Kategorie

Kalendarz

March 2013
M T W T F S S
« Feb   Apr »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Żory, szkoda

Komunikacja miejska za darmo? Jestem sceptyczny, ale eksperyment jest wielce pożądany. Jeszcze większa szkoda, że zamierza takowy przeprowadzić miasto, które zdecydowanie tego robić nie powinno. To się musi zakończyć klęską, z której wielu wyciągnie za daleko idące wnioski.

Do komunikacji miejskiej dopłacają wszyscy. Samofinansowanie nie wchodzi w grę, bo bilety byłyby tak drogie, że w wielu wypadkach taniej byłoby własnym autem lub nawet taksówką. Powszechnie godzimy się więc na dopłaty z miejskich podatków, co oznacza dofinansowanie jednych (tych, którzy korzystają) przez drugich (tych, którzy stronią). Rozmiar dofinansowania w Polsce mieści się zwykle w przedziale 45-65% łącznych kosztów. Darmowe przejazdy to przypadek skrajny, 100% dotacji. Ma sporo zalet, ale niesie też oczywiste zagrożenia. Nie będę ich tu analizował, gdyż nie o tym chcę pisać. Dość powiedzieć, że byłoby wspaniale, gdyby jakieś znaczące miasto spróbowało takiego rozwiązania, a po roku czy dwóch można by oceniać, czy nadzieje się ziściły, czy obawy były słuszne.

Niestety w Żorach ten eksperyment nie ma żadnego sensu. Wystarczy spojrzeć na mapę. Bez obrazy, z punktu widzenia problemu, o którym mowa, to w ogóle nie jest miasto. To raczej dzielnica większego organizmu, przycupnięta na obrzeżach Rybnika i Jastrzębia. Nieco przesadzając to tak, jakby darmową komunikację w swoich granicach wprowadzić zechciała np. Praga Północ. Miejscowość, która nie ma własnej komunikacji, lecz dorzuca sie do budżetu przewoźnika większych sąsiadów. Media donoszą, że Żory skalkulowały, iż już dziś pokrywają 72% kosztów dotacją z budżetu, więc dorzucenie niespełna miliona nie będzie problemem. Jak to policzyli? Nie wiadomo, ale wiadomo, że policzyć się tego nie da. Mówią bowiem o przewozach w granicach administracyjnych miasta. Jaka część podróży mieszkańców Żor zamyka się w tych granicach? Sądzę, że mniej niż połowa. Dotychczasowy przewoźnik twierdzi, że szacunek Żor jest dramatycznie błędny, a rzeczywisty koszt będzie wielokrotnie wyższy.

Żory chcą jakoby założyć własną firmę autobusową, która zrealizuje ów transport. To oczywiście możliwe, kto wie, może nawet w ramach planowanej kwoty. Tyle, że z zakupu biletów większość mieszkańców nie będzie mogła zrezygnować, bo jako się rzekło, jeżdżą często dalej niż sięga miasto. Do Żor nadal więc musiałby jeździć przewoźnik z Jastrzębia. Niechby nawet i te kursy były w granicach miasta bezpłatne (w zamian za przelew z budżetu oczywiście) — ale wciąż daleko do realizacji idei, która przewiduje likwidację troski o bilety. A tylko bliska doskonałości realizacja tej zasady pozwoliłaby potem oceniać, czy spełniły się pokładane w eskeprymencie nadzieje na rozładowanie korków, czystsze powietrze itp.

Gdyby na odwagę (i wydatek) zdobyłby się, powiedzmy, Gorzów czy Radom, eksperyment miałby sens badawczy. W Żorach zamieni się w karykaturę. Powtarzam, szkoda.

