Kategorie

Kalendarz

November 2012
M T W T F S S
« Oct   Dec »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Poprawność cenzora

To będzie trudny tekst. Tylko dla czytających ze zrozumieniem. Nie wykluczam nawet zablokowania komentarzy pod nim, jeśli dyskusja zatrąci o absurd.

Impuls przyszedł dziś pod wpływem tekstu ani nazbyt mądrego, ani szczególnie głupiego, a nawet niezupełnie traktującego o tym, co co mi chodzi. Chcecie, przeczytajcie, ale nie musicie. Ten post obroni się i bez owej lektury.

Chodzi mi po głowie od paru miesięcy, a może nawet lat. Odkąd zacząłem z leciutkim zaniepokojeniem obserwować sposób ubierania się mej córy. Niemal gotowe akapity stają mi przed oczami codziennie, gdy otwieram jej drzwi, gdy wraca do domu. Akapity wyjaśniające mój bardzo złożony stosunek do problemu, opisujące wielowątkowość mego myślenia, gdy stawiam sobie pytanie: czy Mysz

ubiera się “wyzywająco”?

Cudzysłów konieczny, gdyż zgadzam się, że samo pojęcie jest nieostre, wysoce subiektywne, a na dodatek bywa drastycznie nadużywane, by bronić czynów i ludzi, które i którzy na taką obronę nie zasługują. Trudno, bym mówił coś innego, skoro od lat sam siebie nazywam “rozsądną feministką”. Jestem za równością płci niemal do bólu, byle nie poza granice absurdu. Głoszę to i robię to. Włożyłem 100 razy więcej czasu i wysiłku w uczenie Myszy prowadzenia auta niż we wpajanie tej umiejętności synowi.

A jednak chciałbym móc porozmawiać z córą o jej ciuszkach. Boleję, że to trudne, bo rychło mogłaby uznać, że ingeruję w coś, od czego mi wara, a co gorsza, że ulegam jakimś stereotypom. Teraz doszedłem do najważniejszego, do tego, o czym chcę pisać, o co chcę oskarżyć męskie i żeńskie feministki nie oglądające się na granice absurdu:

szkodzicie sprawie, o którą rzekomo walczycie.

Oto bowiem sedno sprawy: gwałciciel twierdzi, że został “sprowokowany”. Ubiorem, zachowaniem, okolicznościami. Jedyny cel radykalnego feminizmu to napiętnowanie go, upowszechnienie konstatacji, że to tłumaczenie absolutnie niedopuszczalne. To efekt indoktrynacji cytowaną we wspomnianym tekście dyrektywą UE nakazującą “konieczność eliminacji błędnych stereotypów przerzucających winę za zachowania seksualne z ofiar na sprawców“. Miarą zacietrzewienia wyznawców dyrektywy niech będzie to, że autor odwraca jej sens i nikt tego nie zauważa.

Z prawdziwym brzmieniem dyrektywy się zgadzam. Popieram. Ale powiadam, że jest cel inny, równie ważny, a może ważniejszy: sprawić, aby gwałtów bylo mniej. Niestety działalność zwolenników politpoprawności zmierza w przeciwnym kierunku. Chcą zamknąć usta tym, którzy — jak ja — nie godzą się na negowanie faktów.

Fakty zaś są takie, że niestety wielu facetów i co gorsza także kobiet w mniejszym lub większym stopniu akceptuje koncepcję współwiny ofiary. To efekt obserwacji mojego otoczenia. Jak jest w skali makro? Chciałbym wiedzieć. Chciałbym poznać wyniki profesjonalnych badań. Nie poznam, bo nikt ich nawet nie zleci. Albowiem już samo postawienie pytania uznane będzie za

politycznie niepoprawne, a więc niedopuszczalne.

Zabawne, że nikogo nie rażą rady, by nie nosić dokumentów wraz z pieniędzmi, nie trzymać portfela w tylnej kieszeni spodni, nie zapisywać na karcie jej PINu, zmieniać i komplikować hasła dostępu do serwisów bankowych. Czyżby oznaczało to uznanie, że ofiara kradzieży jest jej współwinna?

