Kategorie

Kalendarz

January 2013
M T W T F S S
« Dec   Feb »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

A ciąg dalszy?

To niestety nie żart, a słowa mają swoje konsekwencje. Czeka nas wkrótce nowy spór o Lecha Kaczyńskiego. Bp Antoni Dydycz na pogrzebie matki ś.p. Prezydenta nazwał Go męczennikiem. Następny krok to wniosek beatyfikacyjny.

Katolicyzm definiuje męczennika jasno. To ktoś, kto został zamordowany za to, że bronił wiary. Takiej wykładni katastrofy smoleńskiej nikt jeszcze nie przedstawił. Stolica Apostolska powinna poprosić bp. Dydycza o wyjaśnienie, co — a zwłaszcza: kogo — miał na myśli.

To nowy etap. Już nie świeccy, lecz sami hierarchowie Kościoła wykorzystują pogrzeb, by głosić polityczną paranoję. To już chyba wolałem, gdy zmarły dziś Prymas Józef Glemp apelował do “obu stron” o powstrzymanie się od przemocy w początkach stanu wojennego.

22 comments to A ciąg dalszy?

  • miab

    A to przewrotny Glemp (chodzący jak widać na na pasku Tuska) przykrył Kaczyńską (jak mawiają prawackie poperdułki) i Prezydenta-1000 lecia w trójcy Poległego, Zamordowanego, Męczennika.
    Faktem jest że miewał nie najtrafniejsze wejścia.

  • nocnik

    po dłuższym zastanowieniu – może miał na myśli ojczyznę?

  • Masz niestety rację, Krzysztofie. Mówię to z pewnym smutkiem, bo mam powody szanować bpa Dydycza.

    A jest to przecież kwestia, w której Kościół winien z dumą podkreślać, że różni się od innych wspólnot, gdzie męczeństwo to śmierć dla sprawy (np. w walce).

  • niestety takie opinie nie służą budowaniu czegoś na kształt wspólnej pamięci o śp. Prezydencie …
    Zawsze powtarzałem , że żadna wypowiedź hierarchy czy zwykłego proboszcza mnie osobiście od Kościoła nie odrzuci – nie dla hierarchów w tym Kościele się przecież jest. A niestety na niektórych działa to inaczej – i tę świadomość księża mieć powinni…

  • Ufka

    Nie będzie żadnego ciągu dalszego. Nie tylko z powodu śmierci Prymasa.
    Ja słyszałam wiele dziwnych słów od hierarchów. Czy wtedy też rzucałeś się pisać notkę?

    • Ufko – nie rozumiem zarzutu? Każdy pisze notkę wtedy, kiedy chce. Na temat, który uważa za ważny, lub nieważny. Zdarzyło się i Tobie i Leskiemu pisać coś o kotach, choć ja w tym samym czasie widziałem wiele ważniejszych tematów.

      Zwracam na to uwagę, bo to nie pierwszy raz, gdy spotykam się z taką formą postponowania autora.

      Jest za tym – a przynajmniej daje się odczytać – ukryta sugestia jakiejś rzekomej stronniczości, kogoś, kto celowo pomija ważne, a wyolbrzymia nieistotne.
      Z takimi pretensjami można się udać do gazety typu “Fakt” (a i tak nas wyśmieją). Ale to jest blog i autor pisze to, co chce. Przejmować się może też tym, czym chce.

      A swoją drogą, przytoczona kwestia o “męczenniku” nie jest moim zdaniem ot, “dziwnymi słowami hierarchy”. To sprzeczna z doktryną Kościoła, a wręcz z istotą chrześcijaństwa, ale popularna w świecie wizja męczeństwa. U nas, gdzie różne romantyczne koncepcje (ot, winkelriedyzm) mieszają się fałszywie z katolicyzmem, trzeba na to zwracać uwagę.

