajka o dwuznacznej moralności?

          • jes

            a) Pisząc wcześniej, że wolałbym wierzyć, że to montaż, powinienem był może od razu wyjaśnić, że dotyczy to i takiej sytuacji, w której fotoreporter z poklatkowej serii zdjęć pewnego ujęcia wybiera to najmniej reprezentatywne dla całości, ale za to najbardziej po jego myśli.
            b) To nieporozumienie. Brak fotografii to brak informacji. Rozsądnie jest traktować to po ockhamowsku. Myślę, że nie ma tu różnicy zdań.
            Proponowałem Panu natomiast dokonanie dość prostego eksperymentu myślowego i miałem nadzieję, że nie będzie go trudno przeprowadzić. “Odnosząc się do pańskiego porównania z księżną Dianą – w tym akurat przypadku moglibyśmy sobie bardzo teoretycznie wyobrazić analogiczną fotografię.” Proszę więc sobie wyobrazić, bo wydaje się, bez złośliwości, że brytyjska księżna wywołuje w pańskim wypadku znacznie mniej emocji niż postaci z polskiej polityki. A brak emocji na pewno pomaga w takich rozmyślaniach.

            • Henryk Nowak

              Spróbuję uporządkować.
              a) Z omawianej fotografii można wywnioskować, idąc najdalej – że Tusk jest mało sympatycznym facetem,który, co więcej, nie umie profesjonalnie “trzymać twarzy”, gdy wymaga tego sytuacja.Dalsze wnioski: że fotografia potwierdza, jakoby obaj panowie – Tusk i Putin – byli “dogadani” we wiadomej sprawie – wymaga dodatkowych mocnych dowodów, a przynajmniej poszlak. Ja rozumiem, że zdaniem Karnowskiego działko Gatlinga nabijane teoriami, obsługiwane przez Antoniego Macierewicza, wyrzuciło z siebie takich dowodów dość. Zdjęcie jest przedstawione przez Karnowskiego jako zakończenie długiego łańcucha dowodów. Tylko dlaczego posługuje się w takim razie insynuacją? Czyżby samo zdjęcie miało udowadniać to, co nie zostało wcześniej udowodnione? Wtedy insynuacja jest jak najbardziej uzasadniona, tyle, że mówi więcej o Karnowskim, niż o Tusku. A zdjęcie udowadnia co najwyżej to, co w pierwszym zdaniu niniejszego akapitu. Wydaje się zresztą, że w tej kwestii się zgadzamy.
              b) Jeżeli dobrze zrozumiałem, zaproponował Pan dokonanie eksperymentu myślowego, polegającego na wstawieniu w narrację o Lady Di hipotetycznego zdjęcia królowej Elżbiety II, porównywalnego ze zdjęciem Tuska i Putina. Eksperyment taki jest jednak najzupełniej zbędny, bo wyznawcy św. Di już dawno w tej roli Elżbietę obsadzili i może sobie zachowywać twarz kamienną, a i tak uśmiechać się będzie tryumfująco. Podobnie Tusk, o którym rzekliśmy, że nie ma takiego treningu w panowaniu nad twarzą. Tyle że ich twarze nie mają żadnej mocy dowodowej w kwestii tego, co stało się w feralnej mgle i w tunelu Alma.