Czy dla istoty (a nie: moralnej oceny) gwałtów jest ważne, ilu facetów nosi w sobie impuls próby gwałtu na widok krótkiej spódniczki? Jest. Czy wniosłyby coś statystyki, jak były ubrane ofiary gwałtów? Oczywiście. Zadawanie tych pytań nie ma nic wspólnego z akceptacją teorii współwiny. Odrzucam ją, ale chcę wiedzieć. Bo to pozwoliłoby mi pogadać z Myszą w oparciu o fakty. Nie pogadam, nie poznam faktów. Nikt w prokuraturze nie odważy się nawet pomyśleć o sporządzeniu takich statystyk, bo “Wyborcza” rozniosłaby go na strzępy. Bo przecież nie o ograniczenie zjawiska chodzi, lecz o napiętnowanie, o pokazanie: “mamy rację”. Aby móc wciąż to pokazywać, potrzebne są gwałty.

41 comments to Poprawność cenzora

  • TRad

    Ale odpowiedź na postawione pytanie (“Czy ‘wyzywające’ ubranie zwiększa prawdopodobieństwo gwałtu”) jest chyba oczywista? Co dalej, badania na temat “Czy pojście o 2 w nocy do mieszkania dopiero co poznanego mężczyzny zwiększa ryzyko etc.”?

    Porażające jest wprowadzenie ścigania z urzędu. Ogranicza wolność ofiary.

  • the_point

    Do głowy przychodzi mi jedynie “złoty środek”. Nie podejmuję się jednak ubrać teorii w konkretne rady praktyczne…

    To, myślę, kwestia balansu, który można opisać jako intuicję, co, gdzie i kiedy.
    Oczywiście przy założeniu, że nastolatka myśli rozsądnie i jest gotowa pójść na kompromis w ogóle.

    Poza tym to tylko próba optymalizacji, nie pewność przecież.
    Są dewianci, których podniecają zakonnice…

    A co do badań – racja. I to nie jest jedyna dziedzina, w której nawet nie odważą się pomyśleć o wyjściu poza politpoprawność.

  • evertsen

    Też najwyraźniej nie czytam ze zrozumieniem :D
    Okazja czyni złodzieja. Ilu facetów na widok otwartych drzwi posiada impuls świśnięcia?
    Idąc na młyn na stadion można dostać w mordę. Ilu łysych z młyna posiada impuls dania w mordę?
    Nie potrafisz temu zapobiec? Nie chodź na młyn i nie zostawiaj otwartych drzwi, albo baw się w risk management i lepiej bądź w tym dobry.
    Co chce Pan skwantyfikować? Statystycznie określić zdrowy rozsądek? To nie zależy tylko od ubrań!
    @TRad Odnośnie ścigania pełna zgoda.

    Pozdro

  • pwilkin

    Zgadzam się, że fanatyzm w każdej praktycznie kwestii jest zły, ale trochę rozumiem postawę radykalnych feministek. Myślę, że w tej całej kampanii chodzi o coś jeszcze innego – nie o napiętnowanie samej postawy, że “sprowokowała dekoltem”, ale walkę z czym innym – z bardzo mocno zakorzenionym w społeczeństwie przekonaniem, że kobieta może wyrażać przyzwolenie na seks w inny sposób, niż bezpośrednio artykułując swoją zgodę. Tu się wpisują te wszystkie “mówiła, że nie, ale widziałem, że chciała”, ale też “przecież jak kobieta przyjeżdża do mieszkania nowo poznanego mężczyzny w nocy, to nie na herbatkę”. Analogia z kieszonkowcami jest o tyle zła, że nikt raczej nie ma wątpliwości, że kradzież jest przez obie strony (kradnących i okradanych) rozumiana jako kradzież, natomiast z gwałtem właśnie chodzi o to, że w wielu przypadkach gwałt nie jest widziany przez samego sprawcę (ale też przez oceniające czyn społeczeństwo) jako gwałt. Co jest o tyle istotne, że, wbrew potocznemu przekonaniu, ogromna większość gwałtów dokonywana jest przez osoby znane ofierze, a nie przez “nieznanego sprawcę czającego się w krzakach” (źródło).

