Kategorie

Kalendarz

August 2012
M T W T F S S
« Jul   Sep »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Stratni

Gdy w grę wchodzą arytmetyka i ekonomia, dzisiejsze dziennikarstwo wymięka. Przeczytałem na licznych portalach, że po londyńskiej olimpiadzie tamntejsi hotelarze i sklepikarze “liczą straty”. Bo ludzi przyjechało mniej niż oczekiwali.

Straty? Sprzedawali ciaćki poniżej kosztów? Wynajmowali pokoje za darmo? Nikt jakoś tego w tekstach nie wyjaśnia. Straty i już.

Cóż, rozumiem, że zyski okazały się skromniejsze od oczekiwanych. Ciekawe, czy tam też – jak powszechnie w naszej blogosferze po Euro 2012 – ktoś widzi w tym winę i porażkę… rządu. Jeśli pomnę, w naszych mediach przed Euro mnóstwo było doniesień, że niektóre hotele w miastach meczowych podniosły ceny nawet 10-krotnie. W Londynie, w którym hotele i tak są najdroższe na świecie, ceny też poszły w górę. Jak rząd ma walczyć z chciwością hotelarzy?

PS. Przypominam, że nocnik nadal bawi w sanatorium :)

10 comments to Stratni

  • testigo

    Propozycja korekty:
    “nocnik bawi Z sanatorium”

    - no i miejmy nadzieję, że się bawi tam również :)

    —————-

    A propos hoteli w Londynie: coś mi kiedyś mówiono o cenach hoteli w Moskwie… ale tam chyba nie jedzie ktoś kto nie musi, więc i tak cena wliczona w koszty korporacyjne, nie?

    Zechciej przy okazji wyjaśnić: “ciaćki”? Kiedyś się tak mówiło na pieniądze, ale to supozycja. Cóż to są tu owe “ciaćki”?

    • Krzysztof Leski

      O przyimki kłócić się nie będę. A ciaćki? Tego nikt do końca nie wie. Moje dzieci zwykły tak mówić na gadżety w sklepach z pamiątkami, wiesz, ciupagi made in China, plastikowa wieża Eiffla w sklepiku na Teneryfie…

  • Krzysztof Leski

    Onet tymczasem napisał w tytule wiadomości wśród tych najważniejszych:

    Ujarzmili wielkiego gada. Przykryli go garnkiem

    Wielki gad, wielki garnek, wielkie dziennikarstwo.

    • Wiem , ze podejmuje się beznadziejnej obrony ale spróbuje :

      Dzisiejsze czasy maja to do siebie , że oferują odbiorcy możliwość otrzymania nieprawdopodobnej ilości informacji. Sądzę , że media mają do wyboru w związku z tym albo przeprowadzać selekcje tych informacji i próbować objaśniać przyczyny pewnych wydarzeń, ich konsekwencje i wówczas siłą rzeczy staną się prędzej czy później elitarnymi albo serwują informacje “jak leci” na zasadzie dla kazdego coś miłego.
      Do tego oczywiście dochodzi kwestia finansowania czyli konieczność pozyskiwania reklam – wiadomo który sposób działania zyska więcej reklamodawców… Taka sytuacja wiele mówi o mediach ale przede wszystkim o nas, ich odbiorcach… Moze po prostu działa cos na kształt sprzężenia zwrotnego które ten “garnek” powiększa i powiększa…

    • testigo

      @ Onet…

      - że też Ci czasu nie szkoda na takie potworności ;)

      Swoją drogą – autor tej wielkiej informacji o gadzie pewnie bez problemu “ma co do garnka włożyć”.
      Tyle, że słowo “dziennikarstwo” jest w tym przypadku trochę na wyrost.

      Ale właśnie ten “wyrost” powiększa ten garnek. To jest to sprzężenie zwrotne.

      Eheu!

      ps
      uciekam od takiej cywilizacji – jadę na tydzień do przyjaciół w Beskidy, mają tam chatę bez telewizji, za to z miejscem na ognisko

    • panjanek

      @Wielki gad, wielki garnek, wielkie dziennikarstwo.

      To tylko głupawy tekst. Znacznie gorsze (i warte napiętnowania) jest “dziennikarstwo” szkodzące, niszczące przyzwoitych ludzi – jak np. w tej sprawie, opisanej przez Widackiego:

      “Przy­czyną śmierci Sta­ni­sława Pyjasa było śmier­telne zachły­śnię­cie się krwią, przy nie­wiel­kim, ale dość sil­nie krwa­wią­cym ura­zie twa­rzo­czaszki, przy znacz­nym stop­niu upo­je­nia alko­ho­lo­wego. Bie­gli leka­rze uznali, że uraz ten mógł być zarówno ura­zem bier­nym, jak i czyn­nym. Bio­rąc pod uwagę miej­sce zna­le­zie­nia zwłok (klatka scho­dowa, strome schody itd.), przy­jęli, że bar­dziej praw­do­po­dobny był uraz bierny niż czynny, a zatem, że ofiara sama ude­rzyła twa­rzą w prze­szkodę (np. spa­da­jąc ze scho­dów), niż że została ude­rzona przez inną osobę.

