Mgła i Czeladź

No, ekstra. Epokowe wydarzenie, Dreamliner ma lądować w Warszawie za kwadrans. Powinienem go widzieć z moich własnych okien na podejściu do Okęcia. WIatr taki jak prawie zawsze, więc podejście z południa. Ale niczego nie zobaczę, bo mgła jak diabli, a na dodatek chmury. Im nie zaszkodzą, widoczność pionowa rzędu 300-400 metrów, pozioma około kilometra, ale ja mogę sobie… obejrzeć relację, którą Okęcie imienia Chopina (czy może odwrotnie) serwuje na fejsie. Z tym, że tam na razie też mgła, czyli brak striimu z danymi. Striimu przez dwa “i”, bo to takie długie “i”. No i diabli wiedzą, gdzie 787 jest teraz, bo na flajtradarze go nie widać. Czyżby nie miał jeszcze ADS-B?

W polskiej mgle polityczno-medialno-sieciowej karierę robi nagranie z Czeladzi. Dominują opinie, że zwolennicy teorii zamachu skandalicznie potraktowali uczestnika spotkania, który chciał tylko “zadać pytanie”. Oczywiście zgadzam się, że kilkoro fanów mgły i trotylu, w tym jeden mężczyzna robiący wrażenie współorhanizatora spotkania, dało pokaz chamstwa. Antoni Macierewicz wydaje się zakłopotany i próbuje chyba załagodzić burdę jedynym możliwym sposobem — prośbą, by “pytający” zamilkł lub najlepiej wyszedł. Ale trudno zgadnąć, bo na filmie prawie nie słychać, co mówi Macierewicz.

“Pytający” wszakże to najzwyklejszy prowokator. Prowokator nie w znaczeniu zamaskowanego policjanta rzucającego brukowcem w niezamaskowanego policjanta, lecz taki, jakich ugrupowania polityczne często wysyłają na spotkania swych przeciwników. To legalne, przyjmuję do wiadomości istnienie obyczaju, ale go zdecydowanie nie pochwalam. Zadaniem takich ludzi jest rozbicie wiecu wyborczego lub spotkania takiego, jak w Czeladzi, a nie było to przecież seminarium ani konferencja prasowa, zaś młodzieniec, identyfikowany jako Andrzej Kostewicz, o nic nie pytał. Domagał się, by Macierewicz uznał publicznie za prawdziwą i jedynie słuszną taką ocenę własnej osoby, jaką zaprezentował Kostewicz. Ocenę cokolwiek obraźliwą.

Otwarte chamstwo z jednej strony, chamstwo w białych rękawiczkach z drugiej. Obie strony siebie godne: i pan Kostewicz, i ten, który autorowi nagrania wymyśla od pederastów.

PS. 10.25 – jest. Nie było go i nie bylo, a nagle minał Płock i się pojawił. Dreamliner, nie Macierewicz. Ma ADS-B, a flajtradar ma dziś dla niego specjalny opis 🙂

 

10.28 – jest nad mostem Północnym, tfu, tej, tam… no, jak jej jest…

10.30 – przeleciał nad Rondem Wiatraczna. Ale wciąż jest wysoko, na 10 tys.stóp, choć obiecywali wyjątkowo niski przelot…

10.32 – zbliża się do Góry Kalwarii, zaraz zrobi nawrót… Cztery tysiące stóp.

10.35 – zawrócił tuż przed Górą Kalwarią, jest na ścieżce. Dwa i pół tysiąca stóp.

10.38 – przeleciał nad piaseczyńskim Auchan. Tysiąc stóp.

10.40 – ani go nie widzę, ani nawet nie słyszę. Już po wszystkim. Usiadł.

10.50 – okazuje się, że nie usiadł, lecz zrobił “low pass” dla widzów, by podejść po raz drugi. Wszystko jedno, na drugiej pętli też go nie widziałem.

11.00 – przypomniałem sobie: Skłodowskiej-Curie.

