Wilhelm, forpoczta Kamprada

Mgła spowijała wybrzeża Sussex i Hampshire także nazajutrz, skutecznie paraliżując angielskie radary. Rozlokowani na klifie ludzie nie mogli dostrzec normandzkiej floty, która tak nagle opuściła rejon Hastings. Żeglowała zaś na południowy zachód, trzymając się w niewielkiej, ale bezpiecznej odległości od brzegu. Pod osłoną kolejnej nocy zaszurała o piasek w miejscu, które wskazał Taillefer. W Southhampton. To w tych okolicach — jak donosili szpiedzy  — duże siły angielskie jeszcze miesiąc wcześniej czekały na Normanów, ale z nadejściem jesiennych sztormów zostały rozpuszczone do domów,  bo inwazja w tym roku wydawała się mało prawdopodobna.

To nie znaczy, że poszło jak z płatka. Obudzone miasto zdołało wystawić prawie stu zbrojnych i liczące kilka setek pospolite ruszenie. Honoru Anglii broniło też kilkadziesiąt koni, cztery psy i tuzin zajęcy. Po bitwie, która trwała kwadrans i nie przeszła do historii, wojenny łup nijak nie wydawał się Wilhelmowi uzasadniać całej tej eskapady. Zwłaszcza, że Anglicy zyskali czas na wylizanie się z ran spod Yorku, na nową mobilizację pospolitego ruszenia, przegrupowanie — a czynnik zaskoczenia inwazją podczas jesiennych sztormów szlag trafił. Wyprawa mogła zakończyć się klęską, co przecież nie mogło ucieszyć tych, w których imieniu działał Taillefer. Czyżby zdradził? A jeśli tak, to kogo i dla kogo?

Fircyk nie wydawał się jednak tym wszystkim przejęty. – West Quay Road, SO15 – mamrotał pod nosem spacerując po okolicy. – Dobrze. To tu. Blisko M3 i M27. Ingvar będzie zadowolony.

Ani Wilhelm, ani reszta Normanów, ani angielscy jeńcy nie rozumieli z tego ani słowa. Niektórzy poszeptywali, że to jakieś czary. Tymczasem Taillefer podszedł do Wilhelma, przez chwilę coś mu tłumaczył, po czym król bezradnie i bezrozumnie kiwając głową wskazał palcem jednego ze swych marynarzy, a potem młodą kobietę z grona jeńców: – Ty i ty, chodźcie tu zaraz!

Minutę później Jean-Pierre i Florence byli już po formalności zmiany wiary na wspólną i po ceremonii ślubu, a pozostali jeńcy zagonieni do budowy domostwa dla młodej pary. Świtało, był 16 października 1066 r. Poza Tailleferem nikt nie miał pojęcia, że za czas jakiś Southampton, w odróżnieniu od Hastings, stanie się metropolią, do której z jeszcze większej metropolii, Londynu, prowadzić będzie wygodna autostrada.

Gdyby zaś nawet byli w stanie sobie to wyobrazić, wciąż byliby dalecy od świadomości — o zrozumieniu znaczenia tych faktów nie wspominając — że niemal 900 lat później Ingvar, potomek Ingvara, założy firmę Ikea, a po kolejnym półwieczu otworzy ogromny sklep w Southampton. Przy West Quay Road, SO15. Na ziemi odkupionej za grosze od potomków Jean-Pierre’a i Florence. I że w biurze marketu, z dala od oczu postronnych, każe wmurować tablicę ku pamięci Taillefera.

Nawet zaś Taillefer nie miał wtedy pojęcia, że nie jest jedyną wtyką Ingvara w kręgu władców ówczesnego świata, ani tego, że świat ten miał okazać się większy niż sądzono. Ba, tylko mgliste pojęcie miał o tym sam Ingvar. Niezwykła kupiecka intuicja sprawiła jednak, że w testamencie nakazał swoim spadkobiercom zainteresować się bliżej tym, co miało się zacząć dziać na słabo znanych jeszcze ziemiach na zachód od Pirenejów.