      • jes

        Odysie, chyba Ufce nie o to chodziło.
        Jasne, że każdy ma prawo pisać na blogu, co mu… itd. Czy jednak wiernej czytelniczce bloga muszą się wszystkie proporcje w opiniach ulubionego autora podobać?
        Ja n.p. sądzę, że zdanie “Już nie świeccy, lecz sami hierarchowie Kościoła wykorzystują pogrzeb, by głosić polityczną paranoję” jest otwarciem niesprawiedliwego uogólnienia, nawet, jeśli z formalnego punktu widzenia nie można się tu do niczego przyczepić. Możesz się z tą moją opinią nie zgodzić, jak pewnie nie zgodziłby się Autor tego bloga, ale może warto Autora i Ciebie o tego rodzaju opinii poinformować? Może uda się dzięki temu rozjaśnić jakieś nieporozumienie. A może za kilka dni najdzie mnie lub Autora jakaś nowa, spokojniejsza refleksja?
        Tylko tyle.

        P.S. Dziś jest naprawdę bardzo zły dzień na ironię wokół tamtego apelu.

        • Rozumiem, że nie o to. Ale forma też stanowi o treści. Hasło “czy wtedy też pisałeś?” czytam nie pierwszy raz i nie w pierwszym miejscu. Jego dwuznaczna wymowa coraz częściej mnie irytuje, z przyczyn wyżej wymienionych.

          Co do reszty – zgoda.

          • Ufka

            Widzisz może jestem niesprawiedliwa – tak to jest jak wraca się z pogrzebu, widzi się tam ludzi, którzy zjechali z całego kraju, zmarzniętych, stojących kilka godzin w padającyn śniegu a potem czyta o uroczystości w necie.
            Dzisiaj z kolei już zupełnie co innego i nawet nie wypada napisać…bo nowy pogrzeb

  • A wszystko to i tak cień historii przykryje. Kto dziś pamięta spory o Narutowicza? Czy wtedy też nie padały wielkie słowa bez pokrycia?

  • testigo

    @ Krzysztof Leski/ aż miałbym ochotę zapytać
    - czy św. Maksymiliana Kolbe zakwalifikowałbyś jako męczennika?

    Zwracam uwagę na kategorię “męczeństwo z miłości bliźniego”.
    Św. Maksymilian Maria Kolbe został kanonizowany jako “męczennik”, mimo że był beatyfikowany jako “wyznawca”.

    Więc – A/ to wszystko nie takie proste, B/istnieje jeszcze kulturowa kategoria “męczenników” (Karol Levittoux?)

    Myślę, że w obszarze swojej homilii biskup Antoni Pacyfik Dydycz jest autonomiczny.
    A jego słowa nie przekładają się automatycznie na procedurę beatyfikacyjną.

    • No, czekałem na o. Maksymiliana w tym wątku.

      Ta kanonizacja była niezwykłym precedensem. Kolbe jest bodaj jedynym w dziejach beatyfikowanym jako wyznawca, a kanonizowanym jako męczennik. Zdecydował o tym ponoć osobiście Jan Paweł II.
      Tylko że nawet i ta kwestia jest dość jednoznaczna: Święty oddał dobrowolnie życie za życie bliźniego, w obliczu okrutnego, pogańskiego terroru. Dał więc świadectwo wiary przez swoją heroiczną śmierć.

      Kategoria kulturowa? Z Winkelriedem, “męczennikami katyńskimi” itd., jest odległa od chrześcijaństwa. Podobnie jak kulturowa kategoria “świętości”. W jakimś plebiscycie księżna Diana zyskała opinię świętej na równi z matką Teresą z Kalkuty. Potocznie kategoria “grzechu” w pewnym kontekście oznacza po prostu seks, a w innym — coś fajnego, lecz zakazanego. Ewangelizacja to także termin z dziedziny marketingu.

      Żadne z wyżej opisanych znaczeń tych słów nie może być użyte w homilii. I to przez biskupa! Dla Kościoła one znaczą coś bardzo konkretnego i te znaczenia są bardzo ważne.

  • testigo

    @ odys/ “No, czekałem”
    - i żeś się doczekał…

    “…nie może być użyte w homilii”? – A jeśli biskup Antoni Pacyfik Dydycz osobiście UWAŻA śp. Lecha Kaczyńskiego za męczennika – to jak: zabronisz mu?