28 comments to Żory, szkoda

  • Mam wrażenie, na podstawie lektury artykułu, że to raczej zagranie wyborcze, obliczone na ew. klęskę już po wyborach. Jeżeli “spodziewają się w drugiej połowie roku”, to może oznaczać początek następnego, a to już rok wyborczy. Za to dopłatę można zabudżetować jeszcze w tym roku, na rok przyszły. Zatem w przyszłym roku będzie można zrobić wielkie halo, wygrać wybory, a jak trzeba, to w nowej firmie posady się znajdą… Miękkie lądowanie? Nie jest łatwo zamknąć dopiero co otwartą firmę publiczną. To może trwać lata, ew. do nast. kadencji…

  • Nie wiem jaki jest stopień zmotoryzowania (czy raczej zapchania) Gorzowa i Radomia, ale wydaje się, że żeby to miało sens, trzeba by wybrać miasto które poważny problem z przejezdnością i pociągnąć eksperyment bardziej całościowo – sieć buspasów, więcej pojazdów itd. Bo jeśli taki np. metro czy inne popularne linie w godzinach szczytu są zapchane w 90% to co taki eksperyment miałby wykazać?

  • ptysz

    Gdzieś czytałem w sieci, że w Tallinie już żałują. Zapchane autobusy, zwiększone kursowanie, co za tym idzie podobno pojazdy zużywają się w nieporównywalnie większym tempie a pieniędzy mało na wymianę taboru. Wszystko ma swoje plusy dodatnie i ujemne. A w dużym mieście, jak Warszawa, te objawy byłyby zwielokrotnione.

  • partyzant

    Musielibyśmy być drugim Dubajem albo Katarem, aby Warszawę stać było na darmową komunikację.

    btw Plany wykastrowania niektórych linii pod pozorem oszczędności, spora obsuwa w budowie II linii metra, to już nawet nie strzał w kolano, co prosto w głowę.

    • Eee, bez przesady. Jeśli teraz wpływy z biletów pokrywają 40% kosztów (tak bodaj twierdzi ZTM), to po zniesieniu biletów wystarczyłoby powiększyć subwencję ze 3 razy i pewnie by wystarczyło. Można by też pewnie znacząco podnieść ceny parkowania (po zmianie ustawy), powiększyć strefę itd, żeby się choć częściowo zbilansowało. Nie twierdzę. że nas na to teraz strać, ale wydaje mi się że nie jest to aż “kuwejcko” abstarkcyjne…

    • BTW, pisząc “spora obsuwa w budowie II linii metra” chodziło Ci o “Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska uchylił w całości decyzję środowiskową dla rozbudowy II linii metra dla odcinka zachodniego i wschodniego-północnego”? Bo ja dziś to zauważyłem (na stronie SISKOMu) i nieco zdziwiony że przegapiłem w mediach przeszukałem newsy, ale nigdzie nie widzę nawet wzmianki…
      http://bip.gdos.gov.pl/doc/2013/BIP/DOOS-OAII.4210.1.2013.kc.JSz.1.pdf

      • partyzant

        Tak, między innymi to…

        Choć o wiele bardziej zastanawia mnie to całe zamieszanie w związku z uszczelnianiem tunelu wisłostrady, pękającymi kamienicami na Pradze, czy niezwykle ryzykowną operacją na Świętokrzyskiej, która naprawdę mogła się skończyć katastrofą budowlaną.

        Pamiętam, że przy budowie I linii, było może i nawet więcej nieprzewidzianych zdarzeń.
        Ale, do cholery, odcinek ursynowski, mokotowski i część centralnego, powstawały dość prymitywną metodą, z o wiele mniejszym zaangażowanie sił i środków ponad 25 i 20 lat temu.
        To jest epoka.

        Tu polityka informacyjna Ratusza leży i kwiczy.
        Po co było mamić warszawiaków perspektywą otwarcia tunelu po 2 – 4 miesiącach, jeśli już wówczas były głosy, że to niemożliwe?
        Po co uspokajać mieszkańców Pragi, że nic im nie grozi, gdy pęknięcia ścian nośnych są tak spore, że miejscami można tam wsunąć dłoń?

        My nie żyjemy w Chinach, gdzie buduje się nie patrząc na nic.