Czterysta lat później półtajni lobbyści kolejnego Ingvara umiejętnie podsycali na dworach Hiszpanii i Portugalii przekonanie, że nowa droga do “Indii” to rzecz warta grzechu i kasy. Kolumb, da Gama czy Magellan nie wiedzieli nie tylko o istnieniu Ameryki. Nie mieli także pojęcia, że wśród sponsorów ich wypraw jest pewien kupiec z dzikiej Skandynawii. Albowiem Ikea w Hastings miała powstać i powstała. Tyle, że w USA, a nie w Anglii.

***

Inspiracją tej dwupostowej historyjki była publikacja Celebrity Nert Worth, a zwłaszcza fragment poświęcony Wilhelmowi. Dziś rzecz odgrzebała gazeta.pl. Obu portalom zadałbym chętnie pytanie, jak liczyć ówczesną i obecną wartość ziemi? Czy Angole już w XI wieku uchwalali plany zagospodarowania przestrzennego? Historyjkę dedykuję zaś, co chyba oczywiste, fanom wszechobecnej dziś spiskowej wizji dziejów 🙂

25 Replies to “Wilhelm, forpoczta Kamprada”

  1. Nie zatkało tylko dopiero wróciło z roweru. I zamiast podziwiania historyjek podziwiam fantazję Hanki. Muszę chyba przerzucić się na spacery, bo mnie szlag trafi. Każda ścieżka rowerowa kończy się po góra 300 metrach niczym…to znaczy chodnikiem. A na nim np wyrasta na środku słup na następny billboard 🙁

    1. Coś mi tu pachnie malkontenctwem Ł.W. 😉 Aczkolwiek ścieżki rowerowe to temat dla władz miejskich znacznie bardziej wstydliwy niż ZTM. Ale z trzeciej strony, HGW ma tu mniej do obrywania, bo ścieżki to w 90% domena władz dzielnic, a nie gminy.

  2. OK Wezmę u ciebie korepetycje za co odpowiada Hanka.
    A historyjka? Będę szczególarzem 🙂
    Cztery psy i tuzin zajęcy? Jak psy goniły zające to chyba nie mogły bronić honoru Anglii. Popłynąłeś 🙂

          1. to już jest krygowanie się … namawiałem do napisania książki o czasach nam zdecydowanie bliższych bo szkoda by było gdyby obowiązująca “narracja” miała zwyciężyć … Ale co ja mogę… ja szary komentator…

              1. jeśli mam treść książki powiązać z miejscem na mapie a zarazem okresem historycznym to powiedzmy przed Magdalenką , w czasie Magdalenki i po Magdalence … Od razu trzy tomy … Jak już to trzeba iść na całość…

                  1. … nie twierdzę , że istotne … ale jakoś na te trzy tomy trzeba to wszystko podzielić… A poza tym mając do wyboru Cuszime i Magdalenkę to chyba , z punktu widzenia treści książki, ta ostatnia byłaby bardziej na miejscu 😉

          2. @ Krzysztof Leski / całą historię Wielkiej Brytanii?

            Już myślałem szukać gdzie mogłaby stać Historia Anglii Henryka Zinsa.
            Profesor był czarującym człowiekiem… Pierwszy raz widziałem u niego w domu model żaglowca do sklejania.
            Oczywiście – Victory

            – Tak historia alternatywna by Leski byłaby fascynująca!

              1. @ Krzysztof Leski / Victory
                … w trakcie sklejania, ech…
                te armaty na lawetach…

                Model przywieziony bodajże z Kanady.
                Ja w trzeciej klasie byłem – wyobraźnia podpowiadała huk i dym

  3. @ Krzysztof Leski / Cuszima
    Cuszima?

    tam nie używali kolei żelaznej

    Może coś o Mitteleuropa?
    Mam dla Ciebie tytuł – a Ty kombinuj historyjkę:
    Anioł ze Stróży
    😉

Leave a Reply