    I jaką będziesz miał minę, gdy na przykład z Drohiczyna usłyszysz taką odpowiedź:
    “A jeśli komu droga otwarta do nieba,
    Tym, co służą ojczyźnie. Wątpić nie potrzeba,
    Że co im zazdrość ujmie, Bóg nagradzać będzie,
    A cnota kiedykolwiek miejsce swe osiędzie.”

    Sam wspominasz o “męczennikach katyńskich”.
    `Odległe od chrześcijaństwa?` – a to czemu?

    I proszę tutaj zwrotnicy nie przesuwać na księżną Dianę Spencer, bo nie o ‘świętości’ tu dyskutujemy – tylko o użyciu terminu “męczennik”.

    Ciekawym poznać twoją opinię, gdybym takim nazwał Karola Levittoux. Mogę?

    • @Testigo
      Nie wiem co prywatnie uważa, ale powinien uważać na to, co głosi w ramach nauczania Kościoła. To powinno się zgadzać z doktryną. Bo biskup to właśnie urząd od tego, głosić naukę Kościoła i strzec jej czystości. To nie była wypowiedź prywatna, lecz homilia, wystąpienie pasterskie w ramach liturgii.

      Na dalsze pytania odpowiedź wyszła mi długa, zbyt długa na komentarz.

  • testigo

    @ odys/ “zbyt długa”
    będę cierpliwy…

    • partyzant

      @testigo

      Ciekawym, czy gdyby miast Prezydenta w tej katastrofie zginął premier, to biskup Dydycz byłby równie wylewny…

      Wiem, że argumenty Odysa do Ciebie nie trafią.

      Jak świat światem, wszystko na tej planecie, niesie jakiś ładunek polityczności.

      Trudno, aby hierarchiczna struktura Kościoła, nie ulegała tej swoistej pokusie.
      Ja, wbrew temu, co napisał Krzysztof Leski, zdziwiłbym się, gdyby biskup Dydycz powiedział co innego.

      Wszak wedle niego, Sejm jest po to, aby niweczyć posunięcia władzy, niezgodne z polityczną linią opozycji.
      To dość specyficzne definiowanie kontrolnej roli tej izby.

      • czy gdyby miast Prezydenta w tej katastrofie zginął premier, to biskup Dydycz byłby równie wylewny…

        Dla mnie nie ma to żadnego znaczenia.

        A przywołane słowa abpa o nadrzędnej roli Sejmu nie tak brzmiały i nie taki miały sens.

    • @Testigo “będę cierpliwy”
      Wklejam więc długi komentarz napisany te 4 dni temu, ufając też w cierpliwość Gospodarza.

      Miłość ojczyzny jest ważną cnotą. Osobne jest zagadnienie jak Kościół w historii definiował ową miłość, a przede wszystkim — ojczyznę. Ale to długa historia.

      “Męczennicy katyńscy” dla mnie w ogóle nie są męczennikami. Godni są najwyższego szacunku i wiecznej pamięci (patetyczne, ale tak to czuję), ale jako niewinne ofiary. Dla mnie męczennikiem jest ktoś, kto składa ofiarę ze swego życia. Przynajmniej jest na to gotowy. Nie ktoś, z kogo złożono ofiarę wbrew jego intencjom. Polscy oficerowie rozstrzelani w sowieckiej niewoli są męczennikami w równym stopniu, co ofiary Auschwitz, Hiroszimy, czy masowych bombardowań. Nikt ich nie pytał, nie dawał im wyboru: “wyrzeknij się polskości, a ocalisz życie”. Byli gotowi na ryzyko śmierci za ojczyznę, gdy szli na wojnę — lecz nie gdy oddawali się w niewolę, bo jeńców się nie morduje. Ofiara najbrutalniejszej nawet rzezi nie jest jeszcze męczennikiem, jak dla mnie. Ale to moja opinia.

      Odległe jest od chrześcijaństwa, choćby dlatego, że oni nie oddawali życia za wiarę. Rozstrzelano tam tak samo katolików, prawosławnych, protestantów, starozakonnych, muzułmanów i ateistów. Nie ma znaczenia, czy ginęli modląc się za zabójców, czy im złorzecząc. Pełni pokoju i miłosierdzia, czy przeciwnie: w goryczy i ogniu nienawiści, albo czarnej beznadziei nihilizmu. Czy się bronili, próbowali uciec, uwolnić się. Nie za cnotę w obliczu śmierci czcimy ich pamięć, ale za sam fakt, iż zabito ich bo byli polskimi oficerami.