        • Jak to po co? Nieszczęście dawkowane w małych porcjach (jeszcze tylko miesiąc – i tak 10 razy) boli mniej. Myślę, że oni dobrze wiedza co robią. A odcinek ursynowski – o ile mnie pamięć nie myli (mieszkałem wtedy po drugiej stronie wisły, więc budwę to tylko stacji Politechnika i później Centrum jako tako pamiętam) to był odkrywkowo budowany…

  • Ufka

    No właśnie – ja to bym raczej budowała więcej parkingów typu – Park & Ride. Tyle, że zamiast bezpłatnego miejsca parkingowego bym oferowała bezpłatny bilet- np 3 godzinny, 10 godzinny. W zamian parkowanie płatne – przy dłuższym bilecie – droższe.
    Oczywiście do tego “szykany panałukaszowe” czyli buspasy, pewne ulice tylko dla autobusów

  • Ufka

    Wszystkiego dobrego dla ciebie Krzysiu i dzieciaków a kotom coś ekstra daj!

  • TRad

    Dlaczego “szkoda”?

    Cóż ciekawego w kolejnym experymencie z wprowadzania w życie zasad socjalizmu?

    Przymusowana redystrybucja jest wymysłem Szatana.

    Sam piszesz, że “Żory chcą jakoby założyć własną firmę autobusową”. Mam tłumaczyć, po co miasta zakładają firmy komunalne? Z przychodem gwarantowanym z kieszeni podatników?

    Friedman wszelkie decyzje finansowe podzielił na cztery kategorie.

    1. Sam płacę, sam korzystam [wolnorynkowy standard]
    2. Sam płacę, ktoś inny korzysta [np. prezenty]
    3. Ktoś inny płaci, ja korzystam [miodzio :) ]
    4. Ktoś inny płaci, ktoś inny korzysta.

    Zbiorkom (czy inne tego typu pomysły) to czwarta kategoria. Najgorsza pod względem efektywności (skoro kto inny płaci, nie ma co się sprężać) i zaspokajania potrzeb (czemu mam się przejmować cudzymi potrzebami).

    I kto za to płaci?

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Co najmniej jedno miasto na świecie ma dochodową komunikację miejską. Oczywiście nie sprawdzałem danych surowych, niemniej na wyspach chodzi informacja, że tylko Londyn nie dopłaca do komunikacji.

    Gdy rozważa się wyższość komunikacji zbiorowej nad komunikacją indywidualną, to warto by sprawdzić, czy w przypadku autobusów nie występuje podobne zjawisko jak w przypadku ciężarówek. Jedna ciężarówka niszczy drogę tak jak 10.000 samochodów osobowych. (Oczywiście nie sprawdzałem tych danych.) Niemniej nawet jeśli jest to 1000 do jednego, to koszty remontu dróg są znacznie większe gdy wozi się coś ciężarówkami. Podobnie może być z autobusami…

    Pozdrawiam

    • kuzynka.edyta

      > Oczywiście nie sprawdzałem danych surowych, niemniej na wyspach chodzi informacja, że tylko Londyn nie dopłaca do komunikacji.

      GDZIE chodzi taka informacja? Przecież to bzdura jest.

    • Krzysztof Leski

      Oczywiście nie sprawdzałem danych surowych, niemniej na wyspach chodzi informacja

      A ja słyszałem, że koty mają po dwa ogony.

      Wg oficjalnych danych TfL na zero poniekąd wychodzi w Londynie transport szynowy (metro, BR, DLR etc). W tym sensie, że przychody równoważą koszty eksploatacji (circa 2 mld funtów rocznie). Ale oczywiście inwestycje i amortyzacja już w to nie wchodzą – gdyby je uwzględnić, byłby ogromny deficyt.

      Transport powierzchniowy (głównie autobusy) ma już koszty samej eksploatacji (ponad 2.5 mld) o miliard funtów rocznie wyższe niż przychody.

      • Jerzy Maciejowski

        Panie Krzysztofie!