    • TRad

      Sorki, ale utarło się w dziejach cywilizacji, że jeżeli kobeita idzie do mieszkania nieznajomego mężczyzny o drugiej w nocy, to nie chodzi jej o herbatkę.

      Feministkom chodzi o narzucenie społeczeństwu nowych norm. Czyli o władzę.

      • evertsen

        Jezusmaria, przy dzisiejszym postępie w obyczajach i tolerancji chyba przestanę pić z kimkolwiek herbatę.
        Bo dlaczego niby trzeba o drugiej i w mieszkaniu i kobieta też przestaje być tu oczywista.
        ROTFL słowem

      • Nie o herbatkę? Kurde, ależ ja byłem głupi!

        • TRad

          Że byłeś głupi, to pikuś. Ale ile dziewcząt i kobiet zawiodłeś! Ile z nich w wyniku szoku przestawiło się na lesbianizm, albo, co gorsza, na feminizm! Fuj.

          • eumenes

            Zawsze mnie bawiła na studiach ta rozczarowana mina “następnego dnia”:
            “gdzie byliście?” “No wiesz, W KINIE”, albo “I co zrobił?” “No wiesz, ODWIÓZŁ MNIE do DOMU…”
            Jedna to pamiętam nawet dodała coś w stylu “dżentelmen kurwa jakiś” :D

            To w gruncie rzeczy obelga i kobiety jej nigdy nie wybaczą – bo skoro ona już się tak poświęca i jest wreszcie gotowa to ty masz się brać za robotę a nie mizdrzyć…

            Pozdr,

    • Krzysztof Leski

      pwilkin – ależ to woda na mój młyn. Zachowań dotyczy to samo, co ubioru.

      • pwilkin

        Nie no, jeśli mówimy o postawie pt. “nie wolno badać, bo badać i opisywać znaczy wspierać status quo” to oczywiście się zgadzam, że jest ona absurdalna. Próbuję po prostu znaleźć uzasadnienie tak mocnej krytyki postawy pt. “sama była sobie winna” w zwalczaniu pokrewnej jej postawy “sama chciała”.

    • eumenes

      “Zgadzam się, że fanatyzm w każdej praktycznie kwestii jest zły, ale trochę rozumiem postawę radykalnych feministek. Myślę, że w tej całej kampanii chodzi o coś jeszcze innego – nie o napiętnowanie samej postawy, że “sprowokowała dekoltem”, ale walkę z czym innym – z bardzo mocno zakorzenionym w społeczeństwie przekonaniem, że kobieta może wyrażać przyzwolenie na seks w inny sposób, niż bezpośrednio artykułując swoją zgodę.”

      Oczywiście że może.
      Na drugim krańcu skali mamy ten przypadek ze skandynawii, gdzie jakieś feministki zaproponowały że przed każdym stosunkiem trzeba spisać umowę, bo bez umowy to gwałt. Innymi słowy – ich zdaniem nawet jak kobieta mówi tak to wcale nie oznacza wyrażenia przyzwolenia.
      Poniekąd też mają rację.

      Pozdr,

      • pwilkin

        Nie no, oczywiście masz rację, źle się wyraziłem. Chodziło mi raczej o to, że w przypadku konfliktu dwóch reakcji – domniemanej zgody i wyrażonego wprost braku zgody – ta druga jest decydująca.

  • r306

    Patrze na swoje dwie spiace “krolewny”. Sa obecnie w tym wieku, ze ubior ich jeszcze kompletnie nie interesuje… No dobra, starsza cos zaczyna o kolorach gadac, mlodsza jeszcze nawet nie gada….
    Nie raz tak na nie juz patrzylem… I ciagle nie wiem co im powiedziec, gdy przyjdzie moment, ze trzeba bedzie im powiedziec. A moze wiem co, tylko nie wiem jak….