63 Replies to “Mgła i Czeladź”

    1. Może i przyznałbym Panu rację gdyby nie bardzo podobna sytuacja , która spotkała jakis czas temu (z dzisiejszego punktu widzenia to prehistoria bo w czasach grubo “przed katastrofą”) w mojej obecności mojego bliskiego znajomego na spotkaniu z p. Cejrowskim. Mój przyjaciel prowokatorem nie był. A reakcja sali na jego “tendencyjne pytanie” ,z punktu widzenia sali, była dokładnie taka sama.
      Reakcja sali na takich spotkaniach nie jest wynikiem prowokacji lub jej braku… Osoby na nich obecne chcą słyszeć tylko to co uważają za “prawdziwe” i o taką “prawdę” walczą tak jak potrafią …

        1. To nawet nie są prywatne spotkania tylko nabożeństwa i katechezy.
          A wiec reakcja wiernych na bałwochwalstwo, głoszenie herezji i obrazę uczuć
          religijnych popełnione przez pederastę i jego kamrata w trakcie Nauczania
          Pana Antoniego z Zespołem Wielkiej Tajemnicy Zamachu Smoleńskiego jak najbardziej
          zasługuje na zdrową Wolacką reakcje bo jest powiedziane:
          “Każ wyprowadzić bluźniercę poza obóz. Wszyscy, którzy go słyszeli, położą ręce na jego głowie. Cała społeczność ukamienuje go.”
          http://www.strona0biblii.republika.pl/slowa_b.html

          A co do prowokacji to niekoniecznie ktoś kto mówi rzeczy rozsądne w morzu idiotyzmów musi być prowokatorem.

          1. Jest prowokatorem, albowiem niewątpliwie nie oczekuje przyznania mu racji przez zgromadzonych, a zatem idzie, by dokonać demonstracji i sprowokować reakcję, najchętniej agresywną. Proszę mi nie wmawiać, że chodzi o cokolwiek innego.

            1. Gdyby to było zgromadzenie wiernych któregoś z zarejestrowanych w Polsce Kościołów lub innych związków wyznaniowych
              i on naruszył by tabu odgrywanego tam rytuału to tak można by to uznać za prowokację.
              Ale to było jak napisano:
              http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Jaroslaw-Kaczynski-o-awanturze-na-spotkaniu-z-Macierewiczem-zle-sie-stalo,wid,15095940,wiadomosc.html
              Spotkanie posła z mieszkańcami Zagłębia, które zostało zorganizowane przez biuro poselskie Waldemara Andzela We wtorek 13 listopada w “SDK” Odeon w Czeladzi.
              Czyli przedsięwzięcie zorganizowane za moje podatki.
              Ponadto wg wykładni Prezesa 1000-lecia:
              “-Każdy może zadawać pytanie takie, jakie uważa za właściwe. Można na nie nie odpowiadać, ale należy je zadawać.”
              Niechętnie ale muszę się w tym przypadku zgodzić z Prezesem.
              Czyli jak poprzednio nie było prowokacji, pytanie co najwyżej było kłopotliwe lub dezintegrujące
              starannie wyhodowaną (m. inn. przez Mistrza ceremonii Antoniego z Zespołem) smoleńsko-wolską paranoje
              z elementami psychozy niektórych uczestników.
              Tu inna relacja dość powsciągliwa:
              http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/698177,wypadaj-stad-pederasto-na-spotkaniu-macierewicza-w-czeladzi,id,t.html
              A tu zeznania prowoka-enkawudzisty:
              http://www.wprost.pl/ar/356592/Zadal-pytanie-Macierewiczowi-uslyszal-ze-jest-NKWD-zista/?pg=0

  1. Cóż znaczy 20 min opóźnienia w zestawieniu z czterema latami?

    szkoda, że pokaz był we mgle

    ale przy tych warunkach salut wodny to trochę do śmichu…

      1. @ partyzant/ “A kiedy otwarcie Lublin – Świdnik Airport?”

        إن شاء الله‎,

        – a potrzebne to jak psu gwizdek
        Kilku gości musiało zarobić – to sobie wymyślili ajrport.

