Zatkana rura

Mysz szaleje. Niemal nie wysiada z samochodu. Skąd ja wezmę kasę na wachę? Po pierwszej przejażdżce w piątek, kiedy to córa wprawiła mnie w bezbrzeżną dumę — wczoraj pojechała odwiedzić Mamusię. To już 60 km w obie strony, pojechała zaś beze mnie, za to z bratem jako pasażerem. Potem “skoczyła” jeszcze gdzieś tam, dziś znów rozbijała się po mieście, a jutro rano uparcie chce “przetestować trasę do szkoły”. Chyba łudzi się, że przemknie buspasem.

Na mej radości pojawiła się duża rysa. Wszak choć dumny, nie przestaję się bać. Wczoraj czekałem bite trzy godziny, zanim upewniłem się, że bezpiecznie dojechali do Mamusi. Ani Mysz, ani Młody komórki odebrać nie raczyli, nie wspominając o tym, by wysłali choć esemesa. Przez te trzy godziny postarzałem się pewnie o rok. Tak, do dojrzałości jeszcze im trochę brakuje.

Z niejakim zdumieniem ujrzałem zaś, że dziś Mysz wróciła od kumpla z… rurą. Od odkurzacza. Bowiem coś ją napadło, by u owego kolegi pożyczyć odkurzacz i wyczyścić brykę w środku. Odkurzacz coś zassał, rura się zatkała, a kumpel najwyraźniej oznajmił, że córa moja ma rurę sobie teraz zabrać i przywieźć odetkaną.

Daleko zaszło to równouprawnienie.

21 Replies to “Zatkana rura”

  1. @ Krzysztof Leski/ Rura
    “Nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać!”

    – kij od mopa/ pręt zbrojeniowy z nieodległej budowy?

    Może też Ty będziesz musiał uciekać się do “numeru” z szalikiem w rurze wydechowej autka (tak, tak, ten wynalazek: Czterej pancerni i sobaka) – aby przejąć kontrolę nad swoim pojazdem.

    Swoją drogą, to dzisiejsi kawalerowie nie nadawaliby się do kawalerii!

  2. … poniedziałek – dziwoląg – w piątek w godzinach wczesnopopołudniowych dopadała mnie sobota i nie dała mi żadnych szans. … i tak mi mijają dni. a maria peszek na kolana mnie nie powaliła.

    1. coś miałem napisać a ta przyszła i gadała gadała gadała a! już wiem – “a maria peszek na kolana mnie nie powaliła.” – to było dla pani bibi

            1. ja to tam konsekwentnie wewjare ide. … owsa jeszcze nie sprzedałem; wszyscy owsem zawaleni, bo im wymarzło ozime więc je przeorali i owsem obsiali.

                1. coś mi czosnek przyatakowało w ogrodzie … karencja dwa miesiące … ręcznie – chore rośliny wytrzebiłem. a na hektarze? … o suszarni nie wspomnę, bo jakowąś prowizorkę dałoby sie zrobić.

                    1. pomysłów mam wiele, tylko zaplecza trochę brak – owies już mi chodzi na głowę:)

  3. Co do Corki, e, to nic nie moge powiedziec. Ale rura! Tu by sie rada znalazla.

    Po pierwwsze, mozna “dac w rure”. Byc moze nawet z kumplem, i wyjasnic mu to i owo, np. sprawy rownouprawnienia.

    Po drugie, koniecznie, ale to koniecznie trzeba uwarzac, zeby “rura nie zmiekla”. Bo wtedy bedzie naprawde niedobrze.

    Po trzecie, i ostatnie, kazda rura ma dwa konce. A to oznacza, ze w kwestiach 1 i 2 nalezy zdwoic wysilki.

    Mam wrazenie swietnie wykonanej roboty, i czuje, ze autentycznie panu pomoglem. Wystarczy tu na ten blog rzucic jedno praktyczne pytanie i od razu staja sie jasne roznice charakterow pieknoduchow takich jak testigo czy nocnik i umyslow scislych, takich jak ja. Zreszta, inzynierowi mowic tego nie trzeba.

  4. komórki odebrać nie raczyli

    taaa.. kiedyś przeczesałem cały Kurdwanów (dla niezorientowanych to takie osiedle w Krakowie) w poszukiwaniu Młodego (wyszedł od kumpla mówiąc , że wraca do domu)… W deszczu … Młody odnalazł się u sąsiada, niemalże za ścianą … Komórka mu się sama wyłączyła ..

  5. No przeca mówiłam jak się chwaliłeś prawkiem Myszy – po aucie. A nerwy? Ja byłam bardzo nerwową mamuśką, ale w końcu zrozumiałam – brak wiadomości jest dobrą wiadomością.
    Rura? Nie ma problemu, wąż od odkurzacza zatkany, to jest dopiero problem!

Leave a Reply