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Teraz będzie trochę mowy nienawiści. Jeśli facet nie panuje nad swoim „wackiem”, to niech lepiej skróci swoje cierpienia korzystając z szelek lub paska i żyrandola. Nie ma usprawiedliwienia dla facetów, którzy nie potrafią się kontrolować i lepiej by nie dali się sprowokować którejkolwiek z moich kobiet, bo wtedy zrealizuję zapowiedzi o dożynaniu.

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

    • r306

      Alez Panie Jerzy, toz Pan Krzysztof wyraznie napisal, ze nie ma zgody na przenoszenie winy za zachowania seksualne ze sprawcow na ofiary. Podkreslil to parokrotnie, zeby wlasnie nie byc zle zrozumianym, co i tak przewidzial – ze bedzie.
      Chodzi o to, ze bezwarunkowe potepienie gwaltu i gwalcicieli w jakis przedziwny sposob cenzuruje same badania statystyczne – zwiazku ubioru z gwaltem. A to z kolei powoduje, ze nasz Gospodarz-szczegolant nie ma niezbitych argumentow do dyskusji ze swoim dzieckiem. Nie chce sie On posilkowac obiegowymi opiniami przez co poglebiac stereotyp o tym, ze kobiety prowokuja ubiorem a tym samym sa “wspolwinne”

      Ze swojej strony moge jedynie nadmienic, ze wyniki takich badan, ktorych nie jestem przeciwnikiem – wprost przeciwnie – moglyby faktycznie dac pewien argument gwalcicielom w sadach. I bylby to argument, ze sie to tak wyraze – poparty naukowymi badaniami.
      Problem z badaniami, a statystycznymi zwlaszcza, jest taki, ze kazdy moze sobie wnioski dorobic sam. Nawet najbardziej absurdalne. Niestety.

      Pan Krzysztof przytacza tutaj przyklad doradzania aby nie nosic portfela w tylnej kieszeni…. I ze nikt za takie rady potepiany nie jest.
      OK. Nie jest, ale niech Pan Krzysztof zauwazy, z jaka argumentacja policji a nawet znajomych sie Pan spotka jesli Pan zglosi kradziez portfela z tylnej kieszeni spodni… “No Paaaaanie, toz trzeba bylo ten portfel od razu zlodziejowi dac”.
      Ja sie z taka argumentacja policjanta spotkalem gdy skradziono mi laptopa z samochodu wybijajac szybe….
      W przypadku gwaltu, taka argumentacja wygladalaby tak: “No Paaaaniii, toz trzeba bylo od razu sie polozyc i oddac”. Czyz nie?
      Glupie? Obrzydliwe? Tak!!!! Ale czy w przypadku statystyk potwierdzajacych wzrost ilosci gwaltow w zaleznosci od dlugosci sukienki, ktos takich wnioskow nie wyciagnie? Oczywiscie, ze wyciagnie!

      I tak oto stoimy przed dylematem “slusznosci” prowadzenia badan najkowych w kontekscie spolecznym.
      Dla ludzi takich jak Pan Krzysztof z tym problemu nie ma – nauka to nauka, statystyka jest jej czescia.
      Problem lezy w panu “Heniu” spod budki z piwem. Gdy przczyta on w jakims tablidzie nawet suchy wynik takich badan statystycznych, to wniosek wysnuje sobie taki, jak mu jest wygony – a bedzie on wnioskiem usprawiedliwiajacym swojego “wacka” i obwiniajacym kobiety.
      Probelm tez lezy w cenzorach, ktorzy znajac reakcje “pana Henia”, wychodza z arbitralnego wniosku, ze poniewaz Henio istnieje, to badania nie powinny istniec. Kto dal cenzorom takie prawo, za wyjatkiem ich wlasnej mniemanologii?
      Oto jest pytanie…….

      • Ajgor

        “W przypadku gwaltu, taka argumentacja wygladalaby tak: “No Paaaaniii, toz trzeba bylo od razu sie polozyc i oddac”. Czyz nie?
        Glupie? Obrzydliwe? Tak!!!! Ale czy w przypadku statystyk potwierdzajacych wzrost ilosci gwaltow w zaleznosci od dlugosci sukienki, ktos takich wnioskow nie wyciagnie? Oczywiscie, ze wyciagnie!”