        Jak mówi mój przyjaciel z Londynu – loty Luton-WAW będą o ponad 300 złotych tańsze.
        Czyli można wynająć taxi 😉

        I tak szybciej dojedziesz z WAW niż ze Świdnika.
        Jakbyś miał ochotę na hardcore – to zapraszam.
        Przy zamówieniu taksówki – zdarza się czekać 2h na jej dojazd z Lublina.
        (11 km)

        1. No tak.
          Lobbing lokalnych polityków, pomagierów polityków i pociotków, to jest jednak to.

          Kilka lat temu, na podobnej zasadzie (Kraków Balice) miał powstać port lotniczy w Kielcach.

          Modlin też startował w oparach Barei (pewien niekumaty Włoch pojechał do centrum Wa-wy prawdopodobnie najdroższą taksówką świata).

  2. Piloci celują w pas – nieustraszony reporter TVN24 Piotr Świerczek nadaje z pokładu “linowca marzeń”:

    11:04

    – Potrzepało nami naprawdę bardzo mało, myślę, że mało kto to zauważył – przyznaje reporter TVN24.

    10:55

    Samolot zatrzymał się na pasie. Wita go wodna kurtyna – Dreamliner został ochrzczony.

    10:51

    Samolot widać już nad lotniskiem – piloci celują w pas.

    10:18

    “Liniowiec marzeń” rozpoczął zniżanie.

  3. @Krzysztof Leski

    Ależ zapomniał Pan dodać, że nawet pomimo mgły, widziałby Pan Dreamlinera o…(chyba)niebo lepiej, gdyby podchodził na pas 11/29, a nie 15/33.

    Abstrahując, że ta droga startowa jest obecnie w remoncie, raczej nie zdecydowanoby się posadzić takiego samolotu na pas krótszy i węższy, aczkolwiek, przy niesprzyjającym wietrze dla pasa 15/33, to kto wie.

      1. Miałem nadzieję zobaczyć (i pokazać dzieciom) nieczęsty widok przelotu w eskorcie F16, a poza tym dzieci rano się jakoś kłóciły i propozycja szybkiego wypadu “zobaczyć nowy samolot” była swoistą ucieczką do przodu (samolot prawie zawsze działa)…
        Tylko trochę chłodno było i zaczęły marudzić pomiędzy low-passem a lądowaniem…

        1. U mnie też “ślosum” zawsze działał. No i nie było marudzenia. Nie zapomnę pewnej grudniowej, a może styczniowej niedzieli pod płotem Okęcia z półtoraroczną Myszą w śniegu po pas – na każdą propozycję powrotu do domu reagowała “jeś siem ślosum”. Przetłumaczyć?

            1. Nie. “Jeszcze siedem samolotow”, aczkolwiek naprawdę “siem”, naśladujące “siedem”, znaczyło nie siedem, lecz “dużo”.

  4. Wczoraj na wpolityce.pl znalazlem wywiad z Romanem Graczykiem, gdzie miedzy innymi wspominal jak wygladaly relacje dziennikarskie w GW.

    Nie umialbym powiedziec, co w jego relacji odroznialo takie zebranie, z zebraniem na sali w Czeladzi. Poza moze faktem, ze po latach R. Garczyk uwarza, ze nie tylko sposob dyskutowania byl fatalny, ale i bronione poglady – nie do obrony.

      1. Tak to relacjonowal. Wiarygodnosc jednego z jego rozmowcow, tj. L. Maleszki mielismy watpliwa przyjemnosc ogladac na nagraniu E. Stankiewicz. Wiarygodnosc drugiego, tj, Adama Michnika byla przedmiotem nagran ze studia Agory, to te z Rywniem, czy z prywatniejszej kolekcji pana Gudzowatego.
        I te byly ciekawe o tyle, ze jako zywo styl i slownictwo ani na jote nie pozwalalyby zakaladac, ze A. Michnik jest z lepszej gliny niz ludzie w Czeladzi.

        Mysle, ze rozne rzeczy mozna opowiadac w wywiadach, roznie patrzy sie tez na sprawy po latach. Jakos jednak wierze R. Graczykowi.

        Wierze tez wlasnym oczom, gdy np. czytam, na wp, ze mlody czlowiek zadawal pytania. Pieknie brzmi, prawda? Dobre konotacje to podstawa.
        To, ze to palikociarz, umyka.