        Ciekawe jak ustalono przychody autobusów i metra osobno, skoro bilet na metro obowiązuje w autobusach? Jak zatem dzieli się te wpływy z transportu szynowego i autobusowego?

        Natomiast jeśli w rozmowie z miejscowymi (Szkotami) pada argument, że tylko w Londynie transport publiczny nie jest deficytowy, to przyjmuję to na słowo. Jeśli jest inaczej, to trudno. Znaczy myliłem się.

        Pozdrawiam

        Jerzy Maciejowski

  • > to koszty remontu dróg są znacznie większe gdy wozi się coś ciężarówkami.

    Koszty remontu są znacznie większe niż … ?

    Wydaje mi się, że jakby ten sam towar przewieźć samochodami osobowymi, to drogi by ucierpiały bardziej (a i pewnie by się więcej paliwa napaliło)

    • Jerzy Maciejowski

      Pani(e) Mahu/o!

      Samochód ciężarowy niszczy drogę tak jak 10.000 samochodów osobowych. Zatem niech Pan(i) sobie ile można przewieźć 10.000 samochodów osobowych.

      Owszem, paliwa spali się więcej, ale ten koszt ponosi właściciel pojazdu, zaś drogę remontuje się za pieniądze podatnika.

      Łączę wyrazy szacunku

      Jerzy Maciejowski

  • *e* i *o*.

    Ok, może i nawierzchnia mniej ucierpi jak rozłożyć te 40 ton do samochodów. Powiedzmy po 400kg – na tyle oceniam ładowność mojego byłego Opla Astry a i przy okazji racunek jest prosty.

    Niech Pan sobie wyobrazi że na drogach mamy zamiast jednego tira – konwój 100 osobówek. Niech Pan sobie wyobrazi – zamiast konwoju 10 tirów – konwój 1000 osobówek. Skoro liczymy: jedna osobówka ma 5 m + minimum 30m odstępu – czyli mamy 35 km konwoju. W szeroko pojętej Warszawie oznaczałoby to że pierwszy samochód jest już w Ożarowie Mazowieckim a ostatni jeszcze nie wyjechał ze Starej Miłosnej (jakby im się zechciało jechać w kierunku zachodnim przez Warszawę).

    Mi intuicja podpowiada że jakby zrealizować hasło “tiry na osobówki” to by zniszczenie nawierzchni byłoby pikusiem w porównaniu z innymi kosztami które trzebaby ponieść. (nie licząc paliwa)

    • Jerzy Maciejowski

      Pani(e) Maho-nie!

      Jeśli domaganie się uwzględniania w rachunku kosztów zniszczenia nawierzchni, czy generalnie drogi, uważa Pan(i) za nawoływanie do przesiadki na samochody osobowe zamiast tirów, to zupełnie nie zrozumieliśmy się. Natomiast uczciwe obciążenie kosztami remontów dróg spowodowałoby większą przesiadkę tirów na tory? Oczywiście dobrze by było, by PKP Cargo przyśpieszyło swoje pociągi i zwiększyło minimalny dobowy kilometraż, ale to zupełnie inna dyskusja.

      Jerzy Maciejowski

  • Na wstępie. Nie Pani, tylko Panie. Chociaż lepiej nie, bo panowie to przed wojną byli.

    Po drugie, nie Mahonie, tylko Maho.

    Nie uważam za nawoływanie do przesiadki na samochodu osobowego, tylko kiedy się mówi że koszt czegoś jest większy kiedy się wozi ciężarówkami, to warto napisać większy niż co. Innymi słowy operator nierówności jest binarny.

    To Pan napisał że chodziło o porównanie do samochodów osobowych.

    IMHO lekką manipulacją jest napisać “ciężarówka generuje koszty 10 tys samochodów”, bez uwzględnienia jakie koszty by powodowało 10 tys samochodów.

  • Jerzy Maciejowski

    Panie M.!

    Jeśli w mianowniku jest Maho, to w innych przypadkach pseudonim będzie zachowywał się tak jak Otto czy Hugo. Zatem jeśli Ottonie! i Hugonie! to i Mahonie! To jest elementarna wiedza ze starej ośmioklasowej podstawówki.