        To, że ktoś tak wniosek by wyciągnął to oczywista oczywistość, tyle, że nie powinna być to żadna okoliczność łagodząca (dla sądów), skoro złodziei nie traktują łagodniej, bo okradziony miał portfel w tylnej kieszeni.

  • A tak w ogóle, to nie znajdziesz dobrych argumentów. Nastolatki swoim strojem demonstrują. One się nie ubierają, tylko składają deklaracje. Robią prowokacje. To nie jest poziom dyskusji. Za “moich czasów” takim strojem męskim był tzw. flejers. Chłopcy zakładali go, żeby “skini” mogli ich z niego skroić. Wtedy stado zgodnie ich żałowało i pomstowało na onych skinów. Inni nosili irokeza, z podobnych powodów, ale im chodziło o mordobicie. Ja chodziłem w wełnianej kamizelce z wielką pacyfą i z długimi włosami zebranymi na Winnetou. A od trzech lat trenowałem judo i tylko czekałem na okazję… Na szczęście się nie zdarzyła. Chyba nie zależało mi aż tak bardzo. Włosy dobrze działały też na dziewczyny… Zawsze cierpiałem na brak zdecydowania…

    W tym kontekście śmiem przypuszczać, że “wyzywające ubranie” dziewcząt jest podobnego sortu prowokacją. Jeżeli będziesz argumentował córce, że w ten sposób zwiększa zagrożenie własnej cnoty, tylko ją w jej planie utwierdzisz. Ale czy jest jakiś sposób? Chyba tylko odwrotna motywacja. Purnonsens? Przerazić – odegrać scenę chutliwego tatusia? Toż ona po prostu nie wie, o co kaman… Wnioskuję, że “wyzywającość” ubrania Myszy polega na prowokacji natury seksualnej, skoro piszesz o gwałtach.

    • r306

      Trudno sie nie zgodzin :)
      Dlatego tez w pierwszym komentarzu napisalem, ze nawet wiedzialbym co powiedziel, ale kompletnie nie wiem jak, zeby wlasnie nie osiagnac efektu przeciwstawnego do zamierzonego…

      Ale pewnie dlatego tez Panu Krzyszofowi sa potrzebne liczby. Zaklada racjonalnosc Myszy w zderzeniu z liczbami. Czy slusznie???

      • eumenes

        Niesłusznie. Są tylko dwa sposoby żeby dziewczyna zaczęła się inaczej ubierać:
        - kultura (której u nas nie ma a jest np. u Muzułmanów)
        - doświadczenie (gdyby się znalazła w sytuacji że ów strój rzeczywiście by kogoś do czegoś sprowokował a ona poczuła się realnie zagrożona)

        Bez tego jest tak jak napisał Flamenco – wyzywający ubiór jest deklaracją i nadzieją i to jest zupełnie naturalne bo tak jesteśmy zbudowani – młode dziewczyny muszą się jakoś nauczyć tego całego uwodzenia, czyż nie? A strojem najłatwiej.

  • Ufka

    To bardzo skomplikowana sprawa. Trzeba iść szerokim frontem. Niedawni na Sakinie jakaś feministka, zarzuciła mi nieznajomość konferencji z marca – gdzie rzekomo jakieś “ruchy” zajmowały się gwałtami. No i oczywiście zapytała co zrobił w tej sprawie PIS :)
    Ja twierdziłam, że do publisi przebijają się tylko hasła typu “mój brzuch należy do mnie”, samorealizacja po trupach itd itp
    Gwałt powinien być ścigany z urzędu, ale zgwałcona powinna być pod szczególną ochroną – nienarażona na dodatkową traumę np sędziego.
    Ale nie łudzę się, gwałcą też w Anglii, gdzie kary dużo surowsze. Więc jakieś mnimum bhp potrzebne. Tak jak nie wybiorę się w środku nocy sama na Pragę po wrażenia, tak młoda dziewczyna powinna mieć świadomość gdzie bywa, z kim imprezuje, zwłaszcza jak lubi podlewać imprezę alkoholem lub dragami.