              • jes

                Ad. a) Bardzo blisko.
                Ale.
                Wnioskowanie, że Tusk jest niesympatycznym facetem, co nie umie trzymać twarzy, to interpretacja dla niego nadzwyczaj korzystna. Dodam – uprawniona, choć wśród uprawnionych nie jedyna. No i cóż, według mnie umiejętność “trzymania twarzy” to cecha niezbędna u polityka pierwszej, że tak powiem, ligi krajowej. Choć oczywiście wśród tych niezbędnych – nie najważniejsza. Dodam raz jeszcze oczywistość – “wnioskowanie” podobne jak w komentarzu red. Karnowskiego nie należy do dziedziny wnioskowań sensownych.
                Pisałem nie o nieszczęsnym komentarzu (tu sporu nie było), lecz o moich refleksjach po zestawieniu zdjęć przez pana Krzysztofa zaproponowanym.
                1. Czy można na podstawie fotografii reporterskiej wyrobić sobie opinię o nastroju osoby fotografowanej?
                Porządkując moje komentarze i odpowiedzi do nich, sformułowałbym to jakoś tak.
                Na podstawie fotografii reporterskiej można wnioskować o tym, co o nastroju fotografowanego chciał powiedzieć autor zdjęcia. Poważny fotoreporter stara się w swojej pracy oddać nastrój chwili, jeżeli fotoreporter jest dobry – sztuka ta mu się najczęściej udaje. Fotografia daje jednak dość szerokie pole do manipulacji, od montażu poczynając, przez grę światłem, retusz, na wyborze po-klatkowym ujęcia, kończąc. Na każdym z tych pól można spowodować zarówno poprawę jakości reporterskiej, jak i dokonać zafałszowania rzeczywistości. Przeciętny odbiorca fotografii reporterskiej zakłada (niekoniecznie świadomie), że ma do czynienia z niezakłamanym obrazem rzeczywistości. I zwykle – wówczas gdy autor zdjęcia nie ma złych intencji – to założenie się sprawdza. Bardzo często zresztą te złe intencje widać, kiedy n.p. z po-klatkowego ujęcia wybrany zostanie jakiś nienaturalny grymas, głupio otwarte usta itp. Zwykle dużo trudniej jest wybrać taką klatkę, na której wyraz twarzy portretowanego będzie wyglądał naturalnie, ale niezgodnie ze stanem rzeczywistym. Teoretycznie nie da się tego wykluczyć, ale prawdopodobieństwo takiego przypadku już całkiem nieźle odpowiada brzytwie, o której niedawno był pan uprzejmy przypomnieć (może Pan przeprowadzić doświadczenie z po-klatkowym przeglądaniem filmów z uroczystości rodzinnych – doświadczenie o tyle cenne, że dysponować Pan będzie sporą wiedzą o rzeczywistym stanie ducha sfilmowanych osób). Użycie takiej przypadkowej klatki byłoby, rzecz jasna, nadużyciem. Biorąc pod uwagę intencje wydawcy (przedstawioną w odredakcyjnym komentarzu) i anonimowość autora fotografii byłoby naiwnością aprioryczne odrzucenie hipotezy o nadużyciu tego rodzaju. Ale, jeśli to nie jest nadużycie (takiej hipotezy też nie można odrzucić), to patrz wyżej – “Wnioskowanie, że Tusk jest niesympatycznym facetem, co nie umie trzymać twarzy, to interpretacja dla niego nadzwyczaj korzystna.” itd. Zwłaszcza, że gdzieś w tle może się pojawić pytanie, dlaczego w omawianej sytuacji “trzymanie twarzy” okazuje się jakimś problemem.
                Wydaje mi się, że tak przedstawiony mój tok rozumowania nie powinien już wzbudzić poważniejszego sprzeciwu z pańskiej strony.

                2. Pojawiło się też pytanie o ocenę treści fotografii, które miały dowodzić nieadekwatności dużej liczby typowych i publikowanych ujęć reporterskich do nastroju chwili. Tu Autor bloga kompletnie mija się z moimi odczuciami, co oczywiście można zrozumieć. Niestety, walcząc dzielnie o dobrą ocenę poprawności własnych analogii, próbuje wmawiać mi jakieś intencje, których docieka na podstawie… No, w sumie nie wiadomo na jakiej podstawie. W najlepszym wypadku – fragmentów zdań wyrwanych z kontekstu. Rozumiem, że nie ma dość czasu, by wczytywać się w szczegóły moich, zawiłym nieco stylem pisanych, komentarzy. To mnie nie dziwi – znów pisze tu na blogu tyle świetnych tekstów, że może szkoda jego czasu na coś w rodzaju dzielenia włosa na czworo, jakie proponuję. Widać nawet dla “szczególanta” może to być uciążliwie ;) .

                Ad. b.
                To nie jest eksperyment dla wyznawców, tylko dla pana. Proszę wyobrazić sobie stosowną fotkę Tonego Blaira i Jacquesa Chiraca w tunelu Alma (jeśli nie przekręcam nazwy), albo coś podobnie absurdalnego.