    Jeżeli w jednym zdaniu jest porównanie zniszczenia drogi przez samochody ciężarowe i osobowe, to w następnym zdaniu, które przedstawia wnioski wyciągnięte z poprzedniego, można posłużyć się częścią opisywanej zależności resztę pozostawiając domyślności czytelnika. :)

    Jeśli piszę o zniszczeniu drogi przez samochód ciężarowy i samochody osobowe, to wyraźnie pisałem o koszcie ponoszonym przez podatnika, za pośrednictwem zarządcy drogi. Jeśli opłaty za używanie ciężarówki wyrównywałyby te koszty, to można by ustalić, co dla danego przedsiębiorcy jest bardziej opłacalne: wynająć 1000 taksówek, czy jedną ciężarówkę, zakładając, że towar jest podzielny na mniejsze porcje, a nie jest to jeden 10 tonowy drobiazg. Mniej więcej o to chodzi.

    Natomiast generalnie chodziło o zasygnalizowanie problemu jakim jest niszczenie drogi przez autobusy. Jestem ciekawy, czy stopień zniszczenia drogi w wyniku zastąpienia 100 samochodów osobowych jednym autobusem jest nieistotny, czy może niweluje korzyści płynące ze zmniejszenia natężenia ruchu. Taki problem teoretyczny mający znaczenie dla życia mieszkańców zatłoczonych miast. Czy to jest jasne?

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

  • To jest elementarna wiedza ze starej ośmioklasowej podstawówki. Ci jednak którzy naukę kontynuują, wiedzą że sprawa jest zniuansowana i nie ma prostej jak drut zasady że jak się coś kończy na “o” to w wołaczu kończy sie na “on”.

    Po pierwsze, żeby tak się odmieniało, pseudonim powinien pochodzić od imienia. A tego nie wiemy (tj ja wiem – nie pochodzi) – czy jakby moim pseudonimem było “Matejko” zwracałby się Pan do mnie per “Panie Matejkonie”? [1].

    Po drugie, dopuszczalne jest nieodmienianie. Za sjp: “Imiona takie jak Hugo, Otto w literackiej polszczyźnie są zwykle odmieniane w sposób podany powyżej; w razie gdyby to budziło wątpliwości, można ich nie odmieniać”. No więc budzi wątpliwości – proszę nie odmieniać.

    Co do meritum – chodziło mi o to, że skupianie się tylko na koszcie ponoszonym poprzez zarządcę dróg, z pominięciem kosztów ponoszonych innymi kanałami jest po prostu bez sensu i wprowadza w bład.

  • Jerzy Maciejowski

    Panie M!

    Przezwisko, pseudonim, pełnią rolę taką jak imię i jeśli nie jest to wyraźnie nazwisko, to należy je traktować jak imiona, a nie nazwiska.

    Obecnie publikowane słowniki zawierają różne głupoty, na przykład używanie dla kobiet nazwisk w formie męskiej z wyjątkiem nazwisk kończących się na „ski” i „cki”. Oczywiście można tak używać nazwisk, ale reżim temu towarzyszący jest już użytkownikom nieznany. Zdanie „Nowak idzie.” w odniesieniu do Nowakówny bądź Nowakowej jest niepoprawne, choć Pan z pewnością nie wie dlaczego.

    Odnośnie meritum, to moja ciekawość dotyczy pewnego zagadnienia, które nigdzie nie jest uwzględniane. Rozmywanie go poprzez mówienie, że świat jest bardziej złożony, niż ja go przedstawiłem świadczy o wysokich kwalifikacjach erystycznych, ale nie wnosi niczego nowego do zagadnienia.

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

    • @JM

      Żeby nie śmiecić nadmiernie na nieswoim blogu, pozwolę sobie tylko mieć wprost przeciwne zdanie zarówno na temat główny naszego sporu, jak i na temat poboczny.

Leave a Reply