    • eumenes

      Wie Pani co jest zabawne? Moja siostra po licznych podróżach stwierdziła że było tylko jedno miejsce, gdzie się czuła bezpiecznie: Syria. Nie wiem co na to feministki.

      Pozdrawiam,

  • Ufka

    O matko! Skąd te literówki! Oczywiście “niedawno na Salonie”

  • tomasz de chartres

    @Krzysztof Bonifacy Eklezjstes Leski “Odkąd zacząłem z leciutkim zaniepokojeniem obserwować sposób ubierania się mej córy.”

    Posłuchaj Ojcze co powiada Pismo – Księga Mądrość Syracha, 42, 9-14; Stary Testament:

    “Troska ojca o córki

    9 Córka dla ojca to skryte czuwanie nocne,
    a troska o nią oddala sen:
    w młodości, aby przypadkiem nie przekwitła [jako niezamężna],
    a gdy wyjdzie za mąż, by przypadkiem nie została znienawidzona,

    10 gdy jest dziewicą, by nie była zbezczeszczona, stając się w domu ojcowskim brzemienną -
    będąc z mężem, aby przypadkiem nie wykroczyła [niewiernością]
    i zamieszkawszy z nim, nie była niepłodna.

    11 Nad córką zuchwałą wzmocnij czuwanie,
    aby nie uczyniła z ciebie pośmiewiska dla wrogów,
    przedmiotu gadania w mieście i zbiegowiska pospólstwa
    i by ci nie przyniosła wstydu wśród wielkiego tłumu.

    12 Nie pokazuj jej piękności jakiemukolwiek mężczyźnie
    ani nie pozwalaj jej przebywać z mężatkami!

    13 Jak bowiem z odzienia wychodzą mole,
    tak przewrotność kobiety – z jednej na drugą.

    14 Lepsza przewrotność mężczyzny niż dobroć kobiety3,
    a kobieta, która wstyd przynosi – to hańba!”

  • the_point

    W temacie znalazłem coś takiego:

    http://www.iup.edu/page.aspx?id=44097

    To część projektu:

    http://www.iup.edu/haven/

    realizowanego przez Indiana University of Pensylwania.

    Interesujący nas cytat:

    /Research data clearly proves that a way a woman dresses and/or acts does not influence the rapist’s choice of victims. The decision to rape is based on how easily the rapist thinks the target can be intimidated. Rapists are looking for available and vulnerable targets. Women are not raped because they “put themselves in a dangerous situation,” as is so frequently stated, or because they wore certain clothes, or because they followed a particular lifestyle./

    Nie podają jednak w tym przypadku badań źródłowych.

    No i ciekawe, ile w tym rzetelnych badań, a ile badań z założoną tezą, która miała zostać udowodniona..?
    Czy faktycznie udowodniono związek przyczynowo-skutkowy, czy tylko zaobserwowano szereg korelacji między wysegregowanymi cechami, które później zestawiono w konkretny sposób ..? ( być może działając wybiórczo i część pomijając)

    • eumenes

      Teza wydaje się wiarygodna i zapewne wynika z profilu psychologicznego gwałciciela. Zgwałcenie to potrzeba dominacji, kobieta musi więc przyjąć na siebie rolę ofiary żeby “gwałt się udał”. Od wszystkiego oczywiście są wyjątki.

      Problem w tym, że kwestia gwałtu przeplata się z jednym z najważniejszych ludzkich zachowań: rytuałami godowymi. Nie da się analizować jednego bez drugiego.

      Pozdr,

  • jes

    Dumam, dumam i solidaryzując się z intuicją Autora, dochodzę jednak do wniosku, że w niewłaściwym miejscu szuka rozwiązania kontrowersji. Coś z tego co myślę napisał już flamenco108, z nieco innej perspektywy – tomasz de chartres.