                Dziękuję za twórczą polemikę.
                Wracam do Concerto Notturno . Wszystkim dyskutantom to samo polecam, choćby pod zamieszczonym linkiem, albo lepiej, w którymś wydań płytowych, o koncertach (jeśli natrafi się sposobność) nie wspominając.

                • Krzysztof Leski

                  Tracę siły… poruszamy się coraz bardziej w sferze ocennej. Oceny słabo poddają się obiektywnej weryfikacji. Ale czy w ogóle? Dziś na pewnym portalu tekst “Wipler czyli drugi Smoleńsk”. Ocena, odczucie autora. W pełni uprawniona…?

                  Tak, oczywiście, bez problemu umiem sobie wyobrazić chwilę uśmiechu na twarzy Chiraca lub Blaira także w tunelu Alma, gdyby się tam wtedy pojawili. Dyplomacja, proszę Pana.

                  • Henryk Nowak

                    Co do Chiraca i Blaira: jako rzecze Krzysztof Leski. Dodam jeszcze, że gdyby przypadkiem się tam znaleźli i zostali sfotografowani, Sun czy inny brytyjski “Fakt” na 99% opublikowałby najmniej korzystną i zapewne najnietypowszą z klatek z odpowiednią interpretacją. Właśnie dlatego, że zachowania ludzi wokół obu tragedii układają się wg identycznego wzorca, o którym mozna sobie poczytać u Rene Girarda, na użytek domowy wulgaryzowanego przez Michała Łuczewskiego.
                    Poza tym oczywiście też dziękuję, sugestię zamknięcia tematu przyjmuję z ulgą.

                  • jes

                    Ależ kochany Panie Krzysztofie, retorycznie zapytam, co ma Wipler do wypracowania, które spłodziłem w odpowiedzi panu Nowakowi i – to prawda- częściowo także Panu?

                    Ale “dyplomacja” – to znakomicie pasujące tu słowo. I na tym może poprzestańmy. Choć swoją drogą ciekawe, jak zaskakujące dla zjadacza chleba scenki rodzajowe widywał Pan w “off-rekordzie”?

                    Namawiam dziś raz jeszcze do refleksyjnej muzyki, moderującej, jak uczy felietonowy slogan niezapomnianego Kustosza Powązek, wzajemnie ludzkie relacje. To działa!
                    A teraz pędzę do królika :) . Gorąco pozdrawiam i równie serdecznie dziękuję za poświęcenie mi tak dużo uwagi. Proszę oszczędzać siły na ważniejsze okazje! Bez ironii.

        • Henryk Nowak

          Zamiast “niegłupi” proponuję “cwany”. A wartościująco i zdecydowanie subiektywnie: wredny i obrzydliwy. Uprzedzając zastrzeżenia: podobną liczbę (znaczną) tego typu zagrań można odnotować po obu stronach barykady. Może dlatego zasiadanie na niej okrakiem jest dzisiaj w gruncie rzeczy bardzo komfortową pozycją?
          Ale tu rozmawiamy o konkretnym przykładzie.

    • Krzysztof Leski

      @jes Slogany mają to do siebie, że często składają się z bzdur. Zapewne czasem jedno zdjęcie powie więcej niż 1000 słów, ale raczej nie w polityce. Zupełnie nie wiem, co niby ma mi powiedzieć zdjęcie wsieci. Nie rozumiem też, dlaczego żąda Pan, abym uznał wbrew sobie, iż spotkanie w Smoleńsku to “inna rzeczywistość”. Nie, to związane ze śmiercią dostojnika spotkanie dwóch innych dostojników, cokolwiek o nich myślimy. Mój post zaś pokazuje, że w takich okolicznościach zdarza im się uśmiechnąć nawet dużo szerzej niż Tuskowi.

      • jes

        @”…dlaczego żąda Pan, abym uznał wbrew sobie, iż spotkanie w Smoleńsku to “inna rzeczywistość”…”
        Bo właśnie tak uważam. I nie tyle czegokolwiek żądam, co zaskakuje mnie, że można sądzić inaczej. Skoro jednak można, to po prostu (choć z pewną bezradnością i niemałym zaskoczeniem) przyjmuję to do wiadomości.
        Nie umiem bez naruszenia granicy dobrego smaku uzasadnić lepiej swojej opinii; poruszamy się wszak w bardzo delikatnej materii.
        Mamy oczywiście prawo do różnej wrażliwości. Naprawdę, niczego tu nie żądałem.