        Rzecz znamienna, i tez o cechach prawidlowosci, a nadajaca sie do dyskusji, ktora niedawno prowadzimy. Wygrywa ten kto wlada schematem.
        Zapros do studia ” pomnikowa glowe, jak raz do pozloty”, nawet niech to bedzie suchar i zapytaj. najlepiej niech glowa rzuci bluzg. Mniejsze glowki, jak rezonasnowe pudla podchwyca. Za dzien zapros inna glowe, ta powtorzy, nawet dosadniej. Przeparaduj “usual suspects” prze wszystkie studia, wszystkich telewizji. I tak opinia, gdzie tam opinia – bluzg – staje sie faktem, niwelujacym jakoby inne fakty.

        A tu? Kopnij kogos w kostke, i pokaz jak wykrzywia usta.

        1. Sęk w tym, że wiarygodność opowieści Graczyka o GW jest podobna do opowieści rozwódki o jej byłym mężu.

          No, może i jest to kawał drania, a ona w naiwnym trwając uczuciu nie widziała tego przez lata, aż wreszcie przejrzała, wyzwoliła się i teraz tylko, zupełnie wolna od emocji, przestrzega świat. Może i tak.
          Nawet jeśli ja nie lubię tego typa, to na wyznania byłej żony biorę pewną poprawkę.

    1. zawsze się zastanawiam skąd u strony określającej się jako prawicowa bierze się maniera usprawiedliwiania powiedzmy “niezrozumiałych” zachowań swojaków takim samym typem zachowań w środowisku GW czy ogólnie środowiskach wrażych…
      Przecież strona określająca się jako prawicowa z definicji powinna być mądrzejsza , szlachetniejsza i taki typ zachowań oraz sposób ich usprawiedliwienia powinien być zdecydowaną ujmą. No chyba , że w gruncie rzeczy nie jest mądrzejsza , etc. , na dodatek ma głębokie kompleksy wobec środowiska GW a takimi porównaniami chce się jedynie znobilitować lub ściągnąć protagonistów do swojego poziomu….

      1. Eee, jakos naciaga pan.

        Co znaczy z definicji madrzejszy?

        Zachowanie sprowokowane jest zrozumiale. Dlatego w normalnych relacjach ludzie tego unikaja. Czego pan nie rozumie?

        Prosze nie psychologizowac na temat kompleksow, bo to kolejny konik w polskich dyskusjach.

        Jednym slowem: prosze sformulowac pytanie – odpowiem. Ale tak, to nie bardzo widze, co pan chce osiagnac.

      2. No to najprościej jak się da :

        Jeśli mojego sąsiada uważam za zdrajcę, kłamcę, notorycznego mąciciela z genami po KPP to robię wszystko aby nasze wypowiedzi, zachowania czy nawet gesty ani na jotę nie były podobne. Dzień w którym wpadłbym na pomysł by istnieniem sąsiada i jego postępkami tłumaczyć swoje “nieroztropne” (to eufemizm)zachowania byłby dniem mojej porażki… Czy “psychologizowaniem” można nazwać rozważania co mogłoby mnie skłonić do brania przykładu z sąsiada ? Może… Ale może dzięki temu, tego przykładu nigdy nie wezmę ?

        1. Zaraz. Czyli uwarza pan, ze ludzie w Czeladzi rozumowali tak: a co? co sie patrzycie? i nie dziwcie sie bo Michnik tez tak robi?

          Chyba nie. Raczej, ze skonstatowawszy, ze zachowali sie zle, tlumacza (czy ktos ich tlumaczy – tu ja) swoje zachowanie tym, ze inni, ci ktorych uwarzaja za gorszych, czy mylacych sie robia to samo.

          I tu zgoda, wlasnie w ten sposob ich tlumacze. A robie tak dlatego, ze najwyrazniej umknelo panu to, ze zostali do takiego zachowania sprowokowani. I notorycznie to panu umyka. Zarowno w skali calej transformacji, jak i incydentu, takiego jak ten.

          Ja panu powiem cos, czego by sie pan mogl dowiedziec np. na wsi, dobrze ze nie wpierdolili temu mlodemu czlowiekowi, bo mogli.

          1. Tylko różnica polega na tym, że np. jak ja się z Tobą nie zgodzę w bezpośredniej wymianie zdań, to z pazurami się na Ciebie nie rzucę.