      Ci, który za wszelką cenę chcieli wie­rzyć w mord poli­tyczny, oczy­wi­ście nie uwie­rzyli bie­głym leka­rzom. Na głowę kie­row­nika Zakładu Medy­cyny Sądo­wej, prof. Zdzi­sława Marka, posy­pały się gromy. Poma­wiano go o to, że opi­nię wydał na zle­ce­nie SB, że jest dys­po­zy­cyjny dla władz. Tym ciska­ją­cym gromy i pomó­wie­nia nie prze­szka­dzało nawet to, że to nie on wyko­ny­wał sek­cję, tylko dwóch ówcze­snych adiunk­tów, skąd­inąd spe­cja­li­stów o nie­po­szla­ko­wa­nej opi­nii, a odbie­rał sek­cję inny pro­fe­sor, Kazi­mierz Jaeger­mann, powszech­nie sza­no­wany w śro­do­wi­sku praw­ni­czym i lekar­skim, wybitny medyk sądowy i auto­ry­tet moralny. Prof. Marek był wów­czas w Kra­ko­wie nie­obecny. Podzie­lał jed­nak wnio­ski pod­wład­nych i jako kie­row­nik kate­dry i zakładu bro­nił wyda­nej przez nich opi­nii. Oskar­że­nie całego zespołu: dwóch pro­fe­so­rów i dwóch adiunk­tów o udział w ubec­kim spi­sku było tak dalece nie­wia­ry­godne, że poprze­stano na jed­nym Marku.

      W 1990 r. wzno­wiono śledz­two w spra­wie oko­licz­no­ści śmierci Sta­ni­sława Pyjasa, a ci, któ­rzy przed­tem szep­tali tylko oszczer­stwa po kątach, teraz dorwali się do wła­dzy i do mediów, zysku­jąc sojusz­ni­ków w usłuż­nych dzien­ni­ka­rzach (…)

      Ostat­nio do sprawy zabrał się IPN. Ta doświad­czona w eks­hu­ma­cjach insty­tu­cja posta­no­wiła eks­hu­mo­wać zwłoki Sta­ni­sława Pyjasa i sta­ran­nie skom­ple­to­wała zespół medy­ków sądo­wych zebra­nych z całej Pol­ski, omi­ja­jąc trę­do­waty zakład kra­kow­ski. Dobrany przez IPN zespół medy­ków sądo­wych, prze­pro­wa­dza­jąc bada­nia, nie tylko potwier­dził opi­nię kra­kow­ską z 1977 r., ale zna­lazł jesz­cze nowe argu­menty na jej popar­cie. Kropkę nad i posta­wili bie­gli z Insty­tutu Eks­per­tyz Sądo­wych, któ­rzy w eks­per­ty­zie fizycz­nej potwier­dzili mecha­nikę upadku ze schodów.

      Przez wiele lat każdy, kto ośmie­lił się nie wie­rzyć, że Pyjasa zabili esbecy, i podej­rze­wać, że mógł on jed­nak po pija­nemu spaść ze scho­dów, oskar­żany był o sym­pa­tię do komuny, nazy­wany „obrońcą ube­ków” lub wprost „ube­kiem”.
      Ta ide­olo­gia docze­kała się nawet przed kilku laty idio­tycz­nego filmu „Trzech kum­pli”, autor­stwa gwiazdy kamery, która roz­bły­sła peł­nym bla­skiem dopiero po kata­stro­fie smoleńskiej.”

      Polecam cały tekst:
      http://studioopinii.pl/artykul/11069-jan-widacki-nikt-nie-przeprosi

  • Panie Krzysztofie,
    proszę o kontakt w sprawie Mieczysława Daaba.(psr@niebieskaeskadra.pl)
    Grześ

  • Jeżeli w nadzieji na ekstra przychody, zainwestowali i przeinwestowali, to są stratni.

    Tak jak ponoć są stratni alfonsi przy okazji naszego Euro2012. Zawarli kontrakty, wynajęli specjalne kontenery, a klienci postanowili spędzić mistrzostwa bez ruji i poróbstwa. I co … strata jak nic.

Leave a Reply