      Chrześcijański kult świętych to nie jest kult zmarłych.
      Chrześcijańskie ujęcie męczeństwa jest nierozłączne ze świętością.
      Kult świętych męczenników to nie jest kult zabitych (zabitych masowo, z motywów rasowych, klasowych czy jakichkolwiek).
      Chrześcijanie nie wierzą, że każdy zabity w Katyniu (albo w Auschwitz) jest zbawiony. Wierzą, że każdy, kto zawierzył Panu będzie zbawiony. Nawet, jeśli wcześniej w Katyniu był w plutonie egzekucyjnym.
      Chrześcijański męczennik nie oddaje życia w walce, dla zwycięstwa swoich (Winkelried, zamachowcy-samobójcy itp.), ale daje się zabić wrogom dla Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie Zmartwychwstałym.

      Levittoux zginął śmiercią samobójczą, jak sądzimy po to, by w śledztwie nie wydać towarzyszy spisku. W potocznym sensie nazywamy go męczennikiem dla sprawy. I OK. Ale nie był on męczennikiem w chrześcijańskim sensie tego słowa. Rozumiem, gdy katolik wzbrania się od potępienia czynu Karola L., albo go wręcz usprawiedliwia. Rozumiem, choć przecież intencji i stanu ducha tego człowieka możemy się tylko domyślać. Ale to nie jest chrześcijański męczennik. W żadnym nauczaniu Kościoła nie może być postawiony jako wzór. Raczej jako smutny przykład (np. bezduszności oprawców, którzy popchnęli młodego człowieka do tak dramatycznego czynu).

      • testigo

        @ odys/ “Nikt ich nie pytał, nie dawał im wyboru: “wyrzeknij się polskości, a ocalisz życie””

        - w tym kontekście serdecznie polecam postać rtm. Narcyza Łopianowskiego i jego wspomnienia (powstała z tego sztuka teatru TV “Willa szczęścia”):

        http://www.sppw1944.org/biografie/nkwd.pdf

        W tych wspomnieniach jest opis kilku znamiennych postaci, które “pytano”…

        W ogóle dziękuję za obszerne podzielenie się ciekawą refleksją.

        Zwracam tu uwagę na fakt, który być może umknął naszemu Gospodarzowi, że w swojej homilii bp Dydycz też wyraził “swoją opinię” – homilia nie jest tożsama nawet z wnioskiem beatyfikacyjnym.
        Więc nie odmawiałbym mu prawa do wygłaszania “swoich opinii” tylko dlatego, że jest hierarchą.
        Tym bardziej, że tylko supozycją jest, że bp Dydycz użył słowa “męczennik” w kontekście śp. Lecha Kaczyńskiego w kanonicznym sensie tego słowa.

        I tak na przykład ks.Ignacy Skorupka poległy w 1920 pod Ossowem nie jest wyniesiony na ołtarze – ale jednak jego postawa jest, także przez Kościół, podawana za wzór.

        Zatem – myślę, że uznanie w ustach hierarchy Kościoła nie powinno rodzić obaw.

        Pozdrawiam

        • testigo

          @ odys/ uzupełnienie
          przepraszam, powinienem był wspominać Narcyza Łopianowskiego tytułując go podpułkownikiem.

          Opracowuje równolegle zdjęcia rotmistrza Pileckiego – i stąd ten błąd. Faktycznie – Narcyz Łopianowski trafił do sowieckiej niewoli w randze rotmistrza.

          Pozdrawiam

  • testigo

    @ partyzant/ “zdziwiłbym się, gdyby biskup Dydycz powiedział co innego”
    - często bywasz w Drohiczynie?

    Piękna okolica, istotnie.

  • testigo

    @ Wszyscy Zwolennicy Suwmiarki
    Od nazwania kogoś “męczennikiem”, do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego – nawet formalna droga jest baaaaaardzo dłuuuuuuuuuuuga…

Leave a Reply