            Jeśli Macierewicz, jest podobnym treserem dusz, jak Michnik, to jego podopieczni, wykazują jednak pewne cechy wścieklizny.
            Nie wiem tylko, o kim to gorzej świadczy. O tych ludziach, czy ich mentalnym i intelektualnym treserze?

            1. Ale my sie nie prowokujemy. Nie robie tak, ze rozmawiam z Toba o polityce, a poza kadrem rzucam uwagi np. o babci, albo sugeruje, zebys sie zbadal.

              Po drugie, ja nie mam pretensji do A. Michnika o stopien zwasalizowaniu ludzi wyznajacych jego poglady. Ja mam pretensje o poglady A. Michnika – bo uwarzam je za zle, szkodliwe, bywa, ze i niegodziwe.

              Gdyby A. Michnik, w moim ulubionym przykladzie wykladal matematyke i mial tuzin, albo miliard wyznawcow prawd arytmetycznych nie oburzalbym sie.

              Macierewicz kiedys kroczyl z Michnikiem ramie w ramie by sie tak wyrazic. Niewatpliwie obaj maja charyzme, i obaj mierza sie ze zjawiskami o duzym stopniu skomplikowania.
              To rodzi kult. Obaj na niego nie sa zapene odporni. Kto jest?

              A nam, z kazdym z tych kultow jakos przyszlo zyc. Uwarzam, ze ten otaczajacy A. Michnika za o wiele szkodliwszy.

              1. I jeszcze jedno – A. Macierewicz, jelsi pan zalozy ze jest czlowiekiem zlym – ma skromne stosunkowo srodki na swa wraza dzialalnosc.
                A. Michnik ma duze, a mial ogromne.

                Adama Michnika stac na produkowanie tasmowe ludzi takich jak ow prowokator. (zeby nie bylo, to nie tak, ze go naslal Michnik Adam).

          2. Aaaa!! To trza było tak od raaazuuu !!! Teraz załapałem – to tak jak z Leninem w Poroninie co to smyrał dzieciaków po nosach pędzelkiem do golenia a mógł przecież brzytwą…. Ludzki z niego człowiek był…

            1. Nie, wcale nie tak.
              Jesli ktos ma na tyle tupetu, zeby byc prowokatorem, to chyba ma tez wyobrazenia co do swojego sukcesu i tego, ze moze uda mu sie sprowokowac, jak zamierzyl. A jak sie prowokuje ludzi albo ludzi ktorych ma sie za gorszych, glupszych i prymitywnych, to – wybacz – ale trzeba zakladac, ze przypie….

              To odroznia nas od dzieci. Dzieci czesto draznia zywiol, bez wiedzy o nastepstwach, np. wkladajac drut do kontaktu.
              Wiec ow mlody czlowiek byl prowokatorem, albo gowniarzem.
              Zadne nie zasluguje na obrone.

              1. znów niestety muszę przywołać swój wiek i swoją pamięć – żyłem w czasach i uczestniczyłem w wydarzeniach, w których pojęcie “prowokator” i “prowokacja” miało swoją rzeczywistą wagę i mogło nieść rzeczywiste, przykre konsekwencje. Jak pokazuje historia skuteczną obroną wcale nie był ten typ zachowań , który Pan pochwala czy chociażby usprawiedliwia… To po pierwsze. Po drugie – pojęcie “prowokacji” też, niestety , podlega dziś inflacji – ci , którzy prowokują uważają się za bohaterów a są najczęściej zwykłymi pajacami; ci , którzy uważają się za prowokowanych , a przez to krzywdzonych, są nierzadko nieszczęśnikami postrzegającymi otoczenie jako wrogi świat dybiący na ich życie, zdrowie , wolność etc.
                Jedni i drudzy muszą się spotkać – są sobie potrzebni aby utwierdzać się w rolach w jakich siebie obsadzili…

                1. Ma pan wiele racji. A jednak sa rzeczy, z ktorymi sie nie zgodze.

                  Po pierwsze: pisze pan, ze zyl w czasach, w ktorych pojecia mialy rzeczywista wage.
                  Zapytam, a czy moj dziadek zyl w czasach, gdy mialy jesczcze rzeczywistsza, a jego dziadek gdy jeszcze rzeczywisciejsza?

