Kategorie

Kalendarz

January 2013
M T W T F S S
« Dec   Feb »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Dna bez dna

Każde kolejne dno okazuje się tymczasowe. Prawactwo co tydzień bije rekordy plugawości. Dorota Kania zrzuca kamuflaż, przestaje nawet udawać, że w politycznej wojnie dziennikarzy liczy się jakiekolwiek meritum. Kania pluje ojcami, wujami i innymi “najbliższymi krewnymi”. Nic mi się ostatnio nie chce, ale tych parę słow skreślić muszę.

Morozowski: niewłaściwy ojciec. Pochanke: matka znała aferzystkę. Lis: znow zły ojciec, jeszcze gorszy inny krewny. Lisowa: oboje rodzice do bani. Jeszcze wczoraj nie uwierzyłbym, gdybym usłyszał, że pojawił się taki tekst. Przeczytałem i zbaraniałem. Ach, jest zarzut wprost do Lisa: był na praktyce studenckiej w NRD. Był, kropka. Zbrodnia.

Wbrew przewidywaniom Kani nie zarzucę jej zamachu na niezawisłość. Powiem po prostu, że się stoczyła do rynsztoka. Jeszcze niedawno nie śmiałbym nawet o tym wspomnieć, lecz dziś nie sposób inaczej: oto moralne prawo bycia dziennikarzem chce odbierać dzieciom, za winy ich rodziców lub innych “krewnych”, ktoś, kto sam kupił dom za forsę jednego z najgłośniejszych aferzystów III RP. Nie matka, ojciec, stryj czy jamnik, lecz sama Dorota Kania.

I oni mają czelność uskarżać się na “mowę nienawiści”…

127 comments to Dna bez dna

  • Po spóźnionym o siedem lat , moim zdaniem oczywiście, tekście p. Janiny Jankowskiej zaczynają lustrować i ją … Na razie “dziennikarze obywatelscy” … Na razie …

    • A nie mówiłem … Ci “nieobywatelscy” też zaczęli…

      • Krzysztof Leski

        Tekst Sakiewicza mnie nie zaskakuje, Sakiewicz stoczył się już dawno. Ale wciąż się dziwię, gdy portal Jankesa wiesza tak gówniany paszkwil na samym szczycie strony głównej.

        • nocnik

          wiesza, bo to odpowiedź na tekst jest, który wcześniej również wisiał na jedynce – sprawiedliwie musi być:)

          • uważasz , że każda polemika/odpowiedź zasługuje na , jakby nie było, “honorowe” miejsce ?

            • Krzysztof Leski

              Polemika? Hm…

            • nocnik

              oczywiście, że nie. w tym jednak wypadku umieszczenie tego tekstu na jedynce jest dla mnie zrozumiałe.

              • aaa… czyli zarzut po adresem JJ , że swoim tekstem “opłaca” się salonowi za pozory niezależności stawiasz na równi z nawet możliwie najsurowszą oceną warsztatu dziennikarskiego ? Przecież to dwa różne poziomy rozmowy … Powiedzmy , że rozmowy bo Gospodarz znowu “hmmyknie”.

                • nocnik

                  wyciagasz zbyt daleko idące wnioski, czyli potłumaczmy się trochę;)
                  hm krzyśka leskiego było w szczególe, ty napisałes w ogóle, a ja pomyslałem, ze to do mnie:)
                  dalij.
                  taka mam koncepcję – domniemany algorytm (nie mój). inspiracją dla tekstu pani jankowskiej był tekst pani kani. tekst pani kani ukazał sie w gazecie polskiej codziennie, której to gazety pani kania jest dziennikarką. na tekst pani jankowskiej odpowiedział pan sakiewicz, który jest tejze gazety redaktorem naczelnym. oba teksty wyladowały na jedynce. i tyle, czyli jak pewnie zauwazyłeś, nie chodziło tu o wartość tekstów a o personalia i ich umiejscowienie w świecie mediów.

                  • Oczywiście , że taki algorytm zadziałał. Zagwarantował też klikalność.
                    Tylko , że KL , jak mniemam, dziwi się iż szef salonu24 na co dzień dający wyraz zniesmaczeniu poziomem debaty w naszym życiu publicznym i płomiennie wzywający do jej ucywilizowania pozwala iżby jego dzieło (żeby nie powiedzieć dziecko) zaprzeczało sposobem redagowania SG jego werbalnie głoszonym postulatom.

                    Uff.. Ależ mi wyszło zdanie podrzędno-nadrzędnie złożone … :(

  • nocnik

    a ja napiszę tak, choć inny komentarz miałem gotowy na tę okoliczność, czyli – bardzo trudno być żoną, mężem, córką, synem, kuzynem, wodą po kisielu, czy czasem choćby nazwistnikiem. …, i nie wszyscy zdają ten życiowy egzamin, i to jest normalne, i nie ma w tym nic dziwnego. amen.

  • kalder

    Wiele się to różni od organizowania cyrku na kilkanaście tysięcy osób z pogrzebu własnej matki?

    • nocnik

      a co? jakieś oficjalne zaproszenia rozesłał? a może nakazał? cos słyszałeś, gdzieś coś na ten temat czytałeś?

      • kalder

        http://niezalezna.pl/37521-kluby-gazety-polskiej-pozegnaja-jadwige-kaczynska

        Przykładowy cytat z linku

        “Informujemy, że kto osobiście chciałby pożegnać śp. panią Jadwigę Kaczyńską, może skontaktować się z regionalnymi biurami Prawa i Sprawiedliwości, które organizują wyjazdy.”

        Jak widać regionalne biura PiS organizują wyjazdy, podobnie kluby gazety polskiej, wynajmują autokary itp.
        Z pewnością robią to wbrew woli wodza.

        • nocnik

          [tak żeby sie utrzymać w nastroju] i widzisz jaki kutas, zamiast gdzieś cichaczem pod płotem czarny worek ze zwłokami zakopać się z pogrzebem nie chowa i zdaje się mówić – chcecie przyjdźcie, nie chcecie nie przychodźcie.
          a tak na marginesie to mam nadzieję, że na mszy będą tak żona pana tuska jak i pana komorowskiego – choćby dlatego, że wypada i byłoby to w dobrym tonie, bo ostatecznie ich mężowie i pan kaczyński to jedna wielka polityczna rodzina. masz jakieś przecieki?

          • kalder

            Ty go tak nazwałeś i może jest coś na rzeczy – ja z pewnością z pogrzebu matki nie robiłbym kolejnej politycznej demonstracji ze ściąganiem aktywistów z całej Polski.

            Moja matka umarła, nie było na pogrzebie “aktywu” a zarazem nie pochowałem jej w czarnym worku itp Jest to możliwe, uwierz. Nie dawałem przecieków do mediów, ile to ja wydałem na leczenie, adaptację pomieszczeń itp Nie dawałbym tych przecieków nawet gdybym był znany i mogło mnie to podlansować w mediach.

            • eumenes

              Zabawne podejście. Jak umarła moja babcia też “ściągaliśmy aktywistów” i też “podstawiliśmy autobus”. Co gorsza, uważam że to ładny gest.

              Pozdr,

        • Krzysztof Leski

          Nie mieszajmy do tego pogrzebu. Proszę.

          • kalder

            “Dno bez dna” Zgadza się?
            “Prawactwo co tydzień bije rekordy plugawości” Też pasuje.

            To może są inicjatywy podnożków i pupolizów prezesa, ten ostatni mógł to chyba przerwać jednym mruknięciem?

          • nocnik

            no dobra (choć korci mnie okropnie, bo mam tak cudne komentarze na myśli … a jakie linki …); przepraszam, że pociagnąłem temat.

