Kategorie

Kalendarz

November 2012
M T W T F S S
« Oct   Dec »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

“Rynek w PRL” 01: Spis treści

Dziś to raczej spis moich wielkich planów. Ale z czasem…

“Rynek w PRL” 02: co to jest cena czyli czy wystarczyło mieć kasę, żeby kupić?

“Rynek w PRL” 03: zasady cyklu czyli czy możemy ufać własnej pamięci?

“Rynek w PRL” 04: dystrybucja towarów – od “żółtych firanek”…

“Rynek w PRL” 05: dystrybucja towarów: …po Pewexy

“Rynek w PRL” 06: dach nad głową czyli “spółdzielczość”

“Rynek w PRL” 07: meblościanka, przedmiot polowań

“Rynek w PRL” 08: “duże AGD” kosztem kilku nocy

“Rynek w PRL” 09: cztery kółka tylko “na talon”

“Rynek w PRL” 10: “małe AGD” czyli łut szczęścia

“Rynek w PRL” 11: mięso, które obaliło komunizm

“Rynek w PRL” 12: nabiał był. Jakim cudem?

“Rynek w PRL” 13: pomarańcze tylko świąteczne i reszta rynku żywności

“Rynek w PRL” 14: dżinsy marki Odra czyli co nosiliśmy na sobie

“Rynek w PRL” 15: o polowaniach na namioty czyli sprzęt turystyczny i sportowy

“Rynek w PRL” 16: na telefon trzeba czekać. Nawet 25 lat

“Rynek w PRL” 17: byli szewcy! Czego komuna nie tknęła…

“Rynek w PRL” 18: inne usługi czyli sfera nieznana

“Rynek w PRL” 19: FWP i górnicze wyciągi czyli wakacje w PRL

“Rynek w PRL” 20: Rozrywka czyli noc w kolejce do kina

… …

 

9 comments to “Rynek w PRL” 01: Spis treści

  • Ja - kobieta

    ““Rynek w PRL” 14: dżinsy marki Odra czyli co nosiliśmy na sobie”

    A do tego w zimie buty marki Relax. W życiu takich nie miałam, ale dużo osób nosiło.

    Dżinsy marki Odra miałam, choć takie takie peweksowskie też

  • Ja - kobieta

    Ja jednak najgorzej wspomniam rok 1988, bo nic nie mogłam dostać dla noworodków. Sąsiadka będąc a wczasach w Świnoujściu przytomnie przywiozła mi 50 pieluch, a potem już trzeba było latać po sklepach, by kupić resztę. Mleko, odżywki itd. to koszmar. Co się nalatałam po mieście, to moje

    • ptysz

      To pewnie dlatego, że z pieluch tetrowych były popularne, szyte własnoręcznie, sukienki. Pamiętam moją siostrę, jak taką szyła i później przez całe lato w niej chodziła. ;)

  • evertsen

    Sfera dóbr publiczno-niczyich?
    Łapówki?
    Kazimierz Kaczor mógł w Alternatywach załatwić dźwig, u mnie w domu zawsze zaś była gaza, strzykawki etc. Gdzie to ująć, w dystrybucji?

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    „“Rynek w PRL” 07: meblościanka, przedmiot polowań” już powinien być aktywny.

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

  • Nie wiem, czy to zasługuje na osobną notkę w cyklu, ale próbując porównać własne skąpe wspomnienia (jestem z 1979) do dzisiejszych standardów, naszedł mnie temat: opakowania.

    To, że było brzydkie (jak wszystko wokół), to oczywiście drobiazg. Ale przecież jak wszystko — nie działało jak trzeba, albo go brakowało.

    Etykiety zastępcze — kuriozum samo w sobie, trudne dziś do wytłumaczenia.
    Mleko pakowane w torebki z folii, która puszczała na zgrzewach. Pamiętam, jak w spożywczym samie stała w rozległej kałuży mleka plastikowa skrzynka pełna mleka. Trzeba było zanurzyć rękę w cieczy, namacać torebkę, unieść nad powierzchnię i odczekać, przekonując się czy nie przecieka.
    Szklane butelki zwrotne to osobna historia. Jak mi się stłukła butelka na wymianę, to śmietany już mogłem w sklepie nie otrzymać. Ale istniało i coś takiego jak skup butelek.
    Ser biały, zawsze wodnisty i ociekający, zawijano nam w szary papier pakowy, który rozmiękał, rwał się i sklejał z żywnością już w drodze do domu.
    Do warzywniaka (prywatna, obmierzła budka prowadzona przez staruszkę) trzeba było iść ze słoikiem po kiszoną kapustę czy ogórki. Na inne produkty mieliśmy własne torebki po cukrze, bo w sklepie papierowych torebek często brakowało.
    Foliowe torebki były przez moją mamę używane możliwie długo; myte i suszone do powtórnego zastosowania.

    Dziś, gdy wracam z tygodniowych zakupów, po rozpakowaniu zostaje mi pokaźna torba śmieci z samych tylko torebek i wierzchnich warstw opakowań. Wszystkie, nawet najbardziej jednorazowe, mają nadruki i próbują być możliwie atrakcyjne. Pod względem objętości jednorazowe opakowania stanowią większą część odpadów, które codziennie wyrzucamy.

    • Mi utkwiło w pamięci opakowanie bodaj od sera Brie-podobnego które było dwuwarstwowe. Na zewnątrz jakieś sreberko a od wewnątrz papier z nadrukiem “Masło Masło Masło”. :-)
      Z toreb to pamiętam, chyba już niespotykane “siatki” które faktycznie były siatkami – ażurowymi torbami z jakiś elastycznych powiązanych sznurków, które się nosiło przy sobie na okoliczność nagłej dostawy gdzieś-czegoś.
      Za to kiedyś (w bloku) wieczorem wystawiało się przed drzwi pustą butelkę, a rano pojawiała była pełna. Czemu w kapitalizmie nikt mi świeżego pieczywa rano nie przynosi?!

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Odysie!

    Odnośnie torebek, to ja przez długi czas nosiłem do warzywniaków w sąsiedztwie torebki zbierane przez moją mamę. Teraz wyrzuca się je na makulaturę…

    Pozdrawiam

Leave a Reply