                  Chyba, ze ma pan na mysli komunizm. Zgodze sie, istotnie stawki byly wieksze i dalece dramatyczniejsze.
                  I zgodze sie, ze na prowokatora musiano nauczyc sie reagowac skutecznie. Jak? Nie wiem.

                  I teraz wazne, otoz jakos nie przekonuje mnie wmawianie ludziom, ze nie powini czuc sie sprowokowani tym, czym sie sprowokowani poczuli.
                  Czytalem ostatnio ksiazki o dzieciach – jak wychowywac. Uderzyla mnie jedna obserwacja – ze dorosli nagminnie lekcewaza problemy dzieci zamykajac je wyjasnieniem, ze to nie problem. Zlamal sie klocek? E, co to za problem, problem jest jak pozar wybuchnie itd. Podawano przyklad, ze to tak jakby rozmawiac z Indianinem i mowic mu gdy odchodzi od zmyslow, zlamala Ci sie strzala(albo amulet) eeee, stary, jak ci z konta kase zwina, to jest autentyczny problem.
                  Wiec krotko: uwarzam, ze tak, prowokokatorzy w rodzaju motyla na procesji to pajace, tym zalosniejsi, ze w prowokowaniu konformistyczni, ale w czym to niby odbiera krzywde dotknietym?

                  2)Ale te role nie sa rownorzedne. Bylyby, gdybysmy na poczatku sie umowili, ze na niby spadl samolot, na niby zgineli ludzie, na niby ktos na kogos donosil, na niby ktos komus zlamal zycie, na niby plakaly wdowy. Itd. Tylko ze to nie bylo na niby. Nie zyjemy w swiecie jaki wymyslamy, tylko w takim jaki jest.

                2. Nie każde, mniej lub bardziej obsesyjne, odczucie bycia prowokowanym zasługuje na to by obciążać nim życie społeczne w Państwie. Również w życiu osobistym tłumaczenie prowokacjami swoich głupich zachowań jest ucieczką od autorefleksji i samooceny. Może się to Panu wydać dziwne ale uważam , że jakże słaby musiałby być Kościół i moja wiara gdyby osobnik przebrany za motyla był w stanie tę instytucje i mnie do czegokolwiek sprowokować a tym bardziej mnie obrazić …

                  Jak rozumiem , komentowanie żadnego wydarzenia w Polsce nie może się odbyć bez przywoływania smoleńskiej katastrofy. Więc jeśli Pan pozwoli, będąc sprowokowanym i korzystając z Pana rad chciałbym na te prowokacje odpowiedzieć – część rodzin ofiar nie mogąc sobie zracjonalizować śmierci swoich najbliższych również ustawia się w roli “ofiar”. Pewnie Pan znowu zarzuci mi psychologizowanie ale rozumiem, tak po ludzku, że ta śmierć miałaby większy sens ( o ile w ogóle można mówić o sensie śmierci) gdyby ci ludzie zginęli w zamachu a nie w najzwyklejszej katastrofie spowodowanej bezmyślnymi ludzkimi błędami i bezsensowną walką politycznych ambicji. Ale to nie upoważnia tych rodzin do zachowań i wypowiedzi w pośredni sposób obrażających (prowokujących ? ) również mnie. Czy mam się zachować jak te osoby za spotkaniu w Czeladzi ? Pan je porównał do dzieci… Więc chyba nie …

                  1. Jesli pan zaczyna wywod od tego, ze nazywa zachowanie obsesyjnym, to istotnie dojdzie pan do wniosku, ze nie zasluguje. Z tym walcze namietnie – tj. ze ludzie przystepuja do dyskusji ze slownikiem pojec, ktory te dyskusje rozstrzyga na wstepie.

                    Po drugie, nie kupuje argumentu z tak zwanej wyzszosci: jestem ponad, dokonam autorefleksji, itd, itd.

