Kategorie

Kalendarz

December 2011
M T W T F S S
« Nov   Jan »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Parole, parole

Język niby polski, a jakby obcy. Coraz częściej widzę, że Polacy mają z nim problem. Używają słów, które “jakoś tam pasują”, choć gdy wniknąć nieco głębiej, są w zadanym kontekście bez sensu. Jako jeden z ostatnich dinozaurów śledzę i wciąż uparcie piętnuję to zjawisko, świadom jednakowoż, że to już nawet nie wołanie na puszczy, bo puszczę dawno wycięli.

Oto w ciekawym skądinąd newsie o polskiej małej gastronomii wypowiada się pani “specjalistka od restauracyjnego PR”. Chyba nie zastanawia się długo nad tym, co mówi, skoro nagle w jej słowotoku pojawia się wyraz “zwielokrotnić”, czyli co najmniej “podwoić”, a może nawet “potroić”, bo wszak o potoczne, całkowite rozumienie “krotności” chodzi:

W nadchodzącym roku Polacy wydadzą w restauracjach, barach i kawiarniach ponad 30 mld złotych. Kwotę tę zwielokrotnią z pewnością goście przybywający na Euro 2012.

To oczywiście jak najbardziej prawdopodobne. Zagranicznych ekip jest 15. Co prawda część z nich nie zawita do Polski w ogóle lub prawie wcale, bo albo nie wyjdą z grającej na Ukrainie grupy, albo także tam rozegrają ćwierćfinały i półfinały (czy drabinka to umożliwia? Nie wiem, nie wnikam). Nic to, takie drobiazgi nie staną na drodze do sukcesu polskich barów.

Przyjmijmy zatem, że każda z owych 15 ekip odwiedzi Polskę w sile około 200 tysięcy luda, wliczając piłkarzy, trenerów, medyków i masażystów, oficjeli i wreszcie kibiców. Przyjmijmy, że każdy z tej trzymilionowej  armii nażre się i napije w polskich barach za głupie 10 tysięcy złotych — niektórzy przecież spędzą tu niemal miesiąc — i gotowe: 30 miliardów pękło. I to “z pewnością”.

Nie twierdzę, że natężenie bzdur we współczesnej polszczyźnie ulega corocznie zwielokrotnieniu. Sądzę tylko, że znacząco rośnie.

12 comments to Parole, parole

  • evertsen

    “jakoś tam pasują”, choć gdy wniknąć nieco głębiej, są w zadanym kontekście bez sensu
    to już nawet nie wołanie na puszczy, bo puszczę dawno wycięli

    doskonały dowcip ofiarujący diabłu ogarek zapachowy autoironii, unless I am very much mistaken :D

  • tomasz de chartres

    W tym artykule Onet-u zaintrygowało mnie to zdanie:

    Tutaj kucharz jest przedłużeniem naszych wyobrażeń kulinarnych – opisuje swoje kulinarne podróże Magda Rozmus, która z odkrywania nowych mikrolokali stworzyła swoją pasję.”

    Co jest potrzebne aby odnieść sukce3s w polskiej branży resturacyjnej? Naprawdę niewiele:

    “27 metrów kwadratowych, trzy stoliki, bar, toaleta – to wystarczy, by zadowolić najbardziej wyrafinowane kulinarne gusta, ale przede wszystkim sanepid, który uznał lokalik za pełną praw i obowiązków restaurację. W odnoszeniu sukcesów nie przeszkadza nawet fakt, że lokal położony jest, według poznaniaków, w strefie „no go zone”, czyli dzielnicy, gdzie zamiast dobrego jedzenia można otrzymać solidny łomot.

  • “Tutaj kucharz jest przedłużeniem naszych wyobrażeń kulinarnych”

    “(…)W żadnym calu nie wyglądam jak spaghetti(…)” ;-)

  • Niedawno profesorka-filozofka Środa opisując korzyści wypływające z wojny polsko-jaruzelskiej dla Polaków, akcentowała “zwielokrotnienie” liczby urodzeń.