  • miab

    Rafałka rolnika postempowego też już lustrują.
    Tak to rjewalucja czy też wzmożone rozwolnienie pożera własne bachory.
    Gwoli wyjaśnienia mojego wpisu “bydło wybiło się na niepodległość”.
    Zamiast bydło może być:
    dzicz, gawiedź, hałastra, hołota, lumpenproletariat, męty, motłoch, pospólstwo, szumowiny, tałatajstwo, chamstwo, gmin, prostactwo, plebs, prolety, intermendy.
    A najkrócej czerwona hołota czyli klientela kieszonkowych leninków, hitlerków i ojczulkuf przełożonych.
    Tak że zdecydowanie nie “przypadkowe społeczeństwo” tylko cedzone.
    W “przypadkowym społeczeństwie” takiej dozy głupoty i zbydlęcenia nie udaje się zaobserwować.
    Na marginesie znana wolska pożyczkobiorczyni i biografopatka Kania to też jest moja łulubienica od dawna

    • daje się zauważyć, daje… trza tylko nie odwracać wzroku… Ot chociażby ten z mikrofonem …
      Gwoli wyjaśnienia – nie chodziło mi o porównanie “społeczności” ale o porównanie sposobu prezentowania “diagnozy” … Jeśli miałbym wybrać pomiędzy sformułowaniem “bydło” a “przypadkowe społeczeństwo” wybrałbym to drugie… Tot tak, by swoim prostactwem nie straszyć …

  • @Krzysztof Leski
    Dzięki za link do ciekawego artykułu. Nigdy dość grzebania w życiorysach osób publicznych. Zatem podwójne dzięki za hint nt. Doroty Kani. Pełna jawność to podstawa zdrowej debaty publicznej.

    W zw. z powyższym uważam Twoje utyskiwania za cokolwiek przesadne.

    Z lektury historii dowiedzieć się można, że demokracja nie ma NIC (nada, niente, nicht) wspólnego z elegancją, dobrym tonem, czy choćby elementarnym poczuciem smaku. Z drugiej strony, powinniśmy się przyzwyczaić, że nie ma, nie było i zapewne nie będzie takiego kraju demokratycznego, w którym czołowe postaci życia publicznego nie byłyby choć troszeczkę zamieszane w szemrane interesy. Ergo, od obywateli oczekiwać należy dojrzałości: winni sami, we własnym sumieniu osądzić, który rodzaj świństwa uważają za dyskwalifikujący, a na który warto przymknąć oczy. Ale przede wszystkim ważna jest informacja! Im więcej wiemy, tym większa szansa, że nasz osąd będzie zgodny z naszymi intencjami. I o to w gruncie rzeczy chodzi.

    • Krzysztof Leski

      Życiorysach – ok. Drzewach genealogicznych – nie.

      • Napisałem tu długaśną polemikę, ale ją skreśliłem. To w końcu komcio jest, trzeba krótko:

        Szkodliwe w tym wszystkim jest, jeżeli czesanie powiązań zatacza tak szerokie kręgi, że aż absurdalne. Ale to nie matematyka, tutaj nie da się znaleźć ścisłych granic, dlatego tak sobie dyskutujemy ;-) Ja uważam, że w dzisiejszych czasach warto polityków i dziennikarzy prześwietlać z pochodzenia, skoro wychodzi, że jakaś prawidłowość się tu układa. Może to spiskowa teoria dziejów, ale ja raczej stawiam na solidarność plemienną.

        I przypomina mi się skądś wypowiedź jakiejś hrabiny (tuż po IIWŚ) na oburzenie, że komusze prostactwo wprowadza się do pałaców władzy (parafrazuję, nie pamiętam cytatu): Ależ Władziu, oni teraz wchodzą w łapciach na parkiety, ale potem zechcą się od nas uczyć, jak jeść nożem i widelcem, a my zechcemy wydać za nich swoje córki! To normalna kolej rzeczy.

        Problem polega na tym, że mówimy teraz o tym drugim pokoleniu, tych synów, co to z córkami hrabiny. A wciąż żyją ci, co pamiętają. Popatrz na Rosję – tam nie ma takiego problemu. Kto pamiętał, już dawno nie żyje. Powstają nowiutkie elity, jak spod igły. Sam nie wiem, która droga lepsza/gorsza.

      • Ja bym dopuścił nawet te drzewa genealogiczne; ale jako ‘szkic do [pogłębionego] portretu’ (osób, środowisk itd.) – a nie jako wyciąganą doraźnie konkretną pałę do przywalania w nader konkretnych sprawach ;)

        • TRad

          O właśnie! Porządna, przeglądowa kwerenda. Pozwalająca sprawdzić, czy kolportowana przez prawactwo koncepcja powiązań medioctwa z esbecją jest zgodna z rzeczywistością.

  • TRad

    Dwie sprawy.

    Dzieci nie odpowiadają za winy ojców, to jasne i oczywiste.

    Ale. Ciekawe, że którego infocelebryty by nie poskrobać po genealogii, to pojawiają się postaci z bardzo ponurych sfer.

    O samych mediotach to wiele nie mówi (ba, Traugutt był wzorowym oficerem armii rosyjskiej, tłumił powstanie na Węgrzech, walczył w wojnie krymskiej – a braku _patriotyzmu_ nawet prawacy mu nie zarzucą), natomiast wiele o mechanizmach kształtowania się postpeerelowskich elit.

    No i warto pamiętać, że za każdym mediotą z odpowiednim rodzinnym wsparciem można by prawdopodobnie odkryć dziesięciu ludzi, którzy byliby co najmniej równie dobrzy, ale zabrakło im odpowiednich rodziców.

    Krótko: o ludziach te historie mówią niewiele, ale o systemie bardzo dużo.

    • Krzysztof Leski

      “Którego by…”? Jakieś statystyki w tej mierze?

      • Ufka

        Nie komentowałam nigdzie, nie pisałam notki bo pod notką bym musiała chyba zablokować wszystkie komentarze. Teraz Ziemkiewicz vs Żydzi. To jak rozumiem są najważniejsze problemy współczesnych Polaków. Czekam na odcinek Lisicki vs Karnowscy.
        Może coś skrobnę wieczorem ale teraz w gotowości bojowej bo zaraz kolęda

        • a zwiastun serialu L. vs K. już na portalu tych drugich wisi … Pośrednio dowalono w ten sposób i Latkowskiemu (jeśli powód zmian jest taki jak sugerują to wstyd brać zwolniony fotel naczelnego)… Już zasługi za “młodego” Tuska i AG poszły w niepamięć… na salonie też już nieśmiałe aluzje…
          Chyba jednak chodzi o kasę… Tak jak nie ma miejsca na dwa tabloidy, na dwa tygodniki opinii nazwijmy to “centrowe” , tak nie ma miejsca na dwa (trzy ?) ośrodki “niepokornych” … Ktoś musiał by być “niepokorny” bardziej a ktoś inny mniej… Trwa właśnie ustalanie hierarchii “niepokorności”…
          Żeby nie było – każdy na siebie musi zarobić, ale nie wiem czy taka metoda walki z konkurencją jest godna uznania …

      • TRad

        A jak zrobić statystyki, skoro domagasz się zakazu grzebania w genealogii?

        • Krzysztof Leski

          A kto napisał, że kogo nie poksrobać…

          • TRad

            Jam napisał. I podtrzymuję. U tych, u których poskrobano, wylazło. Pewnie, próba nie jest ani reprezentatywna, ani losowa (bo upubliczniono wyniki skrobania tylko u tych, u których wylazło). No ale Twoje podejście – absolutny zakaz skrobania – w ogóle uniemożliwiłoby taką dyskusję. A przyznasz, że sensowna kwerenda powiedziałaby nam o ustroju rzeczy, których obecnie możemy się tylko domyślać.

            Wcale się nie upieram, że dane podparłyby moją tezę. I zdziwię Cię: bardzo bym się ucieszył, gdyby była ona fałszywa. Bo chciałbym żyć w świecie, w którym byłaby fałszywa.

            NB sprzeciw salonu wobec “takich metod” mógłby sugerować, że jest coś na rzeczy. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, aby GazWyb i okolice protestowały bo “fi donc”. Najpewniej grzebanie w genealogiach ich sojuszników ideowych czy politycznycyh jest dla nich niekorzystne i tyle.

            • A przyznasz, że sensowna kwerenda powiedziałaby nam o ustroju rzeczy, których obecnie możemy się tylko domyślać.

              Wcale się nie upieram, że dane podparłyby moją tezę. I zdziwię Cię: bardzo bym się ucieszył, gdyby była ona fałszywa. Bo chciałbym żyć w świecie, w którym byłaby fałszywa.
              Otóż to. Jak nie pogrzebiesz, to możesz się jedynie domyślać – ale czego? Potem jeden z drugim mądrala wyśmieje Cię, że tworzysz spiskowe teorie… Powiązań rodzinnych, towarzyskich, zawodowych do zlustrowania jest bez liku, znacznie więcej niż lustrowanych osób. Wyobrażasz sobie skalę? Czego tu się bać? Może powstała by rozmyta mgła, z której prędzej czy później musiałoby wyjść, że każdy z każdym…
              Z drugiej strony powiadają, że od dowolnego człowieka na świecie dzieli nas nie więcej niż 7 uścisków dłoni. Policzyłem. Od Obamy dzieli mnie nie więcej niż 4 (piąty to sam Obama). Jest to jakieś pole do nadużyć.

              Jednak ja zawsze będę obstawał za jawnością i przejrzystością spraw osób publicznych. A ponieważ dziennikarze są dziś osobami publicznymi (w odróżnieniu od celebrytów, którzy są zbiorem wszystkich, łącznie z tymi znanymi z tego, że są znani), jawność powinna dotyczyć także ich.

              Taka sama jawność powinna dotyczyć świata tak zwanego biznesu, w obszarze realizacji zamówień publicznych. Nie tylko upublicznienie umów. Ale od pewnej wysokości zamówień dostępność danych do wykonania kwerendy powiązań.

              I rzeczywiście nie chodzi o pałę, a jedynie o wiedzę. Nie hańbi przecież Cioci Kloci, że chodziła do liceum z Ochabówną. To się zdarza. Ale jeżeli Ciocia Klocia zarobiła 20mln na realizacji zamówienia spółki skarbu państwa, której dyrektorem jest syn Ochabówny – powinniśmy mieć dostęp do tej informacji, czyż nie?

              Taka informacja nie jest oskarżeniem. Powiązania towarzyskie, albo inne, mogą być atutem, nie słabością. Pod warunkiem, że sprawy publiczne wydarzają się przejrzyście i jawnie.

              Po prostu. Chcesz zachować prywatność – trzymaj się z dala od spraw publicznych.

              • TRad

                Bez przesady. Powiązania towarzyskie to cywilizacyjna norma.

                Tutaj idzie o coś innego. O hipotetyczny trend niewystępujący w innych krajach: że rodzinne powiązania z komunistycznymi służbami bezpieczeństwa pomagają w karierze laaata całe po upadku komuny. Czy, silniejsza hipoteza, że do zrobienia kariery w mediach takie powiązania były w pewnym okresie omal konieczne.

                • Ależ ja się zgadzam, że każdy ma jakieś powiązania. Jeno, jak zwróciłeś uwagę, u nasz wychodzą z nich dziwne i niesprawiedliwe rzeczy. Stąd odruchowo powiązania postrzegane są jako coś wstydliwego, co należy ukrywać, nawet, jeżeli są to zwykłe, ludzkie znajomości, które w świecie biznesu stanowią atut, nie przeszkodę i są podstawą dobrze funkcjonującego społeczeństwa.

                  Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że największym grzechem komuny było właśnie takie odwrócenie wartości, namieszanie ludziom w głowach, że dziś do najprostszych spraw dochodzimy drogą głębokiego namysłu, a i tak nie zawsze się udaje.

            • Krzysztof Leski

              Część prywatności osób publicznych też podlega ochronie. Ta, która nie ma związku z ich publiczną działalnością. A rodzina nie ma.

        • trzykroki

          No właśnie. Gospodarz zafundował nam bezwiednie paragraf 22.

    • Ufka

      Ale to dotyczy wszystkich – i nie tylko dziennikarzy i nie tylko “nieciekawych”.
      Popatrz na rodziny prawników, lekarzy, aktorów. Trudno czasami dojść co jest talentem,co wychowaniem w odpowiednim środowisku a co odpowiednimi znajomościami. Trzeba stworzyć prawdziwa konkurencję – wszędzie – ale ja chyba tego nie doczekam

      • TRad

        Prawie zupełnie nie a propos, ale mi się skojarzyło, gdy wspomniałaś o aktorach etc.

        Gyorgi Spiro napisał kiedyś sztukę “Szalbierz”, o wileńskim występie Bogusławskiego (świetna realizacja teatru TV z Łomnickim w roli głównej). Jedną z postaci drugoplanowych był szubrawy dziennikarzyna o nazwisku Chodźko. Aliści w polskim tłumaczeniu jego nazwisko brzmi – Psarski. Dlaczego? Bo dziadek żony Andrzeja Wajdy nazywał się Chodźko i Wajda zainterweniował, żeby nie robić małżonce przykrości.

        No i gdyby zakazać grzebania w genealogii taka ladna dykteryjka nigdy by nie powstała :)

        Swoją drogą ciekawa byłaby lustracja naszych “elit” pod tym względem. Jak bardzo powiązania rodzinne z peerelowskim aparatem bezpieczeństwa ułatwia karierę w III (i IV :) RP.

    • eumenes

      “Dzieci nie odpowiadają za winy ojców, to jasne i oczywiste.”

      O dziwo – ale nie mogę się zgodzić. To jest jak z masą spadkową: albo zrzekasz się wszystkiego albo bierzesz wszystko razem z długami.
      Panie i panowie, którzy na co dzień czerpią spore zyski z grzechów rodziców (komunistyczne majątki, znajomości, interesy) mogą być z tych grzechów rozliczani na równi z rodzicami. Zwłaszcza że ci rodzice też się z tych grzechów w większości nie rozliczyli.

      Jak ukradnę Jaguara i przepiszę na syna to też mi napiszesz, że moje grzechy na niego nie przechodzą? Przechodzą razem z Jaguarem.

      Pozdr,

      • TRad

        Absolutny brak zgody. Jedną z naczelnych zasad naszej cywilizacji jest odpowiedzialność INDYWIDUALNA.

        Obarczanie dzieci odpowiedzialnością za czyny rodziców – to bolszewizm. Kategorycznie odmawiam posługiwania się schematami myślowymi z takim rodowodem. Jeżeli je przyjmiemy – będzie to świadczyć o pośmiertnym zwycięstwie tej zbrodniczej ideologii.

        • Eumenes chyba pisze o sytuacji, kiedy ktoś czerpie korzyść z grzechu drugiego. W takiej sytuacji, mimo odpowiedzialności indywidualnie, ponosi cząstkową odpowiedzialność, choćby tylko w ocenie innych, za ten grzech.

          • eumenes

            Sytuacja jest dość prosta.

            Mamy dwóch ludzi. Jeden akowiec, za PRLu torturowany, szykanowany, pozbawiony możliwości pracy i studiów. Majątku nie ma, zdrowie mu zabrali, dzieci ze studiów wywalono, pracy nie mają.

            Drugi esbek, który go torturował. Majątek zgromadził, w dobrym zdrowiu, wykształcony, dzieci wysłał za granicę, mieszkają w pięknej willi zabranej jakiemuś biedakowi za komuny.

            Mamy też dzieci tej dwójki. Pozycja tych dzieci wynika wprost z niesprawiedliwości zadanej/której dopuścili się ich rodzice. Co więcej – wciąż się powiększa bo esbek dostaje wypasioną emeryturę (nawet po obniżkach) a akowiec głodową.

            Owe dzieci na co dzień korzystają z pozycji, którą uzyskały pasąc się czyjąś krwią i krzywdą. Co więcej – ich polityczne poglądy wprost to odzwierciedlają, nie odcięły się od działalności rodziców, nie oddały nakradzionego dobra, nie próbowały zadośćuczynić ofiarom. Rozumiem, że ktoś uważa że nie należy ich wieszać – ale czemu nie wolno o tym mówić? Przecież to się wprost wiąże.

            Całość jako żywo przypomina mi pisowców, którzy wypominają Bartoszewskiemu brak studiów…

            Pozdr,

        • Atticus

          @TRad
          Dlatego prosze nie absolutyzowac. Zreszta tak jak pisal pan wyzej.

          Jak sprawa ma sie do indywidualnej odpowiedzialnosci? Za za FOZZ ma isc prezenterka TVN do wiezienia?
          Rozmawiamy nie o odpowiedzialnosci za cokolwiek, tylko o zakresie wiedzy o osobach publicznych i mechanizmach awansu.

          • TRad

            Nie ma “iść do więzienia”. I nie chodzi mi o wiedze o konkretnych osobach. Np. na moją opinię o p.Lisie mają wpływ jego wypowiedzi i działania na forum publicznym, a nie to, co robili jego rodzice.

            Wiedza o rodzicach p.Lisa jest mi potrzebna do podparcia mojej opinii o _systemie_. Spora róznica.

            • Atticus

              Wiedza o konkretnych osobach jest jedyna wiedza, ktora jest wiedza.

              Fakt, Lis zachowuje sie wystarczajaco zenujaco.
              Alez istotnie. Przeciez o to chodzi – wiedze o systemie.

              Natomiast upieralbym sie przy tym, ze istnieje zwiazek pomiedzy umocowaniem w systemie, gdy raz sie zgodzimy, ze cos jest na rzeczy, ze stopniem bezkarnosci i dowolnosci w zachowaniu Lisa – ktore pan chce w odizolowaniu oceniac.

            • Krzysztof Leski

              Wiedza o rodzicach p.Lisa jest mi potrzebna do podparcia mojej opinii o _systemie_.

              To pozór wiedzy czyli bzdura. Od biedy istotne byłoby, czy rodzice, ich “pozycja”, w jakiś sposób pomogli Lisoowi w karierze. U jej progu znałem go bardzo blisko i informuję, że rozmiar owej pomocy wynosił zero.

              • TRad

                P.Lis jest tu tylko przykładem. I, wybacz Krzysztofie, nie sądzę, abyś mógł to wiedzieć na pewno, że nie pomogli. To jedynie ówcześni przełożeni p.Lisa mogą wiedzieć. Ludzie którzy podjęli decyzję, aby go zatrudnić, wpuścić na wizję, wyslać do USA etc.

                • Krzysztof Leski

                  Wiem. Nie mieli jak pomóc. A do USA wysłał się właściwie sam odrzucając propozycję zostania głównym prezenterem “Wiadomości”, bo uznał, że za mało jeszcze umie.

              • Atticus

                Lis jest takoz przykladem.
                I zgadzam sie z TRadem, ze na czole nie mial napisane.

                To tak jakby napisac: znalem Xsinskiego w latach 80. Nie widac bylo po nim, zeby byl agentem. Wiec nie byl.
                Co to w ogole za rozumowanie by bylo?
                Jest naciagane, ale pokazuje sedno – pan moze przypuszczac, a ja moge te przypuszczenia brac za silne i swoje, albo za nieuzasadnione.

                • Krzysztof Leski

                  A co lokalny kacyk PZPR z zielonogórskiego mógł zdziałać w TVP w latach 1990, 1991, 1992? Nie bądźmy śmieszni.

                  • Atticus

                    A gdyby nie artykul Kani, to skad by pan wiedzial, ze ojciec Lisa byl cyt. “lokalnym kacykiem z zielonogorskiego”? Chwalil sie tym w gmachu na Woronicza?

                    To bardzo przykre musialo byc dla niego. Droga Haniu, Twoj papa, to jednak inna liga, moj ledwo, ze lokalny kacyk.
                    Jak bogackiego, ze Galczynski sie przypomina z wierszem Maturzysci.

                    A bardziej serio – nie wiem, co mogl zdzialac lokalny kacyk z zielonogorskiego w TVP. Skwitowanie tego smiechem jest dosc ekstrawaganckie.
                    Raz, ze to nominalizm, a przy niecheci do dociekan Kanii, ma pan ten nominalizm, bo go chce miec.
                    Dwa, bywaja w Polsce sprawy powiatowe, o skali huraganu.

                    • Krzysztof Leski

                      Owszem, mówił mi coś takiego. Na Woronicza przez całe lata 90. byłem niemal codziennie. Na Pl. Powstańców też. Naprawdę trzeba by jeszcze dużo, dużo większej depresji, bym się nie uśmiał z tezy, że pan dyrektor od świnek i nasion gdzieś tam w zielonogórskim mógł coś tam zdziałać.

                    • Atticus

                      @ K. Leski z 4.10

                      A wiec jest konkret.
                      Lis tego nie kryl. A panska znajomosc TV z owego okresu pozwala sadzic, ze nie mogl stary Lis pomoc synowi.

                      I to stwierdzenie dostalem o 4 nad ranem, gdy w normalnym czasie antenowym czytalem, ze dno, etc.

                      Gdyby pan zaczal od tego, to jedno byloby z glowy.

                  • TRad

                    O tym właśnie dyskutujemy. Nie wiemy, mógł, czy nie mógł. Jeżeli znał właściwe osoby, to mógł.

                    Ty proponujesz podejście analityczne: bierzemy jednego “lisa” po drugim i sprawdzamy, czy w karierze pomagali mu rodzice. IMO jest to nierealistyczne, bo jeżeli istniały niejawne powiązania (a hipoteza brzmi: więzi z peerelowskim aparatem przymusu pomagały i pomagają w karierze w III RP) między rodzicami p.Lisa i decydentami w TVP, to się tego nie wykryje po blisko ćwierćwieczu. Jak? Toż nawet gdyby ówcześni decydenci poparli taką hipotezę, należałoby ich wypowiedzi traktować cum grano salis.

                    Ja proponuję podejście syntetyczne. Bierzemy czołowych kilkudziesięciu mediotów i sprawdzamy, ile z nich pochodzi z rodzin “esbeckich” (nie traktuj tylko, proszę, tego przymiotnika literalnie). Jeżeli okaże się, że jeden na dwudziestu, to hipoteza pada. Jeżeli jeden na dwóch, to z trudem przyszłoby mi uwierzyć w Twoją tezę, że oni wszyscy “tymi ręcamy”.

                    Zacytuję dzisiejszy feleiton p.Graczyka z interii:
                    “w przypadku Tuleyi może nam to coś mówi o socjologii władzy sądowniczej w Polsce. Może sędzia nie jest tu odosobniony i znaczna część tych ludzi ma PRL-owskie korzenie, a jeśli tak jest, to nam daje wyobrażenie o odrębności/ ciągłości elit władzy pomiędzy PRL a III RP”.

                    I o to mi chodzi. Nie o nawalanie maczugą po głowach pp.Lisa i Tuleyi, ale o informację o stanie systemu.

                    • “Bierzemy czołowych kilkudziesięciu mediotów” – pomysł dobry, tylko jakie kryterium czołowości?

                      Dla mnie RAZ, Semka, Wildstein, Karnowscy, Sakiewicz czy Terlikowski są w ścisłej czołówce polskich mediów. Ale zdaję sobie sprawę, że nazwiska i twarze pań prezentujących prognozę pogody bywają wielu rodakom lepiej znane.

                      Niedawno Janina Jankowska w komentarzu na swoim blogu jako wzorce dziennikarstwa przywołała nazwiska reporterów PR. Tak się składa, że znam te nazwiska i z przyjemnością przytaknąłem JJ. Dwa komentarze niżej widnieje dość ordynarna kpina, że ci ludzie są nikim, że są jak redaktorzy pism dla działkowców.

                      Jakich byś nie wybrał metod doboru próby, zawsze ktoś ją zakwestionuje i stwierdzi, że “tak naprawdę” to główny ton mediom nadaje ktoś inny.

                    • Atticus

                      @ TRad,

                      O dziekuje. Ladnie powiedziane, wiec przylaczam sie do opcji podejscia syntetycznego.

        • eumenes

          To już było. Robi się tak – kradnie się dużo pieniędzy a potem przepisuje na rodzinę, odsiaduje roczek czy dwa i wszyscy są zadowoleni, tak?
          No i nie mieszajmy do tego cywilizacji – zwykle było tak, że najpierw się poprzedników wieszało, dzieci pozbawiało majątku i wyganiało z państwa i DOPIERO POTEM było cywilizowanie, prawo rzymskie, itp., itd.

          Pozdr

          • TRad

            I to wieszanie, wyrzucanie etc nazywamy barbarią.

            Ja pozostanę po stronie cywilizacji judeochrześcijańskiej, z jej koncepcją odpowiedzialności indywidualnej.

            Być może zwycięży bolszewizm z odpowiedzialnościa zbiorową – ale proszę pamiętać, że ja byłem przeciw.

            • eumenes

              Nie, nie nazywa się barbarią tylko sprawiedliwością, bo historię piszą zwycięzcy. Dzieci esesmanów nie pozostawiono na majątkach co to sobie ich ojcowie porozdzielali tylko wypieprzono ich na pysk – nie tylko z Polski. Procesy norymberskie odbyły się z całkowitym pogwałceniem prawa międzynarodowego ale nikt poza prawnikami nie nazywa tego “barbarią” – tylko właśnie sprawiedliwością. W gruncie rzeczy barbarzyństwem byłoby właśnie postąpienie tak, jak proponujesz Ty. Bo oznaczałoby że skrzywdzono nie tylko ofiary ale także ich dzieci a zbrodnia w gruncie rzeczy popłaca.

              Pozdr,

              • TRad

                Nie dogadamy się. Zemsta na dzieciach za grzechy ojcow jest kompletnie sprzeczna z naszą cywilizacją.

                Pisząc, że “historię piszą zwycięzcy” opowiadasz się za systemem wartości Stalina. “Nasze dieło prawoje, my pobiedili”. Jesteś przykładem pośmiertnego zwycięstwa peerelowskiej indoktrynacji. Nawet, jeżeli urodziłeś się na tyle późno, aby do szkół peerelowskich nie chodzić.

                • eumenes

                  Bzdura. Ty jesteś za tym, żeby hitlerowskim dzieciom zwrócić polskie dworki, mieszkania w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku – bo przecież one nie są/były winne temu co robili ich rodzice.

                  Tu nie chodzi o żadną “zemstę” tylko o czystą, prawdziwą, surową sprawiedliwość. To co Twój ojciec nakradł masz oddać z procentem BO CI SIĘ TO NIE NALEŻY. A jak chcesz zatrzymać – to musisz wynagrodzić ofiarom Twego ojca i ich dzieciom wyrządzone krzywdy z procentem.

                  To jest właśnie cywilizacja zachodnia, natomiast postPRL to jest raczej to co mamy – gdzie okradziony musi dopłacać złodziejowi.

                  Pozdr,

                  • “Oddać z procentem” — idea piękna, ale wiemy wszyscy, że to niemożliwe w skali masowej.

                    Reperacje wojenne nałożone na Niemcy w Wersalu może i były sprawiedliwą kalkulacją strat, jednak nie doprowadziły do niczego dobrego. Po II wojnie jest znacznie gorzej. Zagrabione mienie poprzechodziło z rąk do rąk, poprzekraczało granice, albo granice je przekroczyły. Prawowici dziedzice nierzadko zginęli lub za grosze przekazali tytuł prawny spekulantom i wszyscy wiemy, że restytucja musi być mniej lub bardziej symboliczna.

                    Przykładów jest legion. Ot — zwrot mienia pożydowskiego. Zagrabione przez hitlerowców, przejęte przez PRL, w większości popadłe w ruinę. W większości brak dziedziców. Zwracać trzeba. Ale z “procentem”? Jakim? Komu?

                    Inny przykład: Giesche S.A. Należy przekazać tej spółce pół Katowic, z osiedlami Giszowiec i Nikiszowiec? Wszystkie kopalnie i złoża? Z procentem za ponad pół wieku eksploatacji?

                    Oczywiście, jestem zwolennikiem reprywatyzacji — ale 20 lat po końcu komuny i ponad 70 po końcu przedwojennego świata gadanie o zwrocie “z procentem” jest puste.

                    Wreszcie, nawet denazyfikacja w Niemczech (przeprowadzona jednak przez okupantów!) nie sięgała aż tak daleko. Zasadniczym czynnikiem decydującym o utracie mienia była geografia, a nie skala zaangażowania w reżim Hitlera, czy odniesione korzyści. Przykład: Ferdynand Porsche odsiedział swoje w więzieniu, ale jego rodzina dziś dysponuje niezłą fortunką. Rozważania, w jakiej części jej źródła tkwią w karierze genialnego inżyniera w nazistowskich Niemczech są bezcelowe.

                    • eumenes

                      Oczywiście że nie jest możliwe, choćby z tego powodu że w ’89 to przecież nie Solidarność wygrała tylko komuchy.

                      Zwrot mienia pożydowskiego – ale komu? Dzieciom? Niemcy powinni wypłacić stosowne odszkodowanie, za które dzieci mogłyby sobie odkupić mienie stałe (o ile jest i jest w gestii państwa) lub wydać w inny sposób.

                      Giesche S.A. – niby czemu?

                      Tyle że my tu nie mówimy nawet o tym, żeby cokolwiek zwracać, Krzysiek i Trad zabraniają nam nawet o tym MÓWIĆ. Więc widzisz – ktoś Ci ukradł samochód, oddał synowi a Ty jesteś ostatnim chamem bo ośmieliłeś się o tym wspomnieć w jakiejś rozmowie. Wara Ci od tego samochodu bo to stalinizm w czystej postaci (jak raczył zauważyć Trad).

                      Pozdr, ;)

                    • A więc właśnie. Mówić należy. Pamiętać trzeba.

                      Ale przy słowach “powinien oddać z procentem” trzeba umieszczać gwiazdkę do przypisu “to jednak jest niemożliwe i bezcelowe, więc chodzi o symboliczny akt sprawiedliwości”.

                      W każdej epoce elita polityczno-ekonomiczna korzystała z przewagi nad resztą społeczeństwa. U progu PRL dokonała się siłowa wymiana elit, czyli poniekąd rewolucja. Po PRL nie dokonała się restauracja. To oczywiście sukces czerwonych. Ale czy porażka “Solidarności”? A czy “S” walczyła o restaurację? Nie. Wśród 21 postulatów była np. likwidacja peweksów (a więc przywilejów w dostępie do dóbr), ale przecież nie zwrot mienia z dekretu Bieruta czy reformy rolnej. I nie było go nie tylko przez polityczny realizm.

                      Bliżej było do rewolucji (odebrania majątku i przywilejów niesprawiedliwie dominującym elitom) niż restauracji (oddania majątku i przywilejów dawnym elitom).

                      Nie łudźmy się: nie ma społeczeństw “bezklasowych”. Gdyby dokonała się rewolucja, dziś też mielibyśmy jakieś dysponujące przewagą elity. Może nie byliby to potomkowie czerwonych, ale jacyś zięciowie ojca Goriot.

                    • eumenes

                      Panie Odyssie,

                      zgoda.

                      Pozdrowienia dla Penelopy,

                  • TRad

                    Bzdura. Ty jesteś za tym, żeby hitlerowskim dzieciom zwrócić polskie dworki, mieszkania w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku – bo przecież one nie są/były winne temu co robili ich rodzice.
                    ==========================================

                    Kłamiesz. Odwołaj i przeproś, albo będę Cię miał za hetkę z pętelką.

      • Krzysztof Leski

        Eumenesie, masy spadkowej można nie przyjąć. A mieszanie przeszłości rodziców do tej masy jest absurdem. “Czerpią zyski”? Jakie, w jaki sposob?

        Podchwytliwe pytanie: córkę Urbana zaliczysz do nich?

  • lchlip

    Odpowiedz JJ na obronczy tekst Sakiewicza w ktorym bezczelnosc, demagogia i Po Prostu klamstwa nadaja ton, pokazuje jak bardzo mozna sie przestraszyc i upolorzyc. To juz nie podtrzymywanie swoich tez i udawadnianie wypaczen lecz pokorne przeprosiny i tlumaczenie sie przed bezczelnym demagogiem. Jak bardzo JJ przestraszyla sie swojego tekstu jest zenujacym przykladem kladzenia uszu po sobie.
    Jest zalosnym ogladanie jak inwektywy potrafia ustawic do pionu i nawet panią Jankowską zmusic do korzenia sie przed takim typkiem jak Sakiewicz.

  • Atticus

    1. Bardzo trudno byloby dyskutowac przy poziomie emocji jakie pan zdradza w tym tekscie.

    2. Gwaltownosci emocji nie potrafie sobie wytlumaczyc inaczej niz tym, ze kazdy jest przekonany w 100% o swojej racji. W 100! 100! STU! Pan i Dorota Kania tez.

    3. Zabawne, pisze pan zeby nie dyskutowac o drzewach genealogicznych. A czymze jest demokracja, jesli nie systemem ktory geneaologii stara sie stanac na drodze?
    No coz. Ja nazywam sie Jagiello. Moj syn Wladyslaw, a drugi Kazimierz. Tacy obaj zdolni, ze kazdy jeden krolem zostal.

    4. Pisze powyzsze, bo rzecz jest arcywazna. U zarania III RP stworzono katalog zasad. Tak pieknych, ze myslalby kto, ze III RP bedzie rajem na ziemi. Nie patrzymy w dokumenty tylko na ludzi, zyciorysy. Wybaczmy!. Odkreslamy! Liberalizujemy! Wolnosc gospodarcza, ze isc i sie bogacic.
    W praktyce wyszed syf. Ani pan, ani pani Jankowska nie widza potrzeby weryfikacji owych zasad. W szczegolnosci, ze nie wydaje mi sie, zeby pochodzily np. ze swiata, raczej z potrzeby ducha inteligencji przelomu systemow.

    5. Udawanie, ze czescia III RP nie jest dynastycznosc rodzinno-sluzbowa, o zabarwieniu resortowym jest dzialaniem niepojetym. Mozna sie spierac o skale, mozna sie spierac o znaczenie, ale nie o fakt, wydaje mi sie.

    6. Pan dokonal wlasnie majatkowej lustracji Doroty Kanii. Co dalej?
    Jesli Kania kupila za pieniadze aferzysty, to jak sie to ma do prawdziwosci zdan ktore wyglasza? Za czyje kupil w takim razie powiedzmy Hajdarowicz? Bo dowiedzialem sie, ze jako wlasciciel ma wszelkie prawa zwiazane z uswieconym prawem wlasnosci?
    Czy aby tak bylo jak pan pisze z mieszkaniem Kani?

    • Krzysztof Leski

      Ad 1. Po raz kolejny używa Pan tego “argumentu”. Jaka jest jego waga?
      Ad 2. Twierdzi Pan, że popełniam podłość analogiczną do tej popełnionej przez Kanię?
      Ad 3. Demokracja nie staje na drodze genealogii, lecz protekcjonizmowi. Pomieszanie pojęć.
      Ad 4. Tu Pan najzwyczajniej kłamie, bo pisałem o “grubej kresce” wiele, a pod tymi tekstami są Pana komenarze.
      Ad 5. Jest w takim stopniu, jak w wielu demokracji zachodnich. Istnieje, ale nie dominuje.
      Ad 6. Nie. Nie chodzi o prawdziwość tez. Zauważyłem, że moralne patenty przydziela i odbiera (np. za to, że ktoś z rodziny “pojawia się w aktach” sprawy FOZZ!!!!!!!!!!!) ktoś, kto sam jest bezpośrednio i znacznie bardziej podejrzany w tych właśnie kategoriach. A jak było? Kania potwierdziła wszystko, twierdziła jednak, że nie wiedziała, od kogo pożycza.

      • Atticus

        1. To nie argument – to obserwacja. Tekst nasycony wyrazeniami: prawactwo, plugawosc, dno – zdradza emocje, czyz nie? Nie liczylem, czy juz go uzywalem, a jesli tak to nie zlosliwie, ani bo ja wiem, z prosba o samozdyscyplinowanie, po prostu zauwazam emocje.
        2. O, otoz to. Nie twierdze. Twierdze tylko, ze na mekach mowilbym, ze nie ma nic nagannego w tym, ze sie taka publikacja pojawia. Pan zas jest nia dotkniety do zywego. Zaden z nas (czy Dorota Kania) nie robi chyba tego ze skrzyzowanym palcem z zamiarem oszukania drugiego.
        A scislej nie twierdze, bo Kania opublikowala to, co opublikowala, pan zas to krytykuje. Tu nie ma symetrii w czynnosciach, wiec nie wiem jakim sposobem mozna mowic o symetrii w podlosci, o ktora nie podejrzewam ani pana, ani pani Kani.

        3. Tu bym sie zgodzil. To jest scislejsze. Po namysle dochodze do wniosku, ze co do zasady rozdzielenie rodzicow od dzieci sluzy w demokracji czemu innemu. Np. temu, zeby ktos mogl poweidziec: ojciec byl pijaczyna, matka pijaczyna, a ja dzieki determinacji zostalem nauczycielem akademickim. Demokracja nie sluzy temu, zeby mowic “Tatus jest premierem, a ja prowadze bloga o dupie marynii, a reklamodawcy wala drzwiami i oknami. Nie laczcie tego w calosc.”
        Co do zasady zas tu 9tj w 89r) najwyrazniej demokracja zawiodla, i ja tak rozumiem publikacje Kani.
        Prosze sie nie obrazac, ja po prostu uwazam, ze szczere chceci z 89 r. u jednych, a cynizm u innych dal godne pozalowania rezultaty.

        4. Eeeeeeech. Ok, wiec klamie generalizujac. A scislej neijednokrotnie dal pan wyraz przekonaniu, ze rozdzielenie oceny dzieci o rodzicow bierze pan w jakims absolutnym sensie wykluczajacym dyskusje. I poniewaz z biegiem czasu inaczej patrze na wiele rzeczy, to szukam zrodla przekonania o trwalosci tej zasady. U pani Jankowskiej, ktora w moim pojeciu jak Filip z konopii wyskoczyla z etyka dziennikarska tam gdzie bylo to najmniej potrzebne. Wyskoczyla w sposob, nazwalbym to “zetlaly”. I zetlaly nie dlatego, ze pomieszala go z blotem Dorota Kania, ja, czy prawactwo, ale bezmiarem buty aroganicji, a czesto i ku…. wzieci w obrone przez pania Jankowska celebryci.
        Wiec zgoda, naduzylem rozciagajac sytuacje (1) na wiele zasad, i na (2) na pana.
        Ale panska obrona ludzi ktorzy na nia nie zasluguja,(a i nie potrzebuja niczyjej, bo maja lepsza) oraz zasady, ktora jest tak abstarkcyjna, ze nieskalana – zasluzyla wedlug mnie na sprzeciw.
        5. Nie kazda demokracja zachodnia wyszla z czasow, gdzie system spoleczny wynosil na piedestal kanalie, mendy i kreatury. A co za tym idzie nie w kazdej problem jest na tyle palacy.

        6. Eeee, to nie tak. Po co od razu o jakichs patentach?

        Pan twierdzi, nie sam, ze Kania kupila mieszkania w okolicznosciach kompromitujacych ja moralnie (a moze jako doswiadczona dziennikarke sledcza). A z kolei Kania twierdzi, ze tatus jednego czy drugiego celebryty to zwykla szuja, ktora postawila synala lub core na miejscu, w ktorym na 3 zmiany od 20 lat tloczy sie ludziom szlam do glowy. I nie taki przypadkowy szlam, ale zdozowany i zbalansowany aptekarskim okiem.

        A ja to czytam i jestem wdzieczny tak panu, jak i Kani.
        Ludzie, ktorych napietnuje Kania nie poczuwaja sie do wstydu, kaza sie calowac w dupe.
        Kania sie tlumaczy, a znajac czestosc wykonywania, i losy dziennikarzy sledczych w Polsce, wsrod nich takich ktorych kosci bieleja Bog wie gdzie, to ja jednak mam wieksza sympatie do Kani.
        Co w tym niepojetego?

        • Krzysztof Leski

          1. Epitety. Czasem niezbędne. W felietonie, na blogu. Niekoniecznie efekt emocji. Po prostu publicystyka. Nie przepadam za epitetami, staram się używać ich oszczędnie, ale bywają niezastąpione.
          2. “Dotknięty do żywego”? Patrz wyżej.
          3. Blog Tuskówny ma być dowodem protekcjonizmu??? W każdym kraju blog córki premiera miałby gigantyczne fory.
          4. Nie rozumiem.
          5. Ok.
          6. Otóż nie, Kania nie “twierdzi, ze tatus jednego czy drugiego celebryty to zwykla szuja, ktora postawila synala lub core na miejscu…”. Kania to INSYNUUJE, nie popierając cieniem konkretu. Uprzejmie proszę o info, jakiż to zysk miał lub choćby mógł mieć Lis z ojca w karierze w TVP, czy Pochanke z tego, iż matka “pojawia się w aktach sprawy FOZZ”. Tu jest clou problemu. Pan je pomija.

          • Atticus

            1. Ok.
            2. No widze.
            3. Tak, jak najbardziej. Nie jedyny dowod, a raczej pomniejszy, ale tak.
            Dlatego jak sie spodziewam w innych krajach corki premierow nie prowadza takiej dzialalnosci. To moze syn premiera?
            4. Wiec w skrocie: broni pan zasady, ktorej latwo jest bronic w teorii, bo urocza. Tymczasem chodzi o praktyke. Pkt. 6.
            5.Ok.
            6. Hmmm. Jak taki dowod mialby wygladac?

            Ale dobrze, prosze zatem przynaglic Kanie do lepszej pracy. Tymczasem pan pisze, ze dno.
            Jak zakladam praca w resorcie sama z siebie jeszcze nie czyni czlowieka kanalia? Jeden byl inzynierem, drugi woznym, a trzeci sbkiem.
            Ja nie wiem jaki zysk, ale chcialbym sie dowiedziec. Od pana sie tego nie dowiem, a od Kani byc moze. Byc moze Kania strzeli z kapiszona, a moze nie.

            Natomiast pan stawia teze, ze to mit, wiec tu napotykam na sciane.
            Mit, to mit. Co ja mam powiedziec?
            Dlatego odpowiadajac, byc moze zaden, a moze taki, jaki mialy punkty za pochodzenie w latach 50 na uczelniach.
            Z artykulu Kani, czy z podobnych mozna, po odcedzeniu emocji wyciagnac pewne liczby – tj. ile takich osob jest? Jedna? Piec? dziesiec?

            • Krzysztof Leski

              3. Pan poważnie? Proszę zobaczyć, jak media w USA szaleją po każdym słowie którejś z Obamówien na Twitterze. A one mają coś 11 i 14 lat.

              6.

              Tomasz Lis – syn prominentnego działacza PZPR‑u, dyrektora Stacji Hodowli Zwierząt, oraz – jak wynika z dokumentów IPN‑u – najbliższy krewny jednego z tajnych współpracowników Wojskowej Służby Wewnętrznej – w latach 80. w ramach praktyk studenckich był w NRD na Uniwersytecie im. Karola Marksa w Lipsku. Tam u „przyjaciół” poznawał tajniki dziennikarstwa i nauk politycznych.

              Dwa zdania: zero konkretów, trzy kilo insynuacji. Jaka stacja, jak znacząca, w jakim mieście? “Najbliższy krewny” – czyli??? Nic z tego nie wynika. Chcę zobaczyć, jak szef stacji unasienniania wstawia syna do głównego programu informacyjnego TVP. Tak, to jest dziennikarskie dno w wykonaniu Kani.

              • Atticus

                3. Wiem. Czy zarabiaja na tym?

                6. Czytalem. Czy widze tam insynuacje? Niestety tez.

                Natomiast nie rozumiemy sie w jednym – ja ciesze sie z tego, ze publikacja powstala, nawet jesli miejscami slaba, a miejscami bardzo slaba.

                • Krzysztof Leski

                  3. Dziś pewnie jeszcze nie.
                  6. Zatem nie pojmuję.

                  • Atticus

                    3. Gdy zaczna Obama nie bedzie juz pelnil urzedu.

                    Prosze mnie zle nie zrozumiec – nie wymyslono systemu (i dobrze) stajacego na drodze ludzkim instynktom, w tym wypadku checi zarabiania i zabezpieczenia potomstwa.

                    6. No ciesze sie, bo moze powstanie lepsza. Taka ktora cos rozstrzygnie.

      • TRad

        Ad 5 W tym rzecz, że tego bez “skrobania genealogii” wiedzieć nie będziemy. Bo niby jak?

  • shinobi1981

    Witam. Czytam Pański blog od jakiegoś czasu, mimo, że jestem “prawakiem” (żeby poznać co sądzi “druga strona”).

    No więc do meritum (będzie trochę ostro, ale sam Pan zaczął) – mój dziadek, jako “wróg ludu” nie mógł dostać paszportu, żeby wyjechac do swojego brata w Stanach. Nie mógł ukończyć studiów (patrz Pan wyżej) w przeciwieństwie do czerownego ścierwa, które w uczelniach mogły przebierać. Żeby utrzymać rodzinę, dziadek zapieprzał na składzie kolejowym (fizyczna harówa, która powoli robiła z niego kalekę).

    Czasy obecne – dzieci czerwonego bydła znowu są na szczycie, dzięki koneksjom wśród czerwonego bydła (takie “sprawiedliwe” koleje losu). Oczywiście nie można wypomnieć “słusznego pochodzenia”, bo to jest “oburzające”.
    Naprawdę, kurwa mać, Panie Krzysztofie ?!

    • Krzysztof Leski

      Ostro? Tak sobie. Ale bez sensu. W podobnym tonie o mojej rodzinie mógłbym długo. I od strony Matki i Ojca – nikt, dokładnie nikt wśród najbliższych i średnio bliskich nie należał do PZPR, kilkoro siedziało w stalinowskich więzieniach, wielu miało wielokrotnie gorzej niż Pański dziadek. Nie nabieram żadnych praw z tego tytułu. Podobnie nie tracą ich ci, których rodzice byli po drugiej stronie.
      Akapit drugi to mit. Czysty mit.

  • łoj… spotykają się u Pana “farmerzy” … Znaczy się ,specjaliści od bydła… Wow… prawdziwi “kałboje” …

  • Krzysztofie

    W pierwszym odruchu podzieliłem Twoje oburzenie.

    Ale potem sobie pomyślałem…

    Weźmy taką piosenkarkę jak Lana del Rey. Jej ojciec jest milionerem. Owszem, ma głos, słuch — gdyby nie miała, zapewne pieniądze i wpływy nie pomogłyby jej w karierze (choć pamiętamy Florence Foster Jenkins). Ale wiedza o tym, że miała możliwości dzięki ojcu była i jest istotna dla fanów. Czy to jest oburzające?

    I z drugiej beczki. Właśnie skończyłem Domosławskiego o Kapuścińskim.

    Jest tam znamienna opowieść o jego córce. Zmieniła nawet nazwisko, by istnieć jako graficzka, a nie jako Córka. Przyjechała z wernisażem do Polski. GW zrobiła z nią wywiad. Gdy odmówiła zamieszczania w nim jakichkolwiek wątków wiążących ją ze sławnym ojcem, Gazeta zrezygnowała z publikacji. Była interesująca tylko jako córka Kapu. Czy to jest oburzające?

  • paracelsus

    ojojoj, ostry ból dupy establishmentu i pożytecznych idiotów. niesamowite, że dobry kumpel plugawych skurwysynów z Janem Osieckim na czele ma czelność bredzić o dnie. tu masz Krzysiu o małym rozumku (odwrotnie niż w Kubusiu Puchatku) wypowiedź Geberta szkalującą prof. Krasnodębskiego na podstawie cudzego cytatu. takiego cyrku dawno nie było, ale twoje zblatowanie ze środowiskiem medialnych prostytutek nie pozwala ci na podstrzeganie sporu we właściwych proporcjach. http://wpolityce.pl/artykuly/46189-konstanty-gebert-brutalnie-atakuje-prof-zdzislawa-krasnodebskiego-na-podstawie-nieprawdziwych-cytatow-czy-przeprosi-rownie-mocno-jak-uderzyl “Był, kropka. Zbrodnia…” żadna zbrodnia, czysta informacja. kolejna manipulacja dziennikarskiego ZERA. Paliwoda miał 100% racji.

    • Krzysztof Leski

      Biedny, nieszczęśliwy człowieku, ćwicz ten styl gdzie indziej.

      • nocnik

        faktycznie, styl pozostawia wiele do życzenia, ale info … no … bulwersujace.
        jak było (jesli byłeś) w charleroi?

        • Krzysztof Leski

          Byłem. Marnie. Jakie bulwersujące info?

          • nocnik

            no, te wypowiedzi przypisane osobie, która nie ma z nimi nic wspólnego. czy cos źle odczytałem?

            • nocnik

              wyczytałem tammm, że przeprosił. każdy ma do błędów prawo. no, ale oprzeć tyle tekstu na błędnie przypisanych osobie, której “sie czepiamy”, cytatach to jednak wtopa szczególnie, że jak sam piszesz sroce, to on spod ogona jako dziennikarz nie wypadł.

              • TRad

                Dał plamę. W dodatku przepraszał trochę na zasadzie “no nie moja wina, że notka na blogu była źle zredagowana”.

                Ale przynajmniej nie zastosował tricku pt.”jeżeli ktoś poczuł się urażony” :)

                • nocnik

                  linkuję, co by ciagłość zachować.

                  • testigo

                    @ nocnik/ ciągłość…

                    Z Koszałkowo-Opałkowym pozdrowieniem kronikarskim!

                    Swoją drogą: z Twoich rad jak się poruszać w zawiłościach wklejanek na S24 korzystam do dziś – lista tych Waszych html’owych szyfrów nosi u mnie nazwę pliku ‘nocnik’.

                    Szacun!

                    PS
                    OT – spójrz co się robi, gdy kawa jeszcze nie zaczęła działać:

                    gdym wpisywał twój tytuł wyklawiszowałem “nicnik”
                    - i chwila refleksji: od tego bliziutko do “nicknick”.

                    Czyż nie piękne?

                    • nocnik

                      a no piknie. piję już sam nie wiem którą kawę; łeb mnie [umówmy się, że boli]; chwil kilkanaście już temu, już witałem się z gąską, a tu jak coś nie [użyję tego słowa] spierdolę … a pączków mam siedem z różaną konfiturą. sześć zabiorę do domu a jednego do kawy zjem, ale to już może z kolejną. a za ścianą poważna narada – drą mordy, czyli moja darcia interpretacja – nie pierdolić się – zwalniać..

  • testigo

    Jak zwalniają to znaczy, że będą zatrudniać.

    pamiętaj

    • nocnik

      uwaga techniczna. aby uzyskać ciagłość powinieneś odpowiedzieć (trochę głupie to – fakt) na własny komentarz. wtedy twój komentarz z 10:34 zostałby opublikowany bezpośrednio pod moim itd., czyli powstaje tym sposobem kalasyczny słupek.

      spróbuję zapamiętać, choć zanim się to stanie (to przyjmowanie) to, to mogę już zapomnieć, bo choć pamięć mam jeszcze dobrą, to jednak niestety krótką.

      • testigo

        @ nocnik/ odpowiadać na własny komentarz

        No, taaak, ja to zawsze czegoś “nie ogarnę”…

        “Pamięć dobra, ale krótka” – taż to powiedzonko Smoka Telesfora! :)

        Tylko nie wiem czy trafiłem w słupek… I proszę Cię, nie cytuj tego znanego powiedzinka z boisk szkolnych ;)

        • nocnik

          ileż ja się w piłę w swoim życiu ograłem … i zawsze jak piłka odbita od słupka wpadała od bramki miałem najwiekszą satysfakcję (od poprzeczki też mogło być:) … i w kapsle, w cyza (ogarniasz tą grę?), w państwa lecz nie miasta, czyli polem gry było koło wyrysowane na ziemi podzielone na cztery a czasem na dwa lub trzy, w palanta i … brzozy otrząsałem ze śniegu aż do ziemi przegięte i po twarzy gałęziami gdy wstawały dostałem razy trzy. a sosny różnorakie i świerki wszelakie, tuje, jałowce oraz bzy(?) – nie, no bzy nie – otrzepałem z pomocą szczotki, co to ją zostawił pewnego ranka bałwanek, bo się mu pewnie ubzurało, że zima już nie. i co jeszcze? a! i kącik swój uprzątnąłem jak co wieczór, by gotowy był do porannej medytacji i jeszcze dopiję herbatę, kąpiel i spać, bo padam na pysk.

Leave a Reply