                    Ten argument jest szeroki i ma dosc dluga tradycje, wariacja tego argumentu jest np. walka z kosciolem z pozycji katolicyzmu rzekomo indywidualnego, czy intelektualnego, walka z manifestowaniem uczuc, ktore targaja czlowiekiem, ze czlowiek powinien cos tam przezywac indywidualnie. Podszyte jest to na mile hipokryzja.I w calosci mija sie z problemem.
                    Ma pan ochote na autorefleksje? Do woli.

                    Prosze jednak nie zapraszac do niej calych grup spolecznych.

                    Nie zrozumial mnie pan. Nie porownalem ich do dzieci. Poroownalem panskie podejscie do pojecia doroslego – zbywajacego.

                    Nie wiem, czy proboja sobie zracjonalizowac. Nie wiem, czy ktos – bo ja nie – czulby sie lepiej wiedzac ze dokonano zamachu, a ludzie wybrani na wladcow kraju zachowali sie jak R. Sikorski czy D. Tusk, o np. T. Naleczu nie wpsominajac.

                    Ja bym sie wtedy czul przerazajaco.

                    Powiadam – jak pan ma ubite w glowie, jak trociny w worku wyrazy takie jak – bezsensowna walka polityczna, najzwyklejsza katastrofa – to ja nie dysponuje taka sila argumentacji, zeby to wyplukac.

                    Ja nie wiem co sie tam wydarzylo – a chcialbym.
                    Ludzie ktorzy wiedza, ze tam sie wydarzyla najzwyklejsza katastrofa, w kontekscie tego co widze wokol niej, nie wydaja mi sie wnosic do sprawy niczego poza swym przyzwyczajeniem.

                    1. Drugi raz podczas naszych wymian zdań próbuje Pan używając protekcjonalnego tonu wykazać moją niższość … Nie pozostaje mi zatem nic innego niż pozostać z zazdrością za Pańską zawartością głowy i wolnością od schematów i przyzwyczajeń.

                    2. Nie wiem, czy ktos – bo ja nie – czulby sie lepiej wiedzac ze dokonano zamachu, a ludzie wybrani na wladcow kraju zachowali sie jak R. Sikorski czy D. Tusk, o np. T. Naleczu nie wpsominajac.

                      ————————————————————–

                      W tym jest ukryte założenie, że wiedza o hipotetycznym zamachu nie zmieniłaby ich zachowania.

                      Jak dla mnie, czym innym jest wiedza o wypadku (pomijając ofiary, banalnym w gruncie rzeczy), a czym innym wiedza o zamachu. Reaguję adekwatnie do wiedzy i rzeczywistości, a nie do baaardzo naciąganych hipotez.

  5. PS. Ciekawy jestem czy ten nowiutki E190 ustawiony na drodze kołowania dokładnie na przeciw “spotterów” gdzieś akurat leciał, czy tak go wyprowadzili, żeby się dwa nowe nabytki ładnie prezentowały na zdjęciach…

  6. @ zapluty

    Prosze mi wybaczyc. Nie taki mam zamiar. Jesli pan to tak odbiera, to tylko gorzej dla mnie – bo chce pana przekonac.

    Wiec inaczej:

    Uwarzam, ze przystepuje pan do dyskusji z uformowanymi negatywnie pojeciami. No to sie prosze nie dziwic, ze uzyskuje pan negatywne wyniki.

    Moja uwaga o autorefleksji oznacza tyle, ze panskie sposoby reagowania na systuacje sa panskie. To ze wygladaja nobliwie nie uprawnia pana do oferowania ich innym ludziom w sytuacjach, ktorych pan nie wspolodczuwa.

    Leczy pan – i to tez powszechne, sytuacje nagla ifaktyczna, opowiesciami mile brzmiacymi, acz teoretycznymi.

  7. @ Tadeusz Zawadzki,

    Dobra uwaga.
    Istotnie, to co wiedza wymienieni, moze wplywac na ich zachowania. Gdyby np. Tusk wiedzial, ze byl to zamach, zachowywalby sie byc moze inaczej.

    Sa jednak przeslanki, ktore takie rozumowanie falsyfikuja:
    1. Bezposrednie reakcji po katastrofie np. Sikorskiego.
    2. Tusk nie majac elementarnej wiedzy o tym co sie stalo, nie dbajac by sie dowiedziec wybaral “pelna para” opcje, ktora zmierzala do jednego: uchronic PO. To mu sie udalo. Wielu mu w tym pomagalo.

