Kategorie

Kalendarz

October 2012
M T W T F S S
« Sep   Nov »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Ałfawit uże my znajem

Nu, prawie znajem. W 75%. A w opinii Młodego to akurat, by zostać żurnalistą. Tak, tak — jestem świeżo po krótkiej dyskusji z synem o dziennikarstwie. A dokładniej o warunkach minimum, jakie spełnić trzeba, by się spełniać w owym zawodzie.

Rozmawialiśmy o pisaniu w językach obcych. Mam tu nieco doświadczenia, choć tylko dwujęzycznego: poza polszczyzną wystarczająco władam tylko angielskim. Owszem, moje teksty ukazywały się tu i ówdzie po niemiecku, francusku, hiszpańsku, portugalsku, włosku i nawet po hebrajsku, ale pisałem je każdorazowo po angielsku pozostawiając resztę tłumaczom. Niby mógłbym sam próbować po niemiecku i francusku, lecz wedle moich standardów byłaby to autokompromitacja. A ja własnych standardów chcę się trzymać.

Wokół jednak standardy kurczą się jak spodnie uprane w zwykłym proszku. Gdy tak perorowałem, Młody nagle mi przerwał:

— Ja mogę pisać po rosyjsku. Znam już 75% alfabetu.

I jał recytować. Przy “je, jo, że, ze” nieco zwolnił, “i kratkoje” mu uleciało, a w okolicach “ha” się zaciął i do “cia” nie doszedł. O “twiordym” i “miagkim” znaku chyba jeszcze nie słyszał. Co jednak mnie cieszy, to to, że po moim żachnięciu dość łatwo zgodził się ze mną, iż znajomość 3/4, a nawet całego alfabetu może jednak nie wystarczać.

Symptomatyczne wszakże, że w pierwszym odruchu powiedział to, co powiedział. Gdzieś w jego podświadomości musi tkwić takie postrzeganie dzisiejszego dziennikarstwa przez odbiorców i trochę także przez wydawców: znasz alfabet? — możesz pisać; nikt nie uciął ci języka, nie masz drastycznej wady wymowy — możesz gadać w radio i TV. Myśleć nie musisz, wiedzieć niczego nie musisz, bo twój odbiorca też nie chce myśleć ani wiedzieć.

— Mogę o tym skrobnąć na blogu? — zapytałem. Młody zgodził się dość łatwo żądając tylko, bym podesłał mu linkę. Albowiem choć ufa mi, że mu krzywdy nie zrobię, to chce zobaczyć, jakie będą komentarze.

Do licha, za PeeReLu przez 9 lat, od V klasy podstawówki do pierwszego roku studiów włącznie, miałem obowiązkowy rosyjski. Udało mi się nie nauczyć prawie niczego, ale do dziś, nieledwie jak pies Pawłowa, recytuję z pamięci parę wierszyków i czytanek. Wciąż prawie (w 85%?) pamiętam zeskryptu dla  MELu, że “kagda swierchzwukowyj istriebiciel coś tam coś tam, trudno usomnitsia w jewo sowierszenstwie”. Nie muszę dodawać, że był to sowietskij istrbiebiciel. Wciąż częściowo potwierdzam, com już w podstawówce wchłonął, że choć z trudem wielkim — “uże piszem i citajem, i wsie bukwy pa pariadku biez oszibki nazywajem”. Tak, tak, znam, cholera, cały ruski alfabet.

I grecki też. Cały. 100%. Może zacznę pisać w starogrece? Tytuł posta już mam:”Δύσκολοι καιροί για τους ανθρώπους που σκέφτονται”. Nad treścią popracuję. Pewnie już byłbym gotów, gdybym utrzymal dobry humor, w jaki wpadłem po rozmowie z Młodym — ale gdy ściubiłem niniejszy pościk, zadzwoniła córa:

— Tata, znalazłam ekstra spodnie! Za jedyne…

15.10. Pora do Yumy.

77 comments to Ałfawit uże my znajem

Leave a Reply