    Teza o sprzyjaniu godziny policyjnej i braku prądu dzietności nie jest nowa, ale “zwielokrotnienie” mnie nieco ruszyło.

    Zerknąłem. Faktycznie, na 1983 przypada szczytowa wartość ok. 720 tys. urodzeń, co robi wrażenie wobec dwa razy mniejszych liczb z pierwszej dekady tego wieku. Tyle, że jest to, jak wiadomo, ekstremum krzywej rosnącej od połowy lat 60, echo powojennego bumu (czemuż to słowo uparcie pisze się przez dwa o?). Możliwe, że pewne okoliczności stanowojenne wpłynęły na podbicie wskaźników wobec końcówki lat 70. Ale relacja między 680 a 720 to zdecydowanie nie jest “zwielokrotnienie”.

    Bardziej uzasadnione byłoby zresztą pytanie, czy pikowanie krzywej urodzeń od 1980 roku, by po dekadzie osiągnąć ok. 550 tys (i dalej spadać), nie miało też przyczyn w beznadziei Polski jaruzelskiej właśnie…

    • TRad

      Nie wymagałbym od humanistów sprawnego posługiwania się polszczyzną. Jedynym kryterium przynależności do tej grupy jest, jak wiadomo, ignorancja w zakresie wiedzy ścisłej.

      Przykład z pewnej gazety. Pewna pani, zapewne dyploowana dziennikarka, rozpaczała nad poziomem oświaty. “Co prawda średnia ocena na egzaminie z matematyki wyniosła [ileś tam], ale blisko połowa gimnazjalistów ma słabsze wyniki”. Ktoś to napisał, ktoś inny zatwierdził do druku. Ech…

      • No tak. W takim razie od razu zgłaszam postulat, aby płaca minimalna była ustawowo (gdzie tam, konstytucyjnie!) wyższa od średniej krajowej :D

      • jes

        Proszę przemyśleć następujące przykładowe zestawy liczb z zakresu ocen szkolnych:
        1,4,4,5,6;
        1,1,6,6,6;
        2,3,3,6,6.
        W tym przypadku sytuacja, gdy “niemal blisko połowa” wyników jest gorsza od średniej pozwala snuć bardzo ciekawe przypuszczenia i wcale nie musi pobudzać do śmiechu.
        Podaje pan za mało danych, aby pański przykład działał na korzyść sformułowanej przez pana tezy o ignorancji niektórych grup społecznych w dziedzinie nauk ścisłych. Bo, jak rozumiem, pan nie jest humanistą?

        • TRad

          Proszę Pana

          Teza dziennikarki _nie_ brzmiała “prawie połowa uczniów ma oceny _znacznie_ poniżej średniej” (zresztą rozkład był zgodnie z oczekiwaniami w przybliżeniu gaussowski). Ta pani zamartwiała się, że tylu uczniów nawet średniej nie uciągnęło. Bo jak słusznie zauważył Odys: wszyscy powinni być uczniami ponadprzeciętnymi.

          • jes

            @TRad.
            Tak, jak napisałem wyżej – aby pański przykład zadziałał, trzeba dodać trochę danych. Choćby to, że rozkład był w przybliżeniu (jak dużym? – to całkiem niebanalne pytanie) gaussowski i tezę, że jest to model oczekiwany, albo pożądany. A to też wcale nie jest oczywiste. Na podstawie tego, co pan przytoczył, nie można wyrobić sobie zdania, czy pani redaktor miała świadomość takich niuansów. Być może rzeczywiście – nie. Pytanie, czy pan, pisząc swój prześmiewczy komentarz, o takich niuansach choć chwilę pomyślał.

            Przyznam się, że chciałem trochę pożartować z pana Krzysztofa i przyczepić się, choć pół-żartem do tego, co napisał – nie dało się, padło więc na pana. Cóż, trudno doścignąć mistrza.
            Pozdrawiam serdecznie :)

Leave a Reply