    Ubiór jest sprawą niezmiernie kontekstową; on zawsze niesie ze sobą jakiś przekaz, tyle, że przekaz ten w nierozerwalnym stopniu powiązany jest z kontekstem kulturowym. Niech posłuży jako oczywisty choć karykaturalny przykład ubioru plażowego, którego użycie niesie zupełnie inną wiadomość w barze nadmorskim, a inną w eleganckiej restauracji krakowskiej, jeszcze inną zaś, powiedzmy, w refektarzu świątyni wschodniochrześcijańskiej. Projekcja tego przykładu na oś sytuacji bardziej zwyczajnych powinna dostarczyć argumentów do konsensusu. Ale jest to arsenał argumentów kulturowych, a nie matematycznych, zawsze więc pozostanie tu miejsce na nieostre rozgraniczenia tego, co (mówiąc bardzo niedzisiejszym językiem) wypada, a czego nie wypada. I jaki przekaz dany strój w jakiej sytuacji niesie. Osoba, która świadomie stosuje taki przekaz… Cóż, stosuje go świadomie. Czasem bywa to sprawa intuicji, często jednak tylko bezmyślnego naśladownictwa.

    Sprawa ryzyka przemocy jest tu moim zdaniem marginalna.
    Statystyka o tyle nie jest tu odpowiednim narzędziem poznawczym, że jest zbyt toporna. Ponadto bywa nierzadko i tak, że kto inny jest obiektem prowokującym do gwałtu, a kto inny jest jego ofiarą. I tu już w ogóle wydaje się, że statystyka byłaby bezbronna, za to rzeczywiście niezmiernie łatwo byłoby jej wyniki nadużywać. Może więc nie chodzi o cenzurę poprawności, tylko o całkiem niegłupie tabu.

    • Ufka

      Coś w tym jest. Ale tu wychodzą chyba jakieś większe braki. Matek, ojców nie będą się słuchać – bo przecież co starzy mogą wiedzieć o modzie! Jeżeli szefowie firm muszą szkolić w sprawach dress codu (a chyba oczywiste, że urzędniczka nie powinna przychodzić do pracy w bluzce na ramiączkach i kabaretkach), jeżeli nastolatki zapatrzone w gwiazdy estrady uważają, że to strój na codzień, to o czym mówimy?

      • eumenes

        Wszystko zależy od grupy. U jednych obciachem jest przyjść w dresie, u innych w bojówkach a jeszcze u innych w mini. “Moda młodzieżowa” jest wyznaczana przez konkretną grupę bo służy do ustalania statusu w danej grupie i odpowiedniego łączenia w pary, że się wyrażę behawioralnie ;)

        Zwykle zresztą każda grupa (klasa w szkole, znajomi, itp.) ma swojego arbitra elegancji, który wyznacza trendy. W gruncie rzeczy jedyne rozwiązanie to pokazać dziecku że ma lepsze atuty niż przykusa spódniczka / brak karku / dziary albo pomóc znaleźć inną grupę (choć w przypadku klasy szkolnej to pewnie trudno).

        Tak czy siak modę zawsze lepiej wyznaczać niż za nią podążać więc Leski mógłby Myszy znaleźć jakąś troszkę starszą koleżankę która NA PRAWDĘ SIĘ ZNA i od której Mysza mogłaby się uczyć jak się ubierać albo nawet podbierać ciuchy czasem. Moja siostra tak zrobiła w liceum i zmiażdżyła konkurencję :)

        Swoją drogą Mysza się pewnie z nas śmieje jak to czyta, ja bym się śmiał :D

        Pozdrawiam,

        • evertsen

          @eumenes Swoją drogą Mysza się pewnie z nas śmieje jak to czyta, ja bym się śmiał :D

          Co prawda to prawda. Wygląda to wszystko jak dyskusja bandy dziadków, którzy szukają naukowych dowodów, by potem powiedzieć młodzieży jak ma się ubierać. “Według tych statystyk na pewno ktoś cię zgwałci!” Nie bardzo widzę skuteczność takiej argumentacji :D

          “Wszystko zależy od grupy.”
          Nic nie zastąpi pewności siebie, która pozwoli się od grupy uniezależnić.