        Ale proszę się też nie czepiać sloganu – jest dla mnie dokładnie tym czym jest; niczym więcej. Właśnie dlatego nazwałem go sloganem, z pełną semantyczną świadomością ;) .

        Serdecznie pozdrawiam.

  • molekularny

    witam,

    Panie leski jakoś dziwna sytuacja na tej fotce. pan jako “wytrawny ” ‘dziennikarz” nie zauwazył że jedyną osobą zadowoloną z siebie jest tusk ?? putin jako bandyta powinien sie chyba po całej akcji najbardziej cieszyć a jednak jest poważny a nawet powiedziałbym zaskoczony zachowaniem tuska. co pan na to ???

    pozdrawiam piotr

    • Krzysztof Leski

      Pomylil pan portale, tu nie ma miejsca dla czytających bez zrozumienia ani pisujących nazwiska z małych liter. Proszę wracać, skąd pan przyszedł, żegnam bez pozdrowień.

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Czepia się Pan „W sieci” tak jakby było czego. Pyta Pan:
    „Kim trzeba być, by na podstawie wyrazu twarzy na zdjęciu ośmielić się diagnozować nastrój człowieka? Kim trzeba być, by ośmielić się twierdzić, że zna się przyczynę tego nastroju? Kim trzeba być, by na takiej podstawie formułować najcięższe zarzuty wobec człowieka?”

    To są oczywiście Pański, zdaniem pytania retoryczne, bo oczywiście odpowiedź jest jasna. Być może ma Pan rację, jeśli chodzi o to, że jest ona jasna, ale nie jest to odpowiedź przedstawiona przez Pana. Każdy człowiek na podstawie wyrazu twarzy osoby na fotografi ma pogląd na temat jej emocji. To jest cecha typowo ludzka. Musimy umieć z dobrym przybliżeniem odgadnąć cudze emocje bo dzięki temu czasem możemy przeżyć. Byłoby dziwne, gdyby tylko sk…ny mogły przeżyć w sytuacjach ekstremalnych.

    Wiem, że nie podziela Pan podejrzeń pod adresem jego tuskowatości. Niemniej Pańskie pytania są tak samo tendencyjne, jak mają być pytania braci K.. Dlatego pisałem o spacerze cech, za które Pana szanuję. Tłumaczenie, że są co najmniej poważne wątpliwości w stosunku do oficjalnej wersji wydarzeń z 10.4.2010., a zatem i poważne podejrzenia pod adresem słońca Peru, jest dla mnie nudne. Dlatego poprzednio poprzestałem na zasygnalizowaniu, że nie podzielam Pańskiego oburzenia.

    Hałas czyniony przez lemingi powinien być dla Pana wystarczającym dowodem, że coś się Panu wypsnęło. Jeśli nadal Pan podtrzymuje swoje zdanie z notki, to trudno. Jest Pan dużym chłopcem i jak dowiemy się prawdy o katastrofie, to nie ja będę się wstydził.

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Czy Tony Blair na tym zdjęciu rozmawia z człowiekiem, który jest zamieszany w śmierć Ronalda Reagana? Miesza Pan porządki i naciąga przykłady. Przykre, gdy robi to ktoś, kto stara się dbać o standardy dziennikarstwa.

    Oczywiście może się okazać, że to nie służby III RP czy sowieckie spowodowały katastrofę, tylko Mossad do spółki z CIA. Taka teoretyczna możliwość istnieje. Tylko to jest polityczne since fiction czy nawet fantazy w przeciwiństwie do wersji z zamachem w wykonaniu służb, które miały dostęp do samolotu w okresie kilku miesięcy poprzedzających feralny lot.

    Ciekawe co będzie musiało pojawić się w publikatorach, by rozważył Pan, że może jednak rację mają wyznawcy sekty smoleńskiej, a nie sekty pancernej brzozy.

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply