Strach

Jest coś, czego nie reglamentują ani państwa wolne, ani totalitarne. To przychodzi z wiekiem, z dojrzałością. Prawo do strachu. O przyszłość, o bliskich, o siebie.

Trudno było wątpić, że będzie zadyma, ale kto przewidział, że aż taka? Puszka, którą otworzył Jarosław Kaczyński nieszczęsnym wywiadem dla Gazety Polskiej — opowiadając o “bardzo niemiłym zaskoczeniu”, że go nie internowano, o swojej sytuacji “dużo trudniejszej” niż tych siedzących,  o swojej działalności podziemnej — okazała się więzić całe stado Pandor, żę sparafrazuję jednego z najdurniejszych polityków SLD, jakich partia ta kiedykolwiek wydała.

Wszelkie hamulce puściły. Gówno zalało blogosferę, twittera, fejsa, media internetowe i nie tylko. W tym bitewnym szale niemal wszyscy wojownicy zapomnieli już, lub wręcz nigdy nie zauważyli, co właściwie jest przedmiotem sporu. Trwa licytacja, kto gdzie stał, trwa ustawianie siebie i innych na pozycjach, które dziś uchodzić mają za “właściwe”, a najmniej ważne jest to, gdzie dany człowiek stał rzeczywiście, gdzie sam siebie ustawić próbował i próbuje.

Lewactwo jest w euforii. Trudno się dziwić, skoro jego wróg nr 1 sam wystawił się do bicia. Ale warto nie przekraczać granic. Wspominałem już, że mordy otwierać nie powinien ktoś taki, jak Leszek Miller. Bez cienia sugestii, że coś lub kogoś porównuję czy tym bardziej zrównuję — dziś nieco podobnym zarzutem obdarzę Andrzeja Saramonowicza. W publicystycznie, owszem, zgrabnym i ciętym eseju na fejsie (link wprost do fejsa chwilowo nie działa: skasował?) pisze, że gorzej jeszcze niż Kaczyński mają gracze w “Call of Duty”.

Biorąc ów esej dosłownie należy uznać, iż wedle Saramonowicza lęk Kaczyńskiego to strachy na Lachy, bo ryzykował tyle, co gracz przy klawiaturze. Otóż, szanowny Panie Saramonowicz, jeśli nawet uznać takie grepsy za uprawnione w politycznym dyskursie (choć to IMHO wątpliwe), to raczej nie z pańskich ust. Pan miał wtedy 16 lat. Ktoś inny się bał o Pana.

Problem Kaczyńskiego tkwi w tym, że od paru lat, od słynnego “My stoimy tu, gdzie dziś, oni — tam, gdzie stało ZOMO”, kreuje brata i siebie przy okazji na niemal twórcę “Solidarności” i wolnej Polski, zarazem spychając innych w niebyt zdrady i kolaboracji. Ale nie w tym, że sam nic nie robił. Tego i po obecnej drugiej stronie nikt przy zdrowych zmysłach mu nie zarzuca. Nie czyni tego nawet Piotr Piętak, daje co najwyżej do myślenia (IMHO niepotrzebnie używając bardzo mocnych słów), czy Kaczyński nie konfabuluje w sferze niektórych szczegółów.

Spór o znaczenie Kaczyńskich w “Solidarności” będzie pewnie trwał wiecznie i bez rozstrzygnięcia, bo nie prowadzono rankingów. Oglądając z bardzo bliska pracę krajówki “S” i jej prezydium w “karnawale” 1981 oświadczam, że niewątpliwie obaj się tam przewijali. Lech regularnie — zaliczyłbym go co najmniej do Top 100 ówczesnych ludzi “S”. Jarosław znacznie rzadziej i skromniej. Na pewno nie był w Top 500.

Ale nie był też szarym związkowcem. Był dającym się zauważyć pracownikiem regionu Mazowsze. Co więcej, jako dlugoletni współpracownik KOR (stopień aktywności jest tu zupełnie nieistotny) był obserwowany.  Oraz był dorosłym człowiekiem. Dlatego, szanowny Panie Saramonowicz,

miał pełne prawo się bać. Bezpieki i siebie. Własnych wyborów i ich konsekwencji.

Korzystał z czegoś, co nie jest reglamentowane według żadnych kryteriów oprócz wieku, dojrzałości i doświadczeń życiowych: z prawa do strachu. Prawa, z którego korzystanie uchodzi czasem za miarę rozsądku, a nawet mądrości. Prawa, którego przywilej odrzucania pozostawiam głupcom. Prawa, które nie przysługuje zaś, lub przysługuje w stopniu nieporównanie mniejszym, tym, którzy jeszcze nie mają o co się bać, bo nie wiedzą, po co bać by się mieli. Pan jako szesnastolatek w chwili ogłaszania stanu wojennego statystycznie należał do tych ostatnich. Zechce wiec Pan zawahać się chwilę, zanim znów odmówi Pan tego prawa komuś, kto już zdążył strach poznać.

Prawa do strachu przed śmiercią nie nabywa się pośmiertnie, nieprawdaż? Niechże powtórzę, jeśli ktoś jeszcze nie pojął: owo prawo do strachu w nikłym, znikomym stopniu zależy od skali działalności podziemnej. Ba, może się bez niej obejść. Ale nie musi, nie w przypadku Jarosława Kaczyńskiego. Bo trudno zaprzeczyć, że współpracował z KOR-em w latach 1977-80, gdy wymagało to prawdziwej odwagi, gdy w opozycji były setki Polaków, a nie miliony — już sama wzmianka z nazwiskiem w Biuletynie Informacyjnym, choćby nawet bez jednego idącego za tym czynu, groziła represjami. Pracował w Związku w okresie 1980-81, pracował dla niego w stanie wojennym.

Zamiast durnego sporu o rozmiar zasług (tak, wiem, sam w dużej mierze ten spór wywołał), powinien mieć za to medal. Jest swoistą ironią dziejów, że nie ma, choć jego brat szczodrze obdzielił wysokimi odznaczeniami tzw. drugi NZS czyli, przepraszam, dzieciarnię, która zdążyła się załapać na parę ostatnich tygodni walki z komuną. Żeby było jasne — nie pomniejszam walki, kpię z medalowej pary w gwizdek.

Nie mogę nie odnotować faulu Władka Frasyniuka. Faulu bardzo brzydkiego, w stylu ocierającym się o zarzut zdrady. Nie, Kaczyński nie musiał podpisywać lojalki, by po przesłuchaniu wrócić do domu. Wiesz o tym doskonale. Tak, statystycznie rzecz biorąc podpisanie ogromnie zwiększało szansę na taki powrót, ale świetnie wiesz, że było mnóstwo wyjątków. Na pewno setki. W obie strony, bo wróciło wielu, którzy nie podpisali, ale niektórzy nie wrócili pomimo podpisu. Ponadto sam zauważasz, że lojalka nie była zbrodnią, nie oznaczała współpracy. Zawierała zobowiązanie, że nie będziesz “działal przeciwko państwu” czy jakoś tak.

To nieprawda, że podpisanie lojalki było akceptowane w podziemiu. Uchodziło za faux pas, choć popularny był też pogląd, że nie ma nic złego w podpisaniu nic nie znaczącego świstka, by zamiast trafić do pierdla móc nadal tłuc czerwonego. Skoro sam jednak mówisz, że nic złego — po jaką cholerę mówisz o tym w ogóle? Wiedząc, że w publicznym “dyskursie” nie ma śladu miejsca na rozstrząsanie takich szczegółów i pozostanie tylko smród, jaki zasiałeś wokół Kaczyńskiego? Lepiej się teraz czujesz?

I zaprawdę nic nie przekreśla i nie przekreśli wkładu Kaczyńskiego w wolność i niepodległość, na które udało nam się wybić w 1989. Nawet to, że dziś, na starcie marszu w rocznicę stanu wojennego, czci chorym (bo inaczej tego się nazwać nie da) grepsem o “wystawieniu niepodległości na sprzedaż” przez rząd Tuska. Nawet gdy czyni to pod transparentem “Obóz koncentracyjny UE” (kto negocjował Lizbonę, misiu?) i zapowiada, że to tylko początek, bo na pl. Piłdudskiego powie więcej, a spóźniony o 30 lat tłum demonstrujących patriotów odpowiada skandowaniem “Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” unosząc do kamer portrety… Tuska. To wszystko Kaczyński firmuje, bierze na siebie. Dzisiaj.

A po drugiej stronie? Jak zwykle, czyli jeszcze znacznie gorzej. Prawactwo rozdarło się we wrzasku mającym zakrzyczeć krytyków Kaczyńskiego bez próby odniesienia się do clou sprawy. Wszystkie prawackie portale eksponują więc na czołówkach tekst, iż Tusk nigdy nie był internowany (a czy twierdził, że był? czy kiedykolwiek kreował siebie na czołowego działacza podziemia?). Tekst, w którym poczesne miejsce zajmuje ku*wsko brudna sugestia: “miał paszport” (jak wiele milionów Polaków). Poza tym jak zwykle mnóstwo o “Bolku”, zdjęcia z Magdalenki (tak jakby Palestyńczycy uznali za kompromitujące zdjęcia z Caqmp David), o tym, skąd Frasyniuk miał pieniądze na ciężarówki itp. itd.

A stan wojenny? Dziś kolejna rocznica. Ale to nie interesuje nikogo.

52 Replies to “Strach”

    1. Nota bene “dyskusja” pod tekstem Piętaka to ewenement nawet jak na s24. Oto Kaczyński daje wywiad, w którym przechwala się swoją działalnością w strukturach podziemia lat 80. Na to Piotr Piętak, który w tych właśnie strukturach robił, odpowiada, że Kaczyńskiego tam nie zauważył.

      Jakim ciężkim idiotą trzeba być, by postawić takie pytanie:

      dlaczego pan Piętak akurat dziś z tym wyjeżdża – przypadek?

      A takie właśnie pytanie stawia niejaki eska (Atticusowi dedykuję). I dorzuca drugi “argument”:

      A Piętak się popisał…. A może opowie, jak paszport dostał?

      I kropka. Splunięcie, insynuacja bez śladu dowodu i niech Piętak tłumaczy, że nie jest wielbłądem. Oto kwintesencja reakcji prawactwa na każdy niewygodny fakt czy zdarzenie.

            1. Oczywiście. Tak się dziwnie składa, ze co Kaczyński palnie bzdurę, to znajduje się ktoś, kto tę bzdurę kontruje. Spisek jak wół.

  1. A co Pan myśli o komentarzu Andrzeja Celińskiego?

    Mówiąc zupełnie poważnie: jak ktoś miał znaną twarz, a nie został internowany, był w sytuacji beznadziejnej. Jeżeli chciał działać w podziemiu to przecież poważnie narażał je na wpadkę. Rozumiem, że on szczerze powiedział to, co każdy z nas by powiedział w takiej sytuacji – lepiej było być internowanym

    1. Przecież napisałem wczoraj w poście, że w sporej mierze podzielam ten pogląd, a tylko kwestionuję możliwość powstania takiej świadomości już 14 grudnia – to o co najmniej tydzień za wcześnie.

      Nota bene, kto pamięta, co robił 13 grudnia rano Andrzej Celiński? Bo ja, owszem, powszechne wówczas i dość zabawne plotki pamiętam 🙂

  2. Tak, pamiętam, co Pan wczoraj napisał 🙂

    Chciałem tylko upewnić się, czy jednak Celiński nie poszedł odrobinę za daleko z tym “internowanym w tych okolicznościach, to było coś summa summarum lepszego, niż pozostanie na wolności”. Zważywszy na to, co działo się choćby z Borusewiczem, czy wspomnianym Frasyniukiem.

    Z całym szacunkiem, dla działalności Jarosława Kaczyńskiego, byli w tych latach niepomiernie bardziej znaczący, zarówno dla “S”, jak i dla drani z SB.

    Co do gorączki po prawej stronie.
    To jest bardzo znamienne, że po jakiejś wypowiedzi prezesa, która, co by nie mówić, budzi jednak konfuzję, od razu musi pojawić się grupa “udowadniaczy”, która zakrzyknie: A u Tuska murzynów biją.

    Znamienne, że przeprowadzająca wywiad z JK, bez żadnej zaczepki na ten temat ze strony Tuska, pisze coś takiego:

    Tusk, w stanie wojennym, nie był internowany. W nocy 13.12 pil wódkę. To gdyby ktoś dawał się nabrać na propagandę.

    DTusk nie tylko nie był internowany. Był tak aktywnym działaczem, że SB nie prowadziła wobec niego żadnych działań.

    Ale o tym, też Pan już wspomniał 🙂

    Widać “afera wódczana”, zatacza coraz szersze kręgi 😉

    Nie ma to jak solidne, rzetelne, niezależne, niepokorne dziennikarstwo.

    1. Nie zamierzam dekretować, czy poszedł za daleko. IMHO nie, ale też, co oczywiste, nieco bardziej zrozumiałe jest, gdy mówi to ktoś, kto siedział, a nie ktoś, kto nie siedział.

      O “dziennikarstwie” GP, GPC, “niezaleznej”, “wpolityce” lepiej milczeć. Lizodupstwo najwyższych lotów.

  3. A teraz Halicki. W dniu rocznicy uważa za stosowne powtarzanie (1) tezy, że ubezpieczenie Lecha Kaczyńskiego było opłacone z publicznych pieniędzy (zdaje się, kłamstwo), (2) tezy, że ubezpieczenie na życie nie może obejmować zamachu czy w ogóle wydarzenia z udziałem osób trzecich (a dlaczego? standardowe, owszem, tak, ale czyż dla prezydenta nie można negocjować innych warunków?).

    I za moment Kaczyński niemal krzyczy na zakończenie marszu: “Za komuny było więcej wolności” (owszem, niby cytując kogoś innego).

    Pojebało ich.,

  4. I dodam coś jeszcze. Widzę w TVN24, jak Kaczyński wygłasza na zakończenie marszu płomienne przemówienie poświęcone już wyłącznie brakom suwerenności, wolności i niepodległości dziś, bez słowa o stanie wojennym i jego twórcach. Wrzeszczy, że “jedni chcą sprzedawać niepodległość na zachód, a inni na wschód”, zrównuje to z PRL, gdy rozważaliśmy “wejdą, nie wejdą?”, daje do zrozumienia, że dziś też idzie się do więzienia za poglądy, a dowodem na to… “Staruch”.

    A za Kaczyńskim stoi Zbyszek Romaszewski i milczy. I słucha, jak tłum skanduje “Jarosław, Jarosław”.

    Mniej nawet ważne, CO Kaczyński mówi. Ten żałosny egoista pozbawiony nawet strzępków empatii nie umie nawet pojąć, że w dniu takiej rocznicy to nie on powinien mówić. Jeśli potrzebne są słowa, to z ust wielkich, prawdziwychy legend. Takich jak choćby Romaszewski.

    W podziemiu były tysiące, dziesiątki tysięcy. Legend jest niewiele.

  5. Wiele watkow.

    1. Uwazam, ze J. Kaczysnki swoimi opowiesciami mogl dotknac wcale niemala liczbe osob, ale w moim doczucicu tylko takich, ktore przez lata od stanu wojennego do dzis przechowaly pamiec o tym wyadrzeniu w stanie czystym.
    Bardziej bowiem Kaczynski wjechal w poszatkowane bezkrolewie. To, ze tak wyglada pamiec o tym wydarzeniu nie jest akurat wina Kaczynskiego.

    2. Nie uwazam, zeby Kaczynski kreowal sie na kogos bardzo waznego w S. Bardziej Lecha. Natomiast prawda jest, ze likwidacja legendy Walesy tworzy w wyobrazni ludzi, ktorym historia jest potrzebna w stopniu niewielkim – proznie. Czesc z nich zapelni ja Kaczynskim, bo chce ja Kaczynskim zapelnic, mniej dlatego ze chce tego Kaczynski.

    3. Uwazam, ze Pietak fauluje. Nie lubie argumentu z rodzaju nie pamietam, albo niszczy pamiec Lecha. Jakos mi to nie lezy. Natomiast emocje ten faul tlumacza.

    4. Nie tlumacza emocje faulu Frasynika. Czerwona kartka.
    Przykro patrzec jak jedzie schematem na pania Krzywonos, na pana Bartoszewskiego.

    Gdyby kiedys pan Frasyniuk zagoscil u mnie w domu, na duzym przyjeciu, szepnalbym na ucho mojej 5 letniej siostrzenicy kilka slow. A ona glosno by zapytala: Panie Wladku, dlaczego panu nie staje? Na co ja bym powiedzial, oj, przepraszam, oj dziecko. Taki to schemat.

    5. Nie dziwi mnie to co sie dzieje wokol D. Tuska. Po prostu nie dziwi. Z tego co wyczytalem, to ze pil wodke wiemy od niego samego. Opowiadal to wowczas gdy bral wiatr w zagle z bycia cool, cos jak ta historia, ze byl kibolem.

    1. Ad 1. Pan wybaczy, “bezkrólewie”? To ma usprawiedliwiać debilne tezy?

      Ad 2. A po co Kaczyński w kółko to powtarza?

      Ad 3. To Panm fauluje, bo Piętak nie mówi “nie pamiętam”. Mówi jasno, że Kaczyńskiego tam nie było.

      Ad 4. Rozumiem. Dla Frasyniuka czerwona kartka, Kaczyński za to ok. Dziękuję, nie mam pytań.

      Ad 5. A co to ma do rzeczy? Jak usprawiedliwia brednie Kaczyńskiego? Czy Tusk się na kogoś kreuje w dziejach walki z PRL?

      1. 1. Nie usprawiedliwia wobec np. pana, albo Pietaka. Ale czy wobec innych politykow?

        2. No wlasnie nie wiem. Podejrzewam, ze zalezy mu na emocjach.

        3. Aha, to sory, tak zrozumialem. I teraz sie gubie, bo z panskiego wpisu widze, ze Kaczynski dzialal, a Pietak go nie widzial.

        4. Tak. Dla Frasyniuka czerwona. odpowiada panu to, ze Frasyniuk metoda “swoj chlop” raz do roku cos pierd… w TV, tak, ze z kapci ludzie wylatuje.
        Nie Powiedzialem, ze Kaczynski ok, ale ze rozumiem w co gra i o co.

        5. Nie usprawiedliwia. Nie bardzo wiem, jak niby jedna brednia usprawiedliwa druga?

        Tusk? Tusk nie musi. To ich obu odroznia, ze Kaczynski lubi mowic sam. Tusk pozwala mowic za siebie. Jak uslysze 100 razy co robil Kaczynski 13 grudnia, to wzrusze ramionami, ale jak uslysze 4000 razy majac 100% pewnosci, ze pytanie nie ma nic wspolnego z chcecia dowiedzenia sie, jak ow 13 grudnia wygladal, za to 95% wspolnego z konfliktem Kaczynski-Tusk ad. 2012, to dlaczego pan sie dziwi, ze ja sie nie dziwie, ze ktos zadaje pytanie a co robil Tusk owego 13 grudnia?

        Prosze zwrocic uwage, ze ani razu sam w tych duskusjach i licytacjach udzialu nie wzialem.

        Tusk sie na nikogo nie kreuje. Tusk jest tym, czym akurat potrzeba mu byc.

        1. Ad 1. Nie rozumiem.

          Ad 2. Owszem. Negatywnych.

          Ad 3. Czy mam zawsze być dosłowny? Zlinkowałem tekst Piętaka.

          Ad 4. Bardzo mnie to rozczarowuje.

          Ad 5. Tusk odpowiada za “innych”? Ktoś robi mu legendę? Poproszę o jeden przykład. Oraz, owszem, gdy Kaczyński sam opowiada o sobie 13 grudnia i wywołuje odpowiedzi, to teza, że “co robił 13 grudnia Tusk” ma cokolwiek do rzeczy – jest absurdalna.

        2. “ale jak uslysze 4000 razy majac 100% pewnosci, ze pytanie nie ma nic wspolnego z chcecia dowiedzenia sie, jak ow 13 grudnia wygladal, za to 95% wspolnego z konfliktem Kaczynski-Tusk ad. 2012, to dlaczego pan sie dziwi, ze ja sie nie dziwie, ze ktos zadaje pytanie a co robil Tusk owego 13 grudnia?”

          Za to że to pytanie nie ma nic wspólnego z chęcią dowiedzenia się jak ów 13 XII wyglądał odpowiada przecież sam Kaczyński. To on kreuje siebie i brata na rzeczywistych przywódców solidarności i dlatego jego zasługi są rozliczane. Jakoś nikt się o przeszłość opozycyjną nie przyp..la do Ludwika Dorna czy nawet Antoniego Macierewicza – mimo że obu przy wielu okazajach obsobaczają o byle co. Ale Dorn czy Macierewicz nie kreują się na kogoś kim nie byli i nie wykorzystują swojego kombatanctwa do bieżączki politycznej.

          Pozdr,

  6. Ja się zastanawiam, dlaczego dziś wszyscy

    mówią o Kaczyńskim, przecież to jest dziwne ?

    To jest rocznica wprowadzenia stanu wojennego

    Może chociaż jeden dzień bez Kaczyńskiego

    1. Gdyby Kaczyński sam nie ustawił siebie w PiSu w centrum, udzielając paranoidalnego wywiadu oraz organizując partyjny wiecomarsz, może byłoby inaczej.

  7. 1. Chodzi mi o to, ze Kaczynski robi tu polityke, a nie lekcje historii.
    2. Pewnie w duzej mierze tak.
    3. Nie. To moja pomylka.
    4. Mnie rozczarowal pan Frasyniuk.
    5. Na Boga, co pan polityki polskiej nie sledzi, zeby nie wiedziec, ze jak pojawi sie 1000 materialow o Kaczynskim to pojawia sie i o Tusku. Moze to i niemadre, ale tak jest.

    Tusk robi sie na rowniache, nie na bohatera. Bohaterom sie klania. Ma ich caly peczek w zanadrzu.
    Kibolska legende Tuska robil Wolek. Legende mlodego opozycjonistu robil sam Tusk.

      1. Intencje nie sa tajemnica. Zalosny i farsowy gdy mierzyc pamiecia (spozniony tlum). Inna jest ocena gdy mierzyc dzisiejszoscia.
        Czy tego chcemy czy nie, dzis ma zawsze racje w sporze z wczoraj.

          1. No wlasnie tu mnie pan kompletnie nie rozumie.
            Terazniejszosc jest taka, ze jest gwaltowny polityczny spor. Jego “wazniejszosc” od tego z 1981 r bierze sie z jego “dzisiejszosci”, a “wczorajszosci” tego z 1981.I tyle.

            Symbolika dzisiejszego sporu nawiazuje do sporow minionych, bo kazda symbolika nawiazuje do symbolik minionych.

            Czy symbolika roku 1981 nie nawiazywala do poprzednich zrywow? Nawiazywala.

              1. No wlasnie zupelnie przeciwnie! Staram sie zerwac w swojej argumentacji wszelkie zwiazki pomiedzy 1981 a 2012. Napisalem, ze Kaczynski robi dzisiaj polityke, a nie lekcje historii.Napisalem, ze dla niego rok 1981 na ten moment nie istnieje, chyba, ze jako srodek sluzacy celowi stricte wpasowujacemu sie w rok 2012.

                Nie odpowiedzial pan na moje pytanie. Czy symbolika roku 1981 nie nawiazywala do poprzedich symbolik?
                Czy nie bylo np tak, ze klepali rozance i wycierali kruchty ludzie, ktorzy wygaduja dzis o kosciele rzeczy zgola z tamtym obrazem nie licujace? Fajnie jest sie powiezc na czyms, co dobrze jedzie.

                1. Nie odpowiedziałem, bo nie widzę związku. Oczywiście zgadzam się z tezą. Nie umiem zapomnieć mszy w Białołęce. Chodziłem na nie, bo było to wydarzenie towarzyskie, okazja, by spotkać ludzi z innych cel, pogadać. Nie klękałem. Jako bodaj jedyny. Nagle okazało się, że wszyscy są katolikami. Lekko mnie to śmieszyło i nadal śmieszy. Ale też rozumiałem i rozumiem, nie krytykowałem i nie krytykuję. Wtedy to, co myślę, zachowywałem dla siebie.

                  1. Zwiazek jest taki, ze tak jak w 1981 r atrakcyjna byla retoryka i symbolika katolicka, tak dzis dla duzej liczby osob atrakcyjna jest retoryka “ze jest jak za komuny”.
                    W ten sposob prosze zrozumiec, dzis okazuje sie, ze kazdy byl np. solidarnoscowcem. Nawet jak sie urodzil w 87r.

                    To raz. Dwa, juz raz to chyba wspomnialem, a i tak mysl nie moja, ale jest w Polsce cos takiego, ze jedna generacja rewolucjonistow bardzo tepi nastepna generacje.

                    Otoz jak czytac Koniec Swiata Szwolezerow, to tam jak na dloni widac jak stare napoleonskie wiarusy umoszczone w Krolestwie Polskim nie rozumieja, o co chodzi mlodziezy i kadetom, ze chca robic Powstanie Listopadowe? Nie mogli pojac ni w zab.

                    Z Kaczynskiego taki moze kadet troche w latach, ale osobiscie widze go kilka dlugosci do przodu przed np. Komorowskim jesli chodzi o polityczna nowoczesnosc.

                    1. Kościół katolicki, jak mi się wydaje, był atrakcyjny w 1981 ze względu na konkretne wartości, które głosił, które wprowadzał w życie wbrew opresyjnemu systemowi. Klękanie na mszy, jak mi się wydaje, nie oznaczało wówczas (dla wszystkich) wyznania wiary w Boga Trójjedynego obecnego w Kościele. Oznaczało (dla niektórych) sojusz z katolicyzmem w pojmowaniu wolności, godności, sprawiedliwości itd. Szacunek dla wiary jako źródła konkretnych wartości i postaw.

                      Nie jestem pewien, czy było to śmieszne. Niekoniecznie widzę w tej postawie hipokryzję, czy utylitaryzm. Choć sam wolę i staram się realizować zasadę “tak-tak, nie-nie, a co nadto jest, od złego pochodzi”.

                      Wreszcie mam wrażenie, że znakomita część Polaków — powiedzmy, lud — nie miała za bardzo innych niż religijne form wspólnego przeżywania czegokolwiek poważnego. Wszystkie inne formy zostały ukradzione przez wrogi system. Więc te masowe msze oceniam jako autentyczne, prawdziwe.

                      Natomiast nie ma nic autentycznego, prócz emocji, w dzisiejszych okrzykach “raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”. Ale emocje można by wykrzyczeć każdym innym tekstem.

                      A teksty, że “jest jak w stanie wojennym” “jak za komuny” to ja pamiętam z czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego. I wówczas miały równie mało sensu co dziś. Tylko, że padały z innych ust i wywoływały święte oburzenie najczęściej u tych, którzy dziś właśnie to samo powtarzają.

                    2. Dziwny ten Pański tok myślenia – będąc konserwatystą, promuje Pan tutaj wybitnie lewicowy sposób myślenia o polityce. Fakty się nie liczą, liczy się tylko rzeczywistość symboliczna i wszystko to, co pozwala tę rzeczywistość symboliczną zdominować. Innymi słowy, triumf postpolityki nad polityką.

                    3. @ odys: otóż to. Tzn. trudno mieć oczywiście wątpliwości, że dla niektórych sojusz z Kościołem miał bardziej przyczyny socjologiczne niż aksjologiczne, ale mimo wszystko jednak to nie jest tak, ze wybieramy na chybił trafił jakąś tam symbolikę, podpinamy pod nią emocję i dzięki tej symbolice dochodzimy do władzy.

                2. W 1981, nie moglibyście Panowie polemizować online i to w dodatku na prywatnym blogu jednego z Panów.
                  A już dyskutować na takie tematy, byłoby nie tylko niezręcznie, co wręcz niebezpiecznie, z punktu widzenia rozpracowywujących obu panów agentów bezpieki.

                  Jeśliby przyjąć, że w 1981 istniałby już internet, to najprawdopodobniej jeśli w ogóle mielibyście do niego dostęp, to korzystalibyście tylko z treści, jakie chciałaby i akceptowała po odsianiu w sitku cenzury władza.

                  Dziś o Kaczyńskim i Tusku można powiedzieć/napisać wszystko, a granicą wolności “wypowiedzi”, są odpowiednie paragrafy kpc i kpk, a i to pod warunkiem, że ktoś się w ogóle tym zainteresuje, bo z urzędu to gdy ktoś okazuje się wariatem urbi et orbi.

                  W 1981 nie tylko nie można było otwartym tekstem krytykować władzy. Przeciw niej nie można było legalnie demonstrować. Nielegalne było zakładanie niezależnych od władzy stowarzyszeń, zrzeszanie się pod szyldem innym niż PZPR i jego pomniejsze przybudówki. Istnienie jakichkolwiek partii, ciał politycznych, poza partią – matką, było mocno koncesjonowane, a w praktyce było fikcją.

                  Mógłbym tak długo, ale przecież zawsze da się znaleźć jakąś nić wiążącą PRL 1981 – z Polską 2012, prawda Panie Atticus?

                  Od dziś wiem, co będzie jedyną na to receptą, odtrutką dla tych strasznych, szarych lat, minionej(?) epoki.

                  1. Uslyszalem od pana EOT. Teraz chce pan rozmawiac? To prosze cos na temat tego EOT baknac, nawet niech pod nosem.

                    Z rozpedu pan cos napisal, nie czytajac tego, co mam do powiedzenia. Da sie znalezc caly galganek nici ze i na kalesony by wystarczylo. Ale ja ich dzis nie szukalem.

                    1. Niech Pan rozwinie swoje rozumienie skrótu EOT.

                      Ja się tam nie znam, ale do tej pory, oznaczał on zakończenie dyskusji pod danym wątkiem.

                      Ale OK. Niech Panu będzie.

                      Kalesony, może Pan odłożyć do szuflady. Od jutra ocieplenie.

            1. Atticusie – jaka symbolika, jakich zrywów? To jakaś farsa. To jedynie wybielanie Jaruzela i komuchów bo jak ktoś nieobyty słyszy że teraz jest jak za komuny to co sobie pomyśli o tej komunie? Bo to co jest teraz przecież zna.

              Nie ma żadnej paraleli, po prostu.

              Pozdr,

  8. ale przeciez to nie Kaczyński decyduje co inni ludzie mówią i piszą

    np. Pan albo ja, albo media

    nie rozumiem, dlaczego caly świat ma się kręcić wokół Kaczyńskiego

  9. “spóźniony o 30 lat tłum demonstrujących patriotów”
    Bardzo dziękuję za cały tekst i serdecznie pozdrawiam. Jakikolwiek komentarz wydaje mi się zbędny. Chyba tylko tyle – trzeba naprawdę chcieć, żeby nie zrozumieć.

  10. może to dziwne, ale mogę żyć bez Kaczyńskiego i bez Tuska też

    a co będzie jak Kaczyńskiego nie będzie w życiu publicznym ?

    istnieje świat, w którym nie ma Kaczyńskiego

  11. Odnoszę czasem wrażenie, że głębia i subtelność strategii działań politycznych Jarosława Kaczyńskiego wymykają się zdolnościom percepcji mojego umysłu.
    Wybór daty 13-go Grudnia na głośną manifestację polityczną musi rodzić pytania o znaczenie tej daty w życiu lidera manifestacji. Musi przywoływać ducha tamtych chwil i obrazy, które na zawsze wryły nam się w pamięci.

    Manifestacja 13-go, nawet jeżeli w swoim zamyśle miała dotyczyć zniewolenia teraźniejszego a nie ówczesnego, to przecież poprzez historczność daty tworzy skojarzenia z rokiem 81-szym.
    I proszę się nie dziwić, że ktoś kto organizuje w tę pamiętną datę wielką, w swych pierwotnych zamierzeniach, manifestaję może zostać zapytany o swój osobisty związek z tą datą i swoją osobistą aktywność w Tamtym okresie.
    Proszę się nie dziwić i proszę mnie nie karcić.
    Wiele osób ma ten dzień i noc z 12 na 13 głęboko odciśnięte w swojej pamięci, mimo upływu tylu lat. I wiele osób zadaje sobie pytanie:
    Dlaczego pan, panie Jarosławie wybrał akurat ten dzień, dzień w którym nawet prawdziwi mężczyźni czuli wtedy swoje prawo do strachu.
    Dlaczego?
    Czy dlatego, że Pan chciał coś dopowiedzieć o sobie, czy może dokreować coś?

    Przecież nietrudno to przewidzeć było, że przypomną:
    Pana Wtedy Panie Jarosławie Tam nie było.

  12. Panie Partyzancie!

    Nie wiem, skąd Pan czerpie swoją wiedzę o pierwszym prl-u, ale nie ma Pan racji. Można było wtedy legalnie założyć dowolną partię, czego przykładem jest historia UPR. Proponuję się douczyć, zanim się zacznie gdybać, co by było, gdyby internet był za komuny.

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

      1. PS
        Cholera.. tak se myślę a może Pan Jerzy ma rację ? No bo PSL, SD, ChSS, PAX, PZPR, Zjednoczenie Patriotyczne “Grunwald” , “Znak” no i UPR od bodajże początku 89 r. …
        Partii i stowarzyszeń było od groma … Można było przebierać jak w ulęgałkach.. Nie to co dziś w tuskolandii…

    1. “gdyby internet był za komuny”
      Ależ, po co gdybać. Wystarczy spróbować swobodnej internetowej dyskusji na temat polityczny w dzisiejszych nowoczesnych Chinach (bo po co od razu straszyć KRLD).

  13. Cholera.. tak se myślę a może Pan Jerzy ma rację ?

    Może po prostu można było zakładać do woli, ale nie każdemu? Wybranym tylko?

  14. właściwie powinienem tu coś napisać, ale niebardzo wiem jak. a właściwie to wiem, ale obawiam się, że chyba jednak bezpodstawnie, ale jednak zostanę źle zrozumiany. dezyzja. w sumie nic na tym nie stracę, chyba też i nic nie zyskam więc … krzysztof leski bywa dla mnie autorytetem, choć oczywiście może się i mylić a przez to i ja w błędzie bedę, być mogę. polecę ten tekst konradowi pisaeckiemu w związku jego tłiitem i tekstem, do którego zapodany przez niego w tłiicie link prowadzi. tylko czy słowo … “polecę i czy w ogóle, cokolwiek, … a strach ma czasem wielkie oczy. to trudna decyzja szczególnie, że pytam sam siebie – tylko po co? a niech tam, …, czylim świadom tak czasu jak i miejsca ..:) zapodałem link.

Leave a Reply