          Pozdro

  • U podstaw wiktymologii , jakby nie było nauki, musiało chyba tkwić przekonanie ,że ofiara przestępstwa z różnych przyczyn mogła być podatna na to przestępstwo i że można tej podatności przeciwdziałać. Czy ubiór podwyższa “podatność” na gwałt ? No tak… Czy podatność na bycie ofiarą jakiegokolwiek przestępstwa jest okolicznością łagodzącą dla przestępcy ? No chyba nie…

    Cały problem został zideologizowany. Stworzono wrażenie , że walcząc ze stereotypami można czasami zrezygnować ze zdrowego rozsądku…

  • Jerzy Maciejowski

    Panie Krzysztofie!

    Jeśli chce Pan skutecznie wpłynąć na dziecko, to proponuję zaserwowanie mu szczerego komunikatu typu „ja”.

    Oczywiście nie chodzi o komunikat „Ja sonie nie życzę…”, tylko „Jak zakładasz takie ciuchy, to ja się o Ciebie boję.” Na tym skończyć rozmowę. Jeśli młoda będzie sama chciała drążyć temat, to mówić uczciwie o tym czego Pan się obawia, ale nie oczekiwać/nie domagać się zmiany ubioru. Jeśli będzie Pan grał fair względem dziecka, to ono może wziąć Pana obawy pod rozwagę lub poszukać jakiegoś sposobu uspokojenia Pana. Nie gwarantuję tego, ale jest szansa.

    Jeśli ma Pan ochotę pogadać, to proszę mnie znaleźć na skype’ie, gdzie występuję pod własnym imieniem i nazwiskiem, z miejscem zamieszkania w Dundee.

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

    • Krzysztof Leski

      Nie, panie Jerzy. Po trzykroć nie. To poważny błąd wychowawczy. To rodzicocentryzm.

      Strach o dzieci jest wpisany w rodzicielstwo, ale nie może decydować o zachowaniach rodzica. Boję się, ale to raczej mój problem niż ich. Mogę zabiegać, by dzieci coś robiły lub czegoś nie robiły, bo to ma sens lub nie ma sensu. Ale nadużywanie argumentu, że owo coś wzmaga mój strach, to przejaw rodzicielskiego egoizmu.

      Tak jest ten świat zbudowany: my mamy się bać, a one chcą hasać. I będą. Trzeba nauczyć się okiełznać strach, a nie nim emanować.

  • Hmmm … Na S24 Boss rzucił hasło “chodźcie z nami” … Czyżby dziś nie bili ?

    • tomasz de chartres

      Taa…i tak się, że w ciągu dwóch tygodni szef Psychiatric Hospital Saloon’24 ma serię spotkań związanych z promocją swego dzieła o Orbanie. Boże, jacy ci blogerzy S’24 są złośliwi i niewdzięczni! Człowiek się stara, haruje jak ten wół dniami i nocami, od ust se odejmuje aby za serwery zapłacić a takie komentarze:

      “@Igor Janke

      “Tak się składa, że w trackie najbliższych dwóch tygodni mam serię spotkań w różnych miastach Polski związanych z promocją mojej książki o Viktorze Orbanie”

      Trzeba od razu tak.
      Dobra. Kupie te ksiazke.

      Pozdrawiam!
      AMSTERN 3.0 1506417 | 30.11.2012 11:02

      “@Igor Janke

      super pomysł, by ratować zagrożoną wolnośc słowa sprzedając własną książkę. Jak to zrobic praktycznie – zapewne wiele podpowie Panu coryllus.
      Powodzenia

      JAGG 0631 | 30.11.2012 11:11″

    • r306

      Janke albo odplynal, albo cynicznie stara sie odswierzyc swoj stary pomysl na biznes, ktory to biznes zaczal wyraznie wiednac ….

      Tylko patrzac na swoj portal w obecnej postaci moglby przynajmniej sie powstrzymac od sformuowan “platforma otwartej debaty”, bo….. A co mnie to obchodzi….

Leave a Reply