    Ze wzgledu na charakter sprawy caly establishment sie zmobilozowal. I nie chodzilo w tej mobilizacji, czy byl czy nie bylo zamach – tylko o to, zeby sie uchronic i ratowac.

    Stad wniosek: zachowania Tuska sa niezalezne od tego sie co wydarzylo, i co wychodzi na jaw. On gra w inna gre. Tak to wyglada.

    1. 1. Bezposrednie reakcji po katastrofie np. Sikorskiego.
      ——————————————————–

      Jakiej niby reakcji?
      O ile dobrze pamiętam, mowa była o błędzie pilota. To jakiś szalony prawak (Zawisza) puścił od razu dym z zamachem.

          1. Cos w tym szkoujacego?

            Tak, byloby.

            Inna rzecz jest jednak istotna: rzeczywiscie nie posiadam twardego dowodu, ze Sikorski taki sms wyslal.

            Przechodzac od faktow prasowych, spekulacji po smierci Petelickiego oraz relacji na temat rozmow min. Sikorskiego w dniu 10 kwietnia popelnilem naduzycie, ktore zmuszony jestem w takim razie wycofac.

  8. Teoretycznymi ???!!!
    Teoretycznymi są zachowania ,bliskie histerii, niektórych rodzin ofiar katastrofy oskarżających władze o zamach na ich bliskich ?
    Teoretycznymi są twierdzenia o sztucznych mgłach , helu i
    wybuchu ?
    Teoretycznymi są Pańskie ukształtowane oceny Tuska, Sikorskiego i zawartości głów kogokolwiek innego , kto nie podziela Pańskich wątpliwości ?
    Teoretycznymi są nagminne oskarżenia o każdą możliwą prowokację w sytuacjach gdy świat okazuje się być inny od tego jak wielu jego komentatorów chciałoby go widzieć ?

    Pan , konserwatysta, ironizuje pisząc coś o “nobliwości” ? Może by naszym dyskusjom o sprawach zasadniczych przywrócić powagę i elegancję , które w tym pojęciu się zawierają ? Czy teoretyzowaniem jest próba odpowiedzi na pytanie jak to zrobić ?

    1. Nie – panskie rady sa teoretyczne – glownie te o autorefleksji.

      Prosze zwrocic uwage, ze jak wlasciwie prowadze cala dyskusje poza zagadnieniem rodzian.
      To co sie stalo w Smolensku jest zagadnieniem z podstaw panstwowosci a nie relacji malzenskich, braterskich czy rodzicielskich.

      Po co pan miesza sztuczna mgle z wybuchem i helem?

      Nie to wszystko – co pan wymienia jest realne – i jako takie prosi sie o realne reakcje, a pan oferuje zaklecia.

      1. Samoocena (autorefleksja) nie jest zaklęciem – jest jednym z podstawowych narzędzi by zrozumieć przyczyny niepowodzeń , by uniknąć powielania błędów oraz do wyboru odpowiedniej – uwzględniającej własną predyspozycję, wiedzę, możliwości ,bariery – strategi postępowania. Czyli innymi słowy jest niczym innym jak potwierdzeniem starej mądrości ludowej iż człowiek powinien uczyć się na błędach.

        na koniec prostuje pewną nieścisłość : Nie proszę Pana – Pan pierwszy wprowadził do naszej rozmowy temat Katastrofy – wczorajszy komentarz godz. 22.47. . Tam było coś o wdowach, nieprawdaż ?

        A hel czy wybuch, czy trotyl to ta sama wizja świata… Tą kwestię odpuszczam. Tu rzeczywiście nie sposób się porozumieć.

        1. Z jakich wzgledow domniemuje pan, ze dokonuje autorefleksji, a podejrzewa, ze tamci tego nie robia. Nie pojme.

          A hel czy wybuch, czy trotyl to ta sama wizja świata…
          Wybaczy pan, ale ja nie miewam wizji.
          A jesli nawet, to nie ta sama.

          Ja wiem, ze tak panu latwiej, ale ja nie zamierzam ulatwiac.

Leave a Reply