Kategorie

Kalendarz

October 2012
M T W T F S S
« Sep   Nov »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Bitwy pod Hastings nie było

Wódz nie spuszczał oka ze szczytu wzgórza i z widocznych gołym okiem drewnianych umocnień. Ci cholerni Anglicy dopiero co dotarli tu po dwóch tygodniach morderczej podróży spod Yorku, a już zdążyli się okopać… Nie szkodzi, są za słabi i zbyt zmęczeni. Normanom zaś wystarczyło pół dnia spokojnego marszu, by dotrzeć tu z miejsca desantu w Pevensey.

Nie, to nie Anglicy byli prawdziwym powodem zdenerwowania Wilhelma. Do szału doprowadzał go Taillefer. Uważany za królewskiego trefnisia, bo za takiego uchodzić chciał, w rzeczywistości był kimś, kogo Wilhelm się bał, kogo nienawidził, ale z kim musiał się liczyć. Taillefer był kimś w rodzaju nadzorcy finansowego. Na zlecenie możnowładców — tych z Rouen i Caen, z Paryża i Reims, Orleanu, Poitiers, Limoges, Awinionu, a nawet, jak się miało okazać, ze znacznie odleglejszych i tylko luźno zaprzyjaźnionych metropolii — pilnował, by król nie marnował tego, co w niego inwestowali.

Oczywiście w każdej chwili mógł Wilhelm skrócić Taillefera o głowę. Byłoby to jednak tożsame z abdykacją, odejściem w niebyt, może samobójstwem. Mając takie plecy Taillefer mógł, jako jedyny człowiek na ziemi, bezkarnie nazywać Wilhelma “głupim bękartem”. Co za szczęście, że nie czynił tego publicznie.

Słońce stało już dość wysoko nad Seniac Hill i czas był ruszać do ataku, jeśli Anglicy mieli być rozbici przed zmierzchem. Ale zgody Taillefera nie było. Ze złośliwym uśmiechem na twarzy trefniś powtarzał swoje:

- Nie, panie, tu z nimi walczyć nie będziemy.

Co gorsza, nie podawał praktycznie żadnych argumentów. Jakby nie rozumiał, że wzgórze nie jest wysokie, fortyfikacje — prowizoryczne, a normandzcy kusznicy przerzedzą skutecznie szeregi Anglików, zanim dojdzie do walki wręcz. Powtarzał coś, czego Wilhelm nie mógł zrozumieć: - Tu, panie, nigdy nic nie będzie. Może jakiś Sainsbury, nic więcej. Ingvar by mi tego nie wybaczył.

Aż stało się, co stać się musiało. Zamiast nakazać, by Taillefer intonując Pieśń o Rolandzie dał sygnał do ataku, Wilhelm musiał wydać rozkaz odwrotu. W samo południe zdumieni Anglicy ujrzeli, że normandzka potęga się wycofuje. Tysiące ciężkiego wojska pomaszerowało w stronę morza. Pod wieczór okręty Wilhelma zniknęły we mgle. Do bitwy pod Hastings nie doszło.

PS. Ciąg dalszy nastąpił :)

1 comment to Bitwy pod Hastings